Rozdział 174: Muszę ci powiedzieć

Kiedy Greg przybył tego wieczoru do Mycrofta, czuł się, jakby został przejechany przez tira, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Był emocjonalnie wyczerpany, a praca nie pomagała mu w tym. Nie wtedy, gdy zawsze była związana z Sherlockiem, a teraz… Teraz…

Nie pomagało również, że jego praca była zagrożona. Cały ten bałagan z dziećmi i kłopoty, które postanowili sprawiać Donovan i Anderson, pomieszane z Sherlockiem… skok… zakwestionowały jego etykę pracy przez Nadinspektora. Gdzieś w głębi umysłu zawsze martwił się, że tak się stanie. Zawsze podejrzewał, że pozwolenie Sherlockowi na poruszanie się po miejscu zbrodni ugryzie go w tyłek. Po prostu go to nie obchodziło. Sherlock był genialny, osiągał wyniki i ostatecznie wszystko dobrze się kończyło.

Nie tym razem.

Odszukał swojego chłopaka, który dziwnie dobrze radził sobie z samobójstwem młodszego brata. To prawda, że nie byli ze sobą blisko, ale Greg wiedział, że Mycroft wciąż go kochał. Znalazł go w jego gabinecie, pochylonego nad papierami. Greg westchnął ze zmęczonym uśmiechem, kiedy Mycroft spojrzał na niego.

— Gregory, wszystko w porządku? — zapytał Mycroft, wstając i obchodząc biurko, aby podejść do starszego mężczyzny.

Greg zmarszczył lekko brwi, a jego ramiona opadły, gdy potrząsnął głową. I tak nie było sensu pokrywać cukrem swojej odpowiedzi, ponieważ Mycroft przejrzałby go na wylot. Zawsze tak robił.

Mycroft delikatnie położył dłoń na krzyżu Grega i razem udali się do kuchni. Potem Mycroft odsunął się i zaczął przygotowywać dla nich herbatę. Greg oparł się o blat, luźno krzyżując ramiona, wpatrując się w swoje stopy.

— Wiem, że do dużo to poradzenia sobie… — zaczął Mycroft, gdy woda zaczęła się gotować. — Sherlock i…

— Tak — westchnął Greg, nie chcąc pozwolić Mycroftowi dokończyć.

Wystarczająco trudno było przyznać się do tego w jego umyśle, wypowiedzenie tego to na głos, nawet przez Mycrofta było gorsze. Znów zapadła między nimi cisza, a Mycroft nie odezwał się ponownie, dopóki obaj nie mieli w rękach aromatycznej, gorącej herbaty.

— Gregory, jest… coś, co jak sądzę, muszę co powiedzieć — zaczął powoli Mycroft.

Nastąpiło wahanie, do którego Greg nie był przyzwyczajony. Polityk podniósł wzrok znad parującego napoju, mrugając.

— Nie musisz — powiedział natychmiast, wyczuwając dyskomfort Mycrofta. — W porządku.

— Nie, muszę — westchnął Mycroft. — Może nie jest to najmądrzejsza decyzja, ale nie mogę znieść widoku ciebie cierpiącego. Jeśli nic nie powiem, będzie to dla nas niezwykle trudny czas. Wolałbym, żebyśmy zajęli się tym razem, niż milczeć… Bóg wie, jak długo to wszystko potrwa.

Greg zamrugał, lekko marszcząc brwi. Mycroft zachowywał się… bez sensu. Czuł, jak jego serce zaczynało mu bić szybciej w oczekiwaniu na coś i szczerze nie był pewien, czy spodoba mu się to, co miał powiedzieć Mycroft.

— Co się dzieje, Mycroft?

Zmusił się do zapytania. Mycroft wyglądał na nieco skonfliktowanego. Wziął głęboki oddech, wpatrując się w swoją herbatę, po czym uniósł wzrok, a ich spojrzenia spotkały się.

— Sherlock żyje.

Greg zamrugał. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale… Znowu zamrugał. Oblizał wargi i mocniej ścisnął filiżankę, po czym ponownie otworzył usta. Wciąż nic. Co?!

— Jest… — próbował zaczął, po czym umilkł, przygryzając dolną wargę. — Co masz na myśli, mówiąc, że żyje?

Mycroft spędził kilka następnych minut na wyjaśnianiu wszystkiego. Greg nadal patrzył z otwartymi ustami przez cały ten czas. Sherlock nie był martwy. Sfałszowali wszystko. Ponieważ Moriaty… Strach, który nie mógł kontrolować, ścisnął jego serce.

— Byłem na celowniku.

— Tak. — Mycroft skinął z powagą głową. — I pani Hudson. I John.

Jezu Chryste — szepnął Greg, odwracając się lekko, by chwycić blat kuchenny.

Miał zawroty głowy. Ramię owinęło się wokół jego talii i Mycroft nacisnął swoim ciałem na jego. Żaden z nich nie trzymał już herbaty. Kiedy ją odłożyli?

— Wybacz mi, najdroższy. Nikt inny nie mógł wiedzieć — szepnął Mycroft, przyciągając Grega do siebie. Lestrade chwycił wyższego mężczyzny, ponieważ nie miał pojęcia, co jeszcze zrobić.

— O Boże, John… — zaczął.

— Wiem, Gregory. Niestety, John nie może się dowiedzieć. Jest uważnie obserwowany i znacznie bardziej zagrożony śmiercią niż ty.

Serce Grega bolało z powodu Johna. To było okropne. Cóż, fakt, że Sherlock żyje był wspaniały, ale… to wszystko było okropne.

— Wiesz, moja pozycja w pracy jest zagrożona — wymamrotał po chwili gorączkowo. — Przez ten cały bałagan.

— Nie zwolnią cię — zaczął mówić Mycroft, ale Greg zgromił go wzrokiem.

— Co masz na myśli? — zapytał, chociaż doskonale wiedział, co chciał powiedzieć. Myśl o tym, co chciał powiedzieć Mycroft, lekko go przerażała.

— Nie pozwolę, żeby nasz plan ani udział Sherlocka w waszych sprawach spowodowało śledztwo dotyczące twojej pracy. Nie pozwolę, żebyś stracił przez nas pracę, Gregory — powiedział cicho Mycroft.

Greg potrząsnął głową.

— Zrozum, wiedziałem, co robię. Sam wykopałem sobie ten grób i mogę się z niego wydostać — powiedział z uporem.

Mycroft zmarszczył brwi.

— Najdroższy, proszę — powiedział obejmując policzek Grega w dłoń. — Wszystko, co zrobiłeś dla Sherlocka, dla mnie… Proszę, pozwól, że naprawię to dla ciebie.

Greg westchnął. Nie podobało mu się to. Było w tym wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzał. Było też wiele problemów, z którymi musiał mieć teraz do czynienia. Pokonany skinął głową.

— Dobrze — mruknął. — Po prostu… czy możesz mnie zabrać do łóżka?

— Oczywiście, najdroższy. — Zgodził się Mycroft.

Ponownie owinął ramię wokół talii Grego i razem skierowali się do sypialni młodszego mężczyzny, by zwinąć się wspólnie na łóżku. Greg pozwolił sobie zatracić się w komforcie pocałunków i dotyku Mycrofta. Pozwolił, by powolne, palące podniecenie przejęło nad nim kontrolę. Potrzebował tego.

To było bardzo trudne i z pewnością, będzie musiał zająć się tym wszystkim później, ale w tym momencie oddał swoje zaufanie i serce w ręce Mycrofta, mając nadzieję, że nie pożałuje swojej decyzji.