Uwaga, uwaga! DUB–CON!

Szczęśliwych Walentynek!


Rozdział 78

30 czerwca 1945 r.

Osoba, której pragnął od czwartego roku nauki, siedziała na nim okrakiem, przytrzymywała w miejscu i pieściła przez ubrania niczym pożądliwa, namiętna, kochliwa nierządnica. Po wypiciu alkoholowo-eliksirowej mieszanki Harry każdym gestem i spojrzeniem prosił o atencję, chcąc przywłaszczyć sobie Toma.

Amortencja była najpotężniejszą oraz najskuteczniejszą miksturą miłosną i chociaż nie tworzyła prawdziwego uczucia z powietrza, w przeciwieństwie do różnego rodzaju afrodyzjaków, nie potrafiła zredukować istoty myślącej do kierowanego prymitywnymi instynktami zwierzęcia. Choć pożądanie nie oznaczało autentycznej miłości, imitowało to uczucie, opierając się na potrzebach niższego rzędu.

Ślizgon rozchylił na boki koszulę Harry'ego, a następnie ściągnął ją z ramion i z namaszczeniem przesunął dłońmi po odsłoniętej skórze. Obsesyjnie zataczał kręgi, z fascynacją i podziwem obserwując, jak na klatce piersiowej mężczyzny pojawia się gęsia skórka. Gdy przesunął wzrokiem po całej sylwetce kochanka, ten zadrżał pod wpływem zmysłowej pieszczoty.

Harry nie był ucieleśnieniem doskonałości. „Nieskazitelna" skóra to określenie utrwalone przez pisarzy w powieściach, a niemające odzwierciedlenia w rzeczywistości. Kiedy jednak Tom przesunął palcami po odstających, różowych sutkach, w pełni rozkoszował się realnością doznania.

Ramiona mężczyzny zdobiły drobne blizny, płytkie, więc nieszczególnie wklęsłe, aczkolwiek szorstkie w dotyku. Pajęczynowate wgłębienia niektórym mogłyby wydawać się brzydkie lub odpychające, ale nie Tomowi, który na ich widok poczuł przemożną potrzebę posmakowania skaz.

Tak też zrobił.

Czarodziej się wzdrygnął, ale z ufnością doświadczonego kochanka zezwolił na wszelkie pieszczoty. Ze spokojem oparłszy brodę na ramieniu młodzieńca, cieszył się bliskością.

Wtem Tom się odsunął. Wygiął plecy w łuk, czym zwiększył dystans i szarpnął biodrami, przybliżając się do przyrodzenia partnera. Zadowolony z widoku unoszącej się rytmicznie klatki piersiowej, zaczął smakować okoliczną skórę, na przemian ją ssąc i skubiąc zębami. Miłosne ukąszenia pozostawiały po sobie czerwone, lekko opuchnięte ślady, prezentując naprawdę przepiękny obraz. Nim minęła chwila, arcydzieło ozdobiły lśniące od śliny różowe sutki. Kontrast pomiędzy czerwonymi policzkami kochanka, bladą skórą a zaognionymi malinkami stanowił prawdziwie kuszący widok.

Tom nie mógł się doczekać, aby go zrujnować.

– Och! – sapnął Harry, ponownie poddając się biernej błogości. Wbrew wszystkiemu organizm mężczyzny jest nieskomplikowany. Podniecenie przychodzi nawet bez romantycznego zaangażowania w relację, aczkolwiek gdyby w grę wchodziła prawdziwa miłość, każdy dotyk byłby wzmocniony uczuciem.

W pokoju zrodziła się zaś zwykła namiętność, niezmierzona w swej intensywności.

Zamiast na kręgosłupie, Tom skupił się na płaskim podbrzuszu czarodzieja. Wymuszona przez pozycję stymulacja miejsc intymnych tylko pobudzała do działania.

Harry był wpół twardy. Pełne pasji dotknięcia, natarczywe pocałunki i cicho szeptane słowa sprawiły, że zatracił się w uczuciu; nie potrafił się oprzeć urokowi partnera. Nie mogąc się powstrzymać, nawet odrobinę, od reakcji na stymulujące muśnięcia dłoni, bez najmniejszego oporu czy zastrzeżeń pozwolił, aby palce ślizgona torowały sobie drogę jeszcze niżej.

