Witajcie. To ostatni rozdział „47 Dni na Zmianę". W końcu nadszedł ten wielki dzień. Kiedy zaczynałam tłumaczenie we wrześniu 2018 roku, nawet nie przypuszczałam, że skończę w maju 2022 roku. Trochę mi zajęło, to prawda, ale w międzyczasie pracowałam też nad innymi opowiadaniami. Dziękuję za wyrozumiałość : )

Jak pewnie zauważyliście, wraz z dzisiejszym rozdziałem wleciał oneshot. Jest to dodatek, który w gruncie rzeczy nie ma żadnego wpływu na fabułę, więc na Ao3 został opublikowany osobno, a na ff net razem z opowiadaniem, jako jakby następny rozdział. Z tej serii została jeszcze jedna miniatura, której motywami przewodnimi są: AU, non-con, rape, angst i mpreg. Gdy wstawię ją w sobotę, na zawsze zakończymy tę przygodę.

Na zakończenie poproszę o komentarz. Chciałabym przeczytać wasze przemyślenia co do fabuły i jakości tłumaczenia : )

Nie przedłużając, zapraszam!


R-18!


Rozdział 96

Dodatek: Nadzieja


Nikt nie miał na tyle odwagi, aby zajrzeć do komnat Czarnego Pana, nawet zaintrygowany dochodzącymi zeń cichymi jękami i westchnieniami.

– Harry, Harry. – Tom nie przestawał szeptać, niemalże nie odrywając ust od skóry kochanka. Zawisł nad nim niczym wąż, a potem przystąpił do intymnej konsumpcji.

W porównaniu z ciałem partnera, które drżało w odpowiedzi, był cały rozpalony. Gdy w niego natarczywie wchodził, drżał z przyjemności, rozkoszując się stłumionymi bezradnymi sapnięciami.

Otumaniony endorfinami i oszołomiony ciepłem, niezmiernie zadowolony, że to ręka Harry'ego przyciąga go bliżej, zacisnął dłoń na twardym, uwięzionym pomiędzy przyrodzeniu. Za każdym razem, kiedy się pochylał, aby zlizać łzy kochanka, smakował słodycz i jeszcze bardziej zatapiał się w jego ramionach. Nie poprzestawał na agresywnych pocałunkach, posuwając się nawet do ugryzień.

Był w Harrym, ale to nie wystarczało.

Wciąż czuł niedosyt.

Chciał wypełnić sobą każdą komórkę ciała partnera, chciał po pochłonąć i posiąść, żeby ostatecznie stać się z nim jednością.

– Cze... czekaj, prze... przestań – prosił na zmianę Harry, zagrzebany w kołdrze, która poniekąd krępowała mu ruchy. Z kącika ust spływała mu stróżka śliny, bo miał otwartą buzię; w ten sposób łatwiej łapał powietrze. Oczy miał półprzymknięte, a gdy co chwilę je otwierał, napotykał pełne pasji, krwistoczerwone tęczówki. – Wolniej... – Wyglądał jak wcielenie grzechu, człowiek opity doznaniami fizycznymi, które niosła sodomia.

Był to najpiękniejszy widok, jakiego kiedykolwiek doświadczył Tom.

Gdy pierwszy szok spowodowany siłą pchnięć partnera minął, świadomość Harry'ego wróciła, a z nią szczątkowa kontrola nad własnym ciałem. Automatycznie zaczął się opierać, odpychać od wezgłowia łóżka i próbować odsunąć od źródła bólu, niestety nadaremnie, gdyż z każdym następnym pchnięciem tylko zapadał się głębiej w miękki materac.

Tom jęknął, czując zaciskające się na nim mięśnie odbytu kochanka, a przyjemność płynąca z tarcia sprawiła, że zadrżał. Nawet nie próbując się powstrzymać, przyspieszył tempa, brutalnie rozciągając wnętrze partnera.

