Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Słowniczek: wężomowa
W rozdziale zostały użyte cytaty z „Harry'ego Pottera i Księcia Połkrwi" tłumaczenia Andrzeja Polkowskiego
Rozdział 42
Czym jest horkruks?
10 września 1942 r.
Oczywiście, wieczorne przyjęcie Slughorna odbyło się w gabinecie mężczyzny.
Biuro, w którym nauczyciel planował pomieścić swoich uczniów, wcale nie było małe, a przynajmniej takie sprawiało wrażenie w porównaniu z tym Dumbledore'a. W środku znajdował się duży stół jadalny, przy którym zasiąść mogło nawet piętnaście osób – a przy nim ustawione zostały miękkie, wygodnie wyglądające krzesła.
Drzwi do gabinetu były otwarte na oścież, ale nikt nie przekroczył progu; wszyscy zgromadzili się na zewnątrz. Nikt nie zamierzał wywrzeć złego wrażenia przed nauczycielem i wejść głębiej bez słowa kurtuazyjnego zaproszenia.
Tom, twarz chowając w cieniu, stał razem z resztą i w milczeniu przyglądał się towarzyszom. Mimo iż grupa była mieszana, z różnych roczników, Ślizgoni stanowili ponad połowę zebranych.
– Wyraźnie na coś czekasz. – Malfoy niespodziewanie zmaterializował się obok i zgrabnie rzucił współdomownikowi małą buteleczkę ze złotym płynem. – Wiele wysiłku kosztowało mnie zdobycie tego cuda. – Abraxas wydał z siebie ciężkie westchnięcie.
Tom przyjrzał się trzymanemu w dłoniach eliksirowi, po czym odkorkował fiolkę i dyskretnie wypił jej zawartość; w trakcie mistrzowsko ukrył pełne pogardy spojrzenie. „Wiele wysiłku"? Biorąc pod uwagę kosztowności ukryte w rodzinnym skarbcu Malfoyów, pomijając przy tym zamożność rodu, pozyskanie niewielkiej buteleczki z pewnością nie stanowiło większego problemu. Co więcej, krótko po upadku głównej linii, tysiące lat temu Malfoyowie stali się wasalami Slytherina. Ile z tego, co prawnie należało się Tomowi, zostało pochłonięte przez ślizgońską chciwość? Wszystko, co posiadali, było jego własnością i któregoś dnia wyciągnie ku niej rękę.
Młodzieniec nagle zdał sobie sprawę z głównego problemu swojego planu i zmrużył oczy; jego spojrzenie przybrało paskudniejszy wyraz. Nie było żadnych innych potomków Slytherina, prawda?
Gdy rozważał tę kwestię, Felix Felicis zaczęło działać i przerwał swój tok myślowy. Płynne Szczęście dodało mu odwagi oraz pewności siebie, której Tom wręcz nienawidził – nie lubił żadnych emocji, na które nie miał wpływu. Mimo wrodzonej wytrzymałości nie mógł się oprzeć skuteczności mikstury.
Felix Felicis zaczęło działać akurat w momencie, kiedy Slughorn wyszedł zza rogu.
– Przepraszam. Właśnie odbierałem zamówione ciasto. Wybaczcie spóźnienie. – Gruby mors uśmiechał się od ucha do ucha.
– Czy słyszeliście wieści o najświeższym raporcie dotyczącym tej nowej mikstury? Twórca postanowił uzyskać patent. Zyskał całkowity monopol…
– Doszły mnie słuchy, że jak dotąd negocjacje Ministerstwa Magii z niemiecką stroną nie były szczególnie udane…
– Podobne zasady obowiązują w Niemczech, więc dlaczego Wielka Brytania robi wokół tego tak wielkie zamieszanie…?
Przy stole poruszonych zostało wiele, najróżniejszych, ważnych dla całego świata tematów. Uczniowie przypominali sieć wywiadowczą, a sala sprawiała wrażenie bazy szpiegowskiej.
