Rozdział 148: Wielkie 5-0
Mycroft zaplanował cały dzień i musiał przyznać, że w miarę rozwoju wydarzeń był coraz bardziej podekscytowany. Anthea wyczyściła jego harmonogram, żeby mógł poświęcić cały dzień na wszystko, o czym pomyślał, i na kilka rzeczy, o których nie myślał. Był człowiekiem bardzo skupionym na szczegółach, zwłaszcza gdy było to coś ważnego i w tym przypadku tak było.
Gregory powiedział mu, że nie chciał robić nic wymyślnego w urodziny. Najwyraźniej jakaś jego część nie chciała uznać kamienia milowego, jakim było ukończenie 50 lat. Mycroft nalegał jednak, aby zrobić kilka rzeczy w tym dniu. Jego urodziny były wyjątkowym dniem i były ważne, a Mycroft nie mógł pozwolić im odejść bez świętowania.
Rozpoczęli dzień w jedyny możliwy sposób: w łóżku. Mycroft przewrócił się i przyciągnął Gregory'ego do siebie, splatając ich palce razem i budząc go delikatnymi dotknięciami i pocałunkami. Pozostali tak przez chwilę, uśmiechając się i po prostu odpoczywając razem. To jednak zmieniło się w to, co starszy mężczyzna dumnie określał "urodzinowym seksem". Mycroft pomyślał, że to zabawne, że tak nazywał ich stosunek, ale to była specjalna okazja i podobno właśnie to robiono przy specjalnych okazjach.
Padli później, całując się tak długo, jak mogli, zanim nadszedł czas na prysznic. Był on dłuższy niż normalnie i mógł również wiązać się z drugą rundą orgazmów dla nich obu (choć nie byli już tacy młodzi, wciąż mieli imponującą wytrzymałość) i było to cudowne.
— Jeśli przez resztę dnia nie zrobimy nic innego, to i tak oficjalnie będą to najlepsze urodziny w historii — skomentował Greg, ciężko dysząc po wszystkim, uśmiechając się niemal z rozmarzeniem.
Oczywiście nie był to koniec świętowania. Odpoczywali w domu przez chwilę, ale w porze obiadu wybrali się na spacer po parku, a Mycroft miał rezerwację na kolację dzisiejszego wieczoru. Poszli do ulubionej włoskiej restauracji Grega. Mycroft miał na sobie prążkowany garnitur, który jakiś czas temu inspektor nazwał swoim ulubionym. Nie pozostało to niezauważone, gdy pojawił się przed Gregiem, jeśli ten jasny uśmiech był jakąś wskazówką.
Zamiast zjeść deser w restauracji, Mycroft zabrał ich do małej francuskiej piekarni w pobliżu ich domu. Nie była tak dobra jak ta, którą miał i prowadził ojciec Gregory'ego, Pierre, ale była miejscem, które odwiedzali obaj, gdy tylko była okazja. Zwykle zatrzymywali się w niej na kawę i herbatę, a czasami na śniadanie.
W chwili gdy weszli do środka, czekał na nich tort z zapalonymi świeczkami. Twarz Grega rozpromienił szczery, dziecięcy uśmiech, który przyniósł Mycroftowi ogromną radość. Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Patrzył, jak jego partner w podskokach podszedł do lady, by spojrzeć na tort, bardziej przypominając kogoś, kto właśnie skończył dwanaście lat, a nie pięćdziesiąt.
Jak zwykle zamówili kawę i herbatę, z radością zjadając kawałek ciasta. Mycrofta był znacznie mniejszy, ale nie mógł odmówić sobie przynajmniej jednego kawałka. W końcu były to urodziny Gregory'ego. W międzyczasie dzielili się wieloma pocałunkami, a dwaj członkowie personelu wyszli do nich i odśpiewali sto lat. To było całkiem przyjemne.
— Chodź za mną, Gregory — powiedział Mycroft, gdy wrócili do domu.
Pomógł Gregowi zdjąć płaszcz, ponieważ starszy mężczyzna trzymał resztę tortu i wskazał mu drogę do kuchni. Wziął od niego ciasto i postawił je na blacie, a potem sięgnął na górę lodówki i ściągnął z niej kopertę.
— Myc, mówiłem ci, żebyś niczego mi nie kupował — powiedział Greg, ale wciąż nie mógł ukryć podekscytowania wykradającego się na jego twarz.
— Nonsens, Gregory. — Mycroft pomachał dłonią i pokręcił głową. — To tylko drobiazg.
— Mówiłeś tak o wszystkim przez cały dzień. — Greg uśmiechnął się, ale wyciągnął rękę i odebrał od niego kopertę.
Mycroft przeniósł ciężar ciała z stopy na stopę, czując się nagle lekko zdenerwowany. Oczywiście nie było powodu. Wiedział, że jego najdroższy Gregory bardzo ucieszy się z małego prezentu, który był schowany w kartce urodzinowej. Wciąż jednak… oczekiwanie, że otworzy kopertę wywoływało mrowienie w jego ciele.
Greg przeczytał kartkę w milczeniu, z delikatnym uśmiechem na twarzy na słodkie słowa. Jednak kiedy ją otworzył, jego oczy zrobiły się wielkie niczym spodki, a usta rozchyliły się w najdelikatniejszym westchnieniu. Mycroft uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Mycroft… — powiedział Greg przyciszonym głosem. — Nie powinieneś…
— Oczywiście, że powinienem — odpowiedział wciąż się uśmiechając i kręcąc głową.
— Tak, ale… dwie przepustki sezonowe na każdy mecz Arsenalu?! I spójrz jak blisko są boiska. Mój Boże, mógłbym cię teraz pocałować ze szczęścia.
— Dlaczego by tego nie zrobić?
Greg uśmiechnął się złośliwie i praktycznie skoczył na Mycrofta, owijając ramiona wokół szyi wyższego mężczyzny i rozpoczynając namiętny pocałunek. Był zdenerwowany, ale Mycroft w głębi siebie uważał, że wykonał całkiem dobrą robotę.