Tom ostrożnie chwycił członek kochanka, a ten automatycznie zaczął mu twardnieć w dłoniach. Jego mózg spowiła mgiełka satysfakcji, a słodki smak zwycięstwa przyćmił całą resztę. Uczucie triumfu sprawiło, że zadrżał z podniecenia.

Żaden mężczyzna nie mógł się oprzeć przyjemności bezpośredniej stymulacji fiuta, a Harry nie był wyjątkiem. Dając się ponieść emocjom, rytmicznie poruszał biodrami i co chwilę sapał z rozkoszy. Wszystkie westchnienia, jakie z siebie wydawał, przypominały poniekąd zwierzęcy warkot, niski i gardłowy. Pożądanie, które nim zawładnęło, było ściśle kontrolowane przez Amortencję. Uczestnictwo w akcie seksualnym, gdzie poddawał się przyjemności z rąk „ukochanego", stanowiło apogeum zaspokojenia. Gorzej, że eliksir trzymał go w szachu i nie pozwalał złapać spokojnego oddechu – wrażenie było podobne do balansowania nad przepaścią, niebezpiecznego, ale i satysfakcjonującego.

Właśnie do tego dążył Tom – aby Harry pozostawał odurzony. Jego gibkie, choć wysportowane ciało było prawdziwym arcydziełem, więc nie szczędził sobie zachwycających spojrzeń. Śledził wzrokiem napięte linie mięśni i gładką muskulaturę – ciało pozbawione grama kobiecości czy też miękkich krągłości. Biodra mężczyzny wciąż falowały, szukając stymulacji, przez co długo tłumiona zazdrość Toma ujrzała światło dzienne.

Ciemność uleciała ślizgonowi z głowy i skumulowała się w oczach, zabarwiając je na czerwono. Źrenice miał rozszerzone i pomimo protestów Harry'ego odnośnie dyskomfortu, pozwolił swojemu chętnemu członkowi przyjęcie odpowiedniej pozycji pomiędzy kuszącymi pośladkami. W okamgnieniu odnalazł pomarszczoną dziurkę i nim partner zdążył choćby mrugnąć z zaskoczenia, przepchnął się przez krąg ciasnych mięśni. Gdy wypuścił wstrzymywany oddech, był w środku, otoczony drżącym konwulsyjnie aksamitem.

– Ach, ała! – Czarodziej spróbował wyszarpnąć się z objęć i kilkukrotnie wierzgnął dziko nogami, aby się odsunąć, ale nadaremnie, gdyż dłonie kochanka przytrzymały jego biodra w miejscu. Niestety, nawet Amortencja nie mogła zagłuszyć bólu płynącego z penetracji bez wcześniejszego przygotowania. Złapany w żelazny uścisk, nie miał dokąd uciec.

Harry jakby siedział na ostrzu, a myśli o niemającym końca cierpieniu przyćmiły nawet obsesję na punkcie partnera.

W pełni zdolny do kontrolowania swojego horkruksa Tom zmienił kolor oczu. Zazwyczaj nie ma z tym żadnych problemów, a dziś po prostu nie musiał się powstrzymywać.

Niczym urzeczony, wpatrywał się w zbolałą minę Harry'ego, zaborczo usatysfakcjonowany. W tej chwili wszystkie te miny są jego zasługą; każda była spowodowana jego ruchem – czy to szczęśliwa, czy zasępiona, zdezorientowana, czy nawet niecierpliwa, KAŻDA.

Im większy ból, tym lepiej.

Cierpienie zawsze zapada w pamięć.

Tom użył trochę siły i uniósł kochanka w górę, czując przy tym bolesne drżenie wewnętrznych ścianek odbytu, a potem szarpnął biodrami.

Chcąc się odsunąć od źródła bólu, Harry ponownie wierzgnął nogami. Niestety, Amortencja uniemożliwiała mu odwrót.

– Wspaniały...

Tom chłonął ten cudowny widok, wpatrzony w twarz kochanka niczym w obrazek. W międzyczasie niebotycznie uszczęśliwiony rozwojem sytuacji, złożył na jego ramieniu agresywny pocałunek.

Harry był bardzo ciasny.

Nawet gdyby młodzieniec zastygł w bezruchu, wciąż czułby pulsowanie gorących ścianek, które szczelnie go otaczały; drgania zsynchronizowały się z biciem serca, więc zatopił się w przyjemności.

