Disclaimer: I don't own Harry Potter


NOTKA WSTĘPNA: Nowy tłumacz podał, że opowiadanie liczy sobie w całości 100 rozdziałów, z czego dwa to oneshoty. Żeby się niepotrzebnie nie rozdrabniać, przetłumaczę i wstawię je tutaj w odpowiednich momentach, tzn. jeden w trakcie opowiadania, a drugi na samym końcu, ponieważ oficjalnie nie jest częścią fabuły, a mrocznym AU – na Ao3 oddzielę go od reszty.

Z innych ważnych informacji: W GRUDNIU NIC NIE PUBLIKUJĘ. Będzie to dla mnie bardzo zabiegany miesiąc, pełen wrażeń i to niekoniecznie dobrych, tak więc proszę o wyrozumienie i cierpliwość. Żadnego projektu nie porzucam, po przerwie zobaczymy się w styczniu : )

Nie przedłużając, miłego czytania!


Rozdział 59

Kim był morderca?


14 sierpnia 1943 r.

Sierpień minął i w końcu, upalnego wrześniowego dnia, nadszedł czas na odjazd pociągu do Hogwartu. Uczniowie miotali się po platformie, wrzeszczeli z radości i przytulali z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, dzielili się zdjęciami i pamiątkami z wakacyjnych wyjazdów oraz głośno narzekali z powodu powrotu do szkoły.

Oczywiście, ślizgoni stanowili wyjątek od reguły, skrzętnie powstrzymując się od takiego zachowania. Zawsze szczycili się taktem i opanowaniem, tak więc z pogardliwym i szyderczym wzrokiem spoglądali na krzepkich gryfonów, nie nadwyrężając przy tym swego wizerunku. Nawet jeżeli nie odrobili na czas zadań domowych lub niespokojnie spędzili lato, nadal obowiązywały ich pozory, które należało podtrzymywać.

W ich próżności i postawie z pewnością można było się doszukiwać hipokryzji.

Riddle obserwował te sceny w milczeniu z bezstronnym, biernym uśmiechem.

Ci ludzie byli niczym więcej jak zabawą na jeden raz i w najlepszym przypadku stanowili odskocznię od codzienności.

Zwłoki pozostawione w jaskini, na jego terytorium, w końcu dojrzały. Możliwości inferiusów doprowadziły Toma do obsesji – jedyne, co mu jeszcze pozostało, to drobne modyfikacje. Oczywiście, nie mógł pozwolić sobie na ewentualną demaskację, tak więc przebiegle ogarnął wzrokiem stojący przed nim uczniowski motłoch i myślach zastanowił się, kto okaże się najlepszym przysłowiowym kamieniem.

Byle świnia powinna być wdzięczna za możliwość służby u wielkiego potomka Salazara Slytherina, prawda?

Kąciki ust Toma z okrucieństwa mimowolnie uniosły się do góry, co sprawiło, że przyjemna dla oka fasada na moment się załamała.


Black, Prince, Lestrange, a nawet Malfoy, który ukończył szkołę... Ślizgoni byli zaledwie pionkami w oczach Toma Riddle'a.

Gdyby zapytać go, czy kiedyś uważał Abraxasa Malfoya i Cygnusa Blacka za przyjaciół, zaśmiałby się w odpowiedzi.

Siedzący przy stole nauczycielskim Dumbledore klasnął w dłonie, tym samym prosząc o ciszę. Dyrektor Armando Dippet odchrząknął i zabrał głos.

– Witajcie w nowym roku szkolnym. Z przyjemnością informuję, że w naszej kadrze pedagogicznej zaszło kilka zmian... – przerwał i pokręcił bezradnie głową. – Och, wciąż nieobecny. W takim razie najpierw zjedzmy.

Na stołach natychmiast pojawiły się nieziemsko pachnące potrawy, które wywołały wśród uczniów okrzyki radości. Co z nowym nauczycielem? Kogo to obchodziło!

Tom podniósł głowę i spojrzał na starszą, drżącą kobiecinę siedzącą obok Dumbledore'a, a następnie cmoknął. Ta stara wiedźma, Merrythought*, nadal nie przeszła na emeryturę?

Dla ślizgonów obrona przed czarną magią stanowiła jedno wielkie nieporozumienie. Merrythought zawsze kładła nacisk na defensywę; chętnie opowiadała im, w jaki sposób ujarzmić głupie, przebrzydłe trolle, przeganiać ghule z kryjówek, ochraniać skrzaty domowe przed gnębieniem ze strony czarodziejów i tak dalej. Jak można było traktować to poważnie? Na prawdziwą czarną magię składały się klątwy tak podstępne, jak Crucio oraz tak śmiertelne, jak Avada Kedavra!

