Rozdział 170: Proszę zwróć uwagę

Mycroft siedział na kanapie z luźno skrzyżowanymi nogami z książką w rękach. W końcu w jego pracy nastało trochę przestoju. W zwykłych negocjacjach nastąpiła przerwa, a Anthea zajmowała się wieloma drobnymi zadaniami, dzięki czemu mógł spędzić trochę czasu w domu. Dla polityka był to niemal obca idea i bardzo mu się ona podobała.

Dało mu to możliwość zobaczenia swojego partnera, Gregory'ego. Właściwie byli w stanie zjeść wspólniy, spokojny posiłek bez przerwania go żadnym dźwiękiem dzwonka komórki Mycrofta. Mogli rano leżeć w łóżku trochę dłużej niż zwykle i dla odmiany obudzili się obok siebie w tym samym czasie. Wszystko to było cudowne.

Również była to szansa nadrobienia zaległości w lekturze. Był trochę w tyle z ogromną ilością książek, z którymi chciał się zapoznać, a niektóre z nich chciał naprawdę przeczytać ponownie. Zwykle zabierał ze sobą jedną powieść w podróż, dzięki czemu miał coś do zrobienia przed lotem, ale ostatnio wydawało się, że taka okazja stawała się coraz rzadsza, więc to była jego jedyna szansa, by móc poczytać.

Oczywiście jego najdroższy partner nie do końca przepadał za planem, który Mycroft zaczął realizować. Czasami łatwo było zapomnieć, że mężczyzna zbliżał się do pięćdziesiątki. Polityk doszedł do połowy książki, którą właśnie czytał, kiedy cisza stała się już zbyt przytłaczająca dla starszego mężczyzny. Mycroft zamrugał, gdy Gregory nagle położył głowę na jego kolanach i głośno westchnął.

— Myc — jęknął dramatycznie, kładąc ręce na piersi z głośnym klapsem.

Unosząc brew, Mycroft uniósł książkę i spojrzał na mężczyznę, który niemalże się na niego dąsał.

— W czym mogę ci pomóc, najdroższy? — zapytał ciekawie, przechylając głowę na bok.

— Musisz teraz czytać?

— Wolałbym kontynuować czytanie — przyznał Mycroft, kiwając głową — To nie znaczy, że nie możesz tu ze mną siedzieć. Możesz włączyć telewizor, jeśli chcesz.

Poprawiając uchwyt na książce, wrócił do czytania. Gregory przesunął się trochę, robiąc dokładnie to, co zasugerowano mu, dostosowując głośność do poziomu, z którą obaj mogli się pogodzić. Z miękkim uśmiechem Mycroft przewrócił stronę, ponownie zagłębiając się w powieść.

Dwie strony później znów głowa jego kochanka opadła mu na kolana i rozbrzmiał kolejny dramatyczny odgłos westchnienia od drugiego mężczyzny. Mycroft zamrugał.

— Gregory — również westchnął, ponownie unosząc książkę, by spojrzeć w dół w te ciemnobrązowe oczy wpatrujące się w niego. — Nigdy nie skończę w tym tempie.

— Ale… — zaczął Gregory, lekko marszcząc brwi.

Odwrócił się i spojrzał na brzuch Mycrofta. Młodszy mężczyzna potrząsnął głową. Zaznaczając miejsce w książce palcem, zamknął powieść i wolną ręką pogładził delikatnie srebrne włosy Gregory'ego. Otrzymał radosny pomruk, co sprawiło, że znów się uśmiechnął.

— To nie tak, że nie jesteśmy tu razem, najdroższy — powiedział cicho. — Kiedy skończę, może obejrzymy film albo pójdziemy się razem wykąpać, dobrze?

Po raz kolejny wrócił do lektury. Znów zapadła między nimi cisza i po chwili Gregory usiadł i wstał z kanapy. Wzrok Mycrofta uniósł się na krótką chwilę, zanim ponownie skupił się na tekście.

Chwilę później jego uwagę przykuł ruch przed nim. Słyszał szelest ubrań i ze zdziwionym odgłosem budującym mu się w gardle, Mycroft podniósł wzrok znad książki i zobaczył, że Gregory zdejmował koszulę. Polityk gapił się.

— Co robisz? — zapytał lekko ściszonym głosem.

Gregory uśmiechnął się, rzucając koszulę na ziemię. Potem jego ręce przesunęły się do paska spodni i… Tak, rozpinał je. Mycroft widział cienką linię włosów, która prowadziła do niezwykle przyjemnych rzeczy, których nie skrywała już odzież, którą mężczyzna miał na sobie, ponieważ szybko ją zdejmował.

— Mówiłeś coś o kąpieli? — zapytał Gregory niskim i sugestywnym głosem.

Mycroftowi wyschło w ustach i poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Oblizał wargi i zamarł w miejscu, gdy starszy mężczyzna powoli - drogi Panie, tak powoli - zsunął spodnie, a potem wsunął kciuki za gumkę swoich majtek. Pozostałe odzienie dawały Mycroftowi pogląd na doskonały zarys krocza inspektora i…

Gdy Gregory odwrócił się, sugestywnie kołysząc biodrami, kierując się w stronę łazienki, Mycroft szybko poszukał swojej zakładki i musiał kontrolować się, żeby nie odrzucić książki na bok. Tak, był teraz dość rozproszony.