Rozdział 130: Leniwy dzień

Dni wolne były najlepsze. Leniwe dni wolne były jeszcze lepsze. Był to jeden z pierwszych, jakie Greg miał przyjemność mieć od wieków. Dlatego jeśli miał spędzić dzień leżąc na kanapie i oglądając mecze piłki nożnej, to lepiej niech nikt nie odważy się nic powiedzieć na ten temat.

Obudził się i zaparzył swoją zwykłą kawę, a także filiżankę herbaty dla Mycrofta. Pocałował swojego partnera, zanim ten w końcu wyszedł z domu. Chciał, żeby Mycroft został z nim w domu i też miał leniwy dzień, ale najwyraźniej było kilka ważnych spotkań, których nie można było zignorować ani przełożyć na inny termin. Głupi rząd, potrzebujący rządzenia i tego całego gówna.

Niedługo po tym, jak wyciągnął się na kanapie, drugi mieszkaniec ich domu zdecydował się do niego dołączyć. Przynajmniej mógł dostać jakąś formę przytulenia.

— Cześć Remmington.

Uśmiechnął się słodko, głaszcząc ich rozpieszczonego kota. W odpowiedzi usłyszał ciche miauczenie, a chwilę później zwierzak zwinął się na kolanach Grega i zasnął. Mężczyzna nadal go głaskał, a po chwili zrobił zdjęcie komórką, żeby wysłać je do Mycrofta.

Spędzili poranek w ten sposób. Nie ruszył się z Remmingtonem nawet o krok. Oglądał mecze Arsenalu i Chelsea. Na szczęście obie drużyny wygrały i choć raz było to bardzo przyjemne doświadczenie. Z wygodnie rozłożonym ciepłym ciałem Remmingtona na kolanach, wibrującym, gdy mruczał, Greg pogrążył się w pół sennym oszołomieniu. Jego głowa lekko opadała, gdy przysypiał.

Po południu obudziło go nieco pocałunek w głowę. Mrugając ospale, ziewnął i spróbował się rozciągnąć, ale okazało się to niemożliwe ze względu na wciąż spoczywającego na nim kota. Prawdopodobnie był to najdłuższy czas, w jakim ich rozpuszczony kot pozostał na jego kolanach, ani razu ich nie opuszczając.

— Co robisz w domu? — zapytał, ponownie ziewając.

— Mogę wyjść, jeśli chcesz — skomentował Mycroft, unosząc w rozbawieniu brew.

— Nieee — mruknął Greg, wyciągając dłonie w stronę młodszego mężczyzny i chwytając w luźnym uścisku róg jego marynarki. — Jestem po prostu zaskoczony. Nie spodziewałem się, że wrócisz tak wcześnie do domu.

Mycroft schwytał dłoń Grega, ściskając ją delikatnie, zanim uwolnił swój garnitur z uścisku mężczyzny. Obszedł kanapę i przykucnął, tak, że byli teraz twarzą w twarz.

— Spotkanie zakończyło się wcześniej, a Anthea zmieniła mój harmonogram — wyjaśnił cicho, wyciągając rękę, by pogłaskać Remmingtona po grzbiecie. — Przypomniałem sobie, że cudowny mężczyzna spędza leniwy dzień w domu i zdecydowałem, że najlepiej będzie do niego dołączyć. Wygląda jednak na to, że ktoś inny mnie uprzedził.

Greg prychnął rozbawiony powodując, że Remmington uniósł głowę i mrugnął sennie wpatrując się w nich. Uśmiechając się, Greg spojrzał czule na Mycrofta.

— Przebierz się, a ja w tym czasie pomyślę, jak cię tutaj wcisnąć — powiedział przeganiając Mycrofta, by ten założył wygodniejsze ubranie.

Elegancki mężczyzna zawahał się, nigdy nie przebierał się w takie odzienie, dopóki nie nadeszła pora snu, ale potem skinął głową i zniknął w ich sypialni.

Remmington właśnie się rozciągał, kiedy Mycroft wrócił ubrany w ciemnoczerwoną piżamę. Greg znów uśmiechnął się i skinął na niego, by się zbliżył.

— No dalej, Myc — powiedział cicho, przesuwając się na kanapie robiąc miejsce.

Ten ruch spowodował, że ich kot zeskoczył mu z kolan, z czymś co najwyraźniej było sapnięciem niezadowolenia, ale Greg tylko przewrócił oczami. Mycroft usiadł na kanapie, również rozkładając się i zakładając nogę na nogę. Nucąc, Greg objął ramieniem jego talię i pochylił się bliżej niego.

— Muszę powiedzieć, że to o wiele lepsze niż siedzenie w pokoju z nadętymi zagranicznymi przywódcami — wymamrotał Mycroft, składając delikatny pocałunek na czole Grega.

— Masz cholerną rację — zaśmiał się Greg.

Leniwy dzień Grega zmienił się ze wspaniałego w cholernie niesamowity. Remmington postanowił ponownie do nich dołączyć i jakimś cudem rozciągnął się na kolanach ich obu i chociaż Mycroft przejął pilot do telewizora i przełączył na mecz szachowy, Grega to nie obchodziło. Był rozleniwiony, senny i było mu wygodnie, gdy był otoczony przez tych, których kochał najbardziej. To było idealne.