Tom położył dłoń na powierzchni solidnego blatu, dzięki czemu ciemne drewno wspaniale kontrastowało się bladością jego szczupłej, kościstej, choć silnej ręki. Felix Felicis odgrywało swą rolę, ale nie wpłynęła ona na szacunkową wartość wszystkich otaczających chłopca kolegów i koleżanek.
Jednym z najlepszych sposobów uzyskania niezbędnych informacji byli uczniowie szkoły. Ojciec siedzącego naprzeciwko Toma Krukona pracuje w Instytucie Eliksirów. Najbardziej napuszonym szóstorocznym Ślizgonem jest syn wiceministra spraw zagranicznych. Starszy brat dziewczyny z przepaską na głowie obecnie studiuje w Niemczech. Informacje, których wszyscy mogli się od nich dowiedzieć, obejmowały Wielką Brytanię i część Europy!
Tom nie musiał nawet tracić swego cennego czasu i wkładać wysiłku w stworzenie własnej rozbudowanej sieci wywiadowczej. Tak długo, jak udawał, że poświęca tym ludziom choć trochę uwagi, ci głupcy w poszukiwaniu prestiżu i aprobaty rówieśników, paplali o wszystkim, co było tylko w miarę interesujące i możliwe.
Riddle przybrał wyraz roztargnionego zastanowienia, ale jego oczy złowrogo skanowały otoczenie i towarzyszy; z uwagą się wszystkiemu przysłuchiwał. Przyczajona żmija, przebrana za wojownika światła, a w rzeczywistości będąca stworem ciemności, w pogoni za ekspansją, łapczywie spijała każde słowo.
– Nad czym się tak zastanawiasz, Tom? – Slughorn podniósł talerz z owocami i podał go ulubieńcowi. – Powinieneś spróbować ananasa. Jest naprawdę wyborny.
Chłopiec skinął głową w niemym podziękowaniu i przystąpił do ataku.
– Czy to prawda, że profesor Merrythought odchodzi na emeryturę?
Mistrz Eliksirów upuścił trzymany w dłoni kawałek słodkiego owocu, który właśnie miał zamiar zjeść.
– Skąd to wiedziałeś?
Tom się uśmiechnął. Sposób, w jaki Felix Felicis nałożył się na jego antagonistyczne emocje, sprawił, że wyglądał na o wiele przyjemniejszą w obyciu osobą. Zdawał sobie sprawę, iż Merrythought odchodzi na emeryturę, ponieważ mężczyzna* nigdy nie próbował wybitnie chronić swojej prywatności i zdarzało mu się zostawiać na biurku na wpół napisane listy z rezygnacją.
– Intuicja. Muszę przyznać, że nie był moim ulubionym nauczycielem.
– Och, może w następnym semestrze będzie cię uczył profesor, którego polubisz.
– Byłoby naprawdę miło. – Palce Toma z gracją zabębniły w hebanowy blat stołu. Eliksir sprawił, że młodzieniec był zrelaksowany i pewny siebie; prowadził go ścieżką, której jeszcze nie zrozumiał.
Kątem oka spojrzał na klepsydrę – piasek leciał teraz tak szybko, że dało się słyszeć dźwięk ziarenek obijających się o szkło.
Przyjęcie zakończyło się tuż przed godziną policyjną. Uczniowie powoli zbierali się do wyjścia, lecz Riddle nie miał takiego zamiaru; specjalnie został z tyłu.
– Jeszcze nie wychodzisz, Tom? – Slughorn nalał sobie kieliszek czerwonego wina. – Nie mów, że nie ostrzegałem, ale mogą cię złapać w trakcie ciszy nocnej.
Chłopiec schował dłonie za plecami, przybierając tym samym skruszoną pozę. Spuścił wzrok, wcielając się w niepozorne dziecko.
– Mam kilka pytań, które chciałbym zadać, profesorze.
Slughorn zastygł w miejscu; kieliszek się zatrzymał w połowie drogi do ust. Kilka pytań? Czarodziej momentalnie przypomniał sobie tę rozmowę, którą przeprowadził wcześniej z Harrym. Z podejrzliwością zmrużył oczy.
