ROZDZIAŁ PIĄTY

PUSZCZA


Biegł korytarzem do swoich komnat. Wczoraj poinformował Minerwę, że opuszcza szkołę na cały weekend. Notabene, mógł użyć medalionu bezpośrednio ze swoich komnat, ale decydował się wyjść za teren zamku. Obawiał się, że jego nagła nieobecność na posiłkach mogłaby zostać zauważona, a biorąc pod uwagę wścibskość dyrektorki - miał podejrzenia, że przyprowadziłaby Filcha i rozwaliła drzwi od jego komnat, aby sprawdzić czy Severus nie targnął się na własne życie.

Strzeżonego Merlin strzeże.

Minerwa miała dziwną potrzebę kontrolowania wszystkiego, co nie miało z nią nic wspólnego. Ciekawska dyrektorka wielokrotnie śledziła go, gdy wracał ze spotkań śmierciożerców. Tłumaczyła się troską, ale Severus wiedział, że troska nie ma z tym nic wspólnego, raczej brak samokontroli we wtrącaniu się w cudze sprawy. Od tego czasu potrafił wyczuć zapach kota na kilometr.

Wyszedł z łazienki, osuszając się jednym zaklęciem i spojrzał na schludnie wyprasowane czarne szaty.

Totalny bezsens. Wyzionę ducha w czarodziejskich szatach. Prany klimat Onca nie nadaje się na pełny ubiór, nawet jeśli użyję zaklęć chłodzących.

Otworzył komodę z mugolskimi ubraniami i odnalazł czarną koszulę i długie, czarne spodnie.

Lepiej.

Pożałował decyzji o wyjściu poza osłony Hogwartu, gdy mijał grupki rozchichotanych nastolatków - korzystających z pogody na zamkowych błoniach. Zataczając się odrobinę na skutek silnego wiatru, pognał w stronę bramy piorunując wzrokiem ciekawskich uczniów. Dotknął zgrubienia na jego piersi. Medalion wydzielał przyjemne ciepło, jakby był żywą tkanką. Wyciągnął go spod koszuli, zamknął w pięści i wypowiedział inkantację, którą w liście zapisała mu Hermiona. Podróżowanie za pomocą medalionu, było zdecydowanie przyjemniejsze, niż świstoklik. Nie poczuł szarpnięcia, a jego ciało rozpuszczało się, jak masło.

To nawet miłe.

Obiecał sobie, że zażąda od Granger wyjaśnień. Prawie natychmiast zmienił zgadnie, gdy przypomniał sobie, że czarownica pracowała jako niewymowna w Departamencie Tajemnic. Podejrzewał, że większość zaklęć jest związana bezpośrednio z jej pracą, więc nawet jeśli chciałaby mu powiedzieć, nie mogłaby zdradzić istotnych dla niego szczegółów.

Przez chwilę zrobiło się całkowicie ciemno przed jego oczyma. Poczuł małe szarpnięcie i nagłą zmianę otoczenia, inny zapach, wyższą temperaturę, a jego włosy na ciele zjeżyły się od różnicy w klimacie. Wyostrzył wzrok, rozglądając się z ciekawością. Stał w małym, całkowicie białym pomieszczeniu, a jedynym elementem w pokoju były niewielkie drzwi z pergaminem od Granger, przyklejonym do ich centralnej części.

Witaj w Onca Severusie,

mam nadzieję, że podróż przebiegła bez większych niedogodności.

Znajdujesz się w pomieszczeniu wejściowym. Umożliwia ono aportację między niektórymi pomieszczeniami w klubie oraz podróż na zewnątrz za pomocą medalionu. Przemieszczanie się za pomocą magii w miejscach do tego nieprzeznaczonych, jest niemożliwe. Za drzwiami znajduje się Twoje pomieszczenie mieszkalne. Zapoznaj się z zawartością pokoi. W razie problemów zawołaj Melwina, został do Ciebie przypisany.

Czekaj na moje wskazówki.

