Rozdział 191: Kiedy za tobą tęsknię…
Mycroft nie mógł się doczekać powrotu do Londynu. Co ważniejsze, nie mógł się doczekać wejścia do swojego łóżka i spania we własnym łóżku. Co najważniejsze, nie mógł się doczekać, kiedy już nie będzie spał sam.
Był w Niemczech na konferencji ambasadorów, która trwała sześć tygodni. To było oczywiście o cztery tygodnie dłużej niż Mycroft początkowo planował. W większości było to naprawdę zaskakująco, jak mało mogli zrobić politycy. Tak więc przez sześć tygodni musiał cierpieć z dala od swojego najdroższego Gregory'ego. Przez sześć tygodni był ograniczony do rozmów przez Skype'a i sms-ów, co pozwoliło mu pocieszyć się szorstkim głosem starszego mężczyzny i uroczym uśmiechem, ale mimo to… Microftowi brakowało jego dotyku i zapachu. Tęsknił za ciepłem, jakie zapewniało mu ciało Lestrade'a i towarzyszący z tego komfort.
Ściśle współpracował z Antheą, aby skutecznie uporządkować swój harmonogram na następny tydzień. Obecnie przyglądała się również harmonogramowi Grega. Naturalnie zaczeka, żeby omówić to z drugim mężczyzną, ale już zmieniała spotkania i sprawiała, że obciążenie inspektora w różnych aspektach było mniejsze. To pozwoliłoby im spędzić razem bardzo potrzebny czas. To był dodatkowy argument, by jeszcze chętniej wrócić do domu.
Kiedy wrócili do Londynu było późno. Czas na Heathrow wskazywał dziesięć po drugiej w nocy. Była to późniejsza pora, niż by chciał, ale nie tak późno, jak przewidywał, więc było to pewnego rodzaju zwycięstwo. Zabierając swoją teczkę z części bagażowej nad głową, wysiadł z samolotu i spotkał się z Antheą przy punkcie odbioru bagażu.
— Na zewnątrz czeka samochód — poinformowała go, stukając tak szybko jak zawsze na swoim Blackberry. — Wszystko jest załatwione od jutrzejszego ranka. Kilka drobnych poprawek w harmonogramie inspektora Lestrade'a i macie dla siebie tydzień.
— Dziękuję, Antheo.
Mycroft skinął jej głową, podchodząc do walizki, która pojawiła się na taśmie. Razem udali się do samochody i rozpoczęła się jazda do domu. Nie rozmawiali po drodze - zwykle tego nie robili - i wkrótce samochód zatrzymał się przed jego domem.
— Dobranoc, proszę pana — powiedziała Anthea, gdy wysiadał.
— Dobranoc, Antheo. Jak zawsze dziękuję za ciężką pracę.
Wymienili szybkie spojrzenia i uśmiechy, zanim Mycroft zamknął drzwi i skierował się do swojego mieszkania.
Było cicho i zimno, kiedy wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Mycroft spodziewał się, że tak będzie. Byłby zszokowany, gdyby znalazł swoją drugą połówkę chociaż odrobinę przytomną i chociaż bardzo chciał zobaczyć Grega, miał nadzieję, że starszy mężczyzna porządnie się wyśpi. Zostawiając bagaż za drzwiami (zajmie się nim jutro), przeszedł przez mieszkanie do ich sypialni.
Widok, który go przywitał, sprawił, że się uśmiechnął. Greg leżał rozciągnięty na swojej stronie łóżka, chociaż jego ciało było lekko przechylone, ponieważ trzymał poduszkę, którą Mycroft zwykle używał podczas snu. Nie mógł nic poradzić na to, że zastanawiał się, czy tak zawsze spał starszy mężczyzna, gdy go nie było. Mycroft po cichu zaczął się rozbierać, zdejmując każdą warstwę i składając ją odpowiednio przed przejściem do kolejnej sztuki odzieży. Kiedy to robił, ledwo oderwał spojrzenie od śpiącego mężczyzny. Tęsknił za przebywaniem w jego obecności i możliwością obserwowania każdego drobnego ruchu na jego twarzy podczas snu.
Kiedy już się rozebrał, włożył piżamę i podłączył komórkę do ładowarki, odkładając ją na szafkę nocną. Następnie, najostrożniej jak potrafił, uniósł kołdrę i wsunął się pod nią.
Mimo tego, że był tak ostrożny, Gregory poruszył się. Zmarszczył brwi i wydał z siebie ciche chrząknięcie, gdy drgnął i zamrugał, otwierając sennie oczy.
— Myc? — zapytał oszołomiony, najwyraźniej wcale nie obudzony do końca.
Mycroft uśmiechnął się miękko i skulił, obejmując ramieniem tors starszego mężczyzny.
— Tak — wyszeptał. — Jestem w domu. Idź spać, mój najdroższy.
Gregory wydawał się kiwać głową, uśmiechając się radośnie, zanim wtulił się w ciało Mycrofta. Zasnął niemal natychmiast. Mycroft nie spał, ciesząc się uczuciem oddechu Gregory'ego na swoim ciele. Gładził jego srebrzyste włosy, uśmiechając się i oddychając głęboko.
Mrugając, otworzył oczy i zamarł. Potem znów odetchnął głęboko. Nie, nie pomylił się. To zdecydowanie by była zwykła marka wody po goleniu Gregory'ego. Mycroft pochylił głowę i ponownie wciągnął powietrze. Świadomość czym był ten zapach sprawiła, że jego serce zatrzepotało z zaskoczenia a w piersi pojawiło się ciepło. Czy drugi mężczyzna naprawdę tak bardzo za nim tęsknił?
To była woda po goleniu Mycrofta.
