Rozdział 173: Wreszcie w domu

W końcu nadszedł. Dzień, na który Greg czekał niecierpliwie od ponad tygodnia. Mycroft wyjechał w swoją podróż służbową dwa miesiące temu (kiedy była zaplanowała najwyżej na jeden miesiąc). Nigdy nie byli rozdzieleni na tak długo, odkąd się ze sobą związali, i było to absolutnie okropne. Greg przez długie godziny starał się nie myśleć o tym i spędzał jak najwięcej czasu ze swoimi dwiema dziewczynkami, aby zrekompensować sobie samotność, którą czuł.

Dom był zbyt cichy. Był nieszczęśliwy. W ciągu dwóch miesięcy nieobecności Mycrofta mogli rozmawiać przez Skype'a tylko dwa razy. Oba miały miejsce w ciągu pierwszego miesiąca. Wysyłali jak najwięcej sms-ów, chociaż z powodu różnicy czasu i napiętego harmonogramu Mycrofta, czasami byli w stanie wymienić tylko trzy lub cztery wiadomości. Ograniczony kontakt pogarszał sytuację.

Tego ranka Anthea zadzwoniła do niego informując, że Mycroft był w samolocie lecąc do domu. Dała mu plan lotu, dzięki czemu zamiast niej mógł pojechać na lotnisko i poczekać, aż młodszy mężczyzna wyląduje. Anthea była prawdziwym darem niebios w kobiecej postaci. Gdyby istniał sposób na pocałowanie kogoś przez telefon, ucałowałby ją. Po prostu zaśmiała się z rozbawieniem, a wkrótce potem zakończyli rozmowę.

Mycroft miał wylądować w Heathrow o 15:00. Greg spędził pół dnia w pracy, ale stanowczo stwierdził, że wychodzi o 13:30 i opuścił Yard, zanim ktokolwiek mógł go powstrzymać. Wracając do domu, wziął szybki prysznic i przebrał się, a następnie przejechał przez Londyn zmierzając na lotnisko.

Przybył trochę wcześniej, niż naprawdę musiał, ale nie było mowy, żeby mógł siedzieć w domu lub w pracy i czekać. Znalazł więc miejsce w pobliżu tablicy z rozkładem lotów, aby mieć oko na samolot Mycrofta - miał jeszcze czas - i próbował się zrelaksować.

Około 15:30 z głośników rozbrzmiał krótki komunikat, że samolot, na który czekał, wylądował. Oblizując wargi, w zasadzie wskoczył z krzesła i podszedł bliżej punktu odbioru bagażu, skąd mieli wychodzić pasażerowie. Przestąpił z nogi na nogę, rozglądając się z niepokojem, gdy ludzie zaczęli powoli wychodzić i czekali na swoje walizki.

Nie minęło dużo czasu, zanim zauważył znajomą, nieco rudą czuprynę, która należała do jego partnera. Zagryzł wargę i musiał powstrzymać się od przepychania się przez wszystkich stojących między nimi, aby móc się do niego dotrzeć. Ale nie, zachował spokój. Wziął głęboki oddech i czekał.

Patrzył, jak Mycroft odebrał bagaż i wyjął komórkę. Jego wzrok był przyklejony do ekranu, bez wątpienia czekając na wiadomość od Anthei, czy innego kierowcy, który miał go odebrać. Czując się teraz trochę oszołomiony, Greg zaczął się uśmiechać. Zrobił kilka kroków do przodu i w bok, a potem wyciągnął komórkę.

Spójrz w lewo, przystojniaku. - GL

Zajęło mu to kilka sekund, zanim nacisnął przycisk wysłania, ale patrzył, jak komórka Mycrofta odżyła. Twarz młodszego mężczyzny przybrała wyraz zmieszania, a następnie uświadomił sobie, co to znaczy, a potem szybko uniósł głowę i odwrócił się…

Ich spojrzenie spotkały się niemal natychmiast. Serce Grega waliło mu w piersi. jego uśmiech rozjaśnił się, a usta Mycrofta rozchyliły się w lekkim niedowierzaniu. Zrobił kilka kroków do przodu, a na jego twarzy również pojawił się uśmiech. Greg patrzył, jak jego kroki stawały się coraz szybsze.

W tym momencie Greg nie obchodziło, że ludzie otaczają ich ze wszystkich stron. Nie obchodziło go, że ich publiczne okazywanie uczuć było bardzo ograniczone. Nie mógł się na to teraz gniewać. Gdy w końcu dzieląca ich odległość zmniejszyła się, Greg praktycznie wpadł w ramiona Mycrofta i wspiął się na palce, by zainicjować intensywny pocałunek między nimi. Owinął ręce wokół szyi Mycrofta i ku jego miłemu zaskoczeniu, jego partner równie chętnie odwzajemnił pocałunek.

Byli oddzieleni przez całą wieczność. Pocałunek był jak przywrócenie życia Gregory'emu. Jęknął radośnie, kurczowo trzymając się Mycrofta. Jednak pocałunek skończył dla niego zbyt szybko.

— Gregory — powiedział Mycroft drżącym z czystej ulgi i szczęścia głosem. — Nie spodziewałem się ciebie tutaj.

— Możesz podziękować najlepszej asystentce na świece — szepnął, a Mycroft roześmiał się.

— Anthea to mądra kobieta.

Kurwa, tęskniłem za tobą.

Greg czuł, jak łzy napływają mu do oczu. Mycroft pochylił się, by przycisnąć ich czoła do siebie. Obaj mężczyźni zamknęli oczy.

— W takim razie, dlaczego nie zabierzesz mnie do domu — zasugerował Mycroft, a w jego głosie był słyszana radość. — Mamy wiele do nadrobienia, najdroższy.