Rozdział 89
Początek zapomnienia
1948 r.
– Nie chciałabyś mi czegoś powiedzieć? – Wysoki i przystojny młodzieniec wykrzywił usta. W chłodnym i wilgotnym lochu sprawiał wrażenie wyniosłego pana na włościach, zwłaszcza kiedy koncentrował się na odzianej w łachmany kobiecie. Może to z powodu poszarpanych ubrań i siwiejących włosów, ale wyglądała na czarownicę w starszym wieku.
Jakby nie była odpychająca, aparycja nijak oddawała prawdziwą naturę duszy. Mądrość nigdy nie zniknie, ani nie podda się głupocie.
– Wręcz przeciwnie. Czy to nie ty powinieneś się płaszczyć? – zapytała ze spokojem, a potem triumfalnie się uśmiechnęła. – Nigdy się nie dowiesz, gdzie przepadł. Nigdy go nie odnajdziesz – bez względu na swoje metody.
Czy potężny Tom Riddle mógł przełamać ograniczenia czasu i przestrzeni? Czy może odwrócić bieg historii? Czy jest w stanie dotknąć przyszłości...?
Nie, gdyż jest zaledwie człowiekiem.
I nigdy nie stanie się Bogiem.
– Naprawdę myślisz, że jesteś nietykalna? – Krwistoczerwone oczy potęgowały aurę niebezpieczeństwa, którą wokół siebie roztaczał. Symbolizowały zło w najbardziej prymitywnej postaci. Reprezentowały krzepnięcie krwi oraz brutalne zakończenie życia. Ogólna postawa mężczyzny przeczyła pozorom lekkości wypowiedzi.
– Uważasz, że drżę przed śmiercią...? – Uśmiechnęła się hardo Joan. Przez chwilę ponownie przypominała tę odważną kobietę, która pamiętnego dnia stanęła ramię w ramię z Harrym. Czas płynął swoim rytmem i nie dało się go ujarzmić. Uśmiech uwydatnił skryte w kącikach oczu zmarszczki. W 1948 roku liczyła sobie ponad czterdzieści wiosen – mimo że na czarodziejskie standardy wciąż była młoda, sprawiała wrażenie starowinki.
Tom ani drgnął.
Mimo że Joan była niepokorna i otwarcie dywagowała na temat swojej śmierci, nie potrafił zakończyć jej nędznego żywota. Stanowiła bowiem żywą przypominajkę przeszłości – dowód na to, że nie wymyślił sobie każdej minuty i sekundy spędzonej z Harrym.
Była świadkiem. Nie mogła umrzeć.
Tom Riddle miał zaledwie dwadzieścia jeden lat. Był wysoko aspirującym młodym mężczyzną o możliwie świetlanej przyszłości. Mimo witalności przez dłuższy okres czasu skupiał się na zapobieganiu problemom z pamięcią i dołożył wszelkich starań, aby nigdy nie zapaść na związaną z nią chorobę. W ostatecznym rozrachunku nie obawiał się Alzheimera, a prawdziwą panikę wywoływały u niego chwile, podczas których przyłapywał się na roztrząsaniu zamglonych wspomnień.
Pamiętał wszystkie szczegóły swojego planu dominacji i przejęcia władzy w czarodziejskim świecie. Pamiętał nawet najdrobniejsze słabości i potknięcia wysoko postawionych w społeczeństwie rodów. Był mistrzem manipulacji i związanych z oszustwami sztuczek. Posiadał doskonałą pamięć, aczkolwiek niektóre wspomnienia zaczęła mu zasnuwać mgła, z początku rzadka, potem gęściejsza. Wszystkie dotyczyły Harry'ego.
Wpadł w panikę.
Arogancki i zawsze pewny siebie, zwyczajnie się przestraszył. Wpadł w błędne koło, z którego nie potrafił się wydostać.
Odkąd Harry zniknął, cierpiał na arytmię serca. Zaczął mieć problemy z oddychaniem i nawet wzięcie pojedynczego głębokiego oddechu skutkowało dyskomfortem i duszącym uczuciem. Wewnętrznie roztrzęsiony, żył jakby w transie. Zaobserwował także labilność emocjonalną – był aktywnym wulkanem, mogącym w każdej chwili wybuchnąć; do erupcji wystarczy najmniejsze niepowodzenie czy nieposłuszeństwo poddanych.
