Rozdział 186: Zamknij się, Sherlock

— Tam — powiedział nagle Sherlock, stojąc na środku biura.

Greg i John byli w trakcie rozmowy o piłce nożnej, ponieważ wszyscy czekali na wyniki Barta w bieżącej sprawie. Zaskoczeni spojrzeli na detektywa, który wpatrywał się w stół stojący pod ścianą, na którym ustawiano kawę i ciastka dla wydziału (kiedy je mieli).

— Co masz na myśli? — zapytał John, marszcząc brwi w zmieszaniu.

Jak zawsze, Sherlock bardzo go zaintrygował swoim zachowaniem. Greg zamrugał zdziwiony.

— Tam, John. — Sherlock ponownie skinął głową. — I…

Jego bystre, jasne oczy przeskanowały pokój, wpatrując się w kanapę znajdująca się w innym kącie. Podszedł do niej, przyciągając uwagę Sally i innego, nowego oficera. Potrząsnął głową.

— Tutaj też — skomentował, zanim spojrzał na Grega. — Drogi Panie, Lestrade.

— Drogi Panie… co, Sherlock? — zapytał zaciekawiony Greg.

Co on, do jasnej cholery, zrobił tym razem? Zamiast odpowiedzieć, Sherlock tylko potrząsnął głową i zaczął do nich wracać.

— Na biurku również — skomentował, wskazując na jedno, które rzadko było zajmowane przez kogokolwiek. Parsknął. — Jak na mężczyznę w swoim wieku jesteś żądny przygód. Jestem zaskoczony.

John dalej patrzył zdezorientowany.

— O czym mówisz, dziwaku? — zapytała Sally, krzyżując ramiona na piersi.

Sherlock mruknął w odpowiedzi. Mijając Grega i Johna, wsunął głowę do gabinetu Lestrade'a.

— Lestrade, czy jest jakieś miejsce w tym biurze, które nie skalałeś? — zapytał, patrząc na mężczyznę przez ramię.

Greg zaczął odczuwać strach w dole żołądka. Z pewnością nie mówił o…

— Zamknij się, Sherlock — wysyczał, piorunując go spojrzeniem, ciasno krzyżując ramiona.

Te dedukcje były odrobinę nieodpowiednie i gdyby w pokoju był tylko John, nie obchodziłoby go to. Ale byli tu też jego koledzy z pracy i naprawdę nie musieli o tym wiedzieć.

— To nie moja wina, że jesteś taki…

Zamknij się, Sherlock.

Greg spojrzał na niego gniewnie, ale było już za późno.

— Jestem pewien, że na kanapie była wykonana pozycja misjonarska — kontynuował Sherlock.

Greg poczuł, że zaczyna panikować. Nikt jeszcze nie zaczął zwracać na nich uwagi, ale jeśli będzie to kontynuowane, to wkrótce tak będzie.

— Sherlock, jeśli kiedykolwiek będziesz chciał ponownie zająć się sprawą, przestaniesz teraz mówić.

Greg spojrzał na niego ostro. Nie miał tego jednak na myśli. Na tym polegał problem. Sherlock wiedział, że nie zrobi tego. Greg mógł to rozpoznać po zadowolonym z siebie uśmieszku, jaki posłał mu detektyw.

— Obaj wiemy, że to nieprawda — powiedział sarkastycznie Sherlock, po prostu rzucając mu to w twarz.

Greg westchnął i uszczypnął grzbiet nosa, modląc się, żeby ziemia pod nim się otworzyła i pochłonęła go w całości, żeby nie musiał zajmować się tym, co miało się wydarzyć. Oczywiście, ponieważ dotyczyło to również Mycrofta, Sherlock był bardziej niż chętny, by być łajzą w tym temacie.

— Lodzik na pustym biurku — powiedział Sherlock, wskazując mebel.

Szczęka Johna opadła, a Sally otworzyła szeroko oczy. Tak, właśnie. Teraz wiedzieli dokładnie, o czym mówił Sherlock.

— Sherlock — wysyczał ostrzegawczo John, rzucając mu te niesławne spojrzenie "to nie jest dobre, więc musisz przestać". Sherlock był zbyt pochłonięty tworzonym przez niego chaosem, żeby to zauważyć.

— Zacząłbym wymieniać stanowiska w biurze, ale wygląda na to, że wasza dwójka wykorzystała prawie wszystkie. — Sherlock uśmiechnął się. — Imponujące dla mężczyzn w waszym wieku. I oczywiście miałeś go na plecach na stoliku kawowym.

Greg jęknął. Sherlock miał oczywiście całkowitą rację.

— Wychodzimy — warknął John, chwytając Sherlocka za łokieć. — Przepraszam, Greg. Tak mi przykro.

Zaczął mordować wzrokiem Sherlocka, który udawał niewinnego, gdy praktycznie wywleczono go z biura. Sally otworzyła usta, by coś powiedzieć.

— Proszę nie — błagał Greg, nie był jedynie na granicy błagania, on błagał. Był teraz tak cholernie upokorzony.

— Nieźle, szefie — powiedziała, uśmiechając się zamiast skomentować to wszystko.

Greg nie mógł się zdecydować, czy było to lepsze czy gorsze. Z jękiem odwrócił się i skierował się prosto do swojego gabinetu, zamykając drzwi. Opadł na krzesło i wyciągnął komórkę, z frustracją pocierając skronie. Wciąż marszcząc brwi, napisał wiadomość do Mycrofta.

Nie wiem, co wstąpiło w Sherlocka, ale zamierzam go zabić i odpowiednio pozbyć się jego ciała. Uważam, że zasługujesz na ostrzeżenie. - GL