Rozdział 177: Zawsze cię zaakceptuję

Uwagi: Alternatywa - Skrzydła

Greg Lestrade miał całkiem dobre życie. Pewnie, miał kilka wybojów na swojej drodze, ale sprawy zaczęły się naprawdę układać. Miał dobrych przyjaciół, dobrą i pewną pracę jako inspektor w New Scotland Yardzie i miał wspaniałego partnera. Naprawdę miał szczęście być z Mycroftem Holmesem i kochał tego mężczyznę.

Był tylko jeden problem. Spotykali się już od roku, a Greg wciąż musiał przed nim ukrywać swoją największą tajemnicę.

Greg Lestrade miał skrzydła.

To było coś, co musiał ukrywać przez całe życie, ponieważ było to tak rzadkie, że sam Bóg tylko wie, co by się stało, gdyby ludzie się o tym dowiedzieli. Cholernie dobrze wiedział, co by się stało. Zostałby zamknięty w Baskerville i poddany różnego rodzaju eksperymentom. Jego mama również miała skrzydła. Była to genetyczna mutacja przekazywana mu z jej strony rodziny.

To było coś, z czym ostatnio się zmagał. Im dłużej on i Mycroft umawiali się na randki oraz im bliżej się stawali sobie, tym trudniej było mu to ukrywać. Chciał mu o tym powiedzieć, ale… Nie chciał go stracić. Nie miał pojęcia, co pomyśli o nich Mycroft, a tym momencie nie rozprostował skrzydeł od tak dawna…

Pewnego wieczoru wracał do domu po długim, wyczerpującym dniu spędzonym w Yardzie i po prostu nie mógł przestać o tym myśleć. Marszcząc brwi, wszedł do swojej sypialni i podszedł do dużego lustra, które oparł o ścianę. Powoli zaczął zdejmować warstwy ubrań, aż stał jedynie w spodniach i uprzęży owiniętej wokół klatki piersiowej. Z westchnieniem odpiął ją, pozwalając jej upaść na ziemię z resztą ubrań. W końcu mógł rozciągnąć skrzydła.

Patrzył, jak się wyprostowują, czując zarówno ulgę z powodu ich rozluźnienia, jak i ukłucie samoświadomości, które go zalewało. Patrzył na nie, mieszankę czerni, jasnego brązu i szarości… Dawno, dawno temu jego skrzydła były zapierające dech w piersiach. Żywe kolory i gładkie, jedwabiste pióra… Dopiero teraz blakły z wiekiem, tak jak jego włosy. Powoli owinęły się wokół niego, otulając go niczym kokon, gdy on wpatrywał się w ziemię. Wyciągnął rękę i delikatnie chwycił krawędź jednego skrzydła, pocierając między kciukiem a palcem jedno z długim, miękkich potarganych piór.

Chciał być z nich dumny. Chciał pokazać swoją największą cechę mężczyźnie, którego kochał najbardziej na świecie. Nie wiedział, jak długo może jeszcze… Musiał porozmawiać z mamą. To naprawdę zaczynało na nim ciążyć i nie miał pojęcia, co robić.

Właśnie w tym momencie rozległo się ciche pukanie do drzwi, a potem skrzyp zawiasów. Greg zamarł, oczy otworzyły się szeroko, a jego skrzydła napuszyły się i zesztywniały. Nie… To nie mógł być…

— Gre… Gregory? — rozległ się głos Mycrofta, cichszy niż zwykle i pełen szoku.

O Boże. Nie, to nie miało się tak stać. Nie… NIE. Serce Grega waliło mu i czuł, że nie mógł oddychać. To było to. Był pewien, że to był już koniec. Nie mógł zmusić się, by odwrócić się i zobaczyć wyraz twarzy Mycrofta…

— Gregory. — Znów rozległ się głos Mycrofta. Tym razem nie było to pytanie.

Greg wzdrygnął się i ciasno owinął skrzydła wokół siebie.

