Rozdział 93

Krew Czarnego Pana


21 lutego 2001 r.

Ten szczególny dzień zapamiętają wszyscy – Armii Dumbledore'a i śmierciożercom na zawsze wryje się w pamięć. Będzie on opowiadany przez babcie wnuczętom, przekazywany z ust do ust, z pokolenia na pokolenie i opisywany w podręcznikach do historii magii. Końcówka lutego nabierze wyjątkowego charakteru, podobnie jak dzień, w którym Voldemort rozpłynął się w powietrzu w Dolinie Godryka.

21 lutego znaleziono ciało Harry'ego Pottera.

„Po dwudziestu latach cieszenia się chwałą, zaszczytami i przede wszystkim mianem Wybrańca, Harry Potter zginął niegodną siebie śmiercią. Czy tak zwana przepowiadania była autentyczna, czy też stanowiła wielkie kłamstwo, mające oszukać opinię publiczną i uspokoić nastroje w niespokojnym czarodziejskim świecie? Na poszukiwanie prawdy wyruszy Rita Skeeter". – Prorok Codzienny huczał, a Skeeter przywdziała maskę klauna, który, zanim zbrzydnie, zaprzedał swoją moralność diabłu, w zamian trafiając na pierwsze strony gazet.

Niektórzy, niczym hieny cmentarne, zarabiali na cudzej śmierci. Niektórzy z obojętnością odwracali głowy. Niektórzy chowali twarze w dłoniach i wybuchali płaczem, wściekli i oburzeni zachowaniem innych.

Jedna grupa utyskiwała i śmiała się z nieszczęścia, podczas gdy druga została zredukowana do pogrążonych w desperacji i rozpaczy żałobników.

21 lutego stał się dniem, który historia zaakceptowała, zupełnie jak każdy inny, zaś przeżywający go czarodzieje różnego pokolenia lamentowali.

W obliczu tragedii Armia Dumbledore'a zgromadzeni w Hogwarcie nauczyciele, aurorzy i pełnoletni uczniowie, którzy wyrazili chęć udziału w bitwie, zostali przytłoczeni publikowanymi w gazetach uszczypliwymi uwagami i negatywnymi opiniami społeczeństwa.

Gdy nadszedł czas, wyszli przed szkolne mury i wbili obcasy butów w ziemię, przywodząc na myśl starożytnych, marmurowych strażników, broniących zamkowych korytarzy. Z pozornym opanowaniem obserwowali nadchodzące siły wroga.

Śmierciożerca, który przewodził grupie, przystanął kilka metrów od nich, a potem zrzucił kaptur, odsłaniając platynowe blond włosy.

Draco Malfoy.

Sprawiał wrażenie spokojnego, chociaż był bledszy niż zazwyczaj. Machnął różdżką, czym sprawił, że podtrzymywane zaklęciem ciało podskoczyło w powietrzu i popędziło ku drugiej grupie – do miejsca i ludzi, którzy kiedyś czynili je szczęśliwym.

– Nasz pan dotrzymuje złożonych obietnic. Wasz bohater zagwarantował wam bezpieczeństwo, więc Czarny Pan nie przysporzy więcej trudności. Macie opuścić Hogwart i Wielką Brytanię w przeciągu dwóch miesięcy. Nie oczekujcie większego ustępstwa z naszej strony.

– Musicie podziękować Czarnemu Panu. – Uśmiechnął się stojący obok niego Blaise. Jego zazwyczaj przystojne oblicze ozdobił okrutny, paskudny wyraz, a ciemna skóra upodobniła się kolorem do błota. – Gdyby wspaniałomyślnie nie zlecił nam poszukiwania ciała, najprawdopodobniej by zgniło na dnie doliny, prawda?

– Skończyliśmy. – Draco zupełnie zignorował samowolkę kolegi i po prostu się odwrócił, by wrócić do obozowiska. Spojrzenie miał chłodne i wyraźnie budził szacunek wśród swoich towarzyszy.

W przeciwieństwie do pozostałych śmierciożerców Zabini wciąż stał w miejscu.

