ROZDZIAŁ TRZECI

KOMPROMIS


Czarownica łypała na niego ciekawsko, spod gęstych rzęs. Zaciskała i rozluźniała pięści po bokach, usiłując powstrzymać zadawanie pytań. Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział mu, że będzie spędzał czas sam na sam z panną-wiem-to-wszystko, rozważając dołączenie do podejrzanej grupy czarodziejów... Wysłałby tego ktosia do Świetego Munga, aby dzielił pokój z Lockhartem.

Cała aura Onca przypomniała mu dołączenie do szeregów śmierciożerców. Najpierw obiecują rozkosze życia, później krzyczysz w agonii, wykrwawiając się na podłodze pod różdżką największego szaleńca, jakiego widział czarodziejski świat.

Czy w ogóle uczysz się na własnych błędach, Severusie?

Skrzyżował ręce na piersi, zastanawiając się nad opcjami.

Mogę po prostu stąd odejść... zapomnieć o tym wieczorze i wrócić do Hogwartu, kontynuując spokojne, identyczne dni.

Udawanie braku wrodzonej ciekawości, nie miało najmniejszego sensu. Powinien uzbierać więcej informacji, przespać się z myślą o możliwościach i podjąć decyzję, gdy będzie w stanie podać solidne argumenty.

Wyszkolił twarz w neutralną minę, patrząc na zniecierpliwioną kobietę.

— Ile osób dołączyło do twojej zgrai? — uniósł czarną brew ironicznie.

— Mamy dwudziestu pięciu stałych członków, którzy uczestniczą w wieczorach w każdy weekend, a pozostali bywalcy zjawiają się sporadycznie. Łącznie mamy czterdziestu siedmiu uczestniczących.

— Wszyscy są czarodziejami?— zapytał z niedowierzaniem Severus.

Granger uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

— Nie ma w tym nic zaskakującego. Większość czarodziejów pozostała zagubiona po wojnie. Szukają swojego miejsca, chcąc poznać własne ciała i umysły lub po prostu dobrze się bawić wśród osób, które nie będą ich oceniać.

— A propos poddawania się ocenie... — nawet nie mrugnął, gdy zwęziła oczy w ciasne szparki. — Czy jesteś w stanie zapewnić mi całkowitą anonimowość?

Granger spięła się delikatnie. Gdyby nie miał doświadczenia, mógłby tego nie zauważyć. Zdziwił się, że zapragnął wiedzieć, dlaczego to pytanie wywołało u niej taką reakcję.

— Obawiam się, że jest na to za późno. Luna, Lucjusz... Oni wiedzą kim jesteś i nie będę w stanie zmodyfikować ich pamięci.

— Na cycki Kirke! Nie miałem na myśli Obliviate. Lovegood i Lucjusz, to zło konieczne i liczę na ich dyskrecję. Mogę rozważyć uczestnictwo w weekendy, jeśli klub zapewni mi anonimowość przed pozostałymi członkami. Na pewno miałaś już takie przypadki, a ja nie zamierzam kupować kota w worku, narażając się na kpiny.

— Oczywiście otrzymywałam prośby o anonimowość — parsknęła niekobieco. — Nigdy nie wyraziłam zgody na uczestnictwo w takim przypadku.

Severusowi przewróciło się w żołądku. Nie spodziewał się odmowy, a sam fakt, że rozważał dołączenie do klubu z ciekawości i potrzeby zbadania choćby najmniejszego szczegółu tego miejsca, spowodował gwałtowne poczucie straty. Zacisnął pieści.

— Nie możesz być poważna — wysyczał drwiącym tonem. — To naprawdę niewielkie udogodnienie. Ochrona tożsamości powinna być normą podczas praktykowania takich przedsięwzięć!

Hermiona spojrzała na niego ze współczuciem, powodując nagły przypływ pogardy ze strony Severusa. Gardził współczuciem i litością.