Życzę miłego pobytu,

Hermiona Granger

Włożył pergamin do kieszeni i przeszedł przez ciasne wejście do swoich weekendowych komnat. Powitał go widok dużego salonu, obrośniętego z każdej strony tropikalnymi roślinami. Poczuł miękkie podłoże i zerknął na swoje ubrane w smoczą skórę buty. Zamiast wykładziny lub wymyślnego dywanu, którego mógł się spodziewać, jego odziane stopy dotykały zielonej trawy, najwyraźniej zaczarowanej, aby wiecznie pachniała świeżą sadzonką. Rozejrzał się po salonie dość zachłannie. Kusiła go mała biblioteczka z najróżniejszymi tekstami, ale oparł się pokusie przeczytania wszystkiego, co wpadło mu w oko.

Spojrzał na dużą komodę stojącą pod lustrem, którego rama była w kształcie wijącej się anakondy. Otworzył ją z ciekawością, przeglądając eliksiry pierwszej potrzeby. Najwiecej z nich miało zastosowanie lecznicze na skórę, co odrobinę go zaniepokoiło. Rozumiał ogólny charakter tego miejsca i zdawał sobie sprawę, że zdecydowana większość członków praktykuje wszelkiego rodzaju chłostę lub wiosłowanie tyłka, ale tak czy inaczej poczuł lekkie obrzydzenie na myśl o tego typu czynnościach. Nie zastanawiając się dłużej czy kiedykolwiek będzie potrzebował eliksirów leczniczych, ruszył w stronę dużych drzwi po prawej stronie salonu. Kątem oka zobaczył mały aneks kuchenny i pokój jadalny z dużym stołem na sześć osób.

Sypialnia była skąpana w niebiesko-zielonym świetle, więc przez krótką chwilę miał wrażenie przebywania w pokoju wspólnym Ślizgonów z widokiem na wnętrze Czarnego Jeziora. W centralnej części sypialni stało duże, drewniane łóżko z baldachimem, a na przeciw znajdowała się szklana powierzchnia z...

Bogowie, to wnętrze Amazonki? To stąd dobiega ta kolorowa poświata.

Widział pływające ryby między wodorostami oraz coś większego w zbyt dalekiej odległości, aby mógł rozpoznać gatunek po kształcie, ale nie przejął się tym zbytnio. Lochy mieściły się pod jeziorem, więc był przyzwyczajony do podwodnego widoku, gdzie czasami potężna macka wielkiej kałamarnicy, machała do niego ochoczo. Wnętrze Czarnego Jeziora było nudne, w porównaniu do widoku w jego nowej sypialni, więc ułożył się wygodnie na łóżku, wpatrując się w tańczące wodorosty w oczekiwaniu na wiadomość od Hermiony. Nie wiedział kiedy się zdrzemnął, ale obudził go cichy dźwięk z jego prawej strony. Automatycznie sięgnął po różdżkę i wycelował jej koniec, w szeroko uśmiechniętą twarz skrzata.

— Melwin! Nie powinieneś podkradać się do byłego szpiega! — warknął ochryple.

— Panicz Snape wybaczy Melwinowi! Melwin dostał polecenie od panienki Hermiony. Melwin będzie od dziś opiekować się paniczem Snape'em! — szczęśliwy uśmiech skrzata nie znikał mu z twarzy.

— Dziękuje Melwin, na razie nie potrzebuję pomocy. Czy Hermiona wspomniała o dzisiejszym wieczorze?

— Melwin ma odebrać panicza Severusa o ustalonej godzinie. Panienka Hermiona pośle po panicza, gdy klub będzie gotowy na wieczór.

— Dobrze, poczekam.

Wstał z łóżka i rozejrzał się w poszukiwaniu łazienki. Miał do dyspozycji wannę wielkości małego jeziora i prysznic z dyszami. Był coraz bardziej zadowolony z tego miejsca, ponieważ w swojej hogwardziej kwaterze posiadał jedynie prysznic. Oczywiście mógł korzystać z łazienki prefektów, ale zawsze była szansa, że jakiś ciekawski uczeń wkradnie się za nim, więc odpuścił sobie kąpiele w wannie.

