Rozdział 142: To nie może się zdarzyć

Uwagi: Jest to kontynuacja poprzednich rozdziałów

Kolacja odbyła się w odrobinę napiętej atmosferze. Greg się tego spodziewał. Unikał Mycrofta od tygodni po tym, jak pocałował go w swoim przygnębionym i pijackim stanie. Nie było to jednak takie złe, gdyby to było wszystko. Ale… tak naprawdę było w tym coś więcej. Nie dlatego, że Greg wydawał się teraz myśleć tylko o tym. Śnił o tym. Dotyk ich ust w tamtym momencie obudził w nim coś, o czym nie wiedział, że istnieje.

Odbyli nieco luźną rozmowę. Dyskutowali o Sherlocku i o swojej pracy. A raczej to Greg mówił, czym się zajmuje. Rzecz jasna Mycroft rzadko mógł odwzajemnić tę samą uprzejmość. Dopiero podczas deseru polityk skierował rozmowę na temat, którego Greg obawiał się przez cały wieczór.

— Gregory, jeśli chodzi o ostatni raz, kiedy się spotkaliśmy — zaczął Mycroft, dopijając kieliszek wina i dając znać kelnerowi, że oczekuje na rachunek.

— Tak, uch — powiedział Greg, pocierając tył głowy i odkładając serwetkę na stół. — Przepraszam za to, ja…

— To nie może się powtórzyć. Rozumiesz? — przerwał mu Mycroft.

Greg zastygł. Poczuł, że jego serce zamiera z zaskoczonego rozczarowania, ale zmusił się do przytaknięcia.

— Wiem. Byłem pijany. Nie planowałem tego, to po prostu… — Zdarzyło się? Choć raz, nie w jego snach? Nie, Greg nie mógł tego powiedzieć. — Przepraszam.

Mycroft skinął lekko głową. Zapłacił za kolację i wstał, skłaniając Grega do zrobienia tego samego. W milczeniu wyszli z restauracji, pod którą już czekał na nich samochód. Greg nie mógł powstrzymać uśmieszku. Zawsze czekał.

Początek jazdy również spędzili w ciszy, gdy przemierzali Londyn w kierunku mieszkania Grega. Inspektor patrzył przez okno, podczas gdy Mycroft czytał coś na swojej komórce.

— Dziękuję za kolację — powiedział w końcu Greg, przypominając sobie o manierach.

Odwrócił się nieco, na wypadek, gdyby mieli rozpocząć rozmowę, co spowodowało, że ich kolana przycisnęły się do siebie. Serce Grega podskoczyło mu do gardła, a kciuk Mycrofta zatrzymał się nad ekranem telefonu.

— Nie ma za co — odpowiedział Mycroft, choć w jego głosie było słyszalne napięcie.

Mycroft uniósł wzrok, teraz wpatrywali się w siebie. Greg nerwowo oblizał dolną wargę, nie mając pojęcia, co myśleć o tym, co się działo, kiedy chwilę później Mycroft praktycznie rzucił się przez tylne siedzenie samochodu i brutalnie chwycił twarz Grega w dłonie. Starszy mężczyzna krzyknął ze zdziwienia.

Mycroft go całował. To on… zaczął… żaden z nich nie był pijany, ledwo co napili się wina. Pocałunek był czysty, zamknięte usta, przyciśnięte do siebie, ale nie można było pomylić się co do intensywności, która kryła się za nim. Greg zamrugał, gdy Mycroft odchylił się do tyłu. Wpatrywali się w siebie, smukłe dłonie wciąż otaczały twarz starszego mężczyzny.

— Myślałem… — zaczął Greg, odrobinę zdyszany. — Powiedziałeś, że to nie może się powtórzyć.

Nie powinno — mruknął Mycroft, nie puszczając go ani nie odsuwając się.

— Nie powinno? — powtórzył Greg, unosząc brwi. — To słowo mogło mieć zupełnie inne znaczenie. Polityk skinął głową. — Czyli nie powinieneś… puścić mojej głowy?

— Uważam… — rozpoczął Mycroft, nie znajdując słów na określenie tego, Greg uważał, że to był chyba pierwszy raz w jego życiu. — Uważam, że nie chcę.

To wyznanie sprawiło, że Greg zadrżał. Tutaj działo się coś znaczącego. Coś, nad czym żaden z nich nawet się nie zastanawiał, a co dopiero aby sobie na to pozwolić. To było coś, co obudziło się tamtej nocy, trzy tygodnie temu, gdy Greg wpatrywał się pijany w papiery rozwodowe. Miał przeczucie, że to było coś, co nie chciało odejść.

— W takim razie może powinieneś znów mnie pocałować.

Greg usłyszał siebie przemawiającego, gdy przechylił podbródek w czymś na kształt wyzwania. Patrzył, jak źrenice Mycrofta rozszerzają się i wsłuchiwał się w jego sapiący oddech.

Kolejne chwile minęły szybciej, niż Greg był na to przygotowany. Mycroft wspiął się na jego kolana i popchnął go niemal brutalnie na tylne siedzenie samochodu. Mycroft znowu go całował. Ten pocałunek był jeszcze bardziej intensywny niż poprzedni, a Greg wsunął język do ust drugiego mężczyzny, gdy zdecydował się przygryźć dolną wargę polityka. Dźwięk wydany przez Mycrofta był odurzający i Greg od razu stał się na pół twardy w swoich spodniach. Całowali się rozpaczliwie, jakby od tego zależało ich życie. Każdy z nich walczył o dominację i każdy w pewnym momencie zdobył ją nad drugim.

Ledwo zauważyli, że samochód zatrzymał się przed mieszkaniem Grega. Starszy mężczyzna przesunął ręce w dół i złapał Mycrofta za tyłek, powodując u niego chwilowy brak oddechu, gdy ich ciała przyciskały się do siebie. Czuł, jak gorące i twarde pragnienie Mycrofta przyciska się do jego uda i, Chryste, Greg go pragnął. Jednak Mycroft zbyt szybko się odsunął, ciężko dysząc. Greg zmusił się, by nie jęczeć z rozczarowania.

— Dojechaliśmy — zdołał wykrztusić Mycroft, próbując się opanować.

Jego głos był szorstki z pożądania i była to najseksowniejsza rzecz, jaką Greg kiedykolwiek słyszał. Siedział tępo przez sekundę, po czym skinął głową i nie tak dyskretnie poprawił swoją erekcję w spodniach. Starał się nie uśmiechnąć, na to, jak Mycroft w nią się wpatrywał.

— Tak, um… jeszcze raz dziękuję za kolację? — powiedział niezręcznie Greg.

Mycroft parsknął śmiechem i skinął głową.

To była wskazówka dla Grega, by wysiąść z samochodu. Zamknął drzwi, ale chwilę później jedno z okien zostało opuszczone. Greg uniósł brwi, wciąż lekko dysząc.

— Za trzy dni tutaj — powiedział Mycroft. — Dziewiąta wieczór. Czuję… że to właśnie stało się dość skomplikowane.

— Tak. — Przytaknął Greg. Nie żeby narzekał.

— Nie szukam związku, Gregory — zauważył Mycroft. Inspektor wzruszył ramionami.

— Właśnie podpisałem papiery rozwodowe.

— Rzeczywiście… Do zobaczenia za trzy dni.

Greg skinął głową i pomachał, a potem okno zasunęło się, a Mycroft odjechał. Trzy dni. Nie miał pojęcia, co z tego wyniknie, ale czuł, że to będzie coś? Ale co? Sam tylko Bóg wiedział…