Rozdział 140: Emocjonalnie wrażliwy

Greg był lekko wkurzony, co było wywołane pijackim stanem. No dobrze, może również ze względu na jego temperament. Leżał bezwładnie na kanapie z… czwartym piwem w ręce, wpatrując się w sufit i właściwie nienawidząc świata. Dorośli mężczyźni nadal mieli prawo do pijackich napadów wściekłości występujących najczęściej u osób w wieku około 20 lat, prawda? Nawet jeśli nie, to pieprzyć to, ponieważ miał dokładnie właśnie taki napad.

Wpatrywał się w stos papierów leżących na stoliku do kawy, czując przemożną chęć podpalenia ich. Wiedział, że to się stanie i przygotowywał się do tego od tygodni. Minęło kilka miesięcy, odkąd Christina wyprowadziła się na dobre. Mimo tego, powrót do domu po długim cholernym dniu i otwarcie koperty z dokumentami rozwodowymi nie było tym, z czym facet chciał się naprawdę zmierzyć.

Więc odsunął te cholerne rzeczy na bok, by je ignorować, jak długo się da, i skierował się do lodówki. I tak planował wypić jedno lub dwa piwa, kiedy pracował nad tym, by zapomnieć o sprawie potrójnego zabójstwa i rozczarowującej postawy Sherlocka Holmesa, który pojawił się na miejscu zbrodni będąc pod wpływem narkotyków. Greg uznał, że to wystarczy. Nie było mowy, żeby ryzykował rozwiązanie spraw, mając przeklętego narkomana badającego dowody i dającego mu wskazówki. W życiu. Wolałby dalej pracować, tak jak dotychczas.

Kiedy więc pił piwo numer 4 i zdecydowanie nie płakał (okej, może trochę, ale w tym momencie był pijany, w porządku?), rozległo się pukanie do drzwi. Wspaniale. Nie mógł po prostu się upić i spokojnie położyć do łóżka. Rozważał udawanie, że nic nie słyszał, kiedy rozległa się kolejna seria pukań. Z westchnieniem odstawił swoją prawie pustą puszkę i wstał. Jego wizja przez chwilę była niewyraźna. Zamknął oczy, pracując nad opanowaniem swojego środka ciężkości i skierował się do frontowego wejścia.

— Co chce… — zaczął, ale głowa utknęły mu w gardle, gdy zobaczył, kto stał tuż za progiem.

Zamrugał, wpatrując się w Mycrofta Holmesa, stojącego z parasolem, trzymającego w ręku jakieś akta. Patrzyli na siebie. Spojrzenie jasnoniebieskich oczu wyższego mężczyzny przeszywało i, jak zawsze, te oczy widziały wszystko, a Greg przygotowywał się na to, co polityk miał zamiar powiedzieć.

— Gregory, przepraszam — powiedział cicho Mycroft.

Greg znowu zamrugał. Dobra, nie do końca tego się spodziewał. Chciał zapytać, za co przepraszał Mycroft, ale nie musiał. Bez wątpienia wiedział dokładnie, dlaczego Gregory był pijany. Dlatego też tylko westchnął i potrząsnął głową.

— Nieważne — wymamrotał, cofając się o krok i gestem zapraszając młodszego mężczyznę, by wszedł. Mycroft skinął głową opierając parasol o ścianę i wszedł do salonu. Greg podążył za nim, opadając z powrotem na kanapę, podczas gdy Mycroft cicho usiadł obok niego po drugiej stronie. — Co mogę dla ciebie zrobić?

— Ja… Przyszedłem, aby przynieść ci akta, które mają trafić do mojego brata. Rozmawialiśmy o nich kilka dni temu — powiedział Mycroft, wyraźnie się wahając.

Ach. Greg zapomniał o nich. Potarł szorstko twarz i westchnął.

— Tak, przepraszam. Zapomniałem — przyznał. — To było…

— Jestem świadomy — przerwał mu Mycroft, oszczędzając Gregowi kłopotu związanego z wyjaśnieniem. Dzięki Bogu za małe łaski. — To nie jest dobry moment, więc pozwól, że nie będę ci dłużej przeszkadzał.

— Nie! — powiedział Greg, gdy Mycroft podnosił się z kanapy.

