Rozdział 167: Chcę wiedzieć
— Więc, i Boże dopomóż mi, że pytam o to, ale jak to jest uprawiać z nim seks? — zapytał Greg, po opróżnieniu szóstego kufla piwa.
Oparł się o krawędź baru, obserwując Johna, gdy czekał na odpowiedź.
Trzeźwy Greg Lestrade z pewnością nie zapytałby swojego najlepszego kumpla Johna Watsona o jego życie seksualne ze współlokatorem, który niedawno został kochankiem, nijakim Sherlockiem Holmesem. Nie. Część jego umysłu żałowała tego nawet w tej chwili. Ale Greg nie był bardzo trzeźwy, dlatego jego zdrowy rozsądek uleciał przez okno.
— Cholernie niesamowicie.
John również się uśmiechnął będąc w połowie szóstego piwa. Greg nie mógł powstrzymać uśmiechu. Oczywiście John powiedziałby, że było to niesamowite. Mówił tak o wszystkich, co dotyczyło Sherlocka, więc to po prostu pasowała. To sprawiło, że roześmiał się.
— Tak? Czyli nie jest, no wiesz, niedoświadczony w tej dziedzinie? — zapytał Greg niezdarnym gestem dłoni, który zmienił się prośbę o następną kolejkę. Powinien przestać pić. Albo nie.
— Ani trochę — parsknął John. — Chryste, Greg, jest najbardziej zuchwałą, żądną przygód osobą, z jaką kiedykolwiek byłem w łóżku. A on po prostu wie różne rzeczy. Wie rzeczy, które nie powinny być możliwe, ale są tak cholernie dobre.
To było naprawdę coś. Greg nie przegapił sposobu, w jaki John lekko zadrżał na samą myśl o tych czynnościach, do których obecnie się odnosił. Greg uznał to za fascynujące. Czyli Sherlock był dziki, jeśli chodziło o seks. Przynajmniej tak wywnioskował z rozmowy.
— Kiedy w końcu weźmiesz kogoś do łóżka? — zapytał John, wskazując na starszego mężczyznę, po czym podniósł kufel, który właśnie przed nim postawiono.
Greg spojrzał na swoje piwo i zanucił.
— Nie wiem — powiedział szczerze, wypijając następnie duży łyk alkoholu. Powinien skończyć pić przy siódmym. Wstawanie jutrzejszego ranka będzie piekłem.
— Czy masz kogoś na myśli? — zapytał po chwili John.
— O tak — westchnął Greg, zanim zdołał się powstrzymał. — Kurwa, mam.
Była to pewna osoba, która miała również nazwisko Holmes. Greg tak bardzo snuł marzenia o Mycroftcie Holmesie, że nie było to już nawet zabawne. Pragnął go romantycznie, chciał go pod względem seksualnych, po prostu… go pragnął.
— Założę, że fajnie się całuje obojczyk Mycrofta… — wymamrotał, co całkowicie mogło być wyjaśnieniem, o które John planował go poprosić.
— Mycroft Holmes? — zapytał John, żeby rozwiać wątpliwości, co do tego, co właśnie usłyszał.
Greg skinął głową.
— Mmmm. Ta smukła, blada szyja. Chcę ją ugryźć. Chcę… Wiesz, zastanawiam się, czy ma włosy na swojej klatce piersiowej? Zastanawiam się, czy jest lekko owłosiona czy ogolona? Jaki dźwięk wydaje, gdy ugryzie się zagłębienie jego szyi. Zastanawiam się, jak brzmi, kiedy jego oddech się urywa, gdy trafi się w to właściwe miejsce. Czego potrzeba, aby w końcu roztopić jego chłodną, pozbawioną emocji powierzchowność. Chcę wiedzieć, John. Chcę się tego dowiedzieć.
— Jezu, Greg, jesteś w tym głęboko — wydyszał John, przesuwając się, by usiąść odrobinę wygodniej na swoim miejscu.
— Wiem. — Greg zmarszczył brwi, przeczesując palcami swoje srebrne włosy i biorąc kolejny łyk piwa. — Przepraszam kolego, to było…
— Nie, w porządku — powiedział John, kręcąc głową i machając dłonią. — Powinieneś mu powiedzieć.
— John, jestem pijany w trzy dupy, nie wkładaj mi tych myśli do głowy. Możesz sprawić, że zabrzmią jak dobry pomysł — roześmiał się Greg, mocniej ściskając wilgotny kufel.
Nie mógł powiedzieć Mycroftowi. To byłaby katastrofa. Współpracowali ze sobą dzięki Sherlockowi. Przypuszczał, że byli nawet przyjaciółmi. Wątpił jednak, by w jakikolwiek sposób mężczyzna zwróciłby jego uczucia.
— Będę cię do tego zachęcać — odparł łagodnie John. — Bo zrobiłeś to samo dla mnie. Dzięki tobie, Sherlock i ja… Po prostu przysługa za przysługę. Efekt końcowy może cię zaskoczyć.
— To Holmes, zawsze będzie mnie zaskakiwać — mruknął Greg.
— Dokładnie — zachichotał John. — Dlatego, kurwa, zrób to. Jestem poważny. Nieważne, że wypiliśmy siedem piw.
— Jezu — mruknął Greg, mocno pocierając twarz. — Muszę iść do domu.
— Tak. Ja też. Dokończymy to piwo i idźmy, okej?
Greg skinął głową. Tak, po tym ostatnim piwie. Zmienili temat rozmowy na ostatnią zbrodnię, którą rozwiązali i na to, jak Arsenal radził sobie obecnie w porównaniu z innymi drużynami. To była niezła rozmowa, a Greg był bardzo pijany. Ale nie mógł przestać myśleć o słowach Johna. O jego zachęcie.
Może miał rację. Co było najgorsze, co mogło się wydarzyć? Spodziewał się już, że zostanie odrzucony, więc naprawdę nie byłoby niespodzianki, gdyby poszło to w tym kierunku. Nie był pewien, jak jego zbolały, trzeźwy mózg czułby się z tym wszystkich podczas nadchodzącego poranku, ale w tej chwili… Jego pijany mózg uważał, że to wspaniały pomysł.
Bo naprawdę chciał dowiedzieć się tych wszystkich rzeczy.