Zapadł na chorobę, którą najbardziej nienawidził – osłabienie.
Na piątym roku, kiedy stworzył horkruksa, z niemałą satysfakcją przechowywał wspomnienia w dzienniku. Wierzył, że jeżeli usunie Harry'ego ze swojej pamięci, oczyści umysł i wydostanie się spod jego wpływu. Doprawdy, sam pomysł, że mógł kogoś „polubić", a tym bardziej „pokochać" był absurdalny.
Czasem zwrot wydarzeń jest niesamowity. Gdy pięć lat później znalazł okazję, aby całkowicie zapomnieć o kochanku, wpadł w panikę.
Nie tego pragnął!
Chciał zapamiętać sposób, w jaki Harry stworzył im dom i na zawsze rozkoszować się wspomnieniami układania do snu. Chciał pamiętać, jak wziął go za rękę i otworzył przed nim wrota magicznego świata.
Kiedy znalazł się w swoich komnatach, ze złości zrzucił wszystkie przedmioty ze stołu na podłogę. Szkło i ozdobna ceramika natychmiast się potłukły, tworząc kryształowy bałagan.
Obnażył zęby, niemalże rozcinając sobie wargi.
Zaślepiła go zaborczość.
Wspomnienia są moje!, krzyczał w myślach. Nie zamierzał nikomu oddawać tego, co dla niego najważniejsze.
Niestety, nie miał na to większego wpływu.
Los był władcą świata.
Tom usiadł na fotelu i zamieszał łyżką w gęstej zupie.
– Jak się miewa twój syn, Abraxasie?
Mniej więcej ponad rok temu niegdyś potężny i niezdyscyplinowany Abraxas Malfoy nauczył się pokory i powściągliwości – najprawdopodobniej dlatego, że kontrolujący go mężczyzna poszerzył swe horyzonty.
– Lucjusz ma się dobrze, panie. Wczoraj po raz pierwszy powiedział „tato".
– Więc nadszedł czas, żeby nasza umowa została sfinalizowana. – Uśmiechnął się Tom.
Malfoy spuścił głowę. Nie odpowiedziawszy, pogrążył się w cichym cierpieniu i desperacji.
Cóż za okrucieństwo.
Ot, niecodzienna bezpośredniość.
„Biorąc pod uwagę naszą bliską znajomość, pozwolę ci spłodzić potomka. Gdy przekażesz rodowe dziedzictwo, zginiesz".
Nie chciał zaakceptować swego losu – niby dlaczego miałby płacić życiem za uznanego za zmarłego od ponad roku czarodzieja...?
Lord, któremu poprzysiągł lojalność, wstał z kanapy. Kruczoczarne włosy dodawały mu szczególnego uroku.
– Wspaniałomyślnie pozwolę ci wybrać sposób, w jaki umrzesz. Czegokolwiek byś nie spróbował, znikniesz z tego świata – powiedział, ucinając temat.
To naprawdę ciekawe, że o losie człowieka może decydować zaledwie jedno zdanie. Tom Riddle jest człowiekiem, przed którym nie ma ucieczki.
Wraz z upływem czasu proces zapominania nabrał szybszego tempa.
Nie chodziło tylko o wspomnienia Toma, ponieważ Joan podczas standardowego przesłuchania z dnia na dzień robiła coraz to bardziej zdziwioną minę. Wszystko wskazywało na to, że cały czarodziejski świat zapominał o Harrym Potterze; zniknąwszy, mężczyzna jakby zacierał za sobą ślady.
Chaos trwał i trwał, jakby nieskończony, aż w końcu pewnego dnia Tom wstał z łóżka, żeby umyć się i przygotować na ważne spotkanie i wtem uderzyła w niego świadomość, że jest lekko spóźniony.
Nikt go nie obudził.
Nikt nie odważył się go obudzić.
Gdyby Harry wrócił na noc do domu, z pewnością...
