Rozdział 137: Zgadnij, co znalazłem?
Noc zaczęła się jak większość z nich. Zarówno Greg, jak i Mycroft wrócili tego wieczoru do domu o zaskakująco rozsądnej porze. Greg przebrał się w wygodniejsze ubrania i zaczął szykować kolację. Jedli i rozmawiali, spędzając miło czas, po prostu szczęśliwi w swoim towarzystwie. Po posiłku Mycroft zmył naczynia i razem przenieśli się do salonu.
Mycroft nalał im obu szklaneczkę szkockiej i wyciągnęli się na kanapie, ciesząc się napojem. Greg siedział z nogami wyłożonymi na całej długości mebla, plecami oparty o podłokietnik. Mycroft usiadł między jego udami, leżąc na piersi Grega. Mycroft mógł być wyższy z ich dwójki, ale zawsze kończyli w tej pozycji.
Kiedy skończyli pić, Greg pochylił się, żeby odstawić puste szklanki. Kiedy znów usiadł wygodnie, Mycroft przytulił się do niego bardziej, opierając się całkowicie o starszego mężczyznę i westchnął, odprężając się. Greg uśmiechnął się, składając pocałunek na jego włosach, po czym uniósł rękę, by powoli przebiec palcami przez miękkie pasma włosów kochanka.
Mycroft zamknął oczy. Zadowolony uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy Greg dalej bawił się jego włosami. Przez chwilę byli cicho i Mycroft zaczął zapadać w lekką drzemkę, kiedy usłyszał, że Greg zanucił z zainteresowaniem.
— O co chodzi? — zapytał cicho Mycroft.
Mrugając, otworzył swoje blado niebieskie oczy. Odwrócił się lekko, by spojrzeć na Grega, który uniósł brwi. Mycroft w odpowiedzi uniósł jedną ze swoich.
— Znalazłem siwe pasemko — powiedział Greg z lekko rozbawionym uśmiechem.
Mycroft zamarł, jego oczy otworzyły się szeroko w szoku i podniósł się sztywno do pozycji siedzącej, obracając się.
— Co znalazłeś? — zapytał ostro.
— Witaj w klubie, kochanie. — Greg uśmiechnął się rozbawiony.
Rozbawiony. Siedział tam, jakby to nie był największy problem, z jakim musieli się zmierzyć w tym tygodniu.
— Na pewno się mylisz — sapnął, najeżony w duchu. — Nie ma mowy, żebym posiwiał. Nie ma mowy.
— Ał, w porządku, Myc. — Greg próbował go uspokoić, delikatnie pocierając jego biceps. — Nie ma nic złego w szarych pasmach. To znaczy, do diabła, mam ich pełno i nie przejmuję się tym.
— Tak, ale to dlaczego, że sprawiają, że wyglądasz dobrze. — Mycroft zmarszczył brwi. — Twoje srebrne pasma są niezwykle seksowne. Mam dość niedoskonałości, z którymi już sobie radzę, nie zamierzam dodawać kolejnych.
Odwracając się, Mycroft wyciągnął komórkę z kieszeni i zaczął pisać nową wiadomość. Greg westchnął, potrząsając głową i pochylił się, by owinąć ramiona wokół talii spanikowanego mężczyzny. Pocałował go w ramię i wyciągnął rękę, aby chwycić telefon.
— Co robisz? — zapytał cicho, nadal niezwykle rozbawiony.
— Piszę do Anthei. Na początek musi przynieść mi co najmniej trzy opakowania farby do włosów.
Jęcząc, Greg pochylił się nieco bardziej do przodu i wyrwał komórkę z uścisku partnera. Zignorował protestujący jęk Mycrofta i położył urządzenie na stole obok pustych szklanek.
— Nie potrzebujesz farby do włosów! — powiedział zirytowany. — Myc, kochanie, to tylko jedno pasmo szarych włosów. Znajduje się pod twoimi włosami, bliżej skóry głowy. Nikt tego nie zobaczy.
— To nie ma znaczenia, wiem, że tam jest. — Mycroft prawie się dąsał, znów niechętnie opierając się o Grega.
Greg delikatnie potarł jego bok, całując go w policzek i delikatnie ocierając ich twarze o siebie.
— Ty również wyglądasz dobrze — szepnął czule Greg.
Mycroft przewrócił oczami, ale pochylił się w stronę drugiego mężczyzny.
— Poznałeś mojego ojca, czyż nie, Gregory? Nie pasuje mi to.
Greg zignorował tę próbę żartu dotyczącą rodziny Holmesów i zamiast tego chwycił dłoń Mycrofta i splótł luźno ich palce. Powoli polityk zaczął się rozluźniać, ale Greg wiedział, że wciąż był lekko rozdrażniony z powodu siwych włosów. Nie mógł nic na to poradzić, ale uznawał to za przynajmniej trochę urocze.
W końcu uśmiechnął się szeroko, przyciągając Mycrofta z powrotem na swoją klatkę piersiową.
— Hej — szepnął.
Mrugając, Mycroft odwrócił się, by ponownie spojrzeć na niego z zaciekawieniem. Jego ciekawość stała się jeszcze większa, gdy zobaczył szeroki uśmiech na twarzy Grega.
— Chcesz sprawdzić, czy nie mam szarych pasemek? — zapytał ze śmiechem.
Mycroft prychnął i uderzył go w pierś, co jeszcze bardziej rozśmieszyło Grega.
