Uwaga! Od następnego rozdziału wchodzimy na grząskie, mroczne terytorium. Proszę się przygotować ; )
Rozdział 76
Chcę go tylko zatrzymać
Czerwiec 1945 r.
Będąc dokładnym, Harry nigdy nie odszedł, gdyż zwyczajnie był uwięziony w tych czasach.
Do ukończenia misji pozostało mu półtora roku i musiał się upewnić, że będzie w jak najlepszej kondycji, aby ją wypełnić. Szkody, które wyrządziły mu podróże w czasie, zdecydowanie nie należały do lekkich obrażeń.
Co prawda, zawiódł, nie wypełniwszy misji zmiany charakteru młodego Toma Riddle'a, ale nie zamierzał, przygnieciony niepowodzeniem, spoczywać na laurach; wciąż musiał zidentyfikować wszystkie jego słabe strony.
Jakby nie patrzeć, to on upierał się w kwestii realizacji tego nieprawdopodobnego planu, bez względu na potencjalne mało wymierne rezultaty. Odkąd pierwszy raz cofnął się w przeszłość, kurczowo trzymał się iluzoryczny fantazji, z czasem porzucając nawet wiernych towarzyszy. Chciał spróbować swoich sił i całkowicie odwrócić sytuację. Pomimo głośnych sprzeciwów Hermiony, nie zrezygnował w zamiarów i wbrew rozsądkowi, przedłużył misję, przez co tańczył na skraju przepaści. Gdyby do końca schrzanił to zadanie, czy mógłby spojrzeć kamratom w twarz? Czy potrafiłby wytrzymać pełne współczucia i żalu spojrzenia młodocianych żołnierzy? Czy dałby radę powiedzieć im „przepraszam, zawiodłem"?
Jeżeli nie wrócił do przyjaciół, gdzie się w międzyczasie podziewał?
Cóż, w głębi niebezpiecznej puszczy, gdzie wybudowana została hala treningowa dla pracujących na zlecenie urzędników - przewijający się tam ludzie stanowili zastępstwo za niedysponowanych aurorów. W gruncie rzeczy było to tylko tymczasowe schronienie.
Poszedł w miejsce, gdzie mógł się podszkolić.
Tom Riddle bezlitośnie czerpał pełnymi garściami z dobrodziejstw świata zewnętrznego, wykorzystując szkody na własną korzyść. W przeciwieństwie do niego Harry Potter posiłkował się ludzkim trudem i ciężką, opłacalną pracą, nieraz nabawiając się odcisków na rękach i stopach; zdeterminowany, twardo dążył do osiągnięcia celu.
Paradoksalnie, przyświecała im wspólna idea - obaj chcieli się wzmocnić, aby być groźniejszym od przeciwnika.
Niestety, mieli inne pobudki.
Na ostatniej przeprowadzonej lekcji Harry zadał klasie pytanie: „Jaki rodzaj czarnej magii jest najefektywniejszy?". Nim minęła minuta, udzielił odpowiedzi: „Poświęcenie, tak zwana magia ofiarna, która chroni czarodzieja. Dlaczego? Ponieważ rzucający zaklęcie wkłada w nie całe serce".
Zanim jeszcze skończył mówić, siedzący się na przedzie klasy ślizgoni wybuchnęli śmiechem. Wszyscy, niczym jeden mąż, zgięli się w pół i płakali, zanosząc się z „żartu", który im opowiedział. Szydercze chichoty i wypowiedziane pod nosem drwiny co chwilę, jak szpikulce, przebijały profesorskie serce.
Nikt mu nie uwierzył, nawet darzący go sympatią gryfoni. Stojąc na podium, Harry Potter został po prostu zlekceważony.
Uczniowie się śmiali, bo nie wiedzieli, że poświęcenie matki zniszczyło najpotężniejszego czarnoksiężnika, który od wielu, wielu lat terroryzował czarodziejski świat. Nie mieli pojęcia, bo skąd, że magia ofiarna chroniła tak zwanego wybrańca nawet do dnia dzisiejszego…
W tym czasie granica pomiędzy światłością a ciemnością, dobrem a złem, dawno się zatarła.
Harry nieraz zawiódł, a całe czternaście lat spędzonych na wychowywaniu Toma Riddle'a stanowiło ukoronowanie wszystkich porażek. Trudził się przez ponad dekadę, by ostatecznie okazało się, że czyichś przekonań nie da się zmienić.