— Jesteśmy rodziną, ufamy sobie. — Spoważniała i założyła ręce na biodra z kwaśnym grymasem na ustach. — Wyobrażasz sobie, gdyby rolę się odwróciły? Przebywasz w miejscu, w którym możesz czuć się sobą, masz tu poczucie bezpieczeństwa i swobodę. Nagle zjawia się ktoś anonimowy i obserwuje twoją niezamaskowaną twarz. Nie na tym polega to miejsce. Pomyśl o uczestnikach, którzy traktują Onca, jak azyl.

Wbił paznokcie w część dłoniową obu rąk i posłał jej wściekłe spojrzenie. Analizowała jego postawę z chłodną kalkulacją, a po chwili jej wyraz twarzy rozluźnił się i skinęła głową, jakby prowadziła wewnętrzna rozmowę z samą sobą.

— Możemy pójść na kompromis. Za jednogłośną zgodą wszystkich członków, wpuszczę Cię do klubu pod zaklęciem zwodzącym. Jedynymi istotami, świadomymi twojej tożsamości oprócz mnie, Luny i Lucjusza, będą skrzaty. Masz trzy miesiące na adaptacje i podjęcie decyzji. Jeśli chcesz zostać, ujawnisz się na publicznym wydarzeniu. W przeciwnym wypadku, odejdziesz i nie wrócisz.

Zacisnął boleśnie szczękę na myśl o ujawnieniu się tłumowi gapiów. Trzy miesiące, to wystarczająco dużo czasu, aby rozeznać się w sytuacji i zaspokoić ciekawość. Uśmiechnął się z wewnętrznym szyderstwem na myśl o nieświadomych czarodziejach, których będzie obserwował i zbierał potrzebne do ewentualnego szantażu informacje.

Przewrócił oczami na wiedźmę, która tupała stopą o podłogę w pokazie niecierpliwego oczekiwania na odpowiedź.

— Przystanę na twoje warunki — powiedział dość chłodno.

Rozpromieniona czarownica klasnęła w dłonie i podała mu rękę, a on uścisnął ją stanowczo.

— Witaj w Onca, Severusie — Jej wesołe oczy, zmarszczyły się w kącikach. — będziemy się świetnie bawić.


Z ciekawością podniósł drewnianą rzeźbę, śledząc palcem wyżłobienia na jej powierzchni. Zwiedzał pokój jadalny, który miał służyć posiłkom podanym co najmniej czterdziestoosobowej grupie. Widział całą część wspólną Onca. Niektóre pomieszczenia były zrobione ze szkła, a za szybą znajdowały się wodne wnętrza jeziora, morza lub egzotycznych rzek. Próbował wyciągnąć od Hermiony jak najwiecej niezbędnych informacji, ale przy większości z nich, próbowała zmienić temat. Nie zgodziła się na zwiedzanie pokoi zabaw, uznała, że jest na to zbyt wcześnie.

Nigdy nie będzie odpowiedniej chwili. Nie mam zamiaru uczestniczyć w biczowaniu związanej czarownicy!

— Sam się przekonasz, że pośpiech niczemu nie służy. Oczekiwanie, jest bardziej ekscytujące —zachichotała. — Satysfakcja po otrzymaniu nagrody, zazwyczaj sprawia nam większą przyjemność.

— Wiesz to z doświadczenia?

— Z wnikliwych obserwacji moich uległych.

Severus poczuł gule w gardle. Nie było dla niego zaskoczeniem, że Hermiona ma dominujący charakter, jednak...

Zdawał sobie sprawę z ogólnego pojęcia, więc czysto teoretycznie Hermiona nie wpisywała się w kanon- przynajmniej jego zdaniem. Sam był dominujący w życiu, ale nie był pewien czy jego chęć panowania nad innymi była na tyle silna, aby przenieść ją do sypialni. Poza tym, nawet rozważanie odgrywania, jakiejś chorej sceny dominacji, przyprawiało go o mdłości. Jedynie wizja Granger w skórzanym stroju z jakimś płaczącym na kolanach czarodziejem wydawała się na tyle zabawna, aby podwinąć jego wargi w rozbawionym uśmieszku.