Obrona powinna obejmować rzeczywiste mroczne sztuki, a co za tym idzie, całkowicie bezsensownym posunięciem było pominięcie tego tematu i skupienie się tylko na defensywnej stronie magii.

– Gdyby nie odejmowali za to punktów, najchętniej wróciłbym do dormitorium. – Idący obok Toma Cygnus ziewnął.

Riddle powstrzymał się od komentarza, z następnie z uśmiechem zajął miejsce w klasie.

Bez względu na intensywność swojej pogardy, umiejętnie podtrzymywał fasadę wzorowego ucznia.

Nigdy też nie przypuszczał, że nadejdzie taki dzień.

– Oczy, czy to przypadkiem nie...? – Black wyprostował się niczym struna i w momencie przegnał ogarniającą go senność. Zobaczywszy minę współdomownika, pożałował pochopnie wypowiedzianych słów – nie pozostało mu nic innego, jak wbicie wzroku w niezapowiedzianego gościa.

Merrythought stanęła na podium, a gdy zadrżał jej głos, co tylko potwierdzało fakt, iż zwyczajnie była stara.

– Pozwolę sobie przedstawić mojego asystenta, pana Pottera. Możecie go kojarzyć z zeszłorocznego Turnieju Trójmagicznego – był jednym z sędziów. – Kobieta uśmiechnęła się, czym uwydatniła wszystkie zmarszczki na swojej twarzy. – Być może za parę lat zostanie nowym profesorem.

– Witam. Nazywam się Harry Potter.

Tom nigdy przypuszczał, że nadejdzie dzień, w którym usiądzie w szkolnej ławce, a jego adopcyjny ojciec wcieli się w rolę nauczyciela.

Nie był ani zaskoczony, ani szczęśliwy – był oburzony tym, że padł ofiarą oszustwa. Harry ani słowem nie wspomniał o swoich hogwardzkich planach; nawet, wtedy gdy z delikatnym uśmiechem na twarzy odprowadzał go na peron.

Odkładając emocje na bok, Harry Potter nie mógł zostać w szkole!

Tom miał plany – plany, w których mężczyzna nie mógł uczestniczyć. W tym roku chciał otworzyć Komnatę Tajemnic, uwolnić grozę Salazara Slytherina, zagłębić się w ciemne szkolne odmęty i przejąć kontrolę nad najwspanialszą mocą należnego mu dziedzictwa. Nie może sobie pozwolić, aby ktokolwiek – zwłaszcza Harry – odkrył te mroczne ambicje!

Oczywiście, chłopiec nie uważał swych planów za „mroczne", ale wiedział, w jaki sposób zinterpretowałby je opiekun.

Harry nie może zostać w Hogwarcie!

Czy odejdzie? Logiczne, że nie.

Czy w zamian Tom zaprzestanie pogoni za władzą i potęgą? Także nie.

Absurdalne i jednocześnie smutne koło. Ślizgon zadbał, żeby na przestrzeni lat pielęgnować swą piękną żarliwą ambicję; nigdy nie pozwoli jej obumrzeć, nawet dla Harry'ego! Spokojna i zimnokrwista natura oraz wrażliwość dały mu jasno do zrozumienia, że jego ostatecznym celem są siła i moc, Harry zaś był tylko manifestacją sukcesu!

Tom Riddle popełnił jednak błąd w obliczeniach: zignorował fakt, iż rozum i emocje od zawsze stanowiły dwa osobne byty. O ile można kontrolować umysł, nie można powiedzieć tego samego o sercu.

Co się stanie, jeżeli Harry się dowie?

Tom popadnie w obłęd. Skończy podobnie co baśniowy Sinobrody – kiedy przeszłość bogacza została odkryta przez ukochaną żonę, kiedy kobieta podniosła na niego topór, mężczyzna oszalał.

Ślizgon opanował targające nim emocje i spojrzał na przedstawionego klasie asystenta. Uśmiechnął się delikatnie, a bijący od niego blask był tak olśniewający, że Harry mógł tylko patrzeć w oszołomieniu – był oczarowany słońcem i nie dostrzegał ognistych płomieni.


Harry także nie przypuszczał, że nadejdzie taki dzień.

Stał na podwyższeniu, obserwowany przez czterdzieści albo pięćdziesiąt par oczu, wprowadzając młodzież w temat zaklęcia tarczy.

Został zatrudniony w roli asystenta, tak więc ilekroć Merrythougth była niedysponowana, zastępował ją.

