Rozdział 128: Koncert

Uwagi: Nastolatki

Mycroft nie pasował do takiego miejsca. Ani razu nie wszedł do takiego miejsca, ani nie siedział pośrodku żadnego baru, oglądając występ zespołu na żywo. Nie, to nie były jego klimaty. Był to jednak jego chłopak, który stał na scenie, śpiewał i grał na gitarze, tak jak nigdy Mycroft go nie wiedział, więc poświęcał się dla niego. Dlatego siedział, spokojnie popijając, szczerze mówiąc, przeciętną szkocką, wpatrując się w chłopca, w którym jakimś cudem się zakochał.

Greg był fascynującym nastolatkiem. Był towarzyski, ubierał się w szalony sposób i należał do tego typu chłopców, których Mycroft zawsze ignorował. Stwierdził jednak, że Grega nie można było zignorować. Było to zauroczenie od pierwszego razu, najwyraźniej dla nich obu, a następną rzeczą, jaką Mycroft zauważył było to, że znaleźli się w odległym kącie biblioteki i całowali się, jakby od tego zależało ich życie.

Kiedy Greg zwrócił się do niego w zeszłym tygodniu w sprawie występu, który jego zespół miał szczęście zaklepać w tym barze, Mycroft wewnętrznie się wahał. Jednak natychmiast się zgodził, nie mogąc się oprzeć równie niepewnemu wyrazowi twarzy swojego chłopaka. Greg równie dobrze wiedział, jak różnił się styl życia Mycrofta od tego, ale to było bardzo ważne dla starszego nastolatka i nie było mowy, żeby Mycroft był zbyt uparty, by odmówić uczestnictwa w tym.

Na szczęście prawie z nikim nie rozmawiał w miejscu, w którym siedział. Częściowo dlatego, że nie miał ochoty nawiązywać rozmowy z obcymi, którzy go otaczali. Jednak było to bardziej z powodu tego, jak oczarowany był Greg'iem. Chłopak był utalentowany, a Mycroft był na wielu prywatnych występach, więc wiedział, jak dobrze drugi nastolatek potrafi śpiewać i grać. Jednak widząc go występującego, faktycznie stojącego na scenie… Chłopak był w swoim żywiole. Był gwiazdą tego miejsca i było to jedno z najpiękniejszych wydarzeń, jakich Mycroft miał przyjemność doświadczyć.

— W porządku — powiedział Greg po zakończeniu piosenki. Pozostali członkowie zespołu odkładali instrumenty i zaczęli schodzić ze sceny. — Chłopcy chcą odetchnąć i napić się, więc w czasie kiedy będą się lenić, zostanę z wami.

Greg uśmiechnął się i mrugnął, odłączając gitarę elektryczną i zamiast niej chwytając akustyczną, której, jak Mycroft wiedział, używał w swoim mieszkaniu. Nastolatek podszedł na bok sceny i przesunął stołek barowy, który ktoś dla niego ustawił, po czym usiadł i poprawił swój mikrofon.

Mycroft rozpoznał pierwszą piosenkę, którą zaczął śpiewać. Przypomniał sobie, że nosiła tytuł "Boulevard of Broken Dreams". Greg często grał ją w domu. Właściwie to była pierwsza piosenka, jaką Greg dla niego zagrał. Atmosfera wokół starszego nastolatka całkowicie się zmieniła. Jego energia nie wychodziła na zewnątrz i nie była tak nabuzowana jak podczas reszty występu. Nie, w sposobie, w jaki grał, było coś znacznie bardziej intymnego. Mycroft odchylił się na krześle, trzymając w dłoni drinka, ale zapominając go pić, gdy rozkoszował się pięknem tego, co działo się na scenie.

Po zakończeniu tej piosenki Greg przeszedł do takiej, której Mycroft nie rozpoznał. Nie przegapił jednak tego, jak te ciemnobrązowe oczy otworzyły się, a wzrok nastolatka napotkał jego, gdy ten śpiewał.

Put your arms around me. What you feel is what you are and what you are is beautiful. Oh, May— Ponownie zamknął oczy i lekko odchylił głowę — Do you wanna get married, or run away?

Mycroft poczuł rumieniec na policzkach. Chociaż oświadczyny były tylko częścią piosenki, czuł, że reszta słów była przeznaczona tylko dla niego. Greg potrafił powiedzieć wszystko, co chciał, tylko za pomocą spojrzenia. Śpiewał dla wszystkich, a jednocześnie śpiewał jedynie dla Mycrofta. Jeśli to nie było piękne, to młodszy nastolatek po prostu nie wiedział, co mogłoby by być.

Następna piosenka była jeszcze bardziej przeznaczona dla niego. To było oczywiste. Mycroft stwierdził, że nie może oddychać. Wzrok Grega spoczywał na nim przez cały czas, a na jego twarzy malował się promienny uśmiech, gdy śpiewał. Mycroftowi kręciło sie w głowie i nie mógł zdecydować czy słowa: "When you kiss me I just gotta. When you kiss me I gotta. Kiss me I just gotta say…" lub "I'm so glad I found you. I want my arms about you. I can't help it if I feel this way." sprawiły, że jego serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Nieważne co, Greg był na tej scenie, śpiewając w kółko, że kocha Mycrofta i tylko jego. Serce młodszego nastolatka biło tak szybko, że myślał, iż może zemdleć.

Później została odśpiewana inna piosenka, ale Mycroft słyszał ją tylko połowicznie. Ściskał mocno swoją, teraz już pustą, szklankę, próbując dojść do siebie i upewnić się, że na zewnątrz nie wyglądał jak głupiec, którym czuł się wewnętrznie. Później Greg poprosił o przerwę i zszedł ze sceny. Mycroft obserwował, jak przechodził i wymykał się tłumowi. Wszyscy z nim rozmawiali i chcieli uścisnąć dłoń. Zanim drugi nastolatek dotarł do swojego miejsca, miał już garść papierów.

Mycroft zamrugał, zerkając na nie. Oczywiście były zapisane na nich numery telefonów, wszystkie przeznaczone dla Grega. Mycroft poczuł ukłucie zazdrości, ale to uczucie zostało natychmiast zniszczone, gdy zobaczył, jak jego chłopak, bez wcześniejszego zerknięcia, wepchnął je do nietkniętej szklanki wody. Atrament zaczął się rozmazywać i prawie natychmiast stał się nieczytelny.

— I co myślisz? — zapytał Greg, siadając obok Mycrofta.

Pochylił się nad stolikiem, ich ramiona przycisnęły się do siebie, a młodszy nastolatek mógł poczuć jego rozgrzane od wykonanego występu ciało. Oblizał usta.

— To było… — zaczął, starając się przełknął gulę, która uformowała mu się w gardle. — To było wspaniałe, Gregory. Naprawdę.

— Wiesz, te piosenki były przeznaczone dla ciebie — powiedział zupełnie poważnie Greg, pochylając się nieco bliżej.

— Wie… wiem — przytaknął Mycroft.

Uśmiechając się, Greg objął plecy bardzo zdenerwowanego młodszego nastolatka, zmniejszając dzielący ich dystans, by pocałować go z czułością. Lestrade pachniał potem, papierosami i alkoholem, a wszystko to zmieszane z zapachem, który należał tylko do niego. Mycroft nie powinien być tak uzależniony od tego zapachu, ani uważać tego połączenia za seksowne. Tak jednak było, niech bogowie mu pomogą. Namiętnie oddał pocałunek.