Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Poprzedni tłumacz: Vasirion

Link do poprzedniego tłumaczenia: s/11850978/1/47-Dni-aby-Zmieni%C4%87-t%C5%82umaczenie


Rozdział 2

Przeznaczenie


31 grudnia 2000

Przedmioty poruszały się gwałtownie wokół niego, skręcając się w swojej niejasności, gdy jasne promienie światła nabierały szybkości. Liczne twarze przelatywały przed wzrokiem Harry'ego, zbyt szybkie, aby mógł je rozpoznać. Usłyszał cyknięcie, a potem metale uderzające w siebie nawzajem. Dzwonienie było tak głośne, że nie był w stanie się na niczym skupić.

Nareszcie przestało. Srebrny Zmieniacz Czasu skończył kręcić się wokół własnej osi. Cóż… Jeśli można nazwać to urządzenie „Zmieniaczem Czasu".

Harry potknął się i oparł o ścianę. Jego wymuszony oddech tarmosił boleśnie jego pierś.

Był z powrotem. Stał w pustym laboratorium, które można było opisać jako same białe ściany z wyjątkiem stołu roboczego i kilku krzeseł. Jego punkt wyjścia.

– Dwie minuty i czterdzieści osiem sekund, prawie trzy – wyrecytował poważny kobiecy głos.

Niedaleko stała dziewczyna w białym fartuchu laboratoryjnym. Jej oczy skoncentrowane były na minutniku w jej ręce. Jej pióro poruszyło się wściekle, gdy jej wyraz twarzy spochmurniał.

– Hermiona – wydyszał Harry. Nie znosił sposobu, w jaki jego głos się słabo załamał. – Popełniliśmy błąd.

Wargi Hermiony zadrżały. Mądra, młoda kobieta zmarszczyła na niego brwi. Posadziła Harry'ego na krześle.

– Co poszło nie tak?

– Wylądowałem w roku 1926.

– 1926! – wykrzyknęła Hermiona. Podskoczyła i zaczęła robić zamieszanie wokół Harry'ego, sprawdzając, czy się nie zranił, z ostrożną nieustępliwością, która zazwyczaj zarezerwowana była dla jej okazów laboratoryjnych. – Wplątałeś się w wir czasu! Czy… Czy wszystko w porządku?

Jej martwienie się mocno przypominało Harry'emu panią Weasley. Po tym, jak nareszcie stwierdziła, że nic mu nie jest (w dużej mierze), ponownie popchnęła go na krzesło.

– W porządku. To po prostu… Cofnąłem się do 1926. 31 grudnia 1926. – Harry wyprostował się, podkreślając wagę tej daty z największą starannością.

Hermiona ponownie zmarszczyła brwi. Nie zwróciła uwagi na znaczenie tej daty. Zamiast tego skupiła się na swoich własnych zagadkach.

Jakim cudem pomylili się o dwadzieścia lat?

Harry wziął głęboki oddech i spróbował ponownie.

– Posłuchaj. Ja… byłem tam… podczas narodzin Voldemorta.

To złapało uwagę Hermiony. Sapnęła, gapiąc się na Harry'ego w osłupieniu.

31 grudnia 1926… OCH!… 31 grudnia 1926!

Urodziny Voldemorta.

– Ty… – Hermiona popatrzyła na Harry'ego niepewnie, nie wiedząc, jak sformułować pytanie.

– Taa… I chciałem go zabić. W tamtym miejscu i w tamtym czasie. – Harry od razu załapał jej aluzję. Pokiwał głową, a potem potrząsnął głową. – Ale… Ja… Nie mogłem.

Hermiona spojrzała do swojego zeszytu, pogrążona w myślach. Po krótkiej chwili zdawała się dojść do pewnego wniosku. Pokiwała głową w jego stronę.

– I… – Harry zawahał się, a potem polizał swoje wysuszone usta. – Zmieniłem jego miejsce urodzenia!