– Zaklęcie tarczy to potężny czar obronny – powiedział, gdy uporządkował swe myśli i trochę rozluźnił obolałe mięśnie. – Może się oprzeć większości klątw z dziedziny czarnej magii, na przykład Diffindo, Incarcerous, Jęzlep**, a także inne ofensywne uroki. Odeprze również większość ataków fizycznych.

Gryfoni nie kryli się z oznakami znudzenia, bezwstydnie przed nim ziewając. Nawet teoretyczne podręczniki były o wiele ciekawsze, aniżeli asystent, który nieświadomie mówił zaledwie półśrodkami.

– Hm, myślę, że potrzebuję ochotnika.

To stwierdzenie natychmiast przyciągnęło uwagę niecierpliwych uczniów.

– Czy mogę cię prosić o pomoc, Tom? – Harry zerknął na siedzącego z tyłu sali ślizgona i w przeciwieństwie do tonu swoich słów, spojrzenie miał stalowe.

– Oczywiście, z przyjemnością.

Wywołany młodzieniec wstał ze swojego miejsca, a jego uprzejmy uśmiech emanował urokiem osobistym.

Asystent zamrugał kilkakrotnie. Chłopiec wyglądał tak olśniewająco, że przez jedną sekundę miał ochotę wyciągnąć ku niemu rękę i go pochwycić w ramiona.

– Chciałbym, żebyś rzucił na mnie ofensywne zaklęcie, Tom. Obronię się, używając Protego – powiedział Harry i wyciągnął przed siebie nową różdżkę; przyjął też defensywną postawę,

Nagła koncentracja oponenta sprawiła, że ślizgon zmrużył oczy. Lubił tę napiętą postawę, ale nie podobał mu się ten czujny wzrok. To przeszywające, chłodne spojrzenie... już nieraz widział dawno, dawno temu.

Z błyskiem w oku uniósł różdżkę.

Legilimens.

Zaklęcie tarczy potrafiło się oprzeć większości zaklęć ofensywnych, ale akurat nie legilimencji – jedną sztuką, która mogła się jej przeciwstawić, była oklumencja. Harry nigdy nie mógł konkurować w tej dziedzinie ze Snape'em, nie był konsekwentny w swych działaniach oraz przyzwyczaił się do ufania rodzinie i przyjaciołom – wtargnięcie było więc proste.

W umyśle Toma natychmiast pojawił się obraz – kobieta, dziecko i syk węża; potem zaś cała wizja rozbłysła zielonym światłem.

Kiedy w czarodziejskim świecie wojna wybuchła na dobre, Harry od dawna nie był już siedemnastoletnim, osiemnastoletnim chłopcem, który potrafił tylko i wyłącznie rozbroić lecący nań urok. Był w stanie przeciwstawić się klątwie Cruciatus, uciec klątwie zabijającej oraz opanować oklumencję do najdalszych granic, stąd też odparcie przeciwnika nie było większym problemem.

Tom się zagapił na Harry'ego. Gładka z początku inwazja została natychmiast zablokowana, a potem został odcięty, zanim zgromadził więcej informacji. Oklumencja oponenta była nieskazitelna; nawet oczy, które zazwyczaj iskrzyły się niesamowicie jasnym blaskiem, nagle zaczęły szarzeć, a widoczne w nich dotąd witalność i emocje wyblakły – stały się przerażająco matowe i można było odnieść wrażenie, że niosą ze sobą iluzję śmierci. Gdy Tom spojrzał w te martwe zielone oczy, nie był w stanie oddychać i zaprzestał czaru.

– Wszystko w porządku, Harry? – Z nikłym błyskiem chłopiec zawsze potrafił przybrać odpowiednie miny – tym razem zdecydował się na zaniepokojoną, zmartwioną i jednocześnie bardzo zagubioną.

Asystent sapnął i stopniowo wrócił do rzeczywistości, odzyskując przytomność umysłu. Przywołanie bolących wspomnień sprawiło, że niekontrolowanie zadrżał. Tom jednak nie zdradził się żadną nienormalną reakcją, co trochę go uspokoiło i pozwoliło poczuć się swobodniej. Nie odważył się nawet pomyśleć, w jaką furię wpadłby podopieczny, gdyby dowiedział się, że pochodzi z przyszłości oraz odkrył, jaki jest jego cel. Sam bardzo dobrze wiedział, że oszustwa i zdrada były najgorszym, czego można doświadczyć.