Chwila, kim jest Harry...?
Wspomnienie mężczyzny mignęło mu w głowie, przez co Tom paskudnie się wykrzywił. Mimo że starał się zachować pamięć, przekorny Los nie dawał za wygraną. Zapomnienie było podświadome.
Nigdy nie zaakceptuje pustki w głowie. Nigdy nie pozwoli sobie odebrać cennego, spędzonego w towarzystwie Harry'ego czasu. Jeżeli będzie trzeba, zapieczętuje te wspomnienia – schowa je przed światem, podobnie jak swoją duszę!
Moment, duszę...? Zapieczętuje...?
Horkruks!
Ślizgoni opowiadali się za czarną magią, a horkruksy stanowiły najmroczniejszą ze sztuk. Ostatecznie tylko im mógł powierzyć swój los.
Skoro nawet dusza mogła oprzeć się odwiecznym prawom i zostać zapieczętowana w przedmiocie, to wspomnienia także.
Dopóki coś jest napiętnowane nazwiskiem Riddle, jest nietykalne.
I właśnie w ten sposób zamknął swoje najboleśniejsze, najsłodsze wspomnienie, razem z cząstką swej duszy, w medalionie Salazara Slytherina, a następnie ukrył horkruksa głęboko w jaskini, która niegdyś stanowiła złotą klatkę.
Nie wiedział, że zaledwie trzy dekady później sekret jego długowieczności zostanie odkryty. Nie wiedział, że pozostawiwszy notkę, niemożliwego dokona inny ślizgon.
Do Czarnego Pana.
Wiem, że kiedy to odczytasz, będę już dawno martwy, ale chcę, byś wiedział, że to ja odkryłem twoją tajemnicę. To ja wykradłem twojego prawdziwego horkruksa i postanowiłem go zniszczyć.
Zmierzę się ze śmiercią w nadziei, że kiedy trafisz na godnego siebie przeciwnika, będziesz znowu śmiertelny.
R.A.B.
Cóż, Tom zawsze był śmiertelny, a przeznaczony dlań rebeliant zwyczajnie niewystarczająco bezwzględny – z mocnym postanowieniem wygranej nieustannie robił krok wstecz, wybaczał pomniejsze przewinienia i niechętnie posuwał się do używania klątwy zabijającej. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Harry Potter był tchórzliwy, niezdecydowany i nazbyt wspaniałomyślny, niemniej jednak nie można było zarzucić mu nieszczerości, pesymizmu i braku determinacji.
– Więźniarka z piwnicy znów próbowała uciec, mój panie – zameldował mu podwładny.
W momencie przestał pisać, a końcówka pióra zastygła w powietrzu. Na pergamin spadła kropla niebieskiego atramentu.
– Kobieta? Czym zasłużyła na areszt?
Czarodziej podrapał się po brodzie.
– Hm, ciężko powiedzieć, mój panie – przyznał z rozpaczą. – Nie pamiętam, ale najprawdopodobniej to nic poważniejszego. Tak po prawdzie, to ona również nie rozumie, dlaczego jest przetrzymywana w lochu.
Tom westchnął.
– W porządku, zwróćcie jej wolność. Nie będę utrzymywał darmozjadów.
Bez względu na szczerość adoracji, niezapomniane przeżycia czy też namiętne uczucia, miłość nie może się równać władzy czasu i potędze przeznaczenia.
Grecy powiedzieli raz, że darzenie kogoś miłością jest beztroskie i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
Zbyt wielka miłość jest bluźnierstwem*.
Co więcej, Tom zawsze zaprzeczał swoim uczuciom.
Los poruszał się bezszelestnie i niezmiennie, sprowadzając historię na właściwe tory. Zanim Tom pomyślał choćby o zmianie przeznaczenia, mistrz gry uporządkował szachownicę. Wszystkie, bez wyjątku, figury były tylko pionkami, niezdolnymi do ucieczki z białych i czarnych kwadratów pola. Nawet gdy opuszczą swoje miejsca, po prostu utracą cel, a przy tym ostatnią cząstkę człowieczeństwa.
* Cytat autorstwa Colleena McCullougha