Hermiona spojrzała w podekscytowane zielone oczy Harry'ego. Uniosła brew. Ona nie sądzi, aby konkretny szczegół był wart uwagi.

Harry wziął głęboki oddech.

– Miona, jeśli… jeśli mogę zmienić miejsce urodzenia Voldemorta, może… może mogę zrobić więcej. Może mogę zmienić jego dzieciństwo, i… może to zmieni jego przyszłość. Może… może… teraz, siedemnaście lat później, przyszłość jest inna. Nie jest już dłużej Voldemortem. Po prostu Tomem Riddle – wykrzyczał z ekscytacją Harry.

Jego zielone oczy płonęły optymizmem, który sprawiał, że wyglądał młodziej, jak ten nieśmiały chłopak, którym powinien być w swoim wieku, a nie jak stwardniały żołnierz, którym się stał.

Hermiona westchnęła. Usiadła naprzeciwko Harry'ego.

– Harry. Rozumiem twoje intencje… Ale nie możesz…

Harry chciał się kłócić, ale Hermiona powstrzymała go.

– NIKOMU jeszcze nie zdarzyło się cofnąć w czasie o siedemdziesiąt lat!… Zmieniacze Czasu są w stanie jedynie cofnąć się o 24 godziny – CO NAJWYŻEJ 24 godziny – i są do tego dobre powody… Mugole mają tę interesującą teorię na temat podróży w czasie. Na przykład, co jeśli ktoś cofnął się w czasie i zamordował swojego dziadka, co by się wtedy stało? Paradoks. Harry. To wytworzy paradoks czasu.

– Harry… To również się zdarzy, jeśli cofniesz się w czasie i zamordujesz Voldemorta. Wytworzysz paradoks. Cokolwiek, co zmieni przeszłość… wpłynie również na przyszłość. Najmniejsza nawet zmiana może prowadzić do łańcucha bezkresnych wydarzeń. Może gdybyś zabił wtedy Voldemorta… może twoja matka wyszłaby za Snape'a, a nie za Jamesa, i ty – Harry Potter – nigdy byś się nie narodził.

Harry otworzył usta, wyraźnie niezadowolony z jej wytłumaczenia. Hermiona zobaczyła to i kontynuowała tak poważnie, jak tylko mogła:

– Czarodzieje i czarownice również mają swoją teorię… Przeznaczenie. Wierzą w przeznaczenie. Przeznaczenie, które włada czasem, które włada historią. Przeznaczenie, przepowiednie i predyspozycje, jakkolwiek się to nazywa. To powstrzymuje wścibskich od zmieniania historii. To zapobiega paradoksowi, Harry. Na przykład, kiedy podróżnik w czasie planuje zabić swojego dziadka, pod jego stopami magicznie pojawi się kamień, o który się potknie. Próbowałeś zabić Voldemorta i ci się to nie udało… Z powodu przeznaczenia. Nie możesz zmienić historii… ponieważ przeznaczenie wyryło ją już w kamieniu. To gra przeznaczenia, z jego zasadami, i żadni śmiertelnicy nie mogą – w ogóle – egzystować poza tymi zasadami.

– Ale… Zmieniłem miejsce urodzenia Voldemorta! – zaprotestował słabo Harry.

– Byłeś w stanie to zrobić jedynie dlatego że przeznaczenie uważa to za błahą zmianę – szybko zaprzeczyła Hermiona. Widząc osępiałą twarz Harry'ego, jej głos złagodniał. – Przeznaczenia nie obchodzi miejsce urodzenia Voldemorta, dokładnie tak samo, jak nie obchodzi go, czy lubisz pić herbatę czy kawę.

Harry zmarszczył brwi. Gapił się tępo w podłogę ze strapionym umysłem.

A zatem, według Hermiony, tamto małe dziecko, które niedawno ciągnęło go za rękawy, wciąż wyrosłoby na Voldemorta. To urocze dziecko wciąż zmieniłoby się w postrach, który zabiłby tylu dobrych ludzi.

