Rozdział 233: Tyle papierkowej roboty

Uwagi: Alternatywa - Nastolatki

Kiedy Mycroft wszedł do wspólnego mieszkania, które dzielił z Gregorym, pierwszymi dźwiękami dochodzącymi z jego wnętrza były szelesty papierów i zirytowany jęk. Uśmiechnął się lekko, odkładając torbę z książkami i ściągając buty. Kontynuując wsłuchiwanie się w zdenerwowane odgłosy, udał się do ich małej kuchni, aby nastawić wodę.

Razem z Gregorym mieszkali w tym małym mieszkaniu już od kilku miesięcy. Niekoniecznie był to styl życia, do którego był przyzwyczajony, i chociaż przypuszczał, że żyli wygodnie, nie przypominało to luksusów, do którego zawsze była przyzwyczajona jego rodzina. W żadnym wypadku nie byli biedni, dzięki funduszowi powierniczemu Mycrofta. Nie żeby to miało znaczenie. Jako nastolatki mogli zamieszkać razem i byli szczęśliwi, a Mycroft nigdy nie sądził, że może mieć tyle szczęścia.

— Chcesz herbaty, Gregory? — zawołał, gdy czajnik zagwizdał. Rozległ się pomruk.

— Tak, Myc — powiedział po chwili, a Mycroft uśmiechnął się delikatnie, wyciągając drugi kubek.

Przygotował herbaty, tak jak obaj preferowali, zanim zaniósł je do salonu. Starszy nastolatek siedział ze skrzyżowanymi nogami na środku kanapy z papierami dosłownie porozrzucanymi wokół niego. Leżały po obu jego stronach, a on pochylał się nad stołem, na którym leżało ich jeszcze więcej. Z długopisem w dłoni, gryzmolił arkusz po arkuszy, wystawiając język w skupieniu.

— Mogę usiąść? — zapytał spokojnie Mycroft.

Greg zamrugał, podnosząc wzrok, jakby nie spodziewał się, że tam będzie.

— Ach, tak, przepraszam — wyjąkał, wkładając koniec długopisu między zęby i układając papiery na kanapie w schludny stos. Podniósł je i położył na koniec stołu, przeczesując palcami ciemne włosy i rzucając długopis na stół.

— Dokumenty dotyczące zatrudnienia? — zapytał Mycroft, choć już wiedział, że odpowiedź była pozytywna.

Gregory skinął głową, ostrożnie chwytając oferowaną mu filiżankę i popijając parujący płyn.

— Tak. Cieszę się, że jesteś w domu. Potrzebowałem przerwy.

Uśmiechnął się, odchylając się na kanapie, próbując się zrelaksować i nie zwracać na dokumenty przed nim. Nucił radośnie, delektując się herbatą, pochylając się, by pocałować Mycrofta w policzek.

Przez chwilę siedzieli w wygodnej ciszy, oboje odprężając się po swoim dniu. Mycroft wędrował wzrokiem po pokoju, spoglądając na wiele niedoskonałości tego miejsca, które nazywali domem. Wiele ich mebli zostało odziedziczonych po ich rodzicach, z wyjątkiem zaskakująco wygodnego fotela, który Gregory znalazł na podwórkowej wyprzedaży i ich stołu zrobionego przez jednego z przyjaciół starszego nastolatka na zajęciach w stolarni.

— Jak było na wykładach? — zapytał po chwili Gregory, pochylając się, by odstawić kubek.

— Jak zwykle nieciekawe — skomentował Mycroft. Przesunął się i wyciągnął swoje długie nogi, delikatnie układając je na kolanach swojego chłopaka. Gregory położył dłoń na jego kolanie i zaczął je delikatnie głaskać. — Kontynuowaliśmy naszą udawaną debatę i tylko przekonałem się, że otaczają mnie ludzie, którzy nie mają w głowach żadnego oryginalnego pomysłu.

— Czyli zdominowałeś ich? — zapytał Gregory, uśmiechając się pewnie. Mycroft odwzajemnił to.

— Naturalnie.

— Mój chłopak będzie pewnego dnia super znanym politykiem — pochwalił się Gregory w stronę sufitu. — Zamierzasz rządzić światem.

Nie będę rządzić światem, Gregory, nie bądź absurdalny. — Mycroft potrząsnął głową. Jednak w jego klatce piersiowej pojawiło się rozmyte ciepło. Słuchanie niezachwianej pewności, co do swojego sukcesy od starszego nastolatka było niezwykle pochlebne. — Może Anglią.

Gregory wybuchnął śmiechem, pochylając się do przodu i poklepując Mycrofta po nodze. Ścisnął jego kolano i ponownie się odchylił, zakrywając usta wierzchem drugiej dłoni, aż po chwili jego śmiech ucichł.

— Muszę to wszystko skończyć — westchnął w końcu, zerkając na stos papierów, które wydawały się być wypełnione w połowie.

— Wkrótce je skończysz, najdroższy — zapewnił Mycroft, pochylając się, by przejrzeć kilka stron znajdujących się niedaleko od niego.

— Podpisywałem je milion razy. — Greg wydawał wargi. Mycroft spojrzał na niego ze współczuciem, dotykając jego włosów.

— Jeszcze tylko kilka razy. W międzyczasie mogę zrobić obiad.

— Muszę jutro nasikać do kubeczka — jęknął Gregory, zakrywając twarz i odchylając się do tyłu, opierając się o oparcie kanapy. — Ech, sikać do kubka.

Mycroft tylko potrząsnął głową, uśmiechając się delikatnie.