Hermiona zaprowadziła go do gabinetu. Ciemne biurko z drewna egzotycznego zdobiło centralną część pokoju. Usiadła na wysokim fotelu i prawie roześmiał się głośno na widok jej władczej postawy, gdy wskazała mu wygodny fotel naprzeciwko.

Czujemy się ważni, czyż nie Granger?

— Zanim ustalimy szczegóły twojej trzymiesięcznej umowy, muszę zadać kilka niezbędnych, osobistych pytań — odchrząknęła — ma to na celu ustalenie harmonogramu oraz twoich potrzeb. Sprawa pozostanie między nami, a wszystkie wrażliwe informację, które mi przekażesz zachowam dla siebie.

— Nie pozwól, żebym Cię zatrzymywał — parsknął na jej poważny ton. Było mu wszystko jedno. Rita Skeeter opisała przebieg jego życia w obszernej książce. Mało prawdopodobne, żeby w czarodziejskim świecie istniała osoba, która nie była świadoma jego demonów.

— Łatwiej będzie, jeśli odpowiesz na pytania zamknięte, które potwierdzą uzyskane przeze mnie informacje. Później przejdziemy do otwartej części wywiadu. Zgadzasz się?

— Tak.

— Nie znam cię wystarczająco dobrze, Severusie. Mam tylko ogólny zarys twojej osoby, na podstawie własnego doświadczenia, opowieści przyjaciół oraz plotek. Będę potrzebowała twojej pomocy. — Schowała nos w pergaminie, gryzmoląc piórem i podgryzając jego szczyt raz na jakiś czas. — Urodziłeś i wychowałeś się w biednej dzielnicy Spinner's End, jesteś półkrwi, zarówno twoja matka, jak i ty byliście ofiarami przemocy domowej, zgadza się?

Zacisnął zęby. Wiedział, że są to fakty ogólnodostępne, wyciągnięte na jego procesie po wyzdrowieniu od ukąszenia Nagini, ale nie ułatwiało to przebłysku wspomnień, który pojawił się pod jego powiekami.

— Tak.

— Byłeś również ofiarą znęcania się przez swoich szkolnych kolegów. Mam na myśli tak zwanych Huncwotów. Z moich informacji wynika, że przez pierwszy rok, byłeś odbiorcą szyderstw ze strony Ślizgonów, którzy uważali Cię za niegodnego półkrwi?

— Tak.

— Jedynymi osobami, życzliwie nastawionymi do ciebie była Lily Evans oraz Lucjusz Malfoy, który obronił cię przed kolegami z domu Slytherinu. Zgadza się?

— Tak.

— Utracenie przyjaźni Lily, sytuacja w domu rodzinnym oraz ogólna niechęć innych do twojej osoby, spowodowała dołączenie do wyznawców Voldemorta?

— Tak — zacisnął pięści pod biurkiem.

— Na dołączenie do wyżej wymienionej grupy, miało również wpływ czytanie książek o czarnej magii, jednych jakie posiadała twoja matka?

— Tak.

— Nieświadome zdradzenie Lily Voldemortowi, spowodowało odwrócenie się od swojego pana i oddanie się w ręce Zakonu Feniksa?

— Tak.

— Utrata twojej jedynej miłości złamała ci serce?

— Nie.

Hermiona podniosła wzrok zdezorientowana.

— Nie? Wiem o wspomnieniach Harry'ego. Nie zostały one w całości udostępnione opinii publicznej, ale poinformował mnie o ich zawartości. Kochałeś Lily Evans.

— Kocham Lily, zawsze będę. Była moją jedyną przyjaciółką, siostrą. Nigdy nie byłem nią romantycznie zainteresowany. Byliśmy dziećmi, gdy ją poznałem. Straciłem jej przyjaźń w wieku piętnastu lat. Byłem zbyt dużym molem książkowym, żeby interesować się dziewczynami.