– Cze... czekaj. – Każde miejsce na ciele Harry'ego, którego Riddle dotknął, płonęło. Jeszcze nigdy nie czuł równie rozdzierającego od środka bólu. W pewnym momencie przestał panować nad swoimi rękoma, które szarpały prześcieradło, aż zbielały mu kostki. Gnany desperacją, co chwilę uderzał dłońmi w wezgłowie. Nie pragnął niczego innego, jak uciec przed zapierającym dech w piersiach cierpieniem.

Jakaś część Toma chciała zwolnić tempa albo zastygnąć w bezruchu, aby Harry mógł poczuć słodką ulgę i przyzwyczaić się do uczucia rozciągania, ale większa część chciała zobaczyć, jak kochanek rozpada się na kawałeczki.

Spoglądając w dół, z chciwością pożerał widok zaczerwienionej klatki piersiowej, odstających różowych sutków i na wpół twardego, cieknącego członka. Harry Potter, młodziutki żołnierz, był teraz Chłopcem, Który Przeżył, Aby Go Rżnąć. Nawet w bólu, rozkładał szeroko nogi i od czasu do czasu wbijał partnerowi pięty w plecy. Z czerwonymi, bezgłośnie błagającymi ustami i półprzymkniętymi szmaragdowymi oczami, wyglądał naprawdę wspaniale.

Był dziwką Toma Riddle'a.

I w końcu nadeszła ulga. Harry mógł odetchnąć, gdy Tom z niego wyszedł i z radością wciągał przez nos chłodne powietrze. Odpoczynek trwał jedynie chwilę.

Jakby sam diabeł z powrotem wciągnął go do piekła, został odwrócony i postawiony na czworakach, a gruby i nabrzmiały fiut wznowił głęboką penetrację. Brunet odrzucił do tyłu głowę i jęknął. Miał wrażenie, że znów otoczyły go gorące płomienie, a każde ich liźnięcie stanowiło mieszaninę bólu i przyjemności. Mimowolnie zaczęły go przeszywać dreszcze.

Kochanek używał swojego sprzętu jak miecza, przy którego pomocy rozpoczął brutalną inwazję.

– Ach, cze... czekaj. Tom, ach! Prze... przestań. – Harry się opierał, dopóki nie zaznał prawdziwej rozkoszy. Serce chciało wyskoczyć mu z piersi i biło tak szybko, że niemal zemdlał. W głowie miał mętlik, a wszystkie wątpliwości w momencie odeszły w niepamięć. Stwardniał, bo smak zakazanego owocu przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Uświadomiwszy sobie reakcję własnego ciała, zaczął obawiać się nieznanego dreszczyku emocji, który brał go w swoje posiadanie.

– Kocham cię, Harry.

W oczach Toma pojawił się błysk. Nie dbając o ostatki oporu kochanka, otoczył palcami jego szyję, a gdy przyspieszył tempa, wzmocnił uścisk.

Dłonie kochanka przypominały kajdany, a nagły odpływ tlenu sprawił, że Harry zaczął się dusić. Choć wyglądało to przerażająco, strasznie się podniecił. Sapnął, bardziej odsłoniwszy gardło.

Riddle jęknął w odpowiedzi i oparł się o plecy partnera. W przypływie emocji zaczął całować go po wystawionych na pieszczoty ramionach.

Seks jest tylko imitacją miłości, bo gdy uczucie jest nieodwzajemnione, stanowi najlepszy sposób na wyładowanie.

Tom wiedział, że to, co właśnie robią, jest daremne, ale nie znalazł lepszego rozwiązania.

Był niczym żeglarz, którego sztorm rzucił na nieznane wody, a przez przedłużającą się podróż zużył cały zapas zabutelkowanej kranówki. Bez większych szans na szybkie dotarcie do suchego lądu, próbował ugasić pragnienie wodą morską, a przez to stawał się coraz to bardziej i bardziej spragniony. Cykl ten będzie się powtarzał, dopóki nie umrze z odwodnienia z wielkimi boleściami brzucha, w żałości i samotności.

