Rozdział 162: Pozwól mi to wynagrodzić

Praca była wyczerpująca, jak zawsze się to wydawało. Mycroft nie mógł się jednak doczekać końca tego dnia. Z jego końcem nadchodził wieczór, który spędzi z najdroższym Gregory'm. Żadne z nich nie miało obowiązków związanych z pracą, więc zaplanowali wspólne spędzenie wieczoru, relaks przy miłej kolacji, a następnie odpoczynek na kanapie.

Wrócił do domu po południu jako pierwszy, choć nie powinno potrwać długo, zanim Gregory do niego dołączy. Gdy przebierał się w bardziej swobodny zestaw ubrań, sygnał w jego telefonie komórkowym rozbrzmiał, oznajmiając przyjście nowej wiadomości. Zatrzymując się w połowie zdejmowania kamizelki, odwrócił się i podniósł telefon.

Hej, kochanie. Sherlock jest absolutnym palantem, a John nie czuje się teraz zbyt dobrze. Zabiorę go do pubu i spróbuję poprawić mu humor, okej? Będę w domu trochę później, ale niewiele. Przysięgam. - GL.

Mycroft westchnął przez nos, czytając tą wiadomość. Cóż… czyli tyle z ich planów. Wiedział, że Gregory nie chciał umyślnie złamać ich obietnicę, ale znając Sherlocka John najprawdopodobniej potrzebował teraz towarzystwa i mocnego drinka. To nie powstrzymała starszego Holmesa przez zirytowaniem z powodu zmian w ich wspólnym wieczorze.

Tak bardzo, jak chciał, nie wysłał do brata sms-a, aby wyraźnie go zbesztać. Próbował też ukryć irytację wobec swojego partnera. Gregory troszczył się o Johna, który był starym i drogim przyjacielem, a poza tym po prostu dobrym człowiekiem. Zebrał się w sobie, odpychając odrobinę bólu, którego nie mógł powstrzymać, spowodowanym tym, że spędzał więcej czasu sam w domu, niż powinien, i poszedł pracować w swoim gabinecie. Nie było sensu marnować czasu.

Dwie godziny później Mycroft usłyszał otwieranie i zamykanie frontowych drzwi. Zapadła cisza, a on uspokoił swoje ruchy, tworząc dokumenty potrzebne na spotkanie, które odbędzie się w przyszłym miesiącu, po prostu nasłuchując. Po korytarzu rozległy się miarowe kroki, czyli Gregory nie był pijany. Mycroft był za to wdzięczny. Miał wrażenie, że gdyby starszy mężczyzna wypił trochę za dużo, to byłoby mu trudniej wybaczyć zmianę ich planów.

— Mycroft? — usłyszał wołanie starszego mężczyzny.

Mycroft zawahał się, zanim odłożył pióro i wstał. Przeciągnął się trochę i schował komórkę do kieszeni, zanim wyszedł z gabinetu, by spotkać się z Gregory'm, który stał w kuchni i rozpakowywał pojemniki z czymś, co wyglądało na chińszczyznę.

— Hej — powiedział z uśmiechem, gdy Mycroft wszedł do pokoju. — Kupiłem jedzenie w naszej ulubionej chińskiej restauracji, ponieważ jestem w domu trochę później niż powinienem. Naprawdę mi przykro z tego powodu.

— W porządku — powiedział cicho Mycroft, robiąc krok do przodu, aby spojrzeć na jedzenie.

Wziął do ręki parę pałeczek i w milczeniu obrócił ją w dłoniach. Gregory przed nim przestał się poruszać. Mycroft zamknął oczy, gdy usłyszał zbliżające się kroki, potem para ramion owinęła się wokół jego talii od tyłu, a czoło Gregory'ego zostało przyciśnięte do jego łopatki.

— Naprawdę przepraszam — wyszeptał Gregory z westchnieniem. — Mam nadzieję, że nie zraniłem twoich uczuć… John był po prostu…

— Wiem — powiedział Mycroft, mocno zaciskając palce na pałeczkach. W dużej części zdawał sobie z tego sprawę, ale nie zmieniało to faktu, że był rozczarowany. — Rozumiem.

Było jasne, że Gregory czuł się źle z powodu tego, co zrobił, chociaż Mycroft w pełni rozumiał, dlaczego to zrobił. To sprawiło, że jego serce bolało w najlepszy sposób. Starszy mężczyzna był naprawdę najmilszą osobą, jaką Mycroft poznał. W końcu odłożył pałeczki i położył jedną rękę na dłoniach partnera splecionych na jego brzuchu.

— Dlaczego nie zjemy, zanim to wszystko wystygnie? — zasugerował, próbując mieć to co mogli z ich zaplanowanego wieczoru. Otrzymał mocniejszy uścisk, zanim Gregory cofnął się, by kontynuować rozpakowywanie ich jedzenie.

Po kolacji udali się na kanapę, nawet jeśli wkrótce mieli iść spać. Mycroft skulił się przy boku Gregory'ego z cichym westchnieniem, opierając głowę na piersi i słuchając bicia jego serca.

— Wynagrodzę ci to — mruknął Greg.

— Nie musisz — wyszeptał w odpowiedzi Mycroft i miał to na myśli. Czuł się teraz lepiej.

— Ale już to zrobiłem — odpowiedział.

Mrugając, Mycroft uniósł głowę, by spojrzeć pytająco na starszego mężczyznę.

— Och? — zapytał, zarówno zaciekawiony, jak i zszokowany. Wywołało to uśmiech na twarzy Grega.

— Tak — skinął głową. — Napisałem do Anthei, a po wyjściu z pubu wszedłem na chwilę do Yardu… Obaj mamy jutro wolny dzień.

Minęło kilka sekund, zanim szok zniknął, a Mycroft przyswoił te słowa. Dzień wolny? Natychmiast zaczął przeglądać harmonogram w swoim umyśle, aby zobaczyć, co dokładnie Anthea przełożyła lub wzięła na siebie.

— Przestań się nad tym zastanawiać — zaśmiał się czule Greg. — Anthea powiedziała, że tym się zajmie. Stwierdziła, że wszystko ma załatwione. Poleniuchujemy jutro. Nie chcę, żebyśmy wychodzili z domu, ani nawet z łóżka, jeśli nie będziemy musieli.

Uśmiech Gregory'ego był sugestywny i zaraźliwy. Mycroft czuł, jak uśmiech również wślizguje się na jego usta.

— Brzmi niesamowicie — powiedział, pochylając się, by złączyć ich nogi i namiętnie pocałować starszego mężczyznę.