Rozpacz uderzyła w niego jak cegła.

Ciepła dłoń dotknęła jego ramienia. Jej znajoma obecność była uspokajająca. Spojrzał na uśmiechniętą twarz jego najlepszej przyjaciółki.

– Harry, być może, w teorii, niemożliwe jest zmienienie historii… Ale w rzeczywistości nikt jeszcze nie próbował przetestować takiej koncepcji. W przypadku podróży w czasie jest zbyt wiele niewiadomych i zbyt mało pewników. Myślę… Myślę, że powinieneś zrobić to, co uważasz za słuszne. Nawet jeśli prowadzi to do pewnych nieprzewidzianych konsekwencji, na samym końcu przeznaczenie to wszystko naprawi. Przeznaczenie może odbudować historię.

Hermiona poklepała jego ramię zachęcająco.

Harry poprawił na nosie swoje okrągłe, staromodne okulary i uśmiechnął się w odpowiedzi.

– Okej, Harry. Jeszcze jedno… – Hermiona z powrotem spoważniała. – Jak długo przebywałeś w przeszłości?

– Około sześć godzin.

– Z mojej perspektywy, ciebie i Pomijacza Czasu nie było dwie minuty i czterdzieści osiem sekund… – Hermiona postukała się po brodzie w zamyśleniu.

Harry zerknął na urządzenie wiszące na jego szyi. Och… Więc tę rzecz nazywa się Pomijaczem Czasu?

– Nie byłam świadoma, że czas płynie szybciej w przeszłości. – Zapisała coś w zeszycie, przekreśliła kilka teorii i dopisała jeszcze trochę.

Harry zmarszczył brwi, a potem coś mu się przypomniało. Zapytał:

– Powiedz… Hermiono, czy następnym razem mogę po prostu przeskoczyć od razu do 1946?

– Niestety nie. – Hermiona potrząsnęła głową. – Pomijacz Czasu jest ustawiony jedynie na jednej osi czasu. Skoro ten Pomijacz Czasu ustawił się na rok 1926, będziemy musieli popłynąć z prądem. Musimy zacząć w 1926 i jakoś to przeczekać, godzina po godzinie, dopóki oś czasu nie zsynchronizuje się z rokiem 1946. Na nasze szczęście, czas płynie szybciej w przeszłości.

Hermiona odłożyła swoje pióro na bok. Jej twarz przybrała uroczysty wyraz.

– Harry, jutro ponownie przeniesiesz się w czasie.

– Dlaczego?

– Potrzebuję informacji o zsynchronizowaniu obu osi czasu.

Wszystkie te szczegóły techniczne przyprawiały Harry'ego o ból głowy. Nigdy nie był tak mądry, jak Hermiona, gdy chodziło o eksperymenty i teorie.

On… Po prostu zrobi to, co ona mu każe.


1 stycznia 2001

– Gotowy? – Hermiona patrzyła na minutnik w jej ręce, zmartwiona, że przeoczy tę chwilę, jeśli tylko mrugnie. – RAZ. DWA. TRZY. SKACZ!

Gdy Hermiona wydała swój sygnał, Harry zakręcił swoim Pomijaczem Czasu.

To było to samo przyprawiające o mdłości, ślizgające się doświadczenie. Krajobraz przekręcił się wokół niego. Ukłucie metalicznego dzwonienia sprawiło, że Harry zaczął desperacko życzyć sobie jakichś zatyczek do uszu.

Harry ustawił się odpowiednio w stosunku do ziemi. Zacisnął powieki, gdy białe plamki zachmurzyły jego widok. Wziął głęboki oddech przed przebadaniem okolicy.

Wylądował na tym samym rogu mugolskiej ulicy, jak poprzednim razem. Rzędy szarych domów pozostały takie same, mimo że brudnego śniegu, który wcześniej je pokrywał, teraz już od dawna nie było. W zasadzie, zaczynał się pocić z powodu ciepłej bryzy. Harry zdjął z siebie swój czarny szal i płaszcz za jednym zamachem.

