Rozdział 156: Tak niepewny…

Mycroft był… wyczerpany. Wyczerpany, zestresowany i zirytowany na wskroś. Od dłuższego czasu nie był tak sfrustrowany pracą. Miał bardzo mało czasu na sen, co było bardzo niesatysfakcjonujące. Nie, żeby spał regularnie, jak większość ludzi, bo z całą pewnością tak nie było, ale to nie pomogło w tym wszystkim.

Czuł się zrelaksowany tylko wtedy, gdy był w domu. Bycie w pobliżu Gregory'ego sprawiało, że wszystko było tego warte. Mógł odsunąć na bok niektóre myśli, które nieustannie krążyły mu w głowie, gdy był w obecności swojego męża, który był opiekuńczy, ale nie przytłaczający, czy apodyktyczny, jak zawsze udawało mu się być. Jak starszy mężczyzna mógł znaleźć tę cienką granicę między nimi, było tajemnicą. Jak zwykle Mycroft był nim zaskoczony. Wszystkie te lata później i wciąż było to odświeżające uczucie.

Gregory zrobił obiad i czekał na powrót Mycrofta do domu. Polityk był mu za to bardzo wdzięczny. Uśmiechając się, pochylił się, by złożyć krótki pocałunek na policzku męża, ściskając jego biceps, zanim poszedł się przebrać, gdy jedzenie było nakładane na talerze.

— Wciąż radzisz sobie z całym tym szaleństwem? — zapytał Greg, gdy chwilę później kończyli posiłek. Mycroft skinął głową z westchnieniem.

— Niestety — mruknął. — Wydaje się, że na obecnym etapie faktycznie niewiele osiągniemy, by rozwiązać ten problem. To dość żmudne.

— Założę się — powiedział Greg, marszcząc brwi z niepokojem. — Potrzebna jest ci przerwa.

— Niestety, raczej nie będę mógł dostać wolnego dnia. Ale nie mówmy o tym teraz. Wolałbym raczej cieszyć się twoim towarzystwem — odparł Mycroft, machając leniwie ręką. Greg skinął głową i kończył swój posiłek.

Niedługo potem poszli razem do łóżka. Greg przyciągnął Mycrofta do siebie i powoli całował jego kark. Mycroft westchnął cicho i zamknął oczy, ciesząc się doznaniami. Kiedy jednak poczuł, że jego mąż zaczynał nieco bardziej celowo muskać palcami jego bok, jego ciało samo się napięło, zanim zapanował nad sobą.

— Przepraszam, najdroższy — powiedział, lekko kręcąc się w jego uścisku. — Nie dziś wieczorem.

Ruchy Grega ustały, a po chwili nastąpiło skinienie głową i pojedynczy pocałunek na karku.

— W porządku. Dobranoc, Myc — wyszeptał i obaj wkrótce potem zasnęli.

Tak było przez następny tydzień. Praca nie stawała się łatwiejsza i choć nie zdarzało się to co noc, za każdym razem, gdy jego najdroższy Gregory wypowiadał lub fizycznie sugerował możliwość intymności , Mycroft czuł, że nie może i odmawiał. W zauważalny sposób sugestie stawały się rzadsze, i w następny piątek Mycroft odkrył, że to wszystko, o czym mógł myśleć.

Nigdy nie czuł paniki w taki sposób, w jaki odczuwał ją teraz. Kiedy on i Gregory zaczęli się zbliżać, otworzyło to przed Mycroftem zupełnie nowy świat. Ten, który uwielbiał. Był on intensywny, wyjątkowy i ich. Przeczesał palcami włosy i zakrył twarz, wzdychając. Zawsze czuł się tak jedynie z powodu swojej wagi. Teraz jednak…

Zaczął się obawiać, że straci zainteresowanie Gregory'ego. Oczywiście, byli małżeństwem i chociaż było jasne, że ich związek nie polegał jedynie na przyjemności cielesnej… Nie doprowadzili się do orgazmu przez co najmniej dwa tygodnie. Jak długo potrwa, zanim Gregory zmęczy się odmową, której Mycroft najwyraźniej co rusz mu udzielał?

Nie mógł się skupić. W pracy sytuacja zaczęła się trochę uspokajać, ale nie mógł się zmusić do myślenia o tym. Jak to się stało, że on, Mycroft Holmes, mógł tak siedzieć i bać się o stan swojego życia miłosnego?

— Proszę pana, proszę iść do domu — zasugerowała Anthea, najwyraźniej świadoma, że coś było nie tak, nawet jeśli nie wiedziała co. — Wyczyszczę pański harmonogram. Proszę się przespać, bo wiem, że ostatnio pan nie spał.

Może nie odrywała wzroku od Blackberry, ale Mycroft znał ten ton, kiedy go usłyszał. Z westchnieniem wyczerpania wstał, kiwnął głową i zrobił, jak mu kazano. Nawet jeśli trochę się denerwował powrotem do domu.

Powitano go tym samym promiennym uśmiechem i uściskiem jak zawsze, choć w tym momencie niewiele to pomogło, aby uspokoić jego umysł. Ledwo zdołał się uśmiechnąć, kiedy odkładał parasol i oczywiście Gregory natychmiast go od niego odebrał. Szczerze mówiąc, kiedy stał się tak łatwy do odczytania?