Przyjemność stopniowo narastała, a potem, niczym fale, bezlitośnie opadała. W pokazie siły Tom przygwoździł kochanka do łóżka i ukąsił go w odsłonięty, jawnie kuszący kark. Jak prawdziwe zwierzę, naznaczył swą ofiarę, a potem doszedł w środku.

Harry otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zawładnęła nim rozkosz. Kiedy stymulacja okazała się niemożliwa do wytrzymania, struny głosowe odmówiły mu posłuszeństwa, a wnętrze z przyjemnością przyjmowało strugi ciepłego nasienia. Wtem rozbłysło mu w głowie, przez co bardziej rozchylił trzęsące się nogi i wypiął pośladki. Nawet gdyby chciał, nie powstrzymałby nadchodzącego orgazmu.

Gorąco, tak bardzo gorąco...

Westchnął, gdy po wszystkim poczuł delikatne muśnięcie ust pomiędzy łopatkami. Czując rozprzestrzeniającą się po ciele błogość, przymknął oczy.

Czy właśnie w ten sposób kochali się mężczyźni...?


Jutrzenka świeciła na szaro. Była czwarta nad ranem i nadchodził świt, przebijając się przez grube warstwy chmur. Księżyc jeszcze nie zniknął i rzucał słaby cień.

Na noc okna we dworze zostały zasłonięte i chociaż blokowały światło, Harry się przebudził.

Wyglądało na to, że... spał bardzo, bardzo długo.

Przetarł suche oczy, czym je rozłzawił i przyniósł sobie ulgę. Kiedy przyzwyczaił się do dziennej scenerii, zobaczył Toma Riddle'a.

W łóżku leżeli splątani, prawie jeden na drugim – tworzyli piękną parę. Nie dzielił ich nawet cal odległości, tak byli blisko.

Prawdę powiedziawszy, cieszył się emitowanym przez drugie ciało ciepłem. Było mu naprawdę przyjemnie.

Troszkę rozbudzony, zapatrzył się na kochanka. Tom, nawet śpiąc, wyglądał bardzo przystojnie i majestatycznie.

Harry się uśmiechnął i, o ile to możliwe, przysunął się jeszcze bliżej. Położył głowę pod brodą partnera i ponownie zamknął oczy. Wzmocnił też swój uścisk.

Jakby nie patrzeć, mógł jeszcze poleżeć i odpocząć.

Nadzieja nadchodzi z każdym nowym dniem.


Słowem zakończenia, dziś świętuję! Wielkie dzięki za wszystkie polubienia, subskrypcje, followy i komentarze. Aż miło było otrzymywać powiadomienia o waszym zaangażowaniu : D

Jeżeli jest ktoś zainteresowany ewentualnym spin-offem, to proszę: /works/29054007/chapters/71314104, ale ostrzegam, że bez względu na prośby, nie zamierzam go przekładać. Czemu? Cóż, z dwóch powodów. Po pierwsze – uważam, że główne opowiadanie jest zakończone w dobrym momencie i nie trzeba więcej mu dodawać, a po drugie – ostatnia aktualizacja tekstu miała miejsce w zeszłym roku, a obiecałam sobie, że nie podejmę wysiłku, kiedy widzę znaczek [NZ].

Z innych ważnych wiadomości, chciałabym przedstawić swoje plany na przyszłość.

Skoro zakończyłam jeden projekt, mam więcej czasu na drugi. Spodziewajcie się szybszego poprawienia Sagi o Albusie Potterze, a potem pierwszego rozdziału ostatniego tomu. Po nim wlecą jeszcze miniaturki i zakończymy przygodę z młodym pokoleniem : )

Mam nadzieję, że przyjemnie spędziliśmy razem czas.

Do zobaczenia w następnym tłumaczeniu! : )

Buziaki, Glenka.