Disclaimer: I don't own Harry Potter


Rozdział 58

Kto kazał uśmiechać się do diabła?


14 sierpnia 1943 r.

Poranek powitał świat deszczem – nie za mocnym, idealnym, aby choć trochę uspokoić sierpniowe upały. Minęło dużo czasu, odkąd ostatnim razem w Londynie było tak gorąco. Zanim któryś z domowników się obudził, dróżka przed frontowymi drzwiami była już dawno wysuszona do tego stopnia, że tylko wilgotne powietrze świadczyło o tym, że w ogóle padało.

Harry czuł się nieswojo – zazwyczaj sypiał sam, tak więc dziecko, które nagle zaczęło dzielić z nim łóżko, sprawiło, że w naturalny sposób był nieprzyzwyczajony oraz skrępowany; zwłaszcza kiedy chłopiec w międzyczasie podrósł i stał się wyższy od niego o pół głowy.

Tom był pogrążony w głębokim śnie – połowę przystojnej twarzy zakopał w poduszce, zaś szczęka, jak zauważył Potter, z biegiem lat przyjęła dojrzalszy wygląd. Mimo że ślizgon spał, wciąż przypominał przyczajoną panterę.

Harry podrapał się po potarganych włosach. Z bólem głowy odrzucił kołdrę, wstał z łóżka i zszedł na dół, aby przygotować śniadanie.

Ostatniej nocy Tom zachowywał się dziwnie. Chociaż udawał, że to przelotne, wyczuł jego niespokojny i wzburzony temperament, przez który wydał mu się nadzwyczaj delikatny. Wczorajsza reakcja chłopca sprawiła, że jego serce natychmiast zmiękło. Co sprawiło, że zdecydował się na samotne siedzenie w salonie i to jeszcze po ciemku? Co tak bardzo poruszyło Toma, że nie mógł znieść myśli o zniknięciu opiekuna?

Nastolatek obejmował go mocno – najprawdopodobniej używając do tego całej swojej siły, przez co Harry'ego bolały plecy i brzuch.

Na stole położył jajka i bekon, a następnie podniósł bawełnianą koszulkę i wykręcił szyję, żeby sprawdzić stan swojego ciała.

– Posiniaczone. – Głos dobiegał z tyłu. Wtem palce dotknęły jego dolnej części pleców, przesuwając się w górę tuż obok linii kręgosłupa. Nie były zimne, ale Harry musiał walczyć z dreszczem.

Odwrócił głowę.

Tom stał za nim, patrząc w dół, jakby zamknięty w sobie. Zobaczywszy taki widok, nie mógł się powstrzymać.

– Wszystko w porządku. Wkrótce będzie lepiej. – Mimo że został skrzywdzony, wciąż pocieszał odpowiedzialnego sprawcę.

Ślizgon cofnął dłoń, choć czubki jego palców wciąż czuły delikatną i gładką teksturę skóry Harry'ego. Nie zwerbalizował swoich myśli. Spuszczony wzrok miał przekonywać towarzysza, że nurza się w poczuciu winy i jednocześnie ukrywać fakt, iż oczy Toma błyszczały – były po prostu cudowne. Ciemne ślady na bladych plecach i brzuchu podróżnika w czasie robiły szczególne wrażenie, a uderzający kontrast kolorów przywodził na myśl czarujące, uwodzicielskie piękno.

– Zjedz śniadanie.

Tom wrócił do rzeczywistości i zajął miejsce obok Harry'ego, żeby cieszyć się smakami, do których przyzwyczajony był od dawna.

– Dobrze wczoraj spałeś? Mam nadzieję, że moje wiercenie ci nie przeszkadzało. – Opiekun mówił swobodnie, wyraźnie bez poczucia upływu czasu: dla niego minęło półtora dnia, lecz dla chłopca to było aż pół roku.

Srebrny widelec, będący w połowie drogi do ust, w momencie zawisł w powietrzu. Na twarzy Toma nieświadomie pojawił się uśmiech.

– Nie, było w porządku. – Czyż satysfakcja płynąca z posiadania ofiary przy boku nie była przyjemna?

Harry uważniej spojrzał na twarz dziecka. Oblicze utwierdziło go w przekonaniu, że ślizgon nie jest już tak niespokojny, jak poprzedniej nocy, tak więc wrócił do posiłku.

Pierwsze popowrotne śniadanie wydawało się tak ciche i przyjemne, że prawie można było je nazwać spokojnym.

Nikłe rozluźnienie nie mogło jednak ukryć wszystkiego. Nie można było go użyć niczym peleryny, która okryłaby rzeczywistość. Pod koniec dnia zamieszanie i prawda znajdą sposób, aby wydostać się na powierzchnię.


„Prorok Codzienny" był pierwszym, który złapał wiatr zmieniającej się dynamiki w czarodziejskim świecie, co oczywiście nie wykluczało pobliskiego morderstwa. Wszystko jednak wskazywało na to, że tego dnia wydarzyło się coś bardziej znaczącego, stąd też artykuł, który normalnie powinien zająć pierwszą stronę i kilka kolejnych, został podzielony na małe części – otóż zabito trzech mugoli, a zabójca twierdził, że jest potomkiem Salazara Slytherina.

Harry siedział w swoim gabinecie w pobliżu okna, z którego miał doskonały widok na martwe krzewy i wyrosłe chwasty. Nawet magia nie mogła ich przywrócić do stanu początkowego, ponieważ nie miała mocy tworzenia życia – mogła tylko je naśladować. Mężczyzna rozluźnił spięte mięśnie i rozsiadł się wygodniej na krześle; na biurku leżało świeżutkie wydanie „Proroka Codziennego".

