Rozdział 178: Początek czegoś

Uwagi: Jest to pewnego rodzaju kontynuacja rozdziału 176

Mycroft następnego ranka obudził się wcześnie. Usiadł na łóżku i wpatrywał się w śpiącego obok niego mężczyznę. Kiedy wszystko potoczyło się w ten sposób? Kiedy ta swobodna aranżacja zaczęła znaczyć coś więcej? Nie mógł tego dokładnie określić. To on na początku zaproponował ten układ. Nie chciał związku. Oczywiście ufał Gregory'emu albo nigdy nie chciałby zaczynać czegoś takiego, ale…

Kiedy to zaufanie zmieniło się w to znacznie coś więcej?

Ostatniej nocy, kiedy Gregory myślał, że spał, musiał powiedzieć te wszystkie rzeczy. Gregory Lestrade zakochał się w nim. Wzdychając przez swój długi, spiczasty noc, Mycroft odgarnął kosmyk srebrzystych włosów z czoła starszego mężczyzny. Patrzył, jak jego wyraz twarzy zmienił się pod wpływem dotyku, wykrzywiając się we śnie. Gregory westchnął i zwinął się nieco bardziej, wtulając się w poduszkę, ale się nie obudził.

Mycroft chciał wierzyć, ze jego pierwszym błędem było pozwolenie Gregory'emu na zostanie na noc po bardzo intensywnym stosunku, ale… Nie mógł naprawdę uwierzyć, że był to początek. Był to jednak punkt zwrotny. W seksie, który uprawiali tamtej nocy, było coś, co sprawiło, że Mycroft poprosił go, aby został. To nie był tylko seks i nie tylko obaj osiągnęli orgazm. Tamtej nocy było to coś więcej.

To było coś, co pozostało. Dlatego Gregory spał tutaj częściej. Oczywiście nie za każdym razem, ale to wystarczyło. Wystarczyło, że starszy mężczyzna nie musiał już o to pytać, zanim to się stało. Bez słów godzili się na to i oto byli.

Gregory go kochał. Mycroft naprawdę czuł, że w odpowiedzi również kochał go.

Westchnął i opierając się o wezgłowie, zamknął oczy. Teraz wszystko było inne. Nie chciał związku, ale im więcej o tym myślał, tym bardziej mógł stwierdzić, że Gregory pasowałby w ten sposób do jego życia. Nigdy wcześniej nie myślał o takich rzeczach. Jak ich dwójka śpiąca co noc w jednym łóżku. Szafa wypełniona nie tylko garniturami Mycrofta. Kolejna szczoteczka do zębów i zestaw kosmetyków pod prysznicem. Mógł… to sobie wyobrazić. To go niepokoiło.

Zamyślony siedział tak przez następną godzinę. Słońce zaczęło wschodzić, powodując, że przez zasłony przenikały promienie światła. Pomarańcze i żółcie wpadały do sypialni, rozświetlając twarz Gregory'ego i wywołując u niego poruszenie. Mycroft nadal go obserwował. Jak to możliwe, że mężczyzna mógł być tak zapierająco wdech piersiach wspaniały?

Nie mógł oderwać spojrzenie i wkrótce potem wpatrywał się w brązowe oczu mężczyzny, który wpatrywał się w niego z uczuciem i senniością. Gregory uśmiechnął się leniwie i ziewnął, przeciągając się lekko. Mycroft patrzył, jak kołdra zsunęło się odrobinę z jego nagiego torsu, ukazując krzywiznę jego bioder. Wysłało to przez niego falę pożądania, które zebrało się głęboko w jego wnętrznościach i spowodowało, że wszystko w nim poruszyło się.

— Dobry… — wymamrotał Gregory, pocierając oczy wierzchem dłoni.

Przesunął się na łóżku, lekko podpierając się na łokciu. Kołdra zsunęła się bardziej. Mycroft mógł teraz zobaczyć jego kość biodrową. Stwierdził, że chce jej posmakować.

— Mycroft?

Szorstki, zaspany głos wyrwał Mycrofta z zamyślenia. Jednak nie zrobił tego wystarczająco szybko, aby uniemożliwić pojawieniu się fizycznych dowodów jego podniecenia. Oczywiście Gregory to zauważył i uśmiechnął się.

— Zagubiony w myślach? — zapytał sugestywnie.

— Utrudniasz to — wymamrotał Mycroft, w końcu wracając spojrzeniem na jego twarz. Greg zamrugał zmieszany.

— Co utrudniam? — zapytał starszy mężczyzna, przechylając nieco głowę.

— Wszystko. Cały ten układ — powiedział Mycroft, zanim zdążył się powstrzymać. — Pragnę cię cały czas, Gregory.

— Mycroft? — zapytał ponownie Gregory.

— Słyszałem cię wczoraj wieczorem… — wyszeptał.

Słowa sprawiły, że siedzący obok niego mężczyzna zamarł. Gregory otworzył usta, ale nic nie powiedział.

— Ja… — zaczął próbować powiedzieć, ale Mycroft nie pozwolił mu skończyć.

Odwrócił się szybko na łóżku i pochylił się bliżej, chwytając usta Gregory'ego w namiętnym pocałunku. Zrobił to, zanim zdołał się powstrzymać. Na to wszystko było już za późno. Wiedział, zastanawiając się nad tymi słowami. Wiedział, patrząc, jak mężczyzna się budził. Wiedział, jak czuł się mężczyzna i wiedział, że ten pragnął go przez cały czas.

Zassał dolną wargę Gregory'ego, sprawiając, że mężczyzna jęknął. Kołdra została odepchnięta na bok, a Mycroft wspiął się na jego kolana. Obaj byli nadzy (co było rzadkie, ponieważ Mycroft nigdy nie spał nago), a gdy przycisnął się bliżej, odkrył, że obaj byli równie twardzi.

— Mycroft — sapnął Gregory, gdy ich erekcje ocierały o siebie.

Mycroft chwycił te srebrzyste włosy i w końcu przerwał pocałunek. Spojrzał w dół na Gregory'ego.

— Mamy wiele do omówienia — mruknął cicho.

— T...tak, mamy — przytaknął Gregory, lekko dysząc. Oblizał dolną wargę, a Mycroft wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą był jego język. Sapiąc, zakołysał biodrami, ponownie ocierając się o Gregory'ego, powodując, że jęknął. — Później? — zapytał Gregory, drążącym głosem, gdy próbował się opanować.

— Tak. — Mycroft skinął głowę, mówiąc to ledwo głośniej niż szept.

Tak, Mycroft zastanawiał się nad punktem zwrotnym w ich relacji. To… to był początek czegoś. Po raz pierwszy od dłuższego czasu był przerażony, ale też bardzo podekscytowany.

Tego właśnie chciał. Chciał więcej, chciał tego wszystkiego. O Boże. Zaufał temu człowiekowi całym sercem. To było przerażające i ekscytujące.