Obaj zamarli na desperację, która była słyszalna w jego głosie. Teraz, kiedy Mycroft był tutaj… Greg stwierdził, że nie chciał być sam.

Mycroft powoli usiadł z powrotem na kanapie. Skrzyżował nogi i odwrócił się do Grega. Ich dwójka stała się… przyjaciółmi nie było do końca właściwym słowem, jak Greg przypuszczał. Ale coś w tym stylu. Połączyli siły, gdy obaj próbowali trzymać Sherlocka z dala od heroiny i niestety nadal im się to nie udawało. To było wyczerpujące.

— Czy chciałbyś coś do picia? — zapytał Greg, wskazując na puszkę, z której przed chwilą pił. Mycroft potrząsnął głową, grzecznie odmawiając.

— Nie, dziękuję, Gregory. Przyznaję, że nie mogę zostać na długo. Nie sprzeciwiłbym się jednak pozostaniu odrobinę dłużej.

Został więc. Greg dopił resztkę piwa, a Mycroft zainicjował konwersację na różne tematy, które próbowały odciągnąć inspektora od sprawy rozwodowej lub zabójstwa. To było docenione, ale Greg wciąż nie mógł przebić się przez ciąg emocji, w które wpadł.

Po jakiś dwudziestu minutach powrócili do wygodniejszej rozmowy, a Mycroft roześmiał się cicho. Elegancki mężczyzna wyglądał wspaniale, kiedy się śmiał. Kiedy naprawdę się śmiał, a nie udawał. Szkoda, że nie robił tego częściej. W trakcie rozmowy zbliżyli się do siebie i Greg poczuł niemal magnetyczne przyciąganie do drugiego mężczyzny.

Ich bliskość stała się oczywista, gdy Mycroft odwrócił się, by coś powiedzieć w zamian za to, co go rozśmieszyło, zamierając, gdy ich nosy prawie się zetknęły. Oddech uwiązł mu w gardle i po prostu wpatrywali się w siebie. Greg miał nieodpartą potrzebę…

— Gregory? — zapytał Mycroft ściszonym głosem, nie ruszając się, gdy Greg sięgnął i przesunął wierzchem palców po jego szczęce. Jednak również się nie odsunął.

To nie był pierwszy raz, kiedy Greg pomyślał o pocałowaniu Mycrofta i najwyraźniej nie był to pierwszy raz, kiedy Mycroft również o tym pomyślał. W swojej bezbronności Greg poddał się swoim pragnieniom.

Pochylając się, złożył delikatny pocałunek w kąciku ust Mycrofta. Zrelaksowany chwyt, jaki młodszy mężczyzna miał na oparciu kanapy natychmiast się wzmocnił. Jednak nadal się nie odsunął. Czując przypływ odwagi, Greg przechylił głowę i połączył ich usta w delikatnym pocałunku.

Odgłos zaskoczenia, jaki wydał z siebie Mycroft, był cudowny. Serce Grega zabiło mocniej. Chwycił dolną wargę mężczyzny między zęby i zaczął ją delikatnie ssać. Dźwięk, który wydobył się z polityka zmienił się w cichy jęk. Szczupła dłoń mocno ściskała biceps Grega, uziemiając go.

Potem równie szybko rozstali się.

— Powinienem iść — powiedział bez tchu Mycroft. — Mam wcześnie rano spotkanie. Uważaj na siebie, Gregory.

Greg był jak zamrożony w miejscu. Skinął tępo głową, nie poruszając się ani o milimetr, gdy Mycroft wstał, pożegnał się uprzejmie, ale z frustracją, i wyszedł z mieszkania. Zajęło to prawdopodobnie pięć minut, zanim Greg odetchnął. Nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymuje oddech. Opadł z powrotem na kanapę i zakrył twarz dłońmi.

Cóż, spieprzył to. Alkohol i papiery rozwodowe zrujnowały jego samokontrolę. Niezależnie o tego, że od miesięcy pragnął pocałować Mycrofta. Nie chciał robić tego w ten sposób…

Kilka godzin później stracił przytomność na kanapie, ściskając w dłoni komórkę, z na wpół sformułowanym sms'em do Mycrofta, którego nigdy nie wyśle.