Wyraz twarzy Granger był bezcenny. Wyglądała, jak dziesięciolatka, która dowiedziała się, że wróżka zębuszka, to ściema.

— Ah tak, w porządku... rozumiem. — Severus wcale nie był przekonany czy rozumie cokolwiek. — Przejdźmy do bardziej intymnych pytań. — Przerzuciła kilka rolek pergaminu rozwijając najdłuższą z nich. — Czy interesujesz się kobietami?

— Na ten moment nie interesuje mnie nic innego, jak opuszczenie tego śmiesznego miejsca, Granger. — Założył ramiona na piersi i skrzyżował kostki nóg pod stołem. — Albo zaczniesz zadawać sensowne pytania, które wnoszą coś do celu mojego pobytu tutaj, albo wyjdę i nie wrócę.

Granger zmrużyła oczy i uśmiechnęła się raczej chłodno.

— Słuchaj, ty napuszony dupku... — Nie mógł ukryć małego tiku, który pojawił się na jego niewzruszonej twarzy. Hermiona Granger, którą znał nie odezwałaby się w ten sposób do profesora, nawet byłego. — Twoje szyderstwa i ironiczne uśmieszki przestały robić na mnie wrażenie, gdy dowiedziałam się o twojej lojalności względem Zakonu. Możesz udawać niedostępnego, niewzruszonego samotnika, ale jeśli nie zaczniesz chętnie współpracować, to mogę wykopać cię z biura jednym zaklęciem lub w mugolskim stylu. Wierz mi, że nie zdążysz się obronić, gdy wylądujesz na kościstym tyłku.

Nie miał pojęcia dlaczego poczuł się podekscytowany wizją czarownicy, która miotała zaklęciami w jego kierunku.

— W porządku... — uniósł brew. — ... tak, jeśli miałbym wybierać, to związałbym się z kobietą.

— Czy kiedykolwiek pociągali cię mężczyźni?

— Zdecydowanie NIE! — krzyknął w obronie, a szczyty jego kości jarzmowych pokryły się jasnym rumieńcem.

— Severusie, jeśli mnie okłamiesz będę wiedzieć.

— Niby w jaki sposób? — wysyczał podejrzliwie.

— Mam swoje sposoby — uśmiechnęła się znacząco. — A teraz, bądź grzeczny i odpowiedz zgodnie z prawdą na moje pytanie.

Miał ochotę zrzucić wścibską kretynkę z Wieży Astronomicznej. Fakt, że nie byłoby to oryginalne zważając na śmierć byłego dyrektora, ale przynajmniej efektowne.

— Nigdy nie pociągali mnie mężczyźni, nie do końca. — Wyszkolił wyraz twarzy w kamienną maskę, ale czuł się na tyle zakłopotany, że nie sądził aby całkowicie ukrył swoją reakcję. — Czasami fantazjowałem o pewnego rodzaju trójkącie. O kobiecie z dwoma mężczyznami. Czy to wystarczy, wścibska babo? - był pewny, że jego policzki nabierają obrzydliwego odcienia purpury.

— Oh, nie ty jeden, wierz mi. I tak, to wystarczy — dodała z satysfakcją.

Niestety zawiódł w swoim przekonaniu, że nie będzie wyobrażać sobie Hermiony Granger, wciśniętej między dwóch czarodziejów.

— Proszę przejdźmy do następnego pytania. Już nie mogę doczekać się wypruwania wnętrzności — szydził, rozmasowując nasadę nosa. Głowa pulsowała mu nieprzyjemnie od jej bezsensownych pytań.

— Oczywiście. Ile razy byłeś blisko z kobietą od zakończenia wojny? Mam na myśli czynności seksualne. Możesz opowiedzieć w szczegółach, jeśli uważasz to za konieczne, choć wolałabym zwięzłe wypowiedzi.

Wiedział, że to pytanie w końcu nadejdzie i nie mógł się powstrzymać od odwrócenia wzroku od Hermiony.

