Rozdział 135: Chodźmy na przejażdżkę
Uwaga: Alternatywna rzeczywistość. Nasi bohaterowie są nastolatkami.
— Czyli tutaj byłeś — powiedział Mycroft, wchodząc do małego garażu.
Jego ramiona były luźno skrzyżowane przed klatką piersiową i rozglądał się wokół, gdy jego nos był atakowany ostrym zapachem benzyny, gumy i metalu. To naprawdę nie był przyjemny zapach i gdyby nie kojarzył go ze swoim chłopakiem, całkowicie by go nie lubił.
— Tak, przepraszam — rozległ się głos Grega, który przesunął się lekko z miejsca, gdzie leżał na plecach na betonowej podłodze. Wkrótce spod motocykla, którym zawsze jeździł, wyłoniła się jego głowa i ręka w której trzymał klucz. Na policzku miał plamę smaru. To, szczerze mówiąc, było urocze. — Po prostu ją tuninguję, ze względu na zmieniającą się pogodę. Nie wiedziałem, że przyszedłeś!
— Nie martw się. Dopiero przyszedłem. — Mycroft uśmiechnął się, spoglądając czule na starszego nastolatka, który wstał i podszedł do niego.
Greg trzymał w dłoni ścierkę, której używał do wycierania się, a nawet gdy podszedł bliżej, nie próbował przyciągnąć bliżej Mycrofta, tak jak zawsze robił. Było to bardzo przemyślane.
— Powinienem się umyć — skomentował ze śmiechem. — Czy chciałbyś się przejechać?
Mycroft zamrugał, a jego oczy otworzyły się szeroko ze zdziwienia, gdy spojrzał na starszego chłopca. Poświęcił chwilę, aby przyjrzeć się pojazdowi, po czym spojrzał na Grega i uniósł brew.
— Na tym?
— Oczywiście! — powiedział Greg, zaczynając się śmiać. — Będziesz całkowicie bezpieczny. Nie miałem jeszcze okazji, żeby zabrać cię na przejażdżkę motorem. Powinniśmy pojechać. Założę się, że ci się spodoba.
Mycroft zawahał się na moment. Oczywiście ufał Gregorowi, ale… Nigdy wcześniej nie jechał pojazdem, który miał tylko dwa koła. Nigdy nawet nie jeździł na rowerze, tak jak inne dzieci. Ani on, ani jego młodszy brat Sherlock nie byli zainteresowani takimi rzeczami. To prawda, że wiele razy widział, jak Greg jeździł na motocyklu. Wydawało się, że nastolatek był do tego stworzony.
W jakiś sposób, mimo że nadal był ostrożny, Mycroft stwierdził, że się zgadza. Jednak podekscytowany wyraz twarzy Grega był nagrodą samą w sobie, a jego promienny uśmiech był niezmiernie zaraźliwy, więc Mycroft czekał, aż przebierze się i wytrze smar, tak że nie będzie konieczny prysznic.
— W porządku — powiedział Greg, wracając. — Ale najpierw.
Podszedł szybkim krokiem, zmniejszając dystans między nimi. Podnosząc ręce w górę, Greg ujął policzki Mycrofta i pochylił się, by go pocałować go z uczuciem. Mycroft odwzajemnił pocałunek, jedną ręką obejmując jego ramiona i przytulając go mocno. Pozostali tak przez chwilę, zanim się rozstali, a Greg potarł miękki policzek Mycrofta, zanim podszedł do motoru.
— Weź to — powiedział, niosąc kask i podając go eleganckiemu chłopcu. Mycroft wziął go z wahaniem, spoglądając na niego. Greg zaśmiał się. — Dalej, kochanie. Będzie na ciebie pasować.
Greg założył drugi kask, gdy Mycroft wpatrywał się w niego w milczeniu, zanim zrobił to samo. To było dziwne uczucie. Przylegał do niego, ale przypuszczał, że o to właśnie chodziło i po kilkukrotnej próbie dopasowania, był ogólnie zadowolony z tego, jak na nim leżał. Greg wsiadł na motor i i wyciągnął rękę, by delikatnie ująć dłoń drugiego nastolatka. Mycroft pochwycił ją, idąc za przykładem chłopaka, unosząc ostrożnie nogę i siadając na siodełku.
Nie było tak źle. Przynajmniej nie na początku. Kiedy Greg przesunął się, motor zakołysał się. Mycroft podskoczył i mocno przywarł do chłopaka przed nim. Greg roześmiał się.
— Nic ci nie będzie. — Uśmiechnął się, opuszczając dłoń i uspokajająco ściskając ramię Mycrofta. — Zaufaj mi. Po prostu zrelaksuj się, a zaczniesz się tym cieszyć.
Greg miał rację, jak zwykle to bywało w tego typu sprawach. Ruszyli, jadąc drogą Greg skręcił kilka razy i wyruszył w bardziej ustronny, wiejski obszar. Słońce wyszło, a temperatura była w sam raz i wkrótce Mycroft całkowicie zapomniał o swojej niepewności dotyczącej motoru. Delikatnie wtulił się w Grega, opierając się o jego plecy i wpatrując się w scenerię, którą mijali. Musiał przyznać, że wszystko było całkiem urocze. Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu zadowolenia z tego wszystkiego.
Mycroft nie był pewien, jak długo jechali, ale Greg w pewnym momencie zjechał na pobocze i wyłączył silnik. Opierając motor na podpórce, zszedł z niego, a następnie wyciągnął rękę w stronę młodszego nastolatka, aby mu pomóc. Obaj zdjęli kaski, które Greg przymocował do jednośladu.
— I jak było? — zapytał, uśmiechając się promiennie.
— Nie było tak źle — przyznał Mycroft z delikatnym uśmiechem.
Greg uśmiechnął się szerzej i chwycił dłoń swojego chłopaka, splatając ich palce.
— Chodźmy — powiedział, ciągnąc Mycrofta w kierunku kilku rosnących w pobliżu drzew. — Chcę pokazać ci jedno z moich ulubionych miejsc.