– To nic takiego. – Harry wziął głęboki oddech i uspokoił galopujące serce. Następnie spojrzał z podwyższenia na przyglądających się demonstracji uczniów i się uśmiechnął. – Zaklęcie tarczy jest skuteczne wobec większości uroków z dziedziny czarnej magii, ale nie obejmuje legilimencji. To samo tyczy się trzech niewybaczalnych, Protego Diabolica*** i innych, równie potężnych klątw.

Klasa sapnęła z wrażenia – nigdy wcześniej żaden nauczyciel nie odważył się wypowiedzieć przy nich na głos w tak nonszalancki sposób tylu nazw przekleństw.

– Asystencie Potter? Czy jest pan dobry w czarnej magii? – zapytał jakiś gryfon z wysoko uniesioną ręką i zaciekawieniem wypisanym na twarzy.

W sali zapadła nienaturalna cisza, podczas której oba domy nadstawiły uszu.

– Obawiam się, że nie. – Uśmiechnął się krzywo Harry.

– A czy kiedyś użył pan zaklęcia niewybaczalnego? – spytała ostro jedna ze ślizgonek; Tom spojrzał na nią i w myślach przypomniał sobie imię.

Przesłuchiwany przez chwilę milczał, a potem ze spokojem skinął głową.

– Owszem. Rzuciłem Cruciatusa na mordercę mojego ojca chrzestnego.

Od mężczyzny biło opanowanie, ale Tom na chwilę stracił dech – jego serce przyspieszyło swój rytm, a nieprzyjemne uczucie przeszyło go na wskroś. Niespodziewanie poczuł się pusty w środku.

Kim był morderca?

Riddle'a aż zmroziło.

– W porządku, wszelkie pytania odłóżmy na bok. Wróćmy do demonstracji, Tom.

Harry użył Cruciatusa tylko raz, przeciwko Bellatriks Lestrange. Co więcej, sam cierpiał z powodu tej klątwy i na własnej skórze doświadczył przeszywającego aż do kości bólu. Z końca jego różdżki błysnęło czerwone światło, które koniec końców spowodowało zaledwie przewrócenie się śmierciożerczyni. Nienawidził tej kobiety, lecz mimo to wciąż trzymał się swoich zasad – w walce z Lordem Voldemortem także nie użył Avady Kedavry.

Użycie legilimencji niejasno uświadomiło Toma, a przynajmniej... przerażające założenie, do którego doszedł, nabrało już kształtu.

Tuż po tym, kiedy zaatakował umysł przeciwnika, zrozumiał, że ta dziwaczna scena, którą ujrzał, w jakiś sposób się z nim wiązała, a główną jej bohaterką była niewybaczalna Avada... zielona klątwa zabijająca...

Intuicja podpowiadała mu również, że człowiek, który zamordował ojca chrzestnego Harry'ego oraz czarodziej, który rzucił zaklęcie uśmiercające, z pewnością byli ze sobą powiązani.

Morderca, Tom Marvolo Riddle.

A może już Lord Voldemort?


* Galatea Merrythought – w rozdziale 42gim zatytułowanym „Czym jest horkruks?" pani profesor została przedstawiona jako mężczyzna, gdyż w tamtym czasie, kiedy pisane było opowiadanie, nie znano płci nauczyciela obrony przed czarną magią – została ona ujawniona znacznie później. Od tej pory Merrythouth będzie w fanfiku kobietą

** Jęzlep (z ang.: Langlock) – zaklęcie powodujące przyklejenie się języka do podniebienia, co uniemożliwia mówienie; uznawane za przekleństwo, gdyż mógł doprowadzić ofiarę do uduszenia się. Do tekstu wkradła się nieścisłość – otóż wynalazł go Severus Snape, który jeszcze się wówczas nie narodził. Harry znał tożsamość Księcia Półkrwi, a że jest to informacja z przyszłości, nie powinien jej ujawniać publicznie. Najprawdopodobniej jest to nieuważność autora tekstu

*** Protego Diabolica – w tekście użyta jest fraza „zaklęcie czarnych płomieni" z adnotacją, że najprawdopodobniej chodzi o zaklęcie tworzące odgradzający ogień, którego używał Gellert Grindelwald w filmie „Fantastyczne zwierzęta: zbrodnie Grindelwalda" – w oryginalnym scenariuszu płomienie są czarne, zaś w ekranizacji filmowej niebieskie; z tego powodu postanowiłam użyć oficjalnej nazwy czaru, zamiast omówienia, co dodatkowo potęguje profesjonalizm Harry'ego


Notka: Nie wiedzieć czemu, namęczyłam się nad tym rozdziałem i przetłumaczenie zajęło mi wieki ; (