– Czego chciałbyś się dowiedzieć? – Mistrz Eliksirów powoli upił łyk wina.
Nastolatek przybrał łagodniejszą maskę, aby celowo sprawiać wrażenie bardziej usłużnego i uprzejmego.
– Chodzi o mikstury upiększające.
Tom pragnął zdobyć więcej informacji na temat tajemnic Harry'ego i jednocześnie chciał dogłębniej zbadać kwestię horkruksów. Cała reszta mogła swobodnie poczekać, lecz Felix Felicis miał inne plany; wyznaczał ścieżkę, po której chłopiec stąpał i zamiast jednej sprawy, poruszył tę drugą – sytuacja była wręcz idealna.
– Skąd to zaintrygowanie? – Slughorn zamrugał, zaskoczony. Czy właśnie o tym mówił Harry, kiedy prosił, aby ostudził zapał podopiecznego?
Jakby spoglądając w głąb ludzkiej duszy, chłopiec natychmiast zauważył zdezorientowany wyraz twarzy nauczyciela.
– Podejrzewam, że Harry zażywa eliksiru piękności.
Och, nic dziwnego, że mężczyzna chciał odciągnąć syna od tego tematu. Slughorn przyjrzał się ulubieńcowi uważniej. Większość czarodziejów miała tendencję do trzymania w sekrecie prób złagodzenia efektów postępu czasu, zachowania młodzieńczego wyglądu. Bez cienia wątpliwości Harry byłby zbyt zawstydzony, dzieląc się z tak delikatnymi informacjami z Tomem – z natury ciekawskim nastolatkiem, i właśnie dlatego zwrócił się do Opiekuna Slytherinu, aby ten przystopował zapał zdeterminowanego wychowanka.
– Wybacz, Tom. Myślę, że Harry wolałby nie rozmawiać z tobą na takie tematy. Tak naprawdę to uważam, że wolałby, abyś w ogóle przestał się tym interesować.
Harry? Ślizgon był szczególnie wyczulony na to imię. Od piątego roku życia – wtedy był to jeszcze pan Potter – codziennie, tysiące razy, rył to imię głęboko w sercu, literka po literce. Podniósł wzrok, siłą woli tłumiąc sztorm, który się w nim wzbierał. Niepewnym uśmiechem niemo zadał dręczące go pytanie.
– Och, trochę rozmawialiśmy pewnego dnia. Uszanuję jego prośbę i nie będę objaśniał nic więcej poza tym, co znajduje się w podręczniku. Będę z tobą szczery: kiedy powiedział, że poszukujesz informacji o kwestii wątpliwego podłoża moralnego, nie tego się spodziewałem. – Slughorn roześmiał się w głos, szalenie rozbawiony obrotem sytuacji.
To wyznanie zabrzmiało w uszach chłopca niczym grzmot, a pewność siebie podyktowana Felix Felicis natychmiast się rozproszyła. Miał wrażenie, że spada w przepaść, a trybiki w głowie pracowały mu na najwyższych obrotach.
Harry wiedział, że czegoś poszukuje i poprosił Slughorna, żeby mu nie odpowiadał na pytania. Tom szczerze wątpił, aby naprawdę chodziło o mikstury kosmetyczne – w tamtym momencie Mistrz Eliksirów wyraźnie odczuł ulgę. Zgranie Harry'ego z czasem również było bardziej niż podejrzane.
Wtem przez głowę przeszła mu nagła, praktycznie niemożliwa, okropna myśl. Czy Harry wiedział, że próbuje stworzyć horkruksa?
Mimowolnie zacisnął zęby.
Nie. Najprawdopodobniej nie był w stanie w ogóle tego wiedzieć.
Ślizgon spojrzał na klepsydrę i podążył wzrokiem za piaskiem. Stłumił wewnętrzną ciemność, a mimo to jego oczy się zachmurzyły.
Harry mógł w końcu zrozumieć, że Tom Riddle był samolubną, złowieszczą osobą oraz mógł dowiedzieć się, że w adopcyjnym dziecku płynie krew Salazara Slytherina – niemożliwe było jednak, aby uświadomił sobie czarnomagiczne zamiary chłopca.