– Niech cię cholera, Malfoy – zaklął pod nosem, a następnie dołączył do reszty, wyraźnie niezadowolony.

Choć mało kto o tym wiedział, Draco po raz pierwszy publicznie okazał słabość. Zwyczajnie był zmęczony.

Jego szkolna nemezis, odwieczny wróg, Harry Potter, spotkał swe przeznaczenie. W gruncie rzeczy powinien być zadowolony, ale nie odczuwał satysfakcji. W szarych, ponurych czasach urywki dziecinnych sprzeczek, słownych przepychanek czy też bójek na korytarzu okazały się jednymi z najcieplejszych wspomnień, którymi dysponował.

Zawsze byli dwoma odpychającymi się magnesami – poróżniły ich poglądy w kwestii czystości krwi, ideały i metody, przy których pomocy dążyli do określonego celu. Wiecznie się kłócili, a teraz...? Harry Potter odszedł, pozostawiając na ziemskim padole jedynie pustą skorupę.

– Ech, to ciało było obrzydliwe – zimne i sztywne. Trup ani trochę nie przypominał Pottera, którego znaliśmy z Hogwartu, prawda? – Uśmiechnął się Blaise. Narzekał przez całą drogę powrotną.

– Skończ wreszcie! – krzyknął Draco, czym skutecznie zamknął Zabiniemu usta. Wziąwszy głęboki oddech, wznowił marsz.

Uznaj to za... mój pierwszy i ostatni pokłon, Potter.


Wszyscy klęczeli wokół Harry'ego.

Nie wyglądał za dobrze. Był cały zakrwawiony i poharatany, zwłaszcza na policzkach i w okolicy uszów. Zadrapań najprawdopodobniej nabawił się podczas upadku ze zbocza. Miał zamknięte oczy i spokojny wyraz twarzy, przez co przypominał śpiocha.

Sprawdziwszy stan serca przyjaciela, Ron zacisnął usta. Musiał spróbować, po prostu musiał, ot na wszelki wypadek, choćby szansa na pomyłkę była jedna na dziesięć tysięcy. Może... Harry wyciął wszystkim żart stulecia...?

Niestety, pogoda nie brała udziału w spisku, ponieważ to nie chłód wyziębił blade, nieruchome ciało, pozbawione dopływu krwi. Czemu? Przecież prosiłem o szansę, pomyślał Weasley, przytłoczony druzgoczącą porażką.

Nigdy nie narodzi się drugi Harry Potter.

W milczeniu cofnął dłoń, podczas gdy Hermiona zrobiła krok wstecz. Nie można jej winić, bo ludzie zwyczajnie obawiali się śmierci, tak jak dzieci boją się spać w zaciemnionym pokoju.

Niezależnie od pochodzenia – czy to przyzwyczajony do perspektywy definitywnej śmierci mugol, czy to czarodziej z życzeniem narysowania portretu albo możliwością pozostania na ziemskim padole w postaci ducha – nikt nie potrafił całkowicie wyeliminować strachu przed życiem pozagrobowym. Obawa przed nieznanym jest wpisana bowiem w pierwotne ludzkie instynkty i nie sposób się jej wyciszyć.

Cóż, „życie pozagrobowe" jest nacechowane poetyzmem i ma podniosły wydźwięk. Może lepszym określeniem byłoby strach przed „zwłokami", czy też „pogrzebem" – które, po prawdzie, przewyższają panikę przed „śmiercią".

– Nie mamy nawet czasu na przygotowanie trumny... – wyszeptała Hermiona, niby żartobliwym tonem, ale wystarczyło raz skrzyżować z nią spojrzenie, żeby zrozumieć, że jest na skraju łez.

– Aby uczcić pamięć Harry'ego Pottera, może wspólnie zaśpiewamy pieśń żałobną...? – odważyła się zapytać jedna z siódmorocznych uczennic, ale nie otrzymała odpowiedzi, na jaką liczyła.

– Zdurnieliście do reszty? Jaką pieśń żałobną? – Snape doskoczył do gapiów i, nie grzesząc delikatnością, przepchnął się na sam przodek zgromadzenia. Ochrypły głos i przekrwione do granic możliwości oczy wskazywały, jak bardzo był przemęczony. – Zabierz chłopca do mojej pracowni, Granger. Może wciąż jest nadzieja...

