Rozdział 185: Wspólne odchudzanie

Mycroft znowu był na diecie.

Przeszedł przez fazy, w których uważał, że było to konieczna decyzja i chociaż nigdy by się do tego nie przyznał, ostatnie zjadliwe uwagi Sherlocka nie pomogły mu w podjęciu innej decyzji.

Jego najdroższy Gregory zawsze bardzo wspierał jego decyzje, chociaż starszy mężczyzna jasno dał do zrozumienia, że nie musiał robić czegoś takiego, jak przechodzenie na dietę. Nigdy nie był okrutny, zawsze wyrażał tę myśl z czułością, życzliwością i pocałunkami, ale niewiele to zmieniło. Nie zmienił zdania Mycrofta. Rzadko to się działo.

Tym razem jednak Gregory postanowił zrobić coś innego. Zamiast sprzeciwić się temu, starszy mężczyzna zdecydował, że przejdzie na dietę razem z nim. Mycroft musiał zastanowić się nad tym, ponieważ była to dla niego naprawdę niesamowita i wspierająca rzecz. Mycroft, oczywiście, nigdy nie wątpił, że Gregory go wspierał, ale w tej decyzji było coś wielkiego. Nie powinno być, niezupełnie, ale… było.

Wspólnie zmienili swoje nawyki żywieniowe. Gregory kontynuował gotowanie, ale Mycroft zauważył, że w wolnym czasie analizował nowe przepisy, które były o wiele zdrowszymi alternatywami. Przygotowywał również nieco mniejsze porcje. To był krótki okres przystosowawczy, ale radził sobie tak dobrze. Mycroft był niezmiernie wdzięczny.

Zmiana diety była zdecydowanie dość wielką zmianą dla starszego mężczyzny. Milczał na ten temat, ale Mycroft i tak wiedział. Zawsze mógł. Gregory wydawał się częściej myśleć o jedzeniu niż wcześniej i chociaż nigdy nie narzekał, ani nie robił z tego wielkiej sprawy, jego żołądek najwyraźniej nie był przyzwyczajony do różnic. Mycroft mógł stwierdzić, że był teraz częściej głodny.

— Nie musisz trzymać się tej diety ze mną, najdroższy — powiedział pewnej nocy, gdy leżeli na kanapie.

— Będę — powiedział Gregory, kręcąc głową. — Powiedziałem, że będę ci w tym towarzyszyć i to miałem na myśli. Nic mi nie jest, Myc, obiecuję.

Mycroft uśmiechnął się, obracając się w ramionach Gregory'ego i składając pocałunek na jego obojczyku. Ramiona starszego mężczyzny zacisnęły się wokół niego w uścisku. Zamruczał i zamknął oczy. Gregory był upartym i honorowym mężczyzną, a Mycroft kochał go za to.

Później tego wieczoru Mycroft obudził się w pustym łóżku. Zamrugał sennie i rozejrzał się, próbując zlokalizować swojego męża. W łazience przylegającej do ich sypialni nie świeciło się światło, więc go tam nie było… Jego telefon wciąż był podłączony do ładowarki, czyli najwyraźniej nie został wezwany do Yardu. Gdzie się więc podziewał?

Przecierając oczy, Mycroft stłumił ziewnięcie i wstał z łóżka. Włożył ciemnoczerwony szlafrok i zawiązał go w pasie, po czym wyszedł z sypialni. Gregory musiał gdzieś tu być. Po kilku chwilach wędrówki zauważył, że światło w kuchni paliło się. Ach, tam był. Co tam robił? Ciekawy, zszedł tam, przeczesując palcami włosy.

Widok, na który wszedł, to Gregory siedzący przy ich stole z łyżką w dłoni. Przed nim był otwarty pojemnik z lodami, o których Mycroft zapomniał. Młodszy mężczyzna zamrugał, unosząc brew, ledwo powstrzymując swój uśmieszek, gdy Gregory zauważył, że nie był już sam w pokoju.

— O cholera, Myc… — westchnął Gregory, podskakując i wyglądając na wyjątkowo winnego.

Westchnął i wyrzucił łyżkę do kartonu, siadając prosto na siedzeniu, przeczesując palcami srebrzyste włosy.

— Gregory, mówiłem ci wcześniej, że nie musisz kontynuować tej diety ze mną — powiedział Mycroft, potrząsając głową i podchodząc, by usiąść obok swojego męża.

Spojrzał na lody, pojemnik był w połowie pusty. Ze względu na żołądek drugiego mężczyzny miał nadzieję, że nie zjadł tego wszystkiego za jednym razem.

— Wiem, ale… — jęknął Gregory, zamykając oczy i marszcząc brwi. — Naprawdę chciałem. I nie robiłem tego cały czas. Byłem naprawdę w porządku z tym. Po prostu… zszedłem po szklankę wody, a potem je widziałem i byłem tak głodny.

Śmiejąc się cicho, Mycroft położył dłoń na ramieniu Gregory'ego. Starszy mężczyzna zamilkł i spojrzał na niego, wyraźnie czując się okropnie z powodu tego, co zrobił. To było ujmujące. Mycroft uśmiechnął się czule.

— W porządku, najdroższy — powtórzył, ściskając uspokajająco ramię starszego mężczyzny. — Przestań czuć się tak winny. Miałem na myśli to, co powiedziałem wcześniej. Chociaż bardzo mnie to poruszyło, że zdecydowałeś się przyłączyć do mnie w tym, nie boli mnie, że się poślizgnąłeś. Nie musisz tego ze mną robić.

— Ale chciałem… — burknął Gregory.

Potrząsając głową, Mycroft przyciągnął do siebie starszego mężczyznę i objął ramieniem jego szerokie ramiona. Wycisnął pocałunek w te niesamowite, srebrne włosy.

— Cóż, wszyscy od czasu do czasu potykamy się — skomentował, ponownie zerkając na lody.

Potem, podejmując raczej nietypową decyzję pod wpływem chwili, sięgnął i chwycił łyżkę, którą wcześniej używał mężczyzna. Gregory usiadł prościej, obserwując w milczeniu, jak Mycroft zgarnął mały kęs lodów i zjadł je.

— Myc — zaczął Gregory, szczęka opadła mu w niedowierzaniu.

Mycroft zanucił na smak, pozwalając lodom osiąść na języku i trochę się rozpuścić. Odłożył łyżkę i spojrzał z uśmiechem na męża.

— Wszyscy czasami się potykamy — powtórzył, po przełknięciu lodów.

— Nie musiałeś… — zaczął Gregory, ale uśmiechnął się. Mycroft również.

— Chodź. Wracamy do łóżka — powiedział Mycroft, klepiąc Gregory'ego po kolanie. Wstając, skutecznie zakończył rozmowę.

Starszy mężczyzna odstawił lody i poszli razem do sypialni, trzymając się za ręce.