— Coś nie tak? — zapytał natychmiast. Jego brązowe oczy były wypełnione zmartwieniem.

Mycroft starał się utrzymać spokojny oddech. Był nagle przerażony i ogarnięty chęcią płaczu. To było absurdalne.

— Nie, nic — powiedział twardo, robiąc wszystko, co w jego mocy, aby jego głos był spokojny. — Idę się przebrać.

Odwrócił się i skierował do sypialni. Gregory poszedł za nim. Starszy mężczyzna nigdy nie dał się spławić tak szybko. Mycroft celowo nie patrzył na niego, gdy zaczął zdejmować kolejne warstwy swojego garnituru.

Mycroft — sapnął w końcu Greg, delikatnie łapiąc go za biceps, zmuszając go do odwrócenia się i stanięcia z nim twarzą w twarz. Mycroft zamrugał szybko, zaciskając usta w cienkim grymasie. — Mów do mnie. Usiądź.

Przyciągnął Mycrofta i kazał mu usiąść na łóżku. Potem usiadł obok niego, czekając. Mycroft westchnął.

— To nic takiego — spróbował go uspokoić, ale jego głos wydobył się bardziej jękliwym tonem niż planował.

— To oczywiste kłamstwo. Nie jestem głupi, kochanie, proszę porozmawiaj ze mną. Proszę.

Mycroft nie mógł już tego ignorować. Ukrył twarz w dłoniach i wypuścił zdesperowany wydech.

— Proszę, nie odchodź, Gregory. — Czuł, że zaczynał błagać. Och, na litość boską.

— O… odejść? — powtórzył Greg, mrugając w szoku. — Dlaczego do diabła myślisz, że zrobię coś takiego?

— Nie jesteś dla mnie mniej pożądany, Gregory. Ja tylko…

Zamilkł, a między nimi zapadła cisza. Mycroft nie mógł zmusić się do spojrzenia na swojego męża. Wreszcie usłyszał westchnienie.

— Zaczekaj — powiedział w końcu Greg. — Czy ty… Czy to dlatego, że nie uprawialiśmy seksu od kilku tygodni?

Mycroft poślubił mądrego człowieka. Greg był genialny, nawet jeśli jego drogi młodszy brat zawsze twierdził inaczej.

— To… nie ty… — zaczął mówić, próbując wymyślić sposób na wyjaśnienie tego. Ale nie mógł. Logicznie mógł wymyślić powody, dla których nie miałby popędu seksualnego, ale…

— Spójrz na mnie — powiedział z powagą Greg. W końcu Mycroft zmusił się do tego. Jego bladoniebieskie oczy błyszczały od wilgoci. Spojrzenie Grega było intensywne, a jednak… czułe. — Hej. W porządku. Słyszysz mnie? Jest dobrze. Chodź tutaj.

Greg przesunął się do wezgłowia łóżka i wyciągnął się na materacu, chwytając Mycrofta za ramię i przyciągając go do siebie. Skończyli zwinięci jeden przy drugim, z głową Mycrofta na piersi Grega. Greg splótł ich palce, przeczesując drugą dłonią włosy Mycrofta, gdy zaczął mówić.

— Jest dobrze. Wszystko jest w porządku. Słyszysz mnie? Nie obchodzi mnie to. Nie obchodzi mnie, że od jakiegoś czasu nie uprawialiśmy seksu. Wiem, że to sugerowałem, i to oczywiście dlatego, że chcę żebyś przez cały cholerny czas miał jakieś pragnienia. Ale również dlatego, że wiem, że byłeś zestresowany i pogrążony w myślach. Chciałem ci po prostu pomóc. Ale wszystko jest w porządku. Kocham cię, Mycrofcie Holmesie. Poślubiłem cię dla wielu powodów, a tylko jeden z nich ma sprawić, że będziesz jęczeć i krzyczeć w sposób, w jaki nikt inny nie jest w stanie.

Nastała krótka chwila ciszy. Mycroft nie mógł powstrzymać mimowolnego dreszczu, który przeszył jego ciało. Jego mąż miał tak brudne usta. Jego usta wykrzywiły się w najmniejszym uśmiechu, gdy próbował się zrelaksować.

— Dlatego będziemy tu po prostu leżeć. Wszystko czego tylko potrzebujesz. Jestem tu dla ciebie i chcę ci pomóc. Kocham się, Mycrofcie. Nieważne co. Rozumiesz?

Mycroft po pewnym czasie skinął głową.

— Tak, Gregory. Rozumiem.

— Dobrze, a teraz spójrz na mnie, żebym mógł cię pocałować.

Mycroft uśmiechnął się jeszcze bardziej i podparł się na łokciu, pochylając się, by delikatnie pocałować Grega. Inspektor otarł ich nosy o siebie, gdy się odsunęli i pociągnął go z powrotem na dół, zaplatając ich nogi. Pozostali tak przez resztę nocy i to sprawiło, że Mycroft zaczął się zastanawiać, czego się kiedykolwiek bał.