Rozdział 171: Niezamierzona podwójna randka

Wieczór zaczął się cudownie. Greg i Mycroft poszli na kolację do eleganckiej, przytulnej restauracji. Greg wyszedł z Yardu o przyzwoitej godzinie, a Mycroft przełożył spotkanie, więc wszystko wyszło idealnie. W ten weekend minie trzy lata, odkąd byli razem, dlatego postanowili uczcić ten wieczór bardzo miłą kolacją, a potem wyjeżdżali na weekend.

Zjedli przystawki i czekali na podanie głównych dań. Mycroft zamówił dla nich obojga coś, co Greg uświadomił sobie, było czymś, co naprawdę mu się spodoba. Mycroft zawsze zamawiał najlepsze rzeczy i po prostu wiedział, co lubił Greg. Powodowało to u starszego mężczyzny ciepłe uczucia w środku.

Nie rozmawiali o niczym szczególnym. Greg zabawiał Mycrofta kilkoma dziwacznymi historiami ze swoich wczesnych lat w Yardzie. Mycroft śmiał się. Trzymali się za ręce przez stół i wszystko było takie piękne. Palce Grega delikatnie gładziły dłoń Mycrofta, gdy mówił, śmiejąc się cicho i wpatrując się w blade, jasne oczy, które zwracały to spojrzenie.

— Więc, Sally wchodzi, tak? — powiedział Greg tłumiąc śmiech, który odczuwał na samo wspomnienie. — Trzeci dzień w pracy, pobłogosław ją. I ona…

— Cóż, spójrz, kto tu jest! — rozległ się głęboki głos, przerywając mu.

Obaj mężczyźni zamarli, ponieważ wiedzieli doskonale czyj to był głos. Jednak ku uldze Grega, Mycroft nie wyrwał ręki z jego uścisku.

— Najdroższy bracie.

Mycroft skinął głową młodszemu Holmesowi, który podszedł do stolika z uśmiechem na twarzy, co sprawiło, że Greg wiedział, że przerwał im tylko po to, by ich zdenerwować. Westchnął. John podszedł do niego z przepraszającym wyrazem twarzy. Greg mógł przysiąc, że pewnego dnia jego twarz przybierze taki wyraz na stałe przez mieszkanie z Sherlockiem.

— Sherlock, widać, że jedzą kolację — powiedział John zirytowanym tonem. — Tak jak my. Może wrócimy do naszego stolika?

— Nie, myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy dołączyli. Może niech przyniosą nam tutaj nasze jedzenie. — Sherlock uśmiechnął się arogancko, odsuwając dwa krzesła i siadając na jednym. John jęknął, będąc pokonany przez drugiego.

— Naprawdę was przepraszam — westchnął John.

— Niczym nie zawiniłeś — stwierdził Greg, wpatrując się surowo w Sherlocka. — Sherlocku, czy mógłbyś odejść?

— Och, dlaczego, bo wasza dwójka świętuje trzy lata znoszenia siebie nawzajem? — zapytał ze westchnieniem Sherlock.

— Właśnie dlatego — stwierdził Mycroft, zanim jego młodszy brat kontynuował. — A teraz odejdź. Szczerze mówiąc, nie możesz znieść przebywania przy mnie przez większość czasu, ale jesteś do tego chętny, gdy jest to dla mnie dość niedogodne.

Przy stoliku zapadła cisza. Greg odwrócił się, by spojrzeć na Johna. Obaj wzruszyli ramionami. To było coś, co zwykle robili, gdy chodziło o ich partnerów. W mężczyznach Holmes było jeszcze tyle rzeczy, których jeszcze nie rozumieli.

Sherlock i Mycroft wpatrywali się w siebie. Sherlock zmrużył oczy, kiedy wodził wzrokiem po ciele brata, co spowodowało, że Mycroft spojrzał na niego surowo.

— Sherlock — powiedział ostrzegawczym tonem. — Nie rób tego.

Usta Sherlocka rozchyliły się nagle, a na jego twarzy pojawił się promienny wyraz. Greg widział to wiele razy na miejscu zbrodni i nie mógł nic poradzić na to, że był strasznie ciekawy, co w Mycroftcie powoduje u detektywa taką reakcję.

— Ach. To… interesujące — wymamrotał Sherlock.

Otrzymał kolejne surowe spojrzenie od Mycrofta, który teraz cofnął rękę, zrywając kontakt ze swoim kochankiem.

Odejdź — syknął przez zęby.

Greg i John zamrugali zdziwieni.

Podczas całej tej wymiany przyniesiono jedzenie. Greg ledwo zdołał się uśmiechnąć i skinąć głową kelnerowi, delikatnie mu dziękując, przed jego odejściem. Inspektor odwrócił się, by spojrzeć na Mycrofta.

— Hmmm. Tak, to bardzo interesujące. Teraz rozumiem — mamrotał Sherlock.

Spojrzenie Mycrofta stawało się coraz bardziej wrogie z każdym zdaniem. Greg nie wiedział tego często.

— Sherlock, powinniśmy iść — spróbował ponownie John, również widząc spojrzenie, jakie posyłał mu starszy Holmes.

Wydawał się tak nieświadomy powodu, jak Greg, ale w końcu, po odrobinie nacisku, udało mu się ściągnąć Sherlocka z krzesła.

— Najgorsza podwójna randka w historii — skomentował Sherlock, a John szturchnął go łokciem.

— Jakbyś naprawdę chciał iść z kimkolwiek na podwójną randkę. — John skrzywił się, po czym odwrócił się do pozostałej dwójki przy stoliku. — Jeszcze raz przepraszam, chłopaki. Do zobaczenia później?

Potem John popychając, zabrał ze sobą Sherlocka, zanim mógł wyrządzić jakiekolwiek dalsze szkody. Greg odczekał kilka chwil, obserwując ich wycofanie, zanim zdecydował się przemówić do Mycrofta.

— Co to było? — zapytał, mrugając.

Mycroft uśmiechnął się delikatnie.

— Nie ma się czym martwić. Co mówiłeś o sierżant Donovan?

Greg zamilkł na chwilę, zanim wrócił do historii, którą zaczął opowiadać. Mycroft, który był bardzo świadomy małego pudełka w jego kieszeni, był bardzo wdzięczny doktorowi Watsonowi, że zabrał Sherlocka, zanim mógł zniszczyć niespodziankę, którą planował.