Rozdział 141: Rozproszenie

Uwagi: Jest to kontynuacja poprzedniego rozdziału

Mycroft uważał się za osobę bardzo złożoną. Jedną z pierwszych rzeczy, których nauczył się w życiu, była samokontrola. To była jedna z ważniejszych rzeczy, która odróżniała go od jego młodszego brata Sherlocka. Częściowo dlatego, ponieważ był mądry. Podczas gdy życie Sherlocka zmieniło się w samozniszczenie tylko po to, by złagodzić ciągłą nudę, którą odczuwał, Mycroft stał się produktywnym i odnoszącym sukcesy politykiem.

Mycroft niekoniecznie się nudził. Nauczył się segregować swoje dedukcje, myśli, wszystko, aby dać swojemu umysłowi jakąś formę spokoju i organizacji. Tak bardzo starał się nakłonić Sherlocka, by zrobił to samo. Na początku życia było jasne, że są tacy sami, a on próbował...Oczywiście mu się nie powiodło.

Mycroft potrafił kontrolować swoje myśli i emocje lepiej niż ktokolwiek, kogo kiedykolwiek spotkał. Mógł skoncentrować się na tym, co było konieczne i odsunąć na bok wszystko inne, odkładając je tam, gdzie mogły się przydać, lub nie, w późniejszym czasie. Dlaczego więc miał z tym teraz taki problem?

Gregory Lestrade go pocałował. Poprawka: emocjonalnie rozchwiany, przygnębiony i pijany Gregory Lestrade go pocałował. Wszystkie okoliczności związane z jego wizytą trzy tygodnie temu i wydarzeniami, które miały miejsce były okropne. Było rażąco oczywiste, że starszy mężczyzna przechodził kolejne etapy rozwodu. Było jasne, że wyślą mu papiery rozwodowe, a czas by je dostał był odpowiedni. Wszystko się układało i miało sens.

Pocałowali się. Mycroft, rzecz jasna, całował wielu ludzi w swoim życiu. Miał wiele fizycznych spotkań, począwszy od uniwersytetu i później, i chociaż od jego ostatniego razu minęło trochę czasu, nie było mu to obce. To był zawsze środek do celu. Pragnienie, którego potrzebowało jego ciało co kilka lat. Pewne pocałunki, dotyk i stosunek płciowy były wymagane, aby zaspokoić pragnienia, które nużąco pojawiały się od czasu do czasu. Na szczęście jednak nigdy nie były częste.

Jednak ten pocałunek… Nie mógł przestać o nim myśleć. Nie potrafił oddzielić akcji ani sposobu, w jak się czuł podczas niego. Nie mógł zapomnieć ciepła, które rozprzestrzeniło się po całym jego ciele, ani nie mógł zignorować upału, który pojawiał się, gdy tylko przypomniał sobie pocałunek. Kiedy sprawdzał nagrania z monitoringów lub zajmował się papierkową robotą, zaczynał przypominać sobie uczucie z chwili, gdy Gregory przycisnął swoje usta do jego i jak jego ciało drżało pod naciskiem, którego doświadczył, gdy inspektor ssał jego dolną wargę.

Z roztargnieniem wyciągnął dłoń i dotknął palcami dolnej wargi. Westchnął, odchrząknął i wyprostował się. Nie mógł zaprzeczyć, że inspektor był atrakcyjny. Mycroft lubił przebywać w jego towarzystwie. Był zaskakująco uspokajającą siłą w gorączkowym, stresującym świecie Mycrofta.

Westchnął, opuszczając rękę i sięgając po komórkę. Od tamtej chwili nie miał żadnej wiadomości od starszego mężczyzny. Gregory często do niego pisał, co czyniło jego milczenie czymś bardzo osobliwym. Mycroft częściowo zastanawiał się, czy po ich pocałunku zachował się właściwie. Tym razem nie wiedział, jak zareagować. Wzięto go z zaskoczenia.

A może Greg był zakłopotany? Nie musiał być. Mycroft dużo myślał o okolicznościach, które zaistniały wtedy. Szczerze mówiąc, prawdopodobnie zbyt dużo o nich myślał. Jego działania nie były powodem do wstydu. Były całkowicie naturalne dla kogoś, kto przechodził coś takiego. Odkrył, że chce do niego napisać, informując go o tym. Ale czy powinien w ogóle o tym wspomnieć?

Mycroft nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak zagubiony. Zwykle czuł się zdezorientowany i niepewny z powodu pozornie niekończących się nawyków narkotykowych Sherlocka.

— Proszę pana? — Rozległ się głos i Mycroft zamrugał wytrącony z myśli.

— Tak, Antheo? — zapytał, podnosząc wzrok.

Jak długo tam była? Nie słyszał, żeby weszła… Wyraz jej twarzy wskazywał, że najprawdopodobniej już wcześniej go wzywała.

— Pańskie spotkanie dzisiejszego wieczoru zostało odwołane. Proponuję zakończyć dzień i wrócić do domu — poinformowała go, zerkając na niego.

W jej oczach pojawił się porozumiewawczy wyraz i nie mógł zdecydować, czy to dobrze, czy źle.

— Wiesz? — zapytał, unosząc brew i odkładając telefon.

Anthea kiwnęła głową, a jej spojrzenie na chwilę spoczęło na komórce.

— Tak. Może będzie chciał pan coś zjeść?

Mycroft słyszał w jej sugestii podtekst. Zdołał uśmiechnął się i przytaknął.

— Tak, oczywiście — powiedział, wstając i zabierając płaszcz oraz parasol. — Dziękuję, Antheo.

— Miłego wieczoru, proszę pana — powiedziała, natychmiast chowając nos w swoim Blackberry.

Mycroft potarł kciukiem ekran komórki, idąc do samochodu. Był w połowie drogi do domu, kiedy ułożył i wysłał wiadomość, o której myślał przez cały dzień.

Czy mógłbyś dołączyć do mnie przy kolacji koło 20:00? Czuję, że mamy kilka spraw, które należy omówić. - MH.

Dziesięć minut później, będąc już w domu, w końcu otrzymał odpowiedź.

Przyjdę. Do zobaczenia o 20. - GL.