Rozdział 153: Wreszcie w domu
Mycroft wreszcie wracał do domu. To były dwa długie dni, podczas których tkwił w szpitalu, dochodząc do siebie po najbardziej przerażającej podróży samolotem w jego życiu. To była taka ulga. Zaczął się denerwować i wielokrotnie domagał się zwolnienia, zawsze powstrzymywany przez Gregory'ego lub Antheę. Oboje stali się nieco irytujący.
Nie próbował być zły na swojego męża. Jego najdroższy Gregory tylko starał się pomóc. Był zaniepokojony, a Mycroft mógł tylko sobie wyobrazić, przez co przeszedł jego biedny Greg, kiedy usłyszał o jego wypadku. Intencje starszego mężczyzny były dobre i pełne miłości, ale to doprowadzało go do krawędzi.
— Dobry Panie, Gregory, jedynie wstaję z łóżka — warknął zirytowany, gdy Greg wyciągnął rękę, aby pomóc mu wstać z szpitalnego łóżka. — Moje żebra są połamane, a nie nogi.
Greg zamarł, patrząc na Mycrofta z dziwnym wyrazem. Z cichym westchnieniem skinął głowa i cofnął się o krok. Mycroft poczuł, jak coś ścisnęło mu pierś. Również westchnął, siadając na krawędzi posłania. Spojrzał w dół na swoje kolana, które na szczęście były odziane w spodnie. Miał dość tych okropnych koszul nocnych, które musiał nosić.
— Przepraszam — powiedział ze znużeniem. Wyciągnął rękę i zacisnął palce na grzbiecie nosa, biorąc głęboki, powolny oddech. — Rozumiem, że próbujesz pomóc, Gregory. Jednak teraz trochę za bardzo przypominasz mi moją matkę. Nie musisz mnie rozpieszczać. Jestem w stanie samodzielnie stanąć.
— Tak, masz rację, Myc, przepraszam — mruknął Greg, pocierając tył głowy.
Mycroft zerknął na swojego męża i westchnął, chrząkając trochę, gdy odepchnął się od łóżka i wstał. Trochę się chwiał, ale uspokoił się i skinął głową.
— Chodź tutaj — poprosił, wskazując na siebie szczupłą dłonią.
Greg zamrugał i spojrzał na jego rękę, po czym podszedł. Uśmiechając się delikatnie, Mycroft objął jego policzek i przyciągnął go do pocałunku.
— Za co to było? — zapytał Greg z lekkim rozbawieniem. Uśmiechał się, a jego oczy świeciły. To zadowoliło Mycrofta. To było o wiele lepsze od jego wcześniejszego wyglądu.
— Za to, że tu jesteś. A teraz proszę, mój mężu, czy możemy iść do domu?
Greg skinął głową i podniósł torbę z ubraniami i innymi rzeczami, które Anthea przyniosła w zeszłym tygodniu. Szli powoli i na szczęście Mycroft był w stanie poruszać się w większości samodzielnie. Nie był jednak zbyt uparty, aby wyciągnąć rękę i mocno złapać Grega za ramię, gdy zbliżali się do wyjścia. Mógł czuć trochę więcej bólu i zmęczenia, więc używał swojego męża jako podpory. Greg nic na ten temat nie powiedział.
W końcu wyszli na zewnątrz, gdzie wiernie już czekał na nich czarny samochód. Pozwolił starszemu mężczyźnie pomóc wsiąść do samochodu, a kiedy obaj zajęli miejsce, pojazd ruszył.
Żaden z nich nie odezwał się w drodze do domu. Greg delikatnie splótł ich palce, odwracając głowę, by złożyć pocałunek na jego ramieniu. Mycroft zamruczał i uśmiechnął się. Był po prostu wdzięczny, że w końcu wracają do domu i ledwo mógł oprzeć się słyszalnemu westchnieniu, które uciekło z niego, gdy ich budynek pojawił się w polu widzenia. Dom.
Greg wysiadł pierwszy, podszedł do bagażnika samochodu, aby wyjąć torbę podróżną, a następnie udał się na drugą stronę, gdzie Mycroft ostrożnie próbował wyjść z samochodu. Odniósł w tym sukces, ale ponownie chwycił ramię Grega. Droga do drzwi była powolna i trochę frustrująca, ale Mycroftowi udało się ja pokonać z lekkim zmarszczeniem brwi.
— Gregory — mruknął, gdy weszli do środka. Greg odłożył torbę i odwrócił się, by na niego spojrzeć. — Czy mógłbyś…
Jakby wiedząc, co chciał powiedzieć, Greg skinął głową i ostrożnie owinął ramię wokół talii Mycrofta. Był trochę zirytowany na siebie, ale teraz odczuwał ból i trzeba było przyznać, że potrzebował teraz pomocy. Chciał tylko napić się herbaty, zażyć lekarstwa i położyć się do własnego łóżka. Razem przeszli do kuchni i…
— WITAJ W DOMU, MYCROFT! — rozbrzmiał chór głosów.
Mycroft wpatrywał się w szoku. Dwie córki Grega, Elizabeth i Abigail, stały w drzwiach między kuchnią a salonem, z wysoko uniesionymi rękami i promiennymi uśmiechami. Mycroft otworzył usta, ale nic nie powiedział. Ponownie je zamknął. Zamrugał i spojrzał na Grega, który również się uśmiechał.
— Elizabeth? Abigail? — powiedział, mrugając i chociaż raz trochę oniemiał.
Greg zaśmiał się. Mycroft ponownie zamrugał i wtedy zauważył transparent wiszący nad nimi obiema. Było dokładnie napisane to, jakimi słowami powitały go obie dziewczyny. Wyraźnie było widać, że był domowej roboty. Sprawił, że się uśmiechnął.
— Zrobiłyśmy to same! — Abby uśmiechnęła się dumnie. Mycroft roześmiał się.
— I jest niezwykle piękny. Dziękuję, dziewczęta, to takie słodkie.
— Tata jedynie pomógł go nam zawiesić.
Greg potrząsnął głową i również się roześmiał.
— Tak, to jedyna rzecz jaką zrobiłem przy tym — zgodził się, pozwalając córkom wziąć na siebie całą zasługę. — Teraz dziewczyny, musimy posadzić Mycrofta, tak żeby było mu wygodnie.
Elizabeth już szła do kuchenki, gdzie najwyraźniej przygotowywała herbatę. Mycroft kochał te dziewczyny. Greg ostrożnie pomógł mu wejść do salonu, gdzie mógł wylegiwać się na sofie z ich ukochanym kotem Remmingtonem, mruczącym i miauczącym. Mycroft ostrożnie podrapał go po głowie.
Żył i był w domu. Nigdy nie mógłby być bardziej wdzięczny za swoje szczęście, jak w tamtej chwili.