Tom nie uważał, że stworzenie horkruksów będzie straszliwym czynem, ale możliwe, że Harry widział w nich zło, a co za tym idzie, zobaczyłby prawdziwą naturę syna. Jak mężczyzna zareagowałby na to, czego próbuje dokonać? Czy porzuciłby go? Czy byłby rozczarowany bądź oburzony?
Harry nie okazywał takich emocji. Być może nadal nie do końca miał świadomość planów Toma, a jeżeli wiedział, to i tak bez większych przeszkód można przeć naprzód.
Młodzieniec przygryzł od środka policzek. Wciąż istnieje szansa na przeprowadzenie operacji z sukcesem.
W baśni „Sinobrody**" mężczyzna podchodzi do swojej żony krok po kroku z potężnym toporem w dłoni tylko dlatego, że kobieta odkryła jego nikczemną tajemnicę. Nie nienawidził żony, a wręcz przeciwnie: za bardzo się o nią troszczył oraz obawiał się, że przestanie go kochać i opuści. Kiedy jego pieczołowicie ukryty sekret został ujawniony, zareagował kierowany ogromną desperacją.
Tysiące myśli w głowie Toma w okamgnieniu przybrały formę milionów, podczas gdy chłopiec rozważał implikacje tego, czego się dowiedział.
– Czy masz jeszcze jakieś pytania?
– Tak – odpowiedział natychmiast Ślizgon, od razu odkładając na bok wszystkie zbędne emocje; nie dał rady jednak powstrzymać lekkiego drżenia powieki. – Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz.
– Ach, tak? – Mistrz Eliksirów skinął głową.
Tom zrobił efektywną pauzę. Na powrót czuł, jak wraca poczucie pewności siebie. Zmarszczył brwi.
– Byłem kiedyś w bibliotece, w dziale Ksiąg Zakazanych. I tam przeczytałem jedną bardzo dziwną, niezrozumiałą nazwę. To słowo, jeżeli się nie mylę, to „horkruks".
Nauczyciel nie wiedział, że ulubieniec zażył eliksir, który ukrył także chciwość zazwyczaj odzwierciedlaną w oczach. Z racji tego, iż nie posiadł takowej wiedzy, do głowy nie przyszedł mu żaden ciemny, kryjący się za pytaniem cel. Bez najmniejszego powodu przeciw Slughorn udzielił wyczerpującej odpowiedzi.
– Dziękuję za krótki wykład, profesorze. – Tom perfekcyjnie naśladował ułożonego, grzecznego i wdzięcznego ucznia. – Wiedziałem, że tylko pan będzie dobrze rozeznany w tak niejasnej dziedzinie nauki.
Los zszedł ze sceny i przesunął się za kulisy, odpowiednio sterując wydarzeniami, żeby doprowadziły one do nieuniknionego zakończenia. Przeznaczenie jest niezmienne. Raz napisanej historii nie można wymazać.
Tak wyglądała gra, której podjął się Harry Potter – jej początek wyznaczał koniec. Nieświadomy prawdy podróżnik w czasie najzwyczajniej w świecie nie chciał tego dostrzec.
* W oryginalnej sadze Galatea Merrythought była kobietą. Zanim ta informacja została ujawniona, z przeprowadzonych we wspomnieniu Horacego rozmów, można było wywnioskować, iż profesor był mężczyzną
** „Sinobrody" – baśń autorstwa Charlesa Perraulta, nazwisko głównego bohatera. Bardzo zamożny mężczyzna w średnim wieku, zaangażowany w niezbyt jasne interesy. Sinobrody był żonaty wiele razy, ale jego partnerki znikały w dziwnych okolicznościach. Zginął z rąk braci swojej ostatniej żony, a niedoszłej ofiary. Jak się okazało, był wielokrotnym mordercą, podobnie jak jego przodkowie. Nienaturalny kolor brody księcia był symbolem wewnętrznego zepsucia bohatera, a także jego nienaturalności w szerszym ujęciu (m. in. sugestie demoniczności przez drobne elementy magii)