— Proszę, Myc — powiedział drżącym głosem. — Po prostu… Nie… Nic nie mów, dobrze? Proszę…. Nie mogę… Ja…

Greg zamknął oczy, walcząc ze łzami. I tak się stało. Mycroft dowiedział się o nich i odejdzie. To było to. Zacisnął pięści, trzęsąc się, próbując trzymać się w kupie… Poczuł dłoń na ramieniu. Podskoczył i w końcu obrócił się, ponownie unosząc skrzydła. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w swojego partnera, który patrzył na niego z nieczytelnym wyrazem twarzy. Greg zauważył, jak celowo unikał dotykania skrzydeł.

— Ja…

— Dlaczego mi nie powiedziałeś? — zapytał szeptem Mycroft.

Jego brwi zmarszczyły się z zaciekawieniem, a jego wzrok przesuwał się w górę i na bok, wyraźnie przyglądając się skrzydłom.

— Jak mógłbym? — zapytał Greg, czując się bezradny i przerażony.

Jeszcze więcej emocji i na pewno zacznie pierzyć się.

Mycroft wciąż się na nie gapił. Klatka piersiowa Grega ścisnęła się boleśnie. Chciał tylko, żeby odszedł. Albo coś powiedział. Albo… Chryste. Nie mógł już tego znieść. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Mycroft go ubiegł.

— Czy mogę… ich dotknąć?

Greg zamrugał. W ogóle tego nie oczekiwał od Mycrofta. Spojrzał na niego i ponownie zamrugał. Jego skrzydła zatrzepotały nerwowo.

— C...co? — zapytał, naprawdę potrzebując wyjaśnień w tej sprawie.

— Chciałbym… Gdybyś mi…

Mycroft wydawał się równie zdenerwowany jak Greg. Znowu zamrugał i nerwowo przygryzł wargę. Wreszcie skinął głową.

— Tak, jasne… — wymamrotał.

Nerwowo przeczesując palcami włosy, ponownie rozłożył skrzydła i przesunął jedno z nich do przodu, owijając je lekko wokół siebie tak, że znalazło się między nimi. Mycroft z wahaniem wyciągnął rękę, po czym pogładził kilka piór smukłymi palcami. Greg nie mógł powstrzymać westchnienia. To było naprawdę dobre uczucie.

— Jak mogłem nie wiedzieć? — zapytał Mycroft ściszonym głosem, pozornie zafascynowany.

Greg westchnął ponownie, a jego skrzydło zadrżało, gdy Mycroft dalej je głaskał.

— Spędziłem całe życie na ukrywaniu ich, więc ukrycie ich przed tobą… było dość łatwe.

Wzdychając Greg wzruszył ramionami.

— Przez cały ten czas trzymałeś je w ukryciu przede mną — powiedział Mycroft, spoglądając ponad skrzydłem, by spojrzeć na Grega.

Greg westchnął, a jego ramiona opadły lekko.

— I to mnie zabijało — przyznał. — Chciałem ci powiedzieć, ale… nie wiedziałem jak. Skąd mogłem wiedzieć, jak zareagujesz?

— Mój najdroższy, one są częścią ciebie. Jakim byłbym partnerem, gdybym nie przyjął ich razem ze wszystkim innym? — zapytał, kontynuując głaskanie skrzydła.

Greg spojrzał na Mycrofta z niedowierzaniem, szeroko otwartymi oczami wypełnionymi łzami.

— Masz na myśli…? — zaczął, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.

— Oczywiście. — Mycroft skinął głową. Wyciągnął rękę, którą nie głaskał piór, i objął policzek Grega. — Teraz chciałbym dowiedzieć się więcej o twoich pięknych skrzydłach, najdroższy.

Greg poczuł, jak jego serce przyspieszyło. Mycroft nie odchodził. Nie wyzywał go ani nie zabrał go nigdzie, gdzie by na nim eksperymentowano. To się naprawdę działo. Zajęło mu wszystko, aby nie rozpłakać się z ulgi i zanim zdołał się opanować, wtulił się w Mycrofta, chowając twarz w zgięciu jego szyi. Owinął mocno ramiona wokół tułowia Mycrofta, przesuwając i rozciągając skrzydła, zanim owinął je wokół nich. Mycroft zamarł na chwilę, ale potem tylko zaśmiał się lekko i pocałował czubek jego głowy.

Wszystko było takie idealne.