Po co dążyć do przewartościowania światopoglądu? - Czarodziej miał wrażenie, że Los szepta mu do ucha, kusząco, zadowolony z obrotu spraw. - Wystarczyło tylko zidentyfikować słabość, a potem zwyczajnie odejść.
30 Czerwca
Sześć miesięcy minęło w okamgnieniu i siódmoroczni zakończyli naukę oraz stanęli przed nowym wyzwaniem - wkroczeniem w dorosłość, wejściem do zupełnie innego świata.
Dziś odbyła się ceremonia ukończenia szkoły.
Młodsi uczniowie wciąż siedzieli na zajęciach, tak więc absolwenci mieli naprawdę dużo miejsca. Nikt im nie biegał po korytarzach, ani nie blokował drzwi.
- Moje gratulacje, najdroższa. - Uśmiechnął się ojciec jednej z dziewcząt, a potem, obejmując ją ramieniem, wzniósł toast i stuknął się kieliszkiem. W uroczystości wzięli udział także rodzice, dumni z osiągnięć swoich dzieci. Szkoła wystosowała specjalne zaproszenia, aby uczcić ten podniosły moment.
Uczniowie byli bohaterami, otoczonymi wianuszkiem ludzi, których uważali za najważniejszych.
Tom Riddle stanowił wyjątek. U jego boku stał niewiele starszy Abraxas Malfoy.
- Nie zostałeś zaproszony - stwierdził uszczypliwie świeżo upieczony absolwent. Nie kłopotał się nawet podniesieniem wzroku, pozornie skupiony na swoim talerzu. Bez większego wysiłku pokroił sobie mięso.
Abraxas najpierw przywitał się grzecznie z rodzicem, obok którego usiadł, a potem odwrócił się do przyjaciela, grając rolę dobrego opiekuna.
- Cóż, jestem niezbędnym elementem planu, który opracowałeś.
Tom lekko się uśmiechnął, a następnie zerknął na otwarte na oścież wrota do Wielkiej Sali.
Rodzice dawno pozajmowali miejsca przy stole, więc nikt nie wchodził i raczej nie wychodził. Każdy potencjalny spóźnialski automatycznie przykuwał uwagę wszystkich zgromadzonych.
Prawda. Plan wymagał czynnego udziału Abraxasa.
Tom wciąż nie był wystarczająco potężny, chociaż nie negowało to w żaden sposób jego doskonałości.
Sześć miesięcy. Nawet gdyby żył dzielny i dobrze strategicznie zorientowany Napoleon, nie zbudowałby prawdziwego imperium w pół roku. Na rozrost siatki i zbudowanie potęgi zdecydowanie potrzeba znacznie więcej czasu.
Co więcej, Tom Riddle miał zaledwie osiemnaście lat. Otrząsnął się z brzemienia niepowodzenia i opracował plan, który sprawi, że Harry wróci z nim do domu. Postarał się też, aby mężczyzna nie miał możliwości sięgnięcia do swojej wspaniałej klepsydry i odbycia kolejnej podróży w czasie - nieważne jakby się starał, nie ucieknie z przygotowanego dlań więzienia.
Tom wybrał najskuteczniejsze rozwiązanie - przyjął agresywną strategię.
Bez względu na to, jak wytrzymała jest zbroja, każda ma swoje słabe punkty; nie wszędzie metal jest doskonały. Pancerz bowiem szyty jest przy pomocy igieł i nici, tak więc zlokalizowanie gorszej jakości materiału jest połową klucza do osiągnięcia sukcesu.
Harry cofnął się wstecz o siedemdziesiąt lat, aby odkryć słabość Lorda Voldemorta, podczas gdy młody Tom Riddle na bieżąco identyfikował ułomności Harry'ego.
Znał go równie dobrze, co samego siebie. Wiedział, jakiej metody należy użyć, żeby całkowicie go zmiękczyć, wpędzić w głębokie poczucie winy oraz nawet wymusić przeprosiny. Wszystko to sprawi, że mężczyzna przy nim pozostanie.
Ślizgon sięgnął do kieszeni szaty i wybadał palcami szklaną fiolkę, na wszelki wypadek owiniętą miękkim materiałem. Gdyby wpadła w ręce Slughorna, ten natychmiast rozpoznałby miksturę, która niegdyś stanowiła nagrodę za owocną pracę na zajęciach.