Wnioskując po tytule, nawet nie przeglądając gazety, doskonale wiedział, co się wydarzyło.

Tom odnalazł starą chatę Gauntów.

Harry nie był w stanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny złości.

Próbował sobie wyobrazić to spotkanie. Co chłopiec tam zastał? Ryk wuja i obojętność ojca, oczywiście.

W pewnym sensie Harry miał więcej szczęścia w dzieciństwie niż Tom – przynajmniej nie został porzucony i pozostawiony sam sobie przez najbliższych. W ostatecznym rozrachunku odnalazł też ludzi, którzy odwzajemnili jego miłość.

Kiedy był na czwartym roku, kiedy na cmentarzu obserwował odrodzenie się Voldemorta, ten potem wskazał na ponurą posiadłość Riddle'ów.

– Mój ojciec tam mieszkał... – wyznał wtedy ochryple. – Moja matka... zakochała się w nim, ale kiedy ujawniła swą prawdziwą tożsamość, zostawił ją. Nienawidził magii...

Tom Riddle Senior nie lubił magii? To oczywiste. Do Meropy Gaunt także nie pałał miłością i to jeszcze na długo przed poznaniem prawdy, tak więc do poczętej hybrydy również żywił tylko i wyłącznie negatywne uczucia.

Ojciec odgrywa kluczową rolę w życiu każdego dziecka, a co za tym idzie, dokonane przez odrzucenie szkody są wyjątkowo krzywdzące.

Lord Voldemort dawno podzielił swoją duszę i pozbawił się słabości oraz tchórzostwa, a mimo to wciąż przez zaciśnięte zęby szeptał najbardziej prymitywne słowa rodziców, którzy świadomie oszukiwali samych siebie – „po prostu nie podobała mu się magia".

Powiedział: „przysięgam zemstę".

Jak ktokolwiek mógł nienawidzić swoich rodziców? Zwłaszcza dzieci, które nie miały nikogo, prócz osób ze sobą spokrewnionych.

Im więcej oczekiwań stawia się rodzicom, tym bardziej boli, kiedy nie zostaną spełnione. Rozczarowanie przeradza się w urazę, która następnie ewoluuje w nienawiść, tak potężną, że pochłania całe serce dziecka; nagromadzone przez lata złość i odraza potrafią siać straszliwe spustoszenie.

Właśnie z tych wszystkich powodów Tom się w Harry'ego wpił i nie mógł oderwać. Właśnie dlatego zazwyczaj powściągliwy ślizgon uparcie nalegał na spanie w jednym łóżku.

W sercu mężczyzny rozgorzała złość.

Westchnął i złożył gazetę, zakrywając treść tego konkretnego artykułu, a potem wyrzucił ją do kosza.

Po raz pierwszy Harry nie potępił aktu odebrania czyjegoś życia, nie odczuwał smutku z powodu zamordowanych „niewinnych" oraz nie wściekał się na Toma za popełnienie czynu zabronionego. Tak samo, jak w przypadku śmierci Marty, zdecydował się na bierność i milczenie.

Czemu?

Był załamany.

Z jednej strony ofiary były dlań obce, nigdy ich nie poznał oraz nie miał wyrobionego zdania na ich temat. Po drugiej stronie zaś było dziecko, które wychowywał i jakby na to nie spojrzeć, wprowadził we wczesną dorosłość. Kto był ważniejszy?

Stary Riddle gardził istnieniem syna, a Meropa zawiodła, umierając. Chłopiec potrzebował kogoś, kto by go rozumiał.

Harry nie wiedział, czy jakakolwiek kobieta byłaby skłonna do współczucia Tomowi, kiedy ten skończy dwadzieścia lat, ale teraz, gdy wciąż jest dzieckiem, nie jest sam.


Harry wrócił. Pełen chaosu umysł Toma znów się oczyścił, a długo pomijane problemy ujrzały światło dzienne.

Usiadł przy biurku w sypialni i odwrócił głowę. Jego spojrzenie padło wprost na opiekuna, który pielił na dworze ogródek. W milczeniu przyglądał się, jak podważał ziemię łopatką, a następnie przerzucał na drugą stronę; co jakiś czas otrzepywał z satysfakcją dłonie.

Tom przechylił głowę. Nie mógł powstrzymać się od myśli, jakże to zabawne. Harry z pewnością był gryfonem, bo tylko ich cieszyłyby tak dziecinne gesty podczas pracy.

Wtem oczy chłopca pociemniały. Wróć: Harry dopiero będzie gryfonem.

W porządku. To... podróżnik w czasie.

Dotychczas celowo ignorowany, ale nieunikniony problem znów stał się priorytetem: w jakim celu Harry Potter przeniósł się o około sto lat wstecz?

Aby zaopiekować się biedną sierotą?

Czy był to akt dobroczynności? Ślizgon zaśmiał się z niedowierzania.

Determinować jakąkolwiek podróż w czasie mogło tylko jedno: chęć zmiany trajektorii historii – zabicie złoczyńcy bądź uratowanie bohatera.

Czy to możliwe, aby Tom Riddle był herosem? Ha! To niedorzeczne!

– Hej! Zejdź na dół i pomóż! – Brunet mu pomachał z dworu, a potem wskazał dłonią na grządki pod oknem.

– Idę! – Chłopiec wstał i przyglądał się, jak Harry w zamyśleniu podnosi głowę i się uśmiecha; jego spojrzenie było głębokie, przyzywające.

Skąd się wziął i jaki przyświecał mu cel?

Tom nie wiedział.

Tak czy inaczej, ponowne zniknięcie nawet nie wchodziło w grę.

Kto kazał uśmiechać się do diabła?