— Zwięzłe wypowiedzi są do ciebie niepodobne — burknął pod znacznej wielkości nosem. — Co cię to właściwie obchodzi?! — nie mógł powstrzymać automatycznej riposty. — To nie twoja cholerna sprawa! Poza tym, nie mam zamiaru uczestniczyć w jakichkolwiek czynnościach, które zbliżą mnie na odległość kija od innych ludzi!

— Przestań robić scenę histerii i odpowiedz na pytanie — zmrużyła niebezpiecznie oczy. —Obawiasz się czegoś konkretnego, a może po prostu tchórzysz? — uśmiechnęła się złośliwie i położyła zaciśniętą pięść pod brodą, przyglądając się Severusowi z ciekawością.

Myślisz, że wystraszę się napuszonej dziewczynki?

— Ani razu — wycedził przez zaciśnięte z wściekłości i upokorzenia zęby. Hermiona uśmiechnęła się zachęcająco i skinęła głową ze zrozumieniem.

Merlinie... ta kobieta nie miała pojęcia...

— W porządku, rozumiem. — Jej uśmiech złagodniał a oczy stały się milsze i jaśniejsze. — Stres robi swoje. Zwłaszcza, jeżeli bierzemy pod uwagę powojenny nastrój w czarodziejskim świecie. W takim razie kiedy ostatnio byłeś blisko z kobietą?

— Ani razu.

— Nie rozumiesz pytania Severusie, kiedy ostatnio uprawiałeś seks? — westchnęła.

Spojrzał na nią z ogniem nienawiści w oczach i warknął wstając z miejsca.

— Czy zamieniłaś się na mózg z Potterem? Czego nie rozumiesz? ANI RAZU!

Severus nie chciał podnieść wzroku znad krawędzi biurka. Wiedział co zobaczy na jej twarzy. Drwinę lub co gorsza litość dla nieatrakcyjnego mężczyzny. Chciał stąd uciec.

Co mnie podkusiło?

Wiedział, że będzie musiał odpowiedzieć na te pytania, jeśli chce dostać się do klubu i odkryć tajemnice znajdujące się za zamkniętymi drzwiami. Nie zmienia to faktu, że zawsze był skryty. Nie potrzebował nikogo w swoim życiu i po kilku próbach zbudowania związku, odpychał od siebie każdą potencjalną relację. Poczuł złość na samego siebie. Podejrzewał, że dopadł go kryzys wieku średniego i obawiał się konsekwencji swoich impulsywnych zachcianek. Opowiadanie o swoim intymnym życiu było dla niego równoznaczne z utratą zmysłów i instynktu samozachowawczego. W przeszłości nawet nie zaszczyciłby szyderstwem tego typu pytań, bo przede wszystkim nienawidził upokorzenia.

Podniósł wzrok, gdy cisza stawała się nie do wytrzymania. Hermiona siedziała spokojnie, ale rozpoznał szok w jej oczach. Musiał to zakończyć.

— Nie wiem dlaczego jesteś zaskoczona, panno Granger — wycedził. — Na pewno zauważyłaś, że nie mam najprzyjemniejszej aparycji — warknął udając się w stronę drzwi.

— Dobry Boże, Severusie! Jestem w szoku, że Lucjusz zdecydował się zabrać cię w takie miejsce. Jesteś prawiczkiem!

— Cóż za nietuzinkowy objaw spostrzegawczości, Granger. Czasami zupełnie o tym zapominam —sarknął ponuro.

— Przepraszam, nie miałam na myśli nic złego —zamrugała. — Dziwie się, że Lucjusz podjął taką decyzję. Jesteś pierwszą osobą z tak niewielkim doświadczeniem i obawiam się, że może cię to przerosnąć.

Severus poczuł złość. Nie był jakimś zarumienionym nastolatkiem i na pewno nie będzie wycofywał się z decyzji, bo jego doświadczenie w sprawach seksualnych było znikome.