Od czasu wojny, jego życie było nudne i nie przyznałby się, że potrzeba adrenaliny była większa niż przypuszczał. Cieszył się na myśl, że dzisiejszego wieczoru będzie mógł zrobić coś bardziej kreatywnego, niż nauczanie nieposłusznych idiotów. Odkręcił krany z wodą i płynem do kąpieli. Pachniało wilgotnym lasem, więc przyszło mu na myśl, że nigdy nie zastanawiał się nad ogólnym wystrojem Onca. Granger musiała mieć słabość do fauny i flory Ameryki Południowej, ale nie mógł być pewny na ile rzeczywiście odwzorowała krajobraz, bo nie podróżował wiele w swoim życiu. W trakcie pierwszej wojny był wysyłany na różne wydarzenia związane z eliksirami, jednak nigdy nie oddalał się poza Europę. Mógł się tutaj poczuć jak w innym świecie - mniej rozpoznawalny, wolny.

Przeszedł go mały dreszcz na myśl o dzisiejszym wieczorze. Obawiał się, że ktoś go może rozpoznać mimo zaklęć zwodzących. Granger nie zdradziła mu imion pozostałych członków, więc nie wiedział kogo może się spodziewać. Nie miał zamiaru angażować się w small talk czy inne aktywności społeczne, ale niepokój związany z koniecznością maskowania swojej tożsamości, wywołał u niego znajomy przypływ ekscytacji, a jego serce pompowało więcej krwi w towarzystwie przyspieszonego oddechu i nie mógł oprzeć się wrażeniu, że właśnie za tym najbardziej tęsknił.

Oparł głowę na krawędzi wanny biorąc kilka uspokajających wdechów do płuc. Poczeka na szczegóły od Granger, a resztą będzie martwił się później.


— Paniczu Snape! Panienka Hermiona wzywa pana do swojego gabinetu!

Zjadł lunch zrobiony przez Melwina i postanowił przejrzeć biblioteczkę znajdującą się w salonie, która kusiła go od samego początku. Mały skrzat pojawił się po godzinie oczekiwania. Melwin przypominał mu zmarłego Zgredka. Z jednej strony zachowywał się potulnie i cieszył ze zleconych przez człowieka obowiązków, ale miał też przebłysk iskry buntu w oczach, a Severus zaczął podejrzewać, że lepiej mu się nie stawiać, jeśli nie ma takiej potrzeby. Skrzaty potrafiły być naprawdę przerażajace, jeśli coś nie szło po ich myśli.

— W porządku Melwin. Mam iść sam czy zabierzesz mnie do Hermiony? — burknął ponuro.

— Oczywiście, że zabiorę panicza Severusa! Jak to skrzat! Proszę chwycić Melwina za rękę! — pisnął ze zmarszczonymi brwiami, jakby pytanie było zbyt oczywiste, aby na nie odpowiadać.

Skrzat był ciepły w dotyku. Jego poszarzała skóra nie wyglądała na przyjemną, ale w rzeczywistości była miękka i gładka jak u niemowlaka. Poczuł charakterystyczny ucisk w żołądku, a jego stopy wylądowały na znajomym, egzotycznym drewnie.

Granger siedziała przy biurku. Wyglądała bardzo ładnie w schludnie spiętych włosach. Luźny kok? Może, nie znał się na kobiecych fryzurach.

— Severusie... — uśmiechnęła się ciepło. — Tak miło cię znowu widzieć. — Podała mu drobną dłoń, a on przyjął ją zbyt chętnie.

— Granger — zdawkowy ton głosu sprawił, że uśmiechnęła się psotnie.

— Nieśmiały? A może zdenerwowany?

— Wyszedłem z wprawy, skoro jesteś w stanie tak łatwo się domyślić.

— Zapewniam cię Severusie, że nic w tobie nie jest łatwe.

— Nie wiem czego się spodziewać.

— Niepokój jest zdrowy, w niewielkich ilościach, oczywiście. Napijesz się czegoś?

— Tylko wody.

Nalała wody z karafki, stojącej na końcu biurka.

— Jak ci się podoba twój apartament?

— Ujdzie — mruknął niezobowiązująco. — Wcześniej nie rozmawiałyśmy o pieniądzach. Czy powinienem zapłacić czynsz?

— Nie będzie takiej potrzeby. Wiesz, że mamy wielu członków. Zdecydowana większość jest majętna. Otrzymaliśmy spore datki na stworzenie tego miejsca. Utrzymujemy go za pomocą magii, więc nie ma potrzeby pobierania stałych środków od uczestników. Jