Witajcie!
Los, choć w tym opowiadaniu tak przewrotny i uparty, postanowił się do nas uśmiechnąć – oto aktualka, na którą wszyscy czekaliśmy. Nastąpiła jednak pewna istotna zmiana: Snowa zastąpił nowy tłumacz – początkujący, dopiero zaczynający swą przygodę z przekładem tekstów. Wielkie brawa dla pana/pani!
Nie wiem nic na temat planowanej częstotliwości publikacji rozdziałów, także uczulam, aby uzbroić się w cierpliwość.
Nie przedłużając, zapraszam!
Rozdział 52
4 stycznia 1943 r.
W Hogwarcie zginęła dziewczyna. Bez względu na to, jak bardzo niekompetentne było ministerstwo magii, nadszedł czas, aby w końcu odnaleźli winnego, prawda? Tom uśmiechnął się na tę myśl i wykonał ruch.
W taki oto sposób morderca został odkryty.
Otrzymawszy tę informację, Harry Potter pospieszył do gabinetu dyrektora. Biuro było wystarczająco przestronne, aby pomieścić wszystkich nauczycieli oraz pięciu albo sześciu aurorów.
– „To nie byłem ja! Nic nie wiem!", krzyczał winny – oświadczył wszem wobec krzepki stróż prawa.
Harry spojrzał na przywleczonego chłopca i odniósł wrażenie, że już go gdzieś widział.
– Uczeń z Durmstrangu, Igor Karkarow! – ogłosił szorstko auror i bezceremonialnie popchnął oskarżonego do przodu.
Karkarow! Źrenice bruneta rozszerzyły się gwałtownie. Wbił wzrok w twarz wystraszonego młodzieńca i spróbował odnaleźć w niej choć cień przyszłego dyrektora Instytutu Magii Durmstrang.
– To naprawdę nie moja sprawka! Nie wiem, co się stało! – powtórzył przez zaciśnięte zęby Igor, sztyletując grono pedagogiczne i aurorów wzrokiem – spojrzenie wywoływało dreszcz.
– Wszystkie portrety i duchy, które były w pobliżu miejsca śmierci dziewczyny, zgodnie potwierdziły, że widziały, jak wychodziłeś z damskiej toalety. Twoja różdżka została wysłana do ministerstwa magii w celu dokładniejszego sprawdzenia, a raport, który nam przysłano, wykazał użycie przez ciebie zaklęcia uśmiercającego. Jeżeli jesteś niewinny, kto inny mógł być mordercą?
Karkarow zagapił się na przesłuchującego go mężczyznę, najwyraźniej starając się ostudzić jego zapał. Zmrużył oczy, czym dodał sobie punktów do nieprzyjemnego wyglądu.
– Charlov! – wypluł jak przekleństwo. – Charlov! Chciał, żebym zabił Mylene Lance. Rzucił na mnie klątwę Imperius! – wrzasnął, a gdy nauczyciele zesztywnieli, uśmiechnął się paskudnie.
To było niesamowite, niczym wspaniale odgrywane przedstawienie. Spośród wszystkich zgromadzonych w gabinecie dyrektora osób, Igor jako jedyny znał pierwotny scenariusz. Wszystko, co musiał zrobić, to postępować zgodnie z instrukcjami i posuwać fabułę do przodu. Nie rozumiał, czemu Tom chciał pozbyć się Mylene Lance, ale tak długo, jak mógł dzięki temu pogrążyć Charlova, nie miał nic przeciwko. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, a różdżki prawie wycelowane w plecy reprezentanta Durmstrangu – a to dlatego, że zawarł pakt z inteligentnym i piekielnie potężnym diabłem, który ten plan zaczął wprowadzać w życie.
Kiedy skonfrontowano z tym Charlova, ten – naturalnie – zaprzeczył oskarżeniom, a następnie zgromił Karkarowa wzrokiem; Harry'emu nie umknęła nienawiść odbijająca się w jego oczach.
Przyjrzawszy się bliżej temu zjadliwemu wyrazowi twarzy, którego chłopiec nawet nie starał się ukryć, Potter przyciągnął wzrok Joan i potrząsnął głową.
– Wydaje mi się, że to nie jest nasz winny – powiedział, ponieważ stojące na środku dziecko nie sprawiało wrażenia nieszczęśnika, któremu życie ucieka poprzez palce.
Charlov skupił się na Harrym. Uniósł wysoko brodę i wybrał najrozsądniejszy moment na manifestację swej dumy.
– Owszem, rzuciłem na niego klątwę Imperius, ale chciałem, tylko żeby zrobił z siebie głupka. Nie kazałem mu nikogo zabijać! Tak było, prawda, Leela? – zwrócił się do stojącego za nim kolegi, który natychmiast skinął głową.
– Zgadza się.
Wielu uczniów Durmstrangu przyglądało się przedstawieniu. W porównaniu z Karkarowem bardziej wierzyli w wersję wydarzeń Charlova. Diabeł przewidział tę ewentualność i uspokoił paktującego. W porządku. Dopóki chociaż jeden uczeń twojej szkoły będzie się wahał z odpowiedzią, wątpliwości w sercach nauczycieli będą się piętrzyć i narastać w nieskończoność – niczym kamień ciśnięty w odmęty jeziora, spowodowane przezeń kręgi na wodzie obejmą całą powierzchnię.
Oczywiście, że znalazło się kilku niezdecydowanych chłopców.
W jaki sposób sprawić, żeby się wahali? – Uśmiechnął się Zły. – To proste. Każdy ma słabość.
– Hm, nie widziałem, aby tamtego dnia Charlov cofnął zaklęcie – powiedział ktoś nerwowo, prezentując wszem wobec zupełnie inną perspektywę. Wraz z tym spostrzeżeniem, nieświadomie zbudowane zaufanie, runęło w momencie.
Taka jest ludzka natura. Zaledwie kilkoma słowami, prawdomównymi lub nie, można zniszczyć człowieka od wewnątrz; dzięki kilku nieprzychylnym słowom plan diabła się powiódł.
Wszyscy odetchnęli z ulgą. Cieszyli się, że sprawca został złapany.
Harry zaś był niespokojny.
Tylko on wiedział, jaką rolę w historii magicznego świata odegrał oskarżony uczeń – był jednym z pierwszych śmierciożerców.
Doświadczenie nauczyło go także, że Karkarow był dupkiem. Tchórzliwym, ale zuchwałym, niekompetentnym, lecz przepełnionym zazdrością. Z takim charakterem, czy odważyłby się popełnić zbrodnię? Sytuacja prezentowała się zgoła inaczej, kiedy za nieudacznikiem stał pewny siebie Tom Riddle.
Ha! Użyczenie noża celem dokonania morderstwa, a następnie cwane zrzucenie winy – ślizgon udoskonalił tę sztuczkę do perfekcji.
Harry zakrył nos i usta, ale nie potrafił ukryć śmiechu, który nim targnął; jego struny głosowe wibrowały, ale dźwięki brzmiały dziwnie – przypominały łkanie załamanego człowieka.
Harry nie był głupi; można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest roztropny. Po szybkiej kalkulacji doszedł do wniosku, że dziennik Toma Riddle'a został już sporządzony. Co może być najcenniejszym w świecie prezentem urodzinowym aniżeli rozczepienie duszy w wieku szesnastu lat? Wszystkim, czego wymagał podarunek, było odebranie życia.
Co powinien zrobić? Czy może z oburzeniem podbiec do Joan i zdemaskować zamysły syna, czy też może udać się do gabinetu Dumbledore'a i zaoferować mu swoje wspomnienia?
Liczne przygotowania o charakterze ideologicznym i bliżej nieokreślone wizje postaw, jakie powinien przyjąć, przemknęły mu przez głowę, zanim je odrzucił.
Wydawało mu się, że ma jeszcze czas na buforowanie. Dopiero w transie zdał sobie sprawę, że piasek czasu przesypał się prawie do końca, a tym samym stanął przed dwoma Riddle'ami. A może powinien powiedzieć, że przed dwoma Voldemortami?
Ból był okropny i duszący. Mężczyzna czuł, że pożera go od środka. Nieskończony i mocny ucisk miażdżył mu organy wewnętrzne i wykręcał je do suchej nitki. Wrażenie niedrożnego nosa, zmusiła go do otwarcia ust i szybkiego złapania oddechu.
– Wiesz coś więcej na ten temat, Harry? – Joan spojrzała na nadzwyczaj zbolałego współpracownika, zachowując spokój. Ślizgonka miała tę samą czekoladową barwę oczu co Hermiona; brakowało w nich charakterystycznego ostrego zacięcia, ale ten brak rekompensował efekt skanera, który pozwalał przejrzeć wszelki maski.
Czy, wzburzony, powinien wyjawić przyjaciółce niecne plany i spiski Toma Riddle'a?
Przybrał stonowany wyraz twarzy i zmusił zesztywniałe mięśnie, aby posłusznie ułożyły się w uśmiech.
– Nie, nie. Właśnie się zastanawiałem nad tą sprawą i naszym winnym... jest najprawdopodobniej Charlov.
Kłamstwo nie było dla Harry'ego nowością. Ile razy wpierał ciotce Petunii, że normalnie pielił ogród, podczas gdy w rzeczywistości pomógł sobie magią? Ile razy odpisywał od kogoś zadaną w szkole pracę domową? Ile razy przebrnął przez egzamin dzięki pomocy ściąg? Kiedyś nawet skłamał, żeby nie ujawniać swojej prawdziwej tożsamości.
Emocje w końcu rozerwały jego rozum na strzępy, a samolubstwo zwyciężyło w boju. Pomyślał, że nieświadomie zepchnął chłopca w przepaść, lecz potem uświadomił sobie, że to nieprawda – ślizgon od dawna żył w otchłani i, ot tak sobie, rzucał kamieniami.
Grzech Toma Riddle'a był niewybaczalny.
Plan skonstruowany przez dziedzica Salazara Slytherina był doskonały. Morderstwo wydawało się pełne wad, ale w rzeczywistości wszystko było ze sobą powiązane i łączyło się w składną całość; sprawiało wrażenie prostego, choć to mylące stwierdzenie. Wykorzystując narzędzie w postaci przypadku, chłopiec opracował strategię idealną. Jedynym rozczarowaniem był Igor Karkarow, a tym, który tego nie zauważył, był Harry Potter.
– Tom! – Zawołał do chłopca, który był prawie tak wysoki, jak on, ale nie wiedział, co powinien powiedzieć dalej. Gdyby się zdradził, to słodkie oszustwo pomiędzy nimi pękłoby niczym zbyt napięta struna.
– Och, Harry. Zaraz zaczną się zajęcia. – Ślizgon od niechcenia spojrzał na bladą twarz swego opiekuna i się zaśmiał. – Wybacz, przypomniał mi się zabawny żart.
Stali bardzo blisko siebie, ale mężczyzna miał wrażenie, że nie jest w stanie dosięgnąć dziecka, które do niego należało.
– W porządku.
Zanim pospiesznie odszedł, usta Harry'ego zadrżały. Ucieczką ukrył kąciki zaczerwienionych od nieznanych dotąd emocji oczu.
Brytyjskie ministerstwo magii nie mogło ukarać ani Charlova, ani Karkarowa, ponieważ obydwaj byli niemieckimi obywatelami. Ofiara, Mylene Lance, także nie była obywatelką Wielkiej Brytanii, więc rząd był bezsilny i miał związane ręce. Jedyne, co mógł zrobić, to przekazać uprawnienia do prowadzenia śledztwa francuskiemu ministerstwu. Z racji tego, iż Turniej Trójmagiczny został przerwany, a pobyt sędziów w Hogwarcie stał się zbędny, Joan razem ze swoim zespołem podjęła decyzję o opuszczeniu terenu szkoły.
Harry z kolei zdecydował się odejść w 1943 r.
– Zamierzasz porozmawiać o tym z Tomem? – Joan nigdy nie dopytywała, dokąd zawsze udawał się przyjaciel, ale pomyślała, że jeżeli nie poinformuje o tym swojego syna, chłopiec „będzie zły".
– Nie sądzę.
– Co się między wami wydarzyło, Harry? – Kobieta nie potrafiła tego pojąć, bo przecież ta dwójka tak bardzo się o siebie troszczyła. Nie będąc częścią rodziny, naturalnie widziała więcej. – Nie możesz uciec, kiedy coś się stanie, Harry. Jeżeli nagle znikniesz, co sobie pomyśli Tom?
Brunet uznał to za zabawne.
– Nie wyjeżdżam na zawsze. Nie będzie mnie tylko chwilę.
– Musisz zrozumieć, że sieroty generalnie bardziej wrażliwe. Sprawisz, że twój syn będzie smutny. – Joan nie mogła się powstrzymać przed wygłoszeniem nagany. Każdy czułby się zdenerwowany taką bezinteresowną postawą.
Sierota? Och, racja. Tom Riddle wychował się bez rodziny. Właśnie dlatego Harry bez wahania cofnął się w czasie o siedemdziesiąt lat, adoptował go, stworzył mu dom i towarzyszył przez następne dwanaście lat z pokorną nadzieją na zmianę. A czy ktokolwiek pomyślał w tym wszystkim o nim? Też był sierotą. Jego rodzice zginęli z ręki Lorda Voldemorta, dorastał w schowku pod schodami, jadł suchy chleb, nigdy nie dostawał prezentów urodzinowych, nie posiadał przyjaciół, ani kogokolwiek innego, kto mógłby przyjść i go uratować. Jak mógł zaakceptować zarzucane mu oskarżenia? Czy odebrano mu nawet możliwość pomyślenia o krótkotrwałej ucieczce?
Po tylu latach znoszenia krzywd i zaciskania zębów był to pierwszy raz, kiedy Harry poczuł się naprawdę dotknięty.
Środowisko kształtowało osobowość człowieka. Finalnie okazało się, że otoczenie może ukształtować dwie zupełnie różne osoby, tak jak słońce świeci sprawiedliwie, ziemia zakwita, a w ziemi żyją bakterie.
Harry Potter był Gryfonem. Nawet gdyby jego wygląd i życie miało się zmienić, nic nie mogłoby zastąpić iście gryfońskiej duszy – cechującego go męstwa, rycerskości i szlachetności. Gdy rany się zagoją i wróci mu wiara, znów bez wahania obróci klepsydrę; ze świadomością braku nadziei, wciąż pchał do przodu swe wymęczone ciało.
Bóg powiedział: „Niech się stanie światło!". I stało się światło*. Harry tęsknił za jasnością, ale podstawiona przed nim bariera była zbyt potężna. Światłość nie mogła się ugiąć, a on nie mógł jej obejść. Niepostrzeżenie więc posunął się do przodu.
Bariera milczała. Podczas gdy podróżnik w czasie kroczył powoli, cień całkowicie zasłonił jego maleńką postać.
Co w ogóle stanowi przeszkodę?
Wskazówki zegara przesuwały się wolno, a przy tym ciężko i cicho. Los umieścił wszystkie punkty zwrotne we właściwych miejscach i czekał na odpowiedni czas, aby tchnąć w nie życie. Inne scenariusze przeszły do historii.
* Księga Rodzaju 1, 1–3