Owszem, nadzieja.

Nawet po śmierci wielkiego bohatera, zebrani wokół niego wojownicy pragną żyć. W najbardziej beznadziejnych, z pozoru bez wyjścia, sytuacjach należało mieć odwagę i wierzyć w nadejście lepszego jutra, bo wszak nadzieja umiera ostatnia.


– Ożywienie...? – Hermiona spojrzała na ciało przyjaciela, które zostało zabezpieczone w specjalnej chłodni. Nie dowierzała temu, co właśnie usłyszała, a w jej oczach odbijała się radość. – Jest pan w stanie przywrócić Harry'ego do życia...?

Snape grzebał w kantorku, oglądając naklejone na buteleczki i fiolki etykiety. Mimo przyniesienia optymistycznej wieści, nie był mniej ponury niż zazwyczaj.

– Proponuję powściągnąć emocje, panno Granger. Ingrediencje, których potrzebujemy, są trudne do zdobycia.

– To znaczy?

– Oprócz smoczego serca i łez feniksa, potrzebuję również krwi Czarnego Pana. – Snape, nawet na sekundę nie przestał sprawdzać swoich zapasów. Ze stojącego na roboczym blacie kociołka wydobywał się zaś dziwaczny dym.

Hermiona zmarszczyła brwi.

– Z jakiego powodu...?

– Czarny Pan odrodził się przy pomocy krwi Pottera. Osocze jest więc niezbędnym elementem eliksiru potrzebnego do wskrzeszenia. – Snape sprawiał wrażenie spokojnego. W jego głosie nie słychać było jadu, czy też sarkazmu. Nikogo nie przeklinał, a wykładowym tonem wytłumaczył wszystkie zawiłości.

Czas uciekał.

Czy Severus podziwiał Harry'ego Pottera...? Nie, zdecydowanie nie. Przecież osobiście popchnął go ku drodze samozniszczenia. Szukał za to pokuty i wyglądał za przebaczeniem.

Przerwawszy na moment pracę, spojrzał na Granger.

– Wymienionych ingrediencji będę potrzebował do maksymalnie miesiąca czasu, jak również szpiku kostnego centaura. Spróbuję wskrzeszenia, kiedy będę miał składniki pod ręką – powiedział nadzwyczaj poważnie. – Obym się nie pomylił i Harry Potter wrócił do nas niezmieniony – dodał po chwili przerwy.

Hermiona przełknęła głośno ślinę, aby nawilżyć wysuszone, obolałe gardło.

Mieli tylko jedną opcję i zdecydowanie za dużo ingrediencji do zdobycia.

– W porządku. – Skinęła głową. – Zrobimy wszystko, że sprowadzić Harry'ego z powrotem!


Artykuły Rity Skeeter może i poruszyły czarodziejskie serca, ale nie zmieniły odwiecznych praw rządzących się światem. Wieczorem słońce zaczęło zachodzić na zachodzie. Czerwona poświata oświetliła horyzont, swoim odcieniem przywodząc na myśl krew żołnierza, a światło i ciemność w końcu się spotkały.

Śmierciożercy odnieśli całkowite zwycięstwo, a ślizgoni świętowali. W pośpiechu zrzucali ciemne szaty i zaczynali przygotowywać się do długo oczekiwanego balu.

Czarny Pan powinien być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a jednak nie wystąpił publicznie. Zamiast niego na wystąpieniu przemowę wygłosił Lucjusz Malfoy.

Tom Riddle był niepocieszony. Myślał, że jeżeli wyeliminuje swojego przeciwnika, pielęgnowana przez lata słabość zniknie, a stało się przeciwnie. Śmierć Harry'ego Pottera zadziałała jak katalizator – dotychczasowe, sporadyczne dziury w pamięci się spotęgowały, a ból głowy nasilił.

Aby uporządkować umysł, Voldemort potarł skronie.

Spojrzawszy na piękny zachód słońca i krwistoczerwony łunę na horyzoncie, zanurzył się w niepokoju i panice.