Rozdział 152: Nie strasz mnie tak
Mycroft obudził się rano po przyjęciu do szpitala. Minęła zaledwie godzina od tego, gdy John wysłał sms'a, żeby wiedział, że razem z Sherlockiem byli w drodze. Jego ukochany mąż był słaby i niewiele mówił oraz wyraźnie odczuwał dyskomfort, ale gdy ich spojrzenia się spotkały, Mycroft mimo wszystkiego uśmiechnął się do niego.
Niepokój Grega natychmiast się zmniejszył. Próbował mówić o przypadkowych rzeczach, aby oderwać myśli Mycrofta od bólu i… Wtedy zaczęło się to dziać. Nasilony dyskomfort pojawił się na twarzy młodszego mężczyzny. Jego jasnoniebieskie oczy straciły ostrość i zacisnął dłonie na kołdrze, a jego ciało napięło się. Monitor serca był następną częścią. Piszczenie szybko się nasiliło, a Greg nie miał pojęcia, co robić.
Zerwał się z krzesła, gdy dwie pielęgniarki wpadły do środka, gdy otrzymały ostrzeżenia od podłączonego sprzętu. Odepchnęły go na bok, a on patrzył na wszystko z szeroko otwartymi oczami, drżąc.
— Mycroft? — zapytał drżącym od paniki głosem. Jego przestraszone spojrzenie zwróciło się na pielęgniarki, gdy starał się nie hiperwentylować. — Co się z nim dzieje?
— Inspektorze, proszę, daj nam pracować — powiedziała jedna z nich, gdy druga pochylała się nad jego mężem, który trząsł się w sposób, jakiego Greg nigdy wcześniej nie widział. Chciał płakać.
— Co się dzieje? — jęknął, a łzy napłynęły mu do oczu.
— Wyjdź z pokoju, inspektorze. Proszę. Przyjdziemy po ciebie.
Wszedł kolejny pracownik medyczny i Greg poczuł, że zaraz zwymiotuje. Ten nowo przybyły wyprowadził go z pokoju i zamknął mu drzwi przed nosem. Serce Grega waliło tak mocno, że było to wszystko, co mógł usłyszeć i nie mógł wyrzucić tego widoku z głowy. Mycroft nie spał. Rozmawiał. Dlaczego tak się stało? To po prostu… nadeszło znikąd.
Otępiały udał się do małej poczekalni po drugiej stronie korytarza, zaskoczony, że nogi nie ugięły się pod nim. Opadł na krzesło, na którym siedział nie więcej niż pięć minut, zanim John wykrzyknął jego imię.
— Greg? Co się dzieje? — zapytał, widząc blady i nawiedzony wyraz twarzy swojego przyjaciela.
Sherlock deptał Johnowi po piętach, a jego oczy zwęziły się, gdy zobaczył Grega.
— Mycroft… on… — zaczął Greg, oblizując usta i próbując znaleźć słowa bez ściskania żołądka. Nie odniósł sukcesu w tym.
— Ciiii, głębokie oddechy kolego — wyszeptał John, siadając obok niego i maskując mu plecy. Sherlock nie poruszył się ani nie odezwał.
— Co z nim zrobiono? — zapytał ostro Sherlock. Greg był niemal zaskoczony intensywnością jego głosu.
— Sherlock… — zaczął cicho John, ale Greg potrząsnął głową.
— On… on… — zaczął, starając się przypomnieć sobie, co mu powiedziano. — Zła… złamał kości… Zrobili mu, um… dwie transfuzje krwi.
Ku zaskoczeniu Grega, Sherlock zaklął pod nosem, a jego spojrzenie stało się surowe. Obrócił się, a płaszcz zafalował za nim. Warknął na lekarza, który zmierzał do pokoju Mycrofta.
— Ty! — krzyknął szorstko. Greg milczał, gapiąc się. Lekarz zamarł i zamrugał, otwierając usta, by odpowiedzieć z wyraźną irytacją, ale Sherlock nie dał mu tej szansy. — Mycroft Holmes reaguje na jedną z twoich transfuzji krwi.
— Um… tak. I ty jesteś?
— Jego bratem. A ty idiotą. Weź moją krew i pośpiesz się z tym. Będziesz musiał przepłukać jego system, używając mojej. — Lekarz ponownie zamrugał. — I? Pośpiesz się!
Greg otworzył usta i prawie zapomniał o tym, jak spanikowany i przerażony był, gdy obserwował Sherlocka. Był… Co on robił? Mrugając, odwrócił się, by spojrzeć na Johna, który miał na twarzy dumny uśmiech.
— I twierdzi, że nie kocha swojego brata — wyszeptał czule John, patrząc na Grega i ściskając jego biceps. — Nic mu nie będzie, Greg.
Rzeczywiście, godzinę później i więcej przytoczonej krwi, Mycroft był w porządku. Znowu nieprzytomny, ale niepokojący moment minął i jego parametry życiowe były prawidłowe. Gregowi pozwolono wrócić do pokoju, a John i Sherlock weszli tuż za nim.
Greg usiadł z powrotem na krześle, chwytając Mycrofta za rękę, gdy starał się powoli oddychać. John przysunął drugie krzesło i usiadł obok niego, a Sherlock… unosił się nad szpitalnym łóżkiem po drugiej stronie.
— Organizm Mycrofta zachowuje się dziwnie podczas transfuzji krwi — mruknął wyjaśniająco Sherlock. — Gdyby ci idiotyczni lekarze rzeczywiście przejrzeli jego dokumentację tak, jak powinni, zobaczyliby to i natychmiast by do mnie zadzwonili.
Greg wpatrywał się w zdumiony w Sherlocka. Młodszy Holmes był opiekuńczy. Rozpoznał to w wyrazie tych bystrych oczu i w sposobie, w jaki stał niczym posąg nad ciałem Mycrofta, nieustannie spoglądając na niego i monitory nadzorujące parametry życiowe. To był wspaniały widok.
Z uśmiechem Greg przeniósł wzrok na swojego śpiącego męża.
— Nigdy więcej mnie tak nie strasz — wyszeptał ze łzami w oczach, gdy ścisnął dłoń, którą trzymał. — Ty draniu.
Był zbyt zajęty wpatrywaniem się w Mycrofta, żeby zobaczyć, jak Sherlock uśmiechnął się lekko.
