Rozdział 163: Odmowa przyznania się
— Dalej, Lestrade, nadążaj — powiedział Sherlock niecierpliwie prychając.
Chudy detektyw zadrwił, zanim odszedł, nie zawracając sobie głowy czekaniem na odpowiedź.
Greg nie mógł kontynuować tych całonocnych pościgów po Londynie w tym samym tempie, co kiedyś. Byłby jednak przeklęty, gdyby przyznał się do tego głośno,... ale naprawdę stawało się to coraz trudniejsze. Był wyczerpany, a Sherlock nie zwalniał i inspektor po prostu nie dawał już rady.
Logicznie rzecz biorąc, powinien zacząć szukać opcji emerytalnych. Nawet je miał, były dobre i prowadziłby wygodne życie, ale… nie mógł się do tego zmusić. Nie potrafił przyznać się, że zbliżając się do 51 roku życia nie był już stworzony do tego stylu życia. Długie godziny pracy, brak snu lub odpowiedniej diety, wysiłek włożony w pogoń za przestępcami… albo Sherlock… Jego umysł wciąż był tak bystry jak zawsze, ale jego ciało zaczynało protestować.
Poczuł, jak włosy jeżą mu się na ciele i gniew bulgocze w środku na komentarz Sherlocka. Nie był to pierwszy raz, kiedy rozmawiał poniżająco z Greg'iem o tym, jak powolny stawał się. Przynajmniej tym razem nie żartował na temat jego wieku ani sprawności fizycznej. Greg nigdy nie mógł znieść tego, że ktoś mówił to na głos.
Był sztywny i sfrustrowany, kiedy wrócił do domu tej nocy. Bolały go wszystkie mięśnie i wiedział, że potrzebował długiej kąpieli lub prysznica. Musiał je mieć, żeby ta gorąca woda rozluźniła mu mięśnie, a potem chciał spać całymi godzinami. Powlókł się przez do sypialni, gdzie Mycroft jeszcze nie spał i siedział w łóżku czytając książkę.
— Witaj w domu, najdroższy — przywitał go młodszy mężczyzna, zamykając powieść i odkładając ją na bok.
Greg zdołał uśmiechnąć się, zdejmując kurtkę. Wyraz twarzy jego partnera niemal natychmiast się zmienił, kiedy Mycroft zwrócił na niego uwagę w sposób, w jaki Greg nie znosił. Zmęczenie, które tak głęboko wniknęło w rysy inspektora, z pewnością było w tym momencie zauważalne dla każdego.
— Gregory? — zapytał Mycroft, wstając z łóżka i podchodząc do niego.
Greg zamknął oczy i zmarszczył brwi, odwracając wzrok.
— Nic mi nie jest — mruknął, naprawdę nie będąc w nastroju do tego wszystkiego. Cokolwiek to miało być.
Jego duma i ego miały dość bicia na jedną noc. Nie chciał przyznać, z czym tak wyraźnie walczył. Nie mógł, po prostu nie. Bóg jeden wiedział, że nie chciał również, żeby miłość jego życia dostrzegł jego starość.
— Jesteś wyczerpany i cierpisz — nadeszła odpowiedź, a smukłe palce przeczesały srebrne włosy Grega.
Starszy mężczyzna westchnął, pochylając się w stronę dotyku.
— Chcę tylko iść do łóżka — jęknął, zdejmując koszulkę i rzucając ją na ziemię obok siebie.
— Potrzebujesz prysznica — powiedział Mycroft.
Greg wiedział, że miał rację. Potrzebował prysznica. Rano najprawdopodobniej żałowałby, że go nie wziął, ale i tak nie powstrzymało go to przed potrzaśnięciem głową.
— Nie — powiedział, rozpinając spodnie, zaczynając je zdejmować. — Chcę tylko spać.
Mycroft milczał, gdy Greg dalej się rozbierał i ubierał w piżamę. Było oczywiste, że inspektor będzie upierał się przy tym. Greg nie przegapił tego, jak Mycroft trzymał się blisko, nawet gdy obaj wrócili do łóżka i wspięli się na nie. Greg natychmiast przetoczył się na bok i zwinął się przy Mycroftcie, uśmiechając się i zamykając oczy, gdy pocieszające ramiona owinęły się wokół jego torsu.
— Powinieneś rozważyć emeryturę — powiedział Mycroft po kilku spokojnych chwilach.
Całe ciało Grega zamarło. Chciał odsunąć się od drugiego mężczyzny, ale zmusił się do pozostania na miejscu. Próbował stłumić ból.
— Myc… — zaczął, lekko drżącym głosem. Przełknął.
— Nie ma w tym nic złego, Gregory — naciskał Mycroft stanowczym i łagodnym głosem. Jakby chciał zmniejszyć cios, który najwyraźniej zadawał, znów zaczął gładzić włosy Grega. — Od wielu lat jesteś ważną częścią New Scotland Yardu, ale nie ma nic złego w tym, że ostatecznie zajmiesz się sobą.
Greg spuścił głowę, czując pieczenie w oczach od łez, które chciały popłynąć. Nie. Nie mógł… tego zaakceptować… Westchnął, chwytając górę piżamy Mycrofta i jeszcze mocniej wtulając twarz w jego ramię.
— Nie mogę — wyszeptał lekko przytłumionym głosem.
Czuł się dość głupio, że stał się tak niepewny i próbował to wszystko sam ogarnąć. Mycroft miał rację i wiedział, że nie było w tym nic złego. Jednak w głębi nie zgadzał się z tym.
— Możesz — powiedział Mycroft. — Po prostu o tym pomyśl. Gregory, nie ma nic niehonorowego ani głupiego w emeryturze, zwłaszcza w twoim zawodzie. Przepracowujesz się. Kocham cię i tylko o ciebie dbam.
— Czy naprawdę kochałbyś mnie, gdybym po prostu siedział w domu przez cały cholerny dzień jak starzec, którym się staję? — zapytał gorzko Greg.
W tym momencie Mycroft nieco odepchnął Grega, aż obaj usiedli na łóżku. Zmusił starszego mężczyznę, by spojrzał mu prosto w oczy. Jego powaga niemal zaskoczyła inspektora. Zamrugał, nieruchomiejąc, gdy wpatrywał się w miłość swojego życia, która delikatnie ścisnęła jego podbródek.
— Tak — wyszeptał Mycroft. — Nic nie może sprawić, że przestanę cię kochać. Nic.
Nie mówiąc nic więcej, Mycroft przyciągnął Grega do namiętnego, ale delikatnego pocałunku. Greg pozwolił na to. Nadal nie podobał mu się pomysł emerytury, ale… Sam nie wiedział. Może warto było to rozpatrzeć.
Jednak naprawdę nie podobał mu się ten pomysł. Oczywiście zasypianie obok Mycrofta Holmesa i pocałunek z nim sprawiły, że zmartwienie i napięcie zniknęło. Przynajmniej na razie.
