Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Słowniczek: wężomowa
Rozdział 49
Pragnienie
25 grudnia 1942 r.
– W dzień Bożego Narodzenia z okazji Turnieju Trójmagicznego odbędą się formalne tańce – bal bożonarodzeniowy.
– Każdy bal to są przede wszystkim tańce. Nauczę was. Panie Weasley. Mogę pana prosić w ramach demonstracji?
– Połóż prawą dłoń na mojej talii. W pasie!*
Twarz Rona wykrzywiła się paskudnie, jakby nagle połknął muchę. Obraz ten był wciąż wyraźny w głowie Harry'ego. Chichocząc pod nosem, przypomniał sobie surowe, niezadowolone spojrzenie, które McGonagall posłała swemu partnerowi.
Jak zareagowałby Ron, gdyby zobaczył, że teraz Harry uczy się tańca?
Bujając w obłokach, wśród dobrych wspomnień, niemalże poczuł, jak jego oczy zachodzą mgłą, a na twarzy pojawia się uśmiech. Wewnętrznej wesołości towarzyszyło rozluźnienie mięśniowe. Nieprzyjemne uczucie duszności, które czuł w klatce piersiowej, ustąpiło.
Niemniej jednak wciąż błąkał się w ciemnościach, w których szczęście znikało bardzo szybko. Każda mile spędzona chwila była niczym gwiazdka znacząca czarne, monotonne niebo i nawet jeżeli była tylko trochę pomocna, wystarczyła, aby wesprzeć i podnieść na duchu wytrwałego mężczyznę, kroczącego twardą, wyboistą ścieżką.
– Nad czym się tak zastanawiasz, Harry? – Tom wręczył partnerowi szklankę soku, którą ten wcześniej postawił na stole. – Dam ci chwilę na odpoczynek, a następnie wznowimy ćwiczenia.
Po tym, jak zgodził się towarzyszyć na balu Mylene, Harry niechętnie postanowił, że nie ma zamiaru ośmieszyć się przed ogromnym tłumem i dlatego też zgodził się wziąć lekcje tańca od Toma. Okazało się, że Ślizgon był bardzo dobrym nauczycielem, który miał doskonale opanowany każdy, nawet najdrobniejszy krok. Sprawiał wrażenie, jakby był w swoim żywiole. Nawet kiedy nie prowadził, wyglądał naturalnie. Co więcej, cały czas towarzyszyła mu aura pewności siebie – cierpliwie wyjaśniał każdy ruch, nigdy nie dokonywał zbytecznych korekcji i dzięki temu wszystkiemu, nawet jeżeli muzyka przyspieszała, Potter był w stanie nadążyć. Kroki także przestały mu sprawiać aż tak wielki problem.
Będąc tak blisko Toma, mając dłoń na jego talii, w Harry'ego ponownie uderzyła świadomość, że ten mały chłopczyk, którego uważał za swoje dziecko, dojrzał. Ślizgon przerósł go o kilka centymetrów i nabrał masy mięśniowej – twardości odznaczały się pod rękami. Niejednokrotnie nawet słyszał niższy głos, który zawsze kojarzył mu się z młodym mężczyzną z pamiętnika. Tom dorósł i nie potrzebował już opiekuna, który prowadziłby go przed siebie. Zamiast tego role się odwróciły i to Harry teraz podążał za synem.
Wszystko zmieniło się tak szybko. Kiedy spróbował się z tym pogodzić, coś nieprzyjemnego ścisnęło go za serce.
– Byłoby miło, gdybym naprawdę był twoim ojcem. – Usta Pottera wygięły się w krzywym, bolesnym uśmiechu, a oczy przybrały smutny wyraz.
Kiedy w trakcie tańca dotarł do Toma komentarz Harry'ego, w momencie gwałtownie się zatrzymał i mimowolnie zacisnął dłoń na jego ramieniu.
– Coś się stało? – Harry był zaskoczony. Może zmęczenie dopadło w końcu i nauczyciela?
Ręka młodzieńca zsunęła się na talię mężczyzny i zanim ten zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, Tom zmniejszył dystans między nimi i finalnie oburącz objął go w pasie. Natychmiast też ukrył twarz w zagłębieniu jego szyi.
– Przecież jesteś moim ojcem, prawda?
Harry zastanowił się przed chwilę, trwając w uścisku. Kilkukrotnie musiał powtórzyć w głowie pytanie Ślizgona i gdy wszystko sobie już poukładał, szczerze się uśmiechnął.
– Oczywiście.
Tom zawczasu się nauczył, jak trafnie formułować zdania, żeby działały niczym miód na czyjeś uszy. Bez większego pośpiechu, z niezachwianą cierpliwością wlewał ciekłą słodycz do klatki, upewniając się, że jej smak jest wystarczająco ponętny i kuszący, aby odwrócić uwagę ofiary od prawdziwych więzów.
Nadszedł czas balu.
Wielka Sala została przetransmutowana na wzór pięknego lodowego pałacu, który wyglądał, jakby stanowił integralną część bajki i nawet uczniowie, od dziecka wychowywani w świecie magii, byli oczarowani.
Reprezentanci z partnerami w pełnej gotowości czekali na sygnał na wielkie wejście. Kiedy sufit, niczym dach, się otworzył i ukazał zimową noc, uczniowie zapiszczeli z podniecenia. Z góry zlatywał biały śnieg, ale nigdy nie dotykał podłogi.
Abraxas Malfoy usadowił się wygodnie na kanapie; oczy miał utkwione w cichym prefekcie Slytherinu. Ramieniem obejmował Ovidiusa w sposób, który dla postronnego obserwatora wydawał się przyjacielski, jednakże dla Parkinsona był prawie nie do zniesienia.
By Ovi zatrząsł się ze strachu, wystarczyło, aby Tom tylko przelotnie na niego spojrzał, nawet bez ukrytego w oczach gniewu. Diabeł miał serce z kamienia, a zastraszony chłopiec z miękkiej plasteliny.
– Nie zamierzasz tańczyć? – zapytał Abraxas, kiedy Riddle odrzucił zaproszenie kolejnej dziewczyny. Pozwolił sobie też na lekki uśmiech.
Tom, z zastygłą w bezwzględnym wyrazie twarzą, niczym czający się w ciemności drapieżnik, obserwował każdy ruch Harry'ego. Malfoy postanowił nie działać pochopnie i zachować ostrożność.
– Hej. Istotą świąt jest radość, która towarzyszy dobrej zabawie – przypomniał cicho współdomownikowi Abraxas.
Te słowa okazały się kluczem do sukcesu, bo twarz Toma złagodniała, akurat w momencie, kiedy reprezentanci wkroczyli do Wielkiej Sali.
Beauxbatons otwierało bal. Mimo że Harry uważał się za starszego mężczyznę, wciąż był obdarzony młodzieńczym wyglądem – to zawsze budziło podejrzenia. Nie miał tak przystojnej twarzy, co Tom, lecz i tak przyciągał uwagę płci przeciwnej. Atrakcyjności dodawały mu także magiczna siła oraz temperament.
Mylene sprawiała wrażenie zdrowej i miała zaczerwienione policzki – była bardziej niż szczęśliwa.
Nagle Abraxas zrozumiał, dlaczego Riddle był taki ponury.
– Pewnie nawet nie pomyślałeś, że może Harry znajdzie ci macochę – zażartował, nie mogąc się powstrzymać.
Tom rzucił zarówno Malfoyowi, jak i Parkinsonowi tajemnicze spojrzenie.
– Och, to wcale nie tak, że życzę jej źle – odpowiedział żartobliwie, jednakże Ślizgoni wychwycili mroczną nutę w jego głosie.
Ovidius, który nie wiedział o sytuacji rodzinnej bruneta tyle, co Abraxas, czuł się zaniepokojony przebiegiem tej rozmowy.
– To oczywiste, że bardzo ci na nim zależy, Tom. Nie chcesz, żeby coś się wydarzyło, prawda?
– Co masz na myśli?
– Widać po tobie, że myślisz teraz wyłącznie o Harrym. Mogę to stwierdzić z całą pewnością. Mimo to… – Abraxas zdecydował się pociągnąć ten wątek. Przypomnienie dobrze się sprawdzi. – Mimo to jest twoim ojcem tylko z formalnego punktu widzenia.
– Co z tego? – Odziany w idealnie dopasowaną szatę wyjściową młodzieniec, nieświadomie zmrużył oczy. Sprawiał wrażenie myśliciela, który za wszelką cenę pragnął ukryć swe wyobrażenia. Po chwili jednak z kuszących czerwonych ust wydostały się makabryczne słowa: – Chcę z nim porozmawiać. Harry musi sobie uzmysłowić, że nie powinien nawet wyściubiać nosa spod kołdry.
– Myślałem, że go kochasz.
– Nie rozśmieszaj mnie. Jakże mógłbym? To tylko cielesna żądza.
Ovidius przysłuchiwał się każdemu, niejednoznacznemu słowu i wpatrywał się w Toma szeroko otwartymi oczami. Miał wrażenie, że obserwuje zatrważającego, gotowego do ataku potwora. Jak Riddle mógł w ogóle szczycić się tak brudnymi i obrzydliwymi uczuciami względem własnego ojca?
– Porozmawiajmy o czymś innym. – Abraxas surowo upomniał współdomownika. – W Londynie panuje kompletny chaos! – Tom musiał nauczyć się kontrolować swe słabości. Zdecydowanie musi mu w tym pomóc. Mały kompleks Elektry Riddle'a nie stanowił poważnego problemu, aczkolwiek związek mężczyzny z innym mężczyzną wciąż jest pewnego rodzaju tematem tabu. Mieli szczęście, że nie żyli w czasach swoich ojców ani gorzej, w średniowieczu.
Ovidius podążył za spojrzeniem Toma na parkiet, gdzie stał uśmiechnięty Harry. Oczywiście, Wielka Sala zabezpieczona była całą masą zaklęć ochronnych, a mimo to wzrok prefekta mroził od środka i sprawiał, że włosy stawały dęba. Czarodziej, obserwowany z daleka przez ohydne, bezwzględne monstrum, w wyobraźni bez wątpienia był rozrywany na strzępy.
Może uda mu się ostrzec niewinną ofiarę przed zamiarami drapieżnika.
Niespodziewanie Tom odwrócił swą uwagę od Harry'ego i spojrzał wprost na zanurzonego w strachu i niepewności Ovidiusa. W bystrych oczach można było dostrzec ostrzeżenie.
– Zważaj na jego słowa – polecił Abraxasowi.
Parkinson zadrżał. Był Ślizgonem, a nie Gryfonem, tak więc dobroduszne myśli zostały stłumione pod presją i zastraszeniem. Mimo to, napędzane życzliwymi przekonaniami Ovidiusa, ziarno zostało zasiane i pewnego dnia wykiełkuje, a następnie przebije się przez glebę na zewnątrz.
Podczas gdy cała trójka siedziała sztywno na sofie, bal się rozkręcił.
– Nie chcę ci tego powtarzać, Tom, ale nie uważasz, że trochę przesadzasz? – Abraxas znów nie mógł się powstrzymać.
Tom zastanowił się nad tym, a w międzyczasie zwilżył usta. Wtem wyobrażony Harry zakochał się w uśmiechniętej twarzy swojej partnerki, podczas gdy rzeczywisty wirujący z nią w tańcu odbił się w ciemnych, zabarwionych czerwienią oczach chłopca.
– Wkrótce problem zniknie.
– To z dziedziny czarnej magii. Horkruks to jest przedmiot, w którym człowiek ukrył cząstkę wziętą ze swojej duszy.
– Dzięki temu jest się chronionym, kiedy ciało zostanie zniszczone. To znaczy, że nie można umrzeć, bo część duszy nadal żyje. Ponadto zmniejsza obciążenia emocjonalne pierwotnej cząstki, eliminując strach, obniżoną samoocenę, czy też inne niepotrzebne emocje.
– Jak się rozszczepia duszę?
– Myślę, że na to pytanie znasz już odpowiedź.
– Trzeba zabić.**
Przygotowania zostały poczynione – brakowało tylko najświeższego elementu: morderstwa. Promienny złodziej, próbujący przechwycić czyjąś zdobycz, idealnie się nada.
To uwolni Toma od emocjonalnych więzi, którymi spętał i ograniczał go Harry. Diabeł miałby pełną swobodę ruchów i w końcu przestałby się wahać.
Riddle wrócił do swojego dormitorium podekscytowany i w dobrym nastroju, a mroczna i niecierpiąca zwłoki ambicja przenikała go aż do kości. Z szafki zabezpieczonej zaklęciami wyjął pięknie zdobione pudełeczko. W środku było wiele przedmiotów: złamana różdżka, pocisk, który przebił ciało Harry'ego, kawałek materiału splamiony zaschniętą krwią oraz zwyczajnie wyglądająca książka – to po nią właśnie sięgnął. Z uczuciem ogładził czarną okładkę, a następnie wyciągnął z torby pióro i napisał w dolnym rogu: „Dziennik Toma Riddle'a".
Pamiętnik stanie się ostatnim punktem łączącym Harry'ego Pottera z jego niezdecydowanym synem. Ślizgon zapieczętuje w nim los tego mężczyzny i jednocześnie uciszy płaczące w nim samym, rozzłoszczone dziecko; w dzienniku zapieczętuje słabość, która dręczyła go przez ostatnie dziesięć lat.
Podczas gdy Harry pozwolił sobie na noc wytchnienia i zabawy, Los po cichu kierował historię na właściwe tory. Podróżnik w czasie, równie nieistotny co jętka, nie był w stanie pojąć daremności wszystkich swych wysiłków.
Horkruks zaczął nabierać kształtu, a Wybraniec znalazł się krok bliżej przepaści.
Być może, gdyby Harry Potter wciąż był uczniem, mógłby zaczerpnąć mądrości od swojego starego dyrektora, bądź kogoś, kto potrafiłby spojrzeć wstecz i obiektywnie dostrzec problemy, ale na chwilę obecną, będąc w przeszłości, nie znał nawet teraźniejszości. Pozbawiony mentora i przyjaciela, bez niczyjej pomocy będzie musiał zdecydować, czy zaufać z pozoru niewinnemu dziecku.
Los zachichotał i wyśmiał słabości swego przeciwnika.
Co do naruszenia granic etycznych związku dwóch wybrańców – nie dbał o tak nieistotne szczegóły. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie, czy Czarny Pan kogoś obdarzył miłością, czy też nie, zanim stał się potworem takim, jakim powinien od samego początku być?
* W rozdziale wykorzystano cytaty z „Harry'ego Pottera i Czary Ognia" autorstwa J.K. Rowling, w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego
** W rozdziale wykorzystano, odpowiednio zmienione, aby pasowały do opowiadania, cytaty z „Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi" autorstwa J.K. Rowling, w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego
