Rozdział 234: Połączenie telefoniczne w nieodpowiednim czasie
— Sherlock, proszę, czy mógłbyś po prostu zadzwonić do swojego brata? — zapytał zirytowany John, gdy wszedł do salonu z kubkiem w dłoni.
Sherlock prychnął i osunął się głębiej na swoim miejscu, zamierzając schować się za skrzypcami, ale John spojrzał na niego tym wzrokiem. Jęknął.
— Ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest rozmowa z Mycroftem — wymamrotał, sapiąc z irytacją.
John usiadł w fotelu naprzeciwko niego i skrzyżował kostki, popijając herbatę ze zmarszczonymi brwiami.
— Wiem o tym, ale musimy upewnić się, że mamy wolny domek w Sussex na ten tydzień — zauważył John. — Potrzebujemy odpowiednich wakacji i chciałbym mieć pewność, że nic nie stanie nam na przeszkodzie.
— Mycroft nigdy nie korzysta z tego domku. — Sherlock wydął wargi.
— Może nie, ale tydzień, w którym zdecydujemy się na bardzo potrzebne wakacje wypełnione seksem, będzie właśnie tym czasie, kiedy to zrobi… — przerwał, by rzucić Sherlockowi znaczące spojrzenie, na które otrzymał prychnięcie — ale jego pojawienie się podczas tego byłoby znacznie gorsze niż pięciominutowa rozmowa, którą teraz przeprowadzisz.
— Uch, dobrze — warknął Sherlock bez faktycznej wściekłości, kładąc skrzypce na podłokietniku fotela.
Pochylając się na bok, chwycił telefon i podwinął nogi pod siebie, wybierając numer Mycrofta, wciskając przyciski mocniej, niż było to prawdopodobnie konieczne, dzięki temu zasłużył sobie na rozbawione przewrócenia oczami u swojego partnera.
Sherlock patrząc, jak John pije herbatę, słuchał dźwięku oczekiwania na rozmowę. Niezadowolenie emanowało z każdej komórki jego ciała. John miał szczęście, że był kimś, kogo Sherlock nie mógł zignorować. Poza tym starszy mężczyzna miał rację. Mycroft przerywający ich seksualne wakacje był raczej przerażającą perspektywą. W końcu, po absurdalnie długim czasie, telefon został odebrany, a na linii rozbrzmiał ciężki oddech.
— Tak, Sherlocku — powiedział Mycroft bez tchu, brzmiąc… dziwnie. I na zirytowanego. Sherlock uśmiechnął się.
— Słuchaj, razem z Johnem wybieramy się w przyszłym tygodniu do Sussex — warknął, chcąc skrócić tę rozmowę. — Musisz więc trzymać się z daleka od niego.
— Dobrze — odetchnął cierpliwie Mycroft. — Będę trzymać się z daleka. I tak nie planowałem tam jechać. Czy to wszystko?
— Tak ci śpieszno, mój bracie — skomentował Sherlock, przeciągając to, by teraz z niego drwić. — Co, znowu wypełniasz dokumenty?
— Raczej…
— Mycroft, wracaj do łóżka!
Sherlock zamarł. Całe jego ciało zesztywniało, a oczy otworzyły się szeroko. Jego mózg praktycznie miał zwarcie. Usta lekko rozchyliły się i wydobył się z nich dziwny jęk, który sprawił, że John skupił się na nim zaniepokojony.
Mycroft coś mówił, ale Sherlock nie słuchał. Gwałtowny dreszcz przeszedł mu po plecach o zakończył połączenie, po czym rzucił telefonem przez salon na kanapę.
— Sherlocku? — zapytał zmartwiony John, siadając prosto. — Coś jest nie tak?
— On… — zaczął Sherlock, mrugając pośpiesznie. Jak mógł nie wiedzieć? To było… — To… Nie…
— Co się stało, Sherlocku? — zapytał John, zmniejszając odległość między nimi, klękając i ściskając kolano młodszego mężczyzny.
Sherlock tylko patrzył na niego, mrugając.
— Lestrade — powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało. Znowu się wzdrygnął.
OoO
Mycroft uśmiechnął się krzywo, idąc nago z powrotem przez sypialnie, odkładając komórkę i kładąc się do łóżka. Greg uniósł się i natychmiast objął go ramionami, pociągając go w dół z radosnym uśmiechem.
— Sherlock mnie usłyszał? — Uśmiechnął się, a jego brązowe oczy błyszczały w oczywistej oznace, że wyraźnie znał już odpowiedź.
— Naturalnie — potwierdził Mycroft, przeczesując palcami rozczochrane srebrne włosy partnera. — Wierzę, że go zszokowałeś.
— Zszokowałem Sherlocka Holmesa? Ja? Ten dzień staje się coraz lepszy.
— Dopiero teraz? — zapytał Mycroft unosząc brew.
Uśmiechając się szczerzej, Greg zaczepił nogę o nogę Mycrofta, przyciskając się do niego w bardzo sugestywny sposób.
— Tak — powiedział cicho, przyciągając Mycrofta w dół, by pocałować go namiętnie. Zsunął ręce w dół, by chwycić tyłek młodszego mężczyzny, przyciskając go do siebie, co spowodowało, że obaj sapnęli. Greg włożył między zęby płatek jego ucha, delikatnie go skubiąc, gdy kołysali się na przeciwko siebie z rosnącą potrzebą. — Teraz, gdzie skończyliśmy? — praktycznie warknął.