Na tej pustej ulicy, wiatry nie były już dłużej mroźne… Trochę wilgotniejsze niż poprzednim razem, może, kojące prądy powietrza przynosiły ze sobą zapach wiosny.

Czas płynie inaczej w przeszłości.

Harry zawahał się, a potem odnalazł drogę do proroczej karczmy.

Próbował zerknąć do jej przyciemnionych, brudnych okien, ale nie mógł niczego zobaczyć. Po chwili się poddał. Harry przygładził swoje włosy nerwowo (dlaczego jest nerwowy?) i wkroczył do środka.

– Witaj, jak mogę ci pomóc?

Zaskakująco, powitanie nadeszło od normalnie poważnego karczmarza, który śmiał się z kimś. Mężczyzna promieniował pozytywnie. To nie był ten sam zestresowany, zaniedbany człowiek, którego Harry poznał poprzednim razem.

– Er… Nie wiem, czy mnie pamiętasz?… Byłem tutaj… chwilę temu? – zapytał Harry. – Jak tam Tom?

Harry przekrzywił głowę, aby uśmiechnąć się w jego stronę. Przez otwarte drzwi słońce oblewało jego uroczą twarz, podkreślając jej delikatne cechy.

Zanim mężczyzna miał czas odpowiedzieć, kobieta wystąpiła naprzód. Ona również promieniowała pozytywnie szczęściem.

– Kto to jest? Eddie?…

Harry rozpoznał jej głos. To była żona karczmarza.

Przysunął się do przodu.

– Proszę pani, jestem…

Harry zatrzymał się. Patrzył w oszołomieniu na wolno poruszającą się kobietę. Jedną rękę położyła ona na swoim brzuchu. Jego nadęty kształt jasno ogłaszał wszystkim, że ma ona dziecko.

Świat zblakł w momencie, w którym ją zobaczył. Krew odpłynęła z twarzy Harry'ego. Pogodne powitanie zamarło w jego gardle.

Ona również go rozpoznała, sądząc po wysiłku, jaki włożyła w unikanie jego oczu. Poczłapała w stronę swojego męża.

Wymamrotała:

– Przykro mi z powodu Toma, proszę pana. To po prostu… nasze fundusze… Nie możemy sobie pozwolić na wychowywanie dwójki dzieci…

Obficie przepraszała. Z ramionami jej męża owiniętymi ciasno wokół niej, ta kobieta skupiała się jedynie na życiu, które rozwijało się w jej brzuchu. Uśmiechnęła się przepraszająco; jej policzki czerwieniły się z błogosławieństwem.

Harry nie obwiniał ich. Tom nie był ich odpowiedzialnością.

Pierś Harry'ego ścisnęła się. To boli. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że cierpiał z powodu Toma.

Harry zapytał cicho, słowami gorzkimi w jego ustach:

Więc gdzie jest Tom?

Ramię kobiety opadło.

– W… w sierocińcu.

Harry stał zamrożony w drzwiach, jej delikatny głos eksplodujący w jego umyśle.

W sierocińcu.

Gdzieś z tyłu swojego mózgu, Harry wiedział, że to musiała być jej odpowiedź. Ale to wciąż uderzyło go jak cios w głowę.

Nie możesz zmienić historii. Ponieważ przeznaczenie wyryło ją już w kamieniu."

Słowa Hermiony zamrowiły mu w umyśle, kpiąc z niego ze swoją dosadną prawdziwością.

To Przeznaczenie. Gry Przeznaczenia. Zasady Przeznaczenia.

I Harry był bezsilny, aby je powstrzymać.

Przeznaczenie. Pieprzone. Przeznaczenie.

Harry zagryzł wargę, tak mocno, że aż zaczęła ona krwawić słonym, żelazowym smakiem w jego ustach. Obrócił się na pięcie i wybiegł przez drzwi.

Kierował się w stronę sierocińca.