— Lucjusz nie wie. Zdaje sobie sprawę, że kiedyś spotykałem się z różnymi kobietami. Ma też świadomość, że nic ze mnie nie wyciągnie, więc nawet nie zabierał się do przeprowadzania podobnego wywiadu — uśmiechnął się kwaśno. — Czarny Pan myślał, że jestem impotentem, ale zachował to dla siebie.

— Sprytne Severusie. Naprawdę, sprytne. Przypuszczam, że zabezpieczyłeś się na wypadek masowych gwałtów na mugolach.

— Dobra dedukcja — burknął pod nosem. — Na szczęście Czarny Pan nie gustował w oglądaniu scen związanych z zaspokojeniem cielesnych potrzeb. Uważał seks za niepotrzebną słabość.

Hermiona zawołała skrzata, który podał im chłodny, poncz śliwkowy. Oparła łokcie na biurku i spojrzała na niego kontemplacyjnie.

— Nie wiem czy to dobry pomysł Severusie. Czynności praktykowane w klubie, są bezpośrednio związane z satysfakcją seksualną. Nie zawsze dochodzi do samego aktu, ale większość członów się w niego angażuje, czasami publicznie. Obserwowanie takich relacji może być dla ciebie niekomfortowe — zmarszczyła brwi w skupieniu. — Myślę, że zanim do nas dołączysz, powinieneś spróbować umawiać się na randki lub jednonocne przygody, alby przyzwyczaić się do bliskości.

— Nie chcę bliskości! — skłamał i zauważył, że oczy Hermiony się rozszerzyły.

Ona wie. Jakim cudem?

Nagle, jakby ktoś włączył przycisk, Granger spoważniała.

— A więc to tak? — zmrużyła oczy — Jeśli będziesz ze mną szczery, będę mogła ci pomóc. Nikt nie zmusi cię do wybierania partnera. Mamy sporo członków, którzy korzystają jedynie z okazjonalnej imprezy dla towarzystwa. Możesz również całkowicie zrezygnować z układu partnerskiego i uczestniczyć wyłącznie zbiorowych wydarzeniach.

Severus skinął głową, godząc się na warunki.

— Próbowałeś korzystać z usług prostytutek? — zapytała z zainteresowaniem, a widząc jego oburzone spojrzenie dodała szybko — To pytanie nie ma na celu cię obrazić. Zwykła ciekawość.

— Oferowanie swojego ciała za pieniądze zawsze powodowało u mnie mdłości — wycedził stanowczo. — Kilka razy zostałem zaciągnięty do burdelu przez innych śmierciożerców, ale... — urwał, zaciskając wargi w wąską linię. — Cóż, powiedzmy, że pomysł zapłacenia kobiecie za udawane westchnienia nie wydał mi się na tyle satysfakcjonujący, aby działać...

— Oh! — Zamrugała. — Tak, to w pełni zrozumiałe. Myślę, że na twoim miejscu miałabym ten sam problem. — Zmarszczyła brwi, a na jej owalną twarz wpełzł zamyślony wyraz. — Uważam, że popełniłeś błąd.

— Słucham? — zmrużył oczy.

— Popełniłeś błąd, gdy zaprzestałeś randkowania z kobietami. Moim zdaniem jesteś intrygujący i mogłabym się założyć, że większość kobiet z którymi się widywałeś chciały zaciągnąć cię do łóżka. — Uśmiechnęła się z rozbawieniem, widząc jego sceptyczną minę.

— Szczerze wątpię — wybąkał chłodno, odwracając wzrok.

Następną godzinę, Severus spędził na udzielaniu obszernego wywiadu. Hermiona zadała szereg intymnych pytań. Na niektóre z nich nie zgodził się odpowiedzieć i był już na skraju uduszenia czarownicy, kiedy zamknęła teczkę i wstała od biurka.

