Rozdział 138: Rodzinna kłótnia

— Dobry Boże, to jest absolutnie śmieszne — prychnął z irytacją Mycroft, krzyżując ramiona na piersi. — Czy możesz przestać być takim dzieckiem na dwie cholerne sekundy?

— Proszę cię, przyganiał kocioł garnkowi — warknął Sherlock ze swojego miejsca w skórzanym fotelu, gdzie spoczywał bezwładnie.

Po raz kolejny bracia Holmes nie wiedzieli, jak prowadzić cywilną rozmowę. To było trochę wyczerpujące.

Siedzący na kanapie Greg westchnął, potrząsając głową, gdy John usiadł obok niego z założonymi rękami.

— To są mężczyźni, z którymi zdecydowaliśmy się spędzić resztę naszego życia — mruknął Greg, słuchając jak tamta dwójka znów to robiła.

— Tak — westchnął John, przeczesując palcami swoje piaskowe włosy. — Myślisz, że to coś z nami jest nie tak?

— Zdecydowanie jest z nami coś nie tak — prychnął rozbawiony Greg. — Ale, Boże dopomóż nam, kochamy tych drani.

Umilkli na chwilę, patrząc na dwóch dorosłych mężczyzn po drugiej stronie pokoju, zachowujących się jak pięciolatki. Greg i Mycroft zatrzymali się tutaj, aby inspektor mógł dać Johnowi film, o którym wcześniej rozmawiali, a Mycroft przynieść akta sprawy. Oczywiście, chwilę po tym, jak dokumenty zostały ujawnione, znów się zaczęło. To było wyczerpujące patrzeć, jak ta dwójka wchodzi ze sobą w interakcje.

— Tak, naprawdę ich kochamy — przytaknął John, zerkając na swojego najlepszego kumpla. — Do diabła, niedługo się pobierzecie.

Greg poczuł ciepło w piersi. To miało się stać. Trzy miesiące temu zaręczył się z Mycroftem i było to po prostu niesamowite. Kochał tego szaleńca.

— Tak. — Uśmiechnął się szeroko. — Mam cholerne szczęście.

John uśmiechnął się słodko do niego, jednak skrzywił się na usłyszane obelgi, którymi przerzucali się Mycroft i Sherlock. Westchnął ponownie.

— Cieszę się twoim szczęściem, Greg. To coś niesamowitego. Na pewno będziecie szczęśliwi.

— Czy myślałeś o takim rozwiązaniu dla siebie i Sherlocka? — zapytał z ciekawością Greg.

Na początku John nic nie powiedział, obracając się, by spojrzeć na braci Holmesów przed wzruszeniem ramionami.

— Sam nie wiem. To znaczy, tak — przyznał John, zakładając nogę na nogę i opierając się lekko o oparcie kanapy. — Zwłaszcza z waszą zaręczoną dwójką. Ale… nie sądzę, żeby Sherlock był temu przychylny. Jęczał słysząc o was. Myślę, że to w porządku, jeśli nie będziemy mieli ślubu.

— Nie bądź taki pewien — skomentował Greg, patrząc na niego uważnie. — Może cię zaskoczyć. Sam Bóg wie, że propozycja Mycrofta była niespodzianką.

— Przypuszczam. — John znów wzruszył ramionami.

Greg szturchnął go łagodnie łokciem, uśmiechając się.

— John, powiedz mu, że jestem zbyt zajęty — jęknął Sherlock, spoglądając niemal żałośnie na swojego współlokatora John jednak nie zlitował się nad nim i potrząsnął głową.

— Dziś rano narzekałeś na nudę — skomentował.

Sherlock jęknął.

— Lestrade, jeśli masz czas, żeby tam siedzieć, to masz czas znaleźć mi walizkę — warknął, wpatrując się wściekle w Mycrofta. — A może jesteś zbyt zajęty próbą uszczęśliwiania mojego brata?

— Nawet tego nie próbuj — powiedział równo ostro Mycroft, wściekły i zirytowany. — Zostaw Gregory'ego w spokoju.

— Och, więc jesteś teraz jego obrońcą? — odwarknął Sherlock.

— Ej, nie potrzebuję obrońcy — odezwał się Greg, sapiąc i krzyżując ramiona na piersi.

— No dalej, przestańcie — powiedział John do braci Holmes. — To robi się już męczące.

— To on zaczął — powiedzieli jednocześnie Sherlock i Mycroft.

Cisza zapadła w mieszkaniu 221B, zanim Greg i John wybuchnęli śmiechem. Otrzymali od swoich partnerów identyczne spojrzenia pełne irytacji, co tylko sprawiło, że zaśmiali się mocniej.

— Nie rozumiem, co jest tak zabawne — mruknął Mycroft, unosząc brew.

— Bez wątpienia coś śmiesznego i pospolitego — powiedział Sherlock z westchnieniem.

Gregowi i Johnowi zajęło chwilę uspokojenie się (o chwilę za długo w opinii braci Holmes), ale w końcu przestali się śmiać, z głębokim wydechem.

— Chcesz iść do pubu, John? — zapytał Greg, wstając.

— Mmmm? Tak, jasne — przytaknął John, również wstając.

— Nie idę do tego brudnego pubu — powiedział Sherlock, zadzierając podbródek do góry.

— Nikt cię nie pytał — odpowiedział Greg, chwytając płaszcz. — Wasza dwójka zostanie to i przepracuje to. Myc, zaraz wrócę i będziemy mogli pójść do domu. Okej?

Dwójka mężczyzn nie czekała na odpowiedź, zanim zeszli po schodach i wyszli na zewnątrz, pozostawiając za sobą zdumionych oraz zirytowanych braci Holmes.