Rozdział 168: Wiadomości po pijaku

Wiesz, twój obojczyk jest bardzo seksowny.

Stworzony do pocałunków.

Chciałbym dowiedzieć się, jak to jest całować go.

Ta seria wiadomości, które otrzymał Mycrofta, była daleka od tego, czego się spodziewał. Jego brwi uniosły się tak wysoko, jak nigdy dotąd, gdy patrzył na słowa na ekranie. Wysłane nie przez nikogo innego jak przez inspektora Gregory'ego Lestrade'a.

To… musiał być oczywiście żart. Nie było mowy, żeby Gregory je wysłał. Nie mylił się? Nadal wpatrywał się w wiadomości, próbując przetworzyć słowa przed nim. Sherlock musiał znowu ukraść telefon biednemu inspektorowi. Tak z pewnością było.

Natychmiast usuń te wiadomości i zwróć telefon Gregory'emu. - MH

Wysłała tą wiadomość na komórkę Sherlocka, nie chcąc zostawiać niczego bardziej zawstydzającego dla biednego starszego mężczyzny do późniejszego odkrycia. Dopiero gdy nadeszła odpowiedź, jego brwi ponownie się uniosły.

Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Mycroft. Zostaw mnie w spokoju. - SH

Czy Sherlock był… poważny? Mrugając, Mycroft wrócił do swojego wątku tekstowego z Gregorym. Siedział teraz wyprostowany w łóżku, gdzie wcześniej był swobodnie odchylony do tyłu. Jeśli Sherlock nie miał telefonu inspektora, to… to on…

Czy jesteś pijany? - MH.

Oblizał wargi, niecierpliwie czekając na odpowiedź. Jeśli Gregory to wysłał, to z pewnością było to jedyne wytłumaczenie. Odpowiedź nie nadchodziła przez długi czas, dłuższy niż Mycroft szczerze się spodziewał, więc z westchnieniem odwrócił się na bok i wyciągnął się, by odłożyć komórkę z powrotem na szafkę nocną, żeby móc się jeszcze trochę przespać. Jednak kiedy był w trakcie tego procesu, znowu rozbrzmiał sygnał nadchodzącej wiadomości. Jego pierś zacisnęła się w dziwny sposób.

Może, ale nie o to chodzi.

Byłbym dla ciebie dobry. Wiesz o tym. Chciałbym móc cię mieć.

I to było to. Mycroft zamarł na wieczność, nie mając pojęcia, jak zareagować. Nie otrzymał jednak kolejnej wiadomości. Dopiero czterdzieści minut później zdecydował się w końcu położyć się i spróbować przespać kilka godzin. To… się nie udało. Nie mógł zasnąć, nie z tym, co przed chwilą się stało. To było wszystko, o czym Mycroft mógł myśleć.

Był rozkojarzony również następnego ranka. Nie było innego tekstu, co oznaczało, że najprawdopodobniej Gregory wrócił do domu i stracił przytomność. Mycroft był niezmiernie ciekawy, co się stanie, gdy starszy mężczyzna zda sobie sprawę z krótkiej rozmowy, jaka między nimi się odbyła.

Był pijany. Mycroft musiał sobie o tym co rusz przypominać. Był pijany i dziwaczne rzeczy się zdarzały, kiedy było się w takim stanie. Musiał o tym pamiętać, żeby uniknąć tak wielu rozczarowań, jak tylko mógł.

Sny, które miał tej nocy, stały się wręcz ordynarne. Jego obojczyk… Nie mógł przestać myśleć o przyciśniętych ustach Gregory'ego do niego, czując ich miękkość, wąchając szampon mężczyzny. Nie po raz pierwszy pomyślał o inspektorze w takim świetle. Na pewno nie byłby to ostatni raz.

Do lunchu wciąż nie otrzymał żadnych sms-ów. Część niego chciała napisać do Gregory'ego i zobaczyć, jak sobie radził po tak intensywnym piciu. Z kaprysu… postanowił zamiast tego zatrzymać się w Yardzie. Nie miał pojęcia, co go tam zaprowadziło, ale zanim zdążył to ustalić, przeszedł przez budynek i pukał do drzwi biura Gregory'ego.

— Wejść! — Usłyszał, jak mężczyzna zawołał. Prostując się, Mycroft wślizgnął się do środka.

Jego pierwsza ocena była taka, że Gregory wciąż borykał się z bólem głowy i lekkimi nudnościami, które bez wątpienia spowodowały u niego liczne kufle wypitego piwa. Najprawdopodobniej cały dzień koczował przy swoim biurku. Mycroft patrzył, jak mężczyzna podniósł wzrok, nie przegabiając żadnego jego wyrazu twarzy, który przybrał. Na początku było to wyczerpanie, które przeszło w tryb pracy, a potem gdy zorientował się, kto był z nim w pokoju, w dezorientację, a następnie w upokorzenie. Ach. Czyli był świadom wymienionych wiadomości.

— My… Mycroft — wymamrotał, a spojrzenie jego brązowych oczu natychmiast skierowało się w miejsce, gdzie jego ręce były złożone na biurku. — W czym mogę ci pomóc?

— Chciałem… chciałem zobaczyć, jak sobie radzisz — odpowiedział zgodnie z prawdą. Obserwował, jak Gregory lekko kiwnął głową.

— Ach… jest w porządku.

Mycroft podszedł spokojnie i usiadł na jednym z krzeseł po drugiej stronie biurka. Zapadła między nimi cisza. W końcu Mycroft zdecydował się wyłożyć kawę na ławę. Nie było sensu udawać, że wymiana tekstów nie miała miejsca.

— Co do twoich tekstów… — zaczął, ale nie posunął się dalej, zanim mu przerwano.

— Tak mi przykro z ich powodu, Mycroft — powiedział pośpiesznie Gregory, wciąż nie patrząc na niego. — Byłem naprawdę pijany. Wyszedłem razem z Johnem i…

— Czyli nie miałeś tego na myśli?

Mycroft przyszedł to potwierdzić, a teraz czuł rozczarowanie, które mówił sobie, że powinien odrzucić na bok.

Cisza. Gregory spojrzał na niego. Przez chwilę wpatrywali się w siebie.

— Ja…

— Wszystko w porządku, Gregory. Możemy o tym zapomnieć. Nie wpłynie to na nasz związek — powiedział lekceważąco, wstając.

— Ale co, jeśli chcę tego, o czym pisałem? — wypalił nagle starszy mężczyzna.

Mycroft zamarł w półobrocie i spojrzał na niego przez ramię.

— Ty… chcesz tego? — zapytał, unosząc brew. Jego serce zabiło szybciej.

— Może… — Greg wzruszył ramionami, a potem potrząsnął głową. — Tak. Po prostu… nie chciałem ci mówić tego w ten sposób…

— Dlaczego nie pójdziemy dziś wieczorem na kolację? — zasugerował Mycroft.

Serce waliło mu w piersi. To naprawdę się działo. Na twarz Gregory'ego powrócił szok, a po nim nastąpił promienny uśmiech, który ścisnął serce Mycrofta.

— Brzmi świetnie — rozpromienił się, kiwając głową.

— Napiszę do ciebie.

Mycroft uśmiechnął się słodko i szczerze. Wyraz twarzy Gregory'ego, który ujrzał w odpowiedzi na ten uśmiech, był dobrym znakiem, który sprawił, że Mycroft poczuł… zawrót głowy.