Rozdział 149: Spóźnienie
Greg był wkurzony, wpadał w panikę, utknął w korku i nic nie jechało wystarczająco szybko! Cholera jasna. Najprawdopodobniej zapomniał o kilku rzeczach, których będzie potrzebował w podróży, ale… W tej chwili martwił się tylko dotarciem na lotnisko i wejściem do samolotu. Z resztą mógł sobie poradzić. Żadna z pozostałych rzeczy nie miała znaczenia, rozgryzie to później.
Wyjeżdżał z Mycroftem na dwutygodniowe wakacje i dzisiaj mieli wylot. Dokładniej, ich samolot miał odlecieć za dwadzieścia minut, a jego jeszcze nie było na lotnisku. Nie sądził, że mu się uda. Mycroft zarezerwował im dwa bilety w pierwszej klasie w samolocie lecącym do Wenecji, gdzie mieli zarezerwowany pięciogwiazdkowy hotel. Zamierzali zwiedzać Włochy. Tylko o tym mógł myśleć tygodniami. To była ich pierwsza dłuższa wspólna podróż i zapowiadała się wspaniale.
Jeśli Greg zdąży na samolot. Nie, żeby to był koniec świata, ale wtedy musieliby znaleźć inny lot i sam tylko Bóg wie, jakby się to potoczyło. Tego ranka została mu przydzielona sprawa, która trzymała go w Scotland Yardzie dwie godziny dłużej, niż planował zostać w biurze i to wszystko schrzaniło. Sally solennie go przepraszała. Starała się nie wspominać na odprawie jego nazwiska, żeby mógł się wymknąć wcześniej, ale nadinspektor miał zdecydowanie inne plany. Drań.
Wreszcie, dużo wolniej niż to było dozwolone, samochód wjechał na teren lotniska. Greg krzyknął pośpieszne podziękowania kierowcy i wyskoczył z pojazdu. Pobiegł do bagażnika, wyciągnął walizkę i torbę podręczną, po czym na chwilę się zatrzymał. Dlaczego lotnisko musiało być tak duże? Sprawdził czas na swoim telefonie oraz czy nie ma żadnych wiadomości od Mycrofta. Spojrzał również na swój bilet, aby upewnić się, że udaje się do właściwej bramki.
Oczywiście nadal musiał przejść przez ochronę i umieścić swój bagaż na taśmie transportera. Jak zawsze ten proces trwał dłużej niż cokolwiek innego, a kiedy stał w kolejce, usłyszał komunikat z ostatnim wezwaniem pasażerów na jego lot.
— Kurwa — przeklął szorstko pod nosem, podskakując lekko. Co trwało tak długo?! Miał ochotę wyciągnąć odznakę, żeby móc się przedostać, ale nie miało to już żadnego znaczenia, ponieważ kilka chwil później udało mu się przejść przez kontrolę.
Ciężko dysząc, rzucił się do biegu, a przynajmniej poruszał się tak szybko, żeby mogło mu to ujść na sucho i żaden urzędnik na niego nie nakrzyczał. Spoglądał na znaki, skręcając w korytarze i wreszcie jego bramka była w zasięgu wzroku. Jego bramka… a w jej pobliżu nie było nikogo z obsługi. Czuł, jak jego serce zaciskało się mocniej z każdym krokiem, gdy się do niej zbliżał.
— Do kurwy nędzy — westchnął, a jego ramiona opadły, gdy zwolnił, aż się zatrzymał.
Zmarszczył brwi, wzdychając i ponownie zerkając na swój telefon. Przegapił wejście na pokład. Przeczesując dłonią włosy, odwrócił się i zaczął iść do biurka konsjerża. Gdyby działał szybko, to może udałoby mu się znaleźć inny lot, który nie wylądowałby dużo później niż tamten. Idąc zaczął pisać wiadomość, próbując dać Mycroftowi znać, co się działo.
— Gregory, dokąd idziesz? — rozległ się głos młodszego mężczyzny. O wilku mowa.
Mrugając, Greg odwrócił się i zobaczył Mycrofta, stojącego w pobliżu zamkniętych drzwi, za którymi znajdował się pas startowy, ze spokojnym i rozbawionym wyrazem twarzy.
— Myc? — zapytał zdziwiony Greg, ale na jego twarzy zagościła ulga.
— Nie wiedziałeś, że samolot jest trochę opóźniony. Coś o podwójnym sprawdzeniu silnika — powiedział Mycroft z udawaną niewinnością. Greg uśmiechnął się, ponieważ wiedział, że to stek bzdur.
— Ty podstępny draniu — powiedział jako komplement, podchodząc i przyciągając Mycrofta do słodkiego pocałunku.
— Zapewniam cię, że nie mam pojęcia, co sugerujesz, najdroższy — zaśmiał się lekko Mycroft po pocałunku, obejmując policzek Grega. — Chodź, Gregory. Zajmijmy nasze miejsca.
Mężczyzna w ubiorze obsługi samolotu podszedł jak na zawołanie, otwierając im drzwi. Mycroft złapał Grega za rękę i splótł ich palce, gdy szli a potem wsiedli do samolotu.
Usiedli na najwygodniejszych siedzeniach, na jakich Greg kiedykolwiek siedział w samolocie, połączonych na tyle, że starszy mężczyzna mógł usiąść nieco z boku i wygodnie podwinąć nogi razem z Mycroftem. Obaj otrzymali niesamowitą ilość whisky, a następnie zostali sami, bez nikogo w pobliżu.
To był początek idealnych wakacji.