— Zaprowadzę cię do Lucjusza. Przygotuję umowę z opisem szczegółowym, a ty w tym czasie zastanów się nad granicami, które chcesz ustalić. Jeśli zdecydujesz się na scenę, daj mi znać. Nie ma potrzeby wybierania bezpiecznego słowa przez ciebie lub twoją uległą. W Onca wszyscy mamy te same hasła bezpieczeństwa, ze względu na publiczne wydarzenia raz na jakiś czas.

Severusa męczyło jedno pytanie, które musiał zadać.

— Gdybyś miała ocenić moją osobę fachowym okiem — Wykonał palcami cudzysłów z sarkastycznym uśmiechem. — czy twoim zdaniem jestem dominujący?

— Nie. Moim zdaniem jesteś zagubionym uległym, który obawia się poddania ze względu na przykre doświadczenia z przeszłości i ograniczone zaufanie do ludzi. Nawet tych najbliższych. Wydaje mi się, że możesz czuć się komfortowo w zamianie ról raz na jakiś czas, ale na pewno nie jesteś wyłącznie dominujący.

Skinął głową na znak, że przyjął jej zdanie do wiadomości.

I tak nie mam zamiaru angażować się w jakiekolwiek chore gry.

— Będziesz miał możliwość odbycia pierwszej sceny w przyszły weekend — uśmiechnęła się do niego empatycznie i prawie zwymiotował od ilości emocji, które była w stanie wyrazić jednym uśmiechem. Jego usta ułożyły się w złośliwym uśmiechu, na małą myśl, która kiełkowała w jego głowie.

A gdyby tak, zemścić się odrobinę na Lucjuszu za upokorzenie na które go skazał?

Spojrzał na kobietę, która nie miała pojęcia, że ułatwiła mu utarcie nosa napuszonemu blondynowi.

— Czy zgodzisz się na odegranie ze mną sceny w przyszłym tygodniu? — zapytał, powstrzymując parsknięcie na jej zdumiony wyraz twarzy. Mógł stwierdzić, że nie spodziewała się tego pytania.

— Chciałbyś tego? — zapytała z ciekawością.

Właściwie nie chciał, ale pomysł zemsty na Lucjuszu, stał się obecnie jego głównym celem. Zaskoczyło go łatwe zrozumienie, które osiągneli. Mógłby jej zaufać na tyle, aby przetestować jej teorię, bo nie miał kompletnie nic do stracenia. I tak wiedziała o nim wszystko, co najgorsze.

— Chciałbym sprawić czy masz rację. Nie mam doświadczenia, więc będę musiał polegać na cudzym. — Nie chciał kłamać, żeby nie zrobiła swojego proroczego czary-mary i nie wywaliła go na zbity pysk za nieszczerość. Po prostu pominął najważniejsze szczegóły. — Mogę powierzyć Ci decyzję, co zrobić ze mną podczas pierwszej sesji.

Widział kalkulację w jej oczach. Miał wrażenie, że nie jest do końca przekonana. Zastanawiał się co jest powodem jej niepokoju. Owszem, nie lubili się, a nawet ledwo tolerowali w przeszłości. Jednak te lata już minęły, a oni byli dla siebie obcymi ludźmi.

— Nie musisz odpowiadać teraz — powiedział szybko, bojąc się odmowy i tym samym pokrzyżowania jego planu. Musiał koniecznie wkurwić Lucjusza, bo na samą myśl o jego wykrzywionej w urazie twarzy, przechodziły go dreszcze przyjemności. — Wrócę tu w przyszły weekend i zdecydujesz. Możesz wysłać mi również sowę z odpowiedzią — westchnął z udawaną obojętnością.

— W porządku. — Odwróciła się, zmierzając w stronę długiego korytarza, więc ruszył za nią szybkim tempem.

Znaleźli Lucjusza w białym pokoju. Pokój, jak jego nazwa wskazuje był urządzony w całości w kolorze białym, a zniecierpliwiony czarodziej siedział na kanapie ze szklanką Ognistej Whisky i rzucał w ich stronę podejrzliwe spojrzenia.

— Podjąłeś decyzję? — zapytał z udawanym spokojem Lucjusz.

