Rozdział 165: Miał to źle

Spodnie Mycrofta były nieprzyjemne ciasne. Poruszył się na krześle tak swobodnie, jak tylko mógł, biorąc głęboki oddech przez nos, ale to nie pomogło. Serce mu waliło i czuł, jak bolesna była jego wyraźna erekcja, ukryta pod ubraniem i błagająca o to, by się nią zająć.

— Spójrz na siebie — zagruchał szorstki, głęboki głos. Mycroft musiał zamknąć oczy, czując, jak wibruje on w każdym milimetrze jego ciała. Zadrżał. — Tak chętny. Tak bardzo pragnący.

Mycroft przygryzł wargę. Jego oczy znów się otworzyły, gdy poczuł, jak palec śledzą zarys jego penisa przez spodnie. Jego usta rozchyliły się w westchnieniu i spojrzał na Gregory'ego Lestrade'a, który stał między nim a biurkiem, pochylając się nad nim ze spojrzeniem pełnym, namiętności.

— Nie mogę się doczekać, kiedy dasz się ponieść — mruknął Gregory, przesuwając wzrokiem po jego ramieniu. Mycroft pragnął tego. Stwierdził, że on równie nie mógł się tego doczekać. To wszystko było dość zaskakujące.

— Gregory — sapnął, a jego biodra drgały, gdy pragnął docisnąć się do dłoni, która go tak bardzie drażniła.

— Hm — mruknął Gregory, odsuwając się.

Mycroft jęknął na stratę, a jego policzki zarumieniły się z braku kontroli, którą normalnie posiadał nad sobą. Szczerze mówiąc, powinien sobie radzić o wiele lepiej i nie zachowywać się tak. To było wręcz żenujące. Starszy mężczyzna zaśmiał się.

— Co chcesz? — zapytał, wciąż stojąc prosto i już go nie dotykając.

Mycroft chciał… wszystkiego. Co najważniejsze, chciał znowu poczuć dotyk Gregory'ego na sobie.

— Chcę… — zaczął mówić drżącym głosem i nie posiadał przy tym żadnego autorytetu, jaki zwykle miał. Był odrobinę zbyt niewygodnie podatny na zranienie, ale analizującą część jego mózgu naprawdę oto niedbała. Ponieważ chciał… — Dotknij mnie, Gregory.

— Dotknąć cię… — powiedział Greg, urywając ze znaczącym spojrzeniem. Mycroft chciał jęknąć z rozpaczy.

Proszę — wyszeptał, odginając głowę do tyłu i ponownie przesuwając się na krześle. Niewielkie tarcie, które wytworzył, gdy jego ubranie przesunęło się na jego boleśnie twardej erekcji prawie sprawiło, że znów sapnął.

— Prawdopodobnie mógłbyś dojść w ten sposób — stwierdził Gregory głosem szorstkim od podniecenia i zarazem nieco zszokowanym. Mycroft nie mógł się zmusić, by na niego spojrzeć, bo prawdopodobnie ten miał rację. — Taki wrażliwy. Doszedłbyś, gdybym ci kazał?

Gregory był taki... To było żenujące. Mycroft by zaskoczony tym, jak bardzo to kochał. uważał, że sprośna rozmowa była raczej śmieszna i nie warta jego czasu, ponieważ zawsze niszczyło to nastrój, ale kiedy Gregory Lestrade to robił… Mycroft mógł tego słuchać przez cały dzień.

— Odpowiedz mi. — Głos Gregory'ego był rozkazujący, ale delikatny. Mycroft potrzebował go. Udało mu się skinąć głową.

— Ta… tak — powiedział, ledwo rozpoznając swój głos. Och, Boże.

Został nagrodzony mocnym chwytem na jego erekcji i dłonią ochoczo ją pocierającą. Mycroft praktycznie jęknął, otwierając oczy, by zobaczyć nagle, jak blisko były ich twarze. Ledwo stłumił odgłos przyjemności i postanowił się nie powstrzymywać. Chętnie napierał na rękę Gregory'ego.

— Więcej… — mruknął i został nagrodzony gorącym pocałunkiem.

Jego ramiona natychmiast owinęły się wokół szyi Gregory'ego, przyciągając go bliżej. Słyszał, jak odsuwał mu zamek błyskawiczny i nagle poczuł podmuch chłodnego powietrza, gdy jego spodnie zostały rozpięte. Sapnął w usta starszego mężczyzny, wyginając się w łuk, gdy jego erekcja została w końcu uwolniona, a polce owinęły się wokół niej i głaskały ją…

Nagle Mycroft otworzył oczy. Ciężko dyszał i zdał sobie sprawę… Był sam. W łóżku. Śnił.

Z jękiem zakrył ramieniem oczy. Jego serce biło tak głośno i intensywnie, że dudniło mu w uszach. To nie był pierwszy raz, kiedy miał takie sny. Od dłuższego czasu zdawał sobie sprawę, że pożądał Gregory'ego Lestrade'a, ale pogorszyło się to, dwa tygodnie temu, gdy pili i ostatecznie obściskiwali się na tylnym siedzeniu jego samochodu.

Oczywiście od tamtej pory widzieli się, ale obaj byli zdenerwowani. Pocałunki, które dzielili, były gorące i pełne pożądania oraz czuli, że oznaczają one coś więcej. Żaden z nich nie wydawał się być jednak w stanie popchnąć tego dalej.

Dlatego nie po raz pierwszy leżał w łóżku z erekcją. Spojrzał w dół, na swoje jedwabne spodnie od piżamy, lekko zacienione od wilgoci z preejakulatu i wiedział… Nie mógł tego zostawić w ten sposób.

Zamykając oczy, zsunął z siebie spodnie i owinął palce wokół erekcji, dysząc. Wyobraził sobie, jak inna dłoń głaskała go tak wolno, jak robił to teraz i doszedł z imieniem pewnego inspektora na ustach.