Amortencję.
Ceremonia schyliła się ku końcowi, kiedy Harry nareszcie się zjawił. W chwili, gdy stanął w drzwiach, Tom wbił w niego wzrok.
W ciągu tych sześciu miesięcy separacji nijak się zmienił - oczywiście, za wyjątkiem widocznego na twarzy zmęczenia. Cóż, to nic nadzwyczajnego - przywyknął dawno temu. W trakcie czternastu lat wspólnego życia mężczyzna nie modyfikował swojego podejścia do świata, a tym bardziej ludzi, więc można było z niego czytać jak z otwartej księgi.
- Wybacz, trochę się spóźniłem - powiedział nowo przybyły. Kiedy podszedł bliżej, okazało się, że jest niższy; nawet wyprostowany, sięgał synowi poniżej nasady nosa.
Tom lubił jego wzrost. Za każdym razem, gdy Harry patrzył w górę, odchylał głowę, a tym samym odsłaniał szyję oraz jabłko Adama. Ślizgon miał obsesję na punkcie tego pozoru całkowitego zaufania. Naturalnie, diabeł tkwi w szczegółach.
Spojrzawszy na towarzysza, Abraxas doszedł do wniosku, że nigdy wcześniej nie widział go tak podekscytowanego. Przeliczył się jednak, spodziewając niecodziennej wylewności.
- W istocie – odparł zwięźle Tom.
Na pierwszy rzut oka stwierdzenie sprawiało wrażenie neutralnej odpowiedzi, ale po chwili atmosfera wokół ich grupy zgęstniała. Riddle się spiął, zaś Malfoy poprawił fryzurę.
- Panie Potter. - Skinął grzecznie głową.
Harry wciąż ciężko oddychał. Zaledwie sześć godzin temu dorwał Monty Pythona i zanim pozwolił sobie na należny odpoczynek, przekroczył kanał La Manche i wrócił do Londynu. Spieszył się na ceremonię ukończenia szkoły.
Nigdy wcześniej nie uczestniczył w takiej uroczystości. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie zakończył swojej edukacji.
Siódmy rok nauki poświęcił na ganianie po lasach razem z przyjaciółmi, mierzeniu we wrogów różdżką oraz uciekaniem przed wiszącym nad głową Mrocznym Znakiem. I pomyśleć, że zgodnie z tradycją powinni byli siedzieć ciepłym zamku, zdobywać uznanie nauczycieli i swoich najbliższych, by ostatecznie uśmiechać się szeroko na podniosłej uroczystości.
Harry nie wrócił dla towarzystwa, a dla siebie. Chciał dać świadectwo wydarzeniu, w którym nigdy nie brał udziału.
- Pozwól, że przywitam się najpierw z profesorem Dumbledore'em. - Spojrzał na ślizgona. Wbrew rozsądkowi był do niego emocjonalnie przywiązany. Mimo żywionej doń urazy spędzili ze sobą czternaście lat, czyli szmat czasu. Byli sobie bliscy, a łącząca ich więź była jednaka rodzinie, którą dzieliła krew. Wbrew sobie, ucieszył się na widok syna.
- W porządku. - Uśmiechnął się młodzieniec, podczas gdy po ciele Harry'ego rozeszło się ciepło. To był naprawdę ładny obrazek.
Ciekawe, ilu dziewczętom Tom skradł serce. Ciekawe, ile zafascynował.
Mężczyzna zachichotał, a potem odszukał Albusa wzrokiem - starszy czarodziej siedział przy stole i pił miód pitny, wyglądając na zamyślonego. Nie wahając się ani chwili dłużej, ruszył w jego kierunku.
- Mógłbym go zmusić, żeby się w tobie zakochał - stwierdził dokuczliwie Abraxas, wpatrzony w plecy oddalającego się człowieka.
Tom nie podjął tematu.
- Chcę go tylko zatrzymać.
Malfoy zmrużył oczy, a potem zamilkł. Miał złe przeczucia.
To, jak Harry Potter wpływał na Toma Riddle'a, było wręcz niewyobrażalne. A żeby stać się odnoszącym same sukcesy przywódcą, istnienie rozpraszającego czynnika stanowiło poważne zagrożenie pozycji.