— Tak, zostaję na trzy miesiące pod zaklęciem zwodzącym. Jeśli zdecyduję się zostać dużej, muszę się ujawnić.

Lucjusz spojrzał na Hermione z urazą. Czarownica posłała mu ostre spojrzenie w odpowiedzi, a jego wzrok opadł na podłogę.

Bogowie... Lucjusz jest uległym Granger? To będzie lepsze, niż się spodziewałem!

Granger stanęła przed Lucjuszem z założonymi rękami i stalowym wyrazem twarzy.

— Lucjuszu, odprowadź Severusa do wyjścia. Wróć jak najszybciej, mamy sprawy do wyjaśnienia. Byłeś dziś bardzo niegrzeczny — uniosła złośliwie kącik ust.

Lucjusz zakrztusił się drinkiem. A jego policzki przybrały ceglastoczerwony kolor i unikał wzroku Severusa.

Mamy do pogadania, przyjacielu.

— Miło cię było spotkać Severusie, czekaj na moją sowę z instrukcjami.

Severus skinął głową Hermionie. I odwrócił się do wyjścia. Lucjusz maszerował za nim z opadniętymi ramionami. Odwrócił się do niego dopiero, gdy zamknął za nimi drzwi ze złotą kołatką w kształcie jaguara.

— Czy miałeś zamiar mnie poinformować, że jesteś zwierzakiem Hermiony Granger? — Nie mógł powstrzymać głośnego śmiechu, gdy Lucjusz zacisnął pieści z czerwoną od upokorzenia twarzą.

— To miała być tajemnica, ale postanowiła mnie ukarać za nieposłuszeństwo — westchnął Lucjusz.

— I tak w końcu bym się dowiedział — parsknął szyderczo. — To raczej łagodna kara.

— Oh, łagodna? — wyjąkał — Nie wiesz co mi zrobi, jak wrócę do klubu — wyszeptał zbyt emocjonalnie, jak na gust Severusa.

— Więc bądź grzecznym chłopcem, Lucjuszu — zachichotał mrocznie.

Lucjusz chwycił go za rękaw, wyszeptał inkantację i obydwaj wznosili się w szybkim tempie ku górze. Poczuł ucisk w podbrzuszu, ale ciemność przed oczyma, wydawała się mniej przerażająca, gdy wiedział co go czeka. Wylądowali przy sadzawce, z cichym trzaskiem. Spojrzał na starszego czarodzieja, który odrobinę opanował kolor na jego twarzy.

— Czy te zaklęcia są ogólnodostępne? — zapytał z największą ciekawością.

— Nie — powiedział Lucjusz. — Hermiona stworzyła większość sama, a część magii pochodzi od skrzatów. Pożyteczne, małe istotki.

— Od kiedy jesteś fanem skrzatów?

— Od momentu, gdy Hermiona zaczerwieniła mój tyłek z powodu mojego brutalnego podejścia do Zgredka — skrzywił się Lucjusz.

Kirke, coś czuję, że będę miał niezły ubaw w przyszły weekend.

— Widzimy się w przyszłym tygodniu. Zastanów się dobrze nad tym czego oczekujesz od Onca. — poklepał go po plecach, a Severus miał ochotę przeklnąć jego arystokratyczne klejnoty za ten gest.

— Lucjuszu — skinął głową. — Do zobaczenia.

Lucjusz uśmiechnął się i ruszył w stronę sadzawki. Severus patrzył na plecy przyjaciela, czując niewyobrażalną zazdrość, że wraca do tego miejsca bez niego. Dzisiejszego wieczoru, po chwilowej niepewności, czuł się tam wyjątkowo dobrze. Uświadomił sobie, że podjęta decyzja o podpisaniu umowy nie była błędem, nawet jeżeli jedyne co zyska, to granie na nerwach Lucjusza i wywołanie w nim odrobiny zazdrości.

Zdeterminowany, by nie myśleć o ciepłych, orzechowych oczach, aportował się do Hogwartu.