Wtem Tom zrozumiał, dlaczego seks jest określany „zakazanym owocem". Jakby nie patrzeć, wiele wokół niego kontrowersji i ogólnie rzecz biorąc, stanowi temat tabu. Uzależnia ludzi i deprawuje, przez co trudno się od niego odzwyczaić.

Aby zyskać większą kontrolę, zmienił pozycję. Obrócił się sprawnym ruchem i przycisnął Harry'ego plecami do łóżka; potem pchnął z nową siłą. Kochanek zadrżał i spiął mięśnie, dzięki czemu Tom, który po raz pierwszy doświadczył podobnej namiętności, mimowolnie sapnął.

– To boli...

– Niech boli – powiedział z niemalże czułym uśmiechem na twarzy, czym przeczył przyjętej przez siebie postawie, gdyż zawisł nad partnerem niczym gotowa do ataku wygłodniała bestia. Mimo pozornie troskliwego tonu brzmiał nieprzystępnie i okrutnie.

Uniósł się na rękach, chcąc w pełni chłonąć zbolałą minę kochanka. Narzucił też bardzo szybkie, energiczne tempo, ohydnie się wykrzywiając. Czerwone oczy paliły niczym zdolny pochłonąć wszystko na swojej drodze ogień.

– Tom... – Ból zaczął zanikać, więc Harry owinął ramiona wokół szyi młodzieńca i, lekko zmieszany, podniósł głowę, aby zlizać spływającą mu po brodzie kroplę potu.

Czerwień oczu ślizgona stała się intensywniejsza.

– Powiedz to – powiedział, wciąż dziko poruszając biodrami.

– Co...? – Harry ściągnął brwi, a potem westchnął. Ciepło powoli rozchodziło się po jego ciele, przez co niecierpliwie wierzgnął nogami.

– Powiedz – powtórzył z naciskiem Tom, całkowicie ignorując zmieszanie kochanka. Nie zamierzał się tłumaczyć. Gdyby wyjaśnił sedno sprawy, przegrałby.

Wiedział, że kontrolowany przez Amortencję czarodziej bez żadnych zastrzeżeń wykonałby jego polecenie, ale nie potrafił wyartykułować bardziej szczegółowej prośby. Chciał, żeby Harry sam zrozumiał przekaz.

– Powiedz! – powtórzył i jakby w ramach kary, przestał się poruszać, by po chwili całkowicie z niego wyjść.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi... Ach!

Mężczyzna krzyknął, kiedy ślizgon bezceremonialnie rozchylił mu uda, a potem ze sporą siłą przycisnął je do łóżka, w rezultacie odsłoniwszy pomarszczoną dziurkę w najbardziej haniebny ze wszystkich możliwych sposobów. Ciemnoróżowy, lekko opuchnięty otwór, bezwstydny w swym nieszczęściu, zachęcał i zapraszał do skosztowania. Tom z trudem przełknął ślinę.

Kiedy indziej, postanowił.

Ustawił się pod odpowiednim kątem, a potem pchnął. Zawisł nad kochankiem, po czym zaczął go ostro pieprzyć, wściekle poruszając biodrami, co również można byłoby uznać za swego rodzaju karę za nieposłuszeństwo.

Harry jęknął, zagubiony w przyjemności. Eliksir wpływał na jego libido, wymuszając nieustanne szczytowanie. Za każdym razem, gdy dochodził, niekontrolowanie drżał. Nogi miał wysoko w powietrzu, a uścisk młodzieńca nie zelżał nawet na moment. Za każdym razem miał wrażenie, że jego dusza opuszcza ciało i niestrudzenie mknie ku niebu.

– Tom... – wyszeptał i ze znużeniem oparł głowę na miękkiej poduszce. Bolały go plecy, a po dzisiejszych igraszkach z pewnością zostaną czerwone ślady. Kochanek zmrużył oczy, nie sprawiając wrażenia w jakikolwiek sposób zmęczonego. – Kocham cię... – dodał i, otumaniony Amortencją, odpłynął.

Ślizgon zamarł i nieznacznie wytrzeszczył oczy. Nie mógł oderwać wzroku od Harry'ego, który wciąż pod nim leżał, zupełnie bezbronny i ufny.

Wzmocnił uścisk.

Nigdy nie przypuszczał, że „miłość" jest tak znaczącym słowem.

Mógłbym go zmusić, żeby się w tobie zakochał".

Chcę go tylko zatrzymać".

Co powinien zrobić, gdy to przestało mu wystarczać...?