Rozdział 147: Świetnie się bawiłem
Greg był mile zaskoczony przebiegiem jego wycieczki z Mycroftem. To był… piąty raz, kiedy wyszli razem dla samej przyjemności? A może szósty? Nie mógł sobie przypomnieć, ale na dłuższą metę to nie miało znaczenie. Nie całkiem. Liczyło się to, że było na tyle interesująco, by uzasadniać wielokrotne wycieczki, które nie miały nic wspólnego z Sherlockiem, sprawą czy czymkolwiek związanym z rządem.
Ich dwójka świetnie się dogadywała. Może więcej niż świetnie. Greg czuł silną więź z młodszym mężczyzną i mocne zauroczenie, które nieraz prawie wpędziło go w kłopoty. Nie spotykali się tak naprawdę. Można było jednak te wycieczki zaklasyfikować jako randki. Po prostu żaden z nich za takie ich nie uznawał.
Powoli w te wieczory zakradł się delikatny dotyk, a po czwartym razie, kiedy wypili odrobinę za dużo whisky, skończyło się to pocałunkiem. Właściwie to wielokrotnymi pocałunkami. Wargi Grega wciąż mrowiły, gdy myślał o gorącej akcji między nimi na tylnym siedzeniu jednego z wielu pojazdów Mycrofta. Czyli nie tylko on chciał Mycrofta, ale i Mycroft go chciał. To było cudowne.
Po czwartej wycieczce spotkali się w swoich mieszkaniach. Greg naprawdę nie myślał o nich jak o randkach, ale było wino, śmiech i jeszcze więcej pocałunków. To było bardzo ważne. Z każdym pocałunkiem, który dzielili i każdym dotknięciem, Greg czuł, jak zakochuje się szybciej i mocniej. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył. To było uzależniające.
Na dzisiejszy wieczór wybrali restaurację. Zdecydowali się na jedną z najmilszych, w jakich był, zanim związał się z Mycroftem Holmesem i trzeba przyznać, że był z tego powodu dość zdenerwowany. Mycroft wydawał się naprawdę dobrze bawić, więc nie zajęło mu dużo czasu, zanim Greg się odprężył.
Przy kolacji rozmawiali o wielu rzeczach, a tak naprawdę o niczym. To było najlepsze. Od czasu do czasu Greg mógł przekonać Mycrofta, by opowiedział o swojej pracy: fragmenty, które niekoniecznie były tajnymi informacjami a które mogłyby mu pomóc w zrozumieniu tego, za co tak naprawdę był odpowiedzialny. Greg nie sądził, że kiedykolwiek spróbuje zmusić się do usłyszenia o wszystkim, a część niego sądziła, że nigdy nie będzie chciał się o tym dowiedzieć. Ale miło było usłyszeć, jak Mycroft omawia swoje obowiązki w jakimkolwiek zakresie.
Zjedli deser, choć to głównie Greg pozwalał sobie na rozpieszczanie się słodkimi ciasteczkami, które przyniesiono. Mycroft zjadł niewiele i i kilka kęsów towarzyszących im lodów, ale potem przesunął resztę po blacie, aby inspektor mógł wybrać to, co chciał. Zawsze tak było. Mycroft wydawał się bardzo lubić słodkie przekąski, a jednak prawie nigdy nie pozwalał sobie na to, by naprawdę się nimi cieszyć. Coś się za tym kryło. Może się kiedyś dowie.
Droga powrotna do mieszkania Grega była cicha, ale komfortowa. Wyjrzał przez okno, gdy jechali i zamrugał zaskoczony, gdy smukłe palce otarły się o jego własne. Uśmiechnął się lekko, unosząc dłoń do góry i lekko rozchylając palce w zachęcie. Mycroft uśmiechnął się żartobliwie, kreśląc małe kółka swoimi palcami na dłoni inspektora, tak delikatnie, że prawie to łaskotało, po czym delikatnie splótł ich palce. Greg pragnął, żeby ta chwila trwała wiecznie.
Tak jednak się nie stało i wkrótce obaj wysiedli z samochodu i podeszli do drzwi. Odwrócili się do siebie, trzymając się za ręce, a Greg uśmiechnął się promiennie.
Greg chciał powiedzieć: "Świetnie się bawiłem", co jednak wyszło?
— Myślę, że cię kocham.
Jego brązowe oczy rozszerzyły się z szoku i strachu, kiedy patrzył jak Mycroft mrugał w milczeniu, gdy obaj zrozumieli, co właśnie, do cholery, powiedział. Ach, kurwa. Greg czuł, że wpadał w panikę. Chryste, nigdy nie mówili, że są w związku, Sherlock powiedział, że Mycroft nie nawiązuje tego typu relacji, a on po prostu schrzanił wszystko, co mieli, o Boże.
Otworzył usta, próbując wymyślić coś, co mógłby powiedzieć, żeby jakoś wycofać się ze swojego wyznania, kiedy usta Mycrofta zaczęły wykrzywiać się w uśmiechu. Cokolwiek Greg próbował wymyślić, umarło, zanim w ogóle zostało uformowane, gdy smukła dłoń Mycrofta objęła jego policzek, a blade oczy wpatrywały się w niego intensywnie z czułością.
— Myślę, że ja również cię kocham, Gregory — wyszeptał.
Greg nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Nie na początku, ale potem całowali się i mocno przytulali, a Greg zaprosił Mycrofta na kawę do siebie, chociaż każdy z nich wiedział, że nie zostanie wypita. I to był początek czegoś niesamowitego.