Parę lat wstecz, kiedy był jeszcze przekonany, że młodszy współdomownik stanie za nim murem, był zadowolony z jego ograniczeń i z więzów, z których nie mógł się wyplątać. Teraz jednak gdy za Riddle'em opowiedział się ród Malfoyów (przez wzgląd na długofalowe korzyści), młodzieniec musiał bez być bez choćby jednej skazy.
Abraxas chciał podążać za bezwzględnym, rozsądnym i przede wszystkim niewrażliwym przywódcą, a nie za podatnym na zranienia, bezradnym nastolatkiem.
Zacisnął nieznacznie usta, zdegustowany postawą towarzysza. Potem przeniósł wzrok na rozmawiającego z Dumbledore'em mężczyznę.
- Cieszę się, że przyszedłeś – powiedział Tom, kiedy Harry do niego wrócił; Abraxas wyszedł chwilę wcześniej. Zrobił krok naprzód i nieznacznie się pochylił, zmniejszając dzielący ich dystans. Zachowywał się wystarczająco grzecznie i poważnie, by czarodziej poczuł się przytłoczony. – Wciąż masz zamiar wyjechać? – zapytał, łapiąc rozmówcę za nadgarstek i nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
Może to kolejny podstęp?, szepnął zdradziecki głosik w głowie Harry'ego.
- Hm, wrócę za jakiś czas...
Chociaż oczekiwał podobnej odpowiedzi, ślizgonowi zaparło dech. W momencie poczuł się odrzucony, podobnie jak wtedy, gdy wiele lat temu został sam w domu. Złość zaczęła brać go w posiadanie, a szaleństwo napędzać – nie potrafił się oprzeć tym negatywnym odczuciom.
Całe szczęście, że dorósł.
- Co powiesz na małe kremowe? Poproszę Abraxasa, żeby nam towarzyszył. – Przynajmniej w ten sposób mógł stłumić swe emocje.
Wszystko szło zgodnie z planem.
Może to właśnie postawa Toma pozwoliła Harry'emu trochę się rozluźnić. Lekko zmęczony, błysnął uśmiechem i skinął głową.
13 stycznia 2001 r.
- Hermiono, śmierciożercy zaczęli się mobilizować! Gdzie jest Harry? – Ron kopnięciem otworzył drzwi do laboratorium, przynosząc ze sobą chłód i zapach zimy. Nie kłopotając się zamknięciem wrót, wpadł do środka.
- Natychmiast stąd wyjdź! – Czarownica zmierzyła przyjaciela wzrokiem rozjuszonego kota, a potem wypchnęła go na zewnątrz. – Mówiłam tysiąc razy, że nie wolno tu wchodzić.
- Przecież laboratorium świeci pustkami!
- Nieprawda, jest w nim pole magnetyczne. Jeżeli je zakłócisz, Harry nie będzie mógł wrócić – syknęła mu do ucha.
Intruz potarmosił włosy.
- Wśród naszych rozeszła się wieść, że Voldemort zgromadził siły i przygotowuje się do ataku, Hermiono. – Był bardzo rozgniewany. - Gdzie, u diabła, dokładnie jest Harry?
- Musimy wytrzymać, zostały nam jeszcze trzy dni. – Kobieta wbiła rozgorączkowany wzrok w drzwi laboratorium. Ron miał wrażenie, że lada moment, a przewierci się przez pobliską ścianę. – Za trzy dni zadanie Harry'ego dobiegnie końca!
- Więc powiedz, co powinniśmy teraz zrobić? Dać się stłuc...?
Hermiona zacisnęła usta i pomyślała o dobrym rozwiązaniu.
- Niech wszyscy utrzymają swoje pozycje, niech będą w gotowości. Gdy Harry wróci, wymaszerujemy do Hogwartu.
Wiedzieli, że szkoła będzie miejscem Ostatecznej Bitwy. Tam otrzymają pomoc nauczycieli i sprzyjających im uczniów, magii ochronnej zamku, a nawet... Severusa Snape'a!
Nikt nie zauważył przyspieszenia planów Przeznaczenia, zarówno w przeszłości, jak i w przyszłości.
Czas był więzieniem o charakterze sferycznym. Wszyscy żyjący na świecie ludzie byli więc więźniami w pętli, z której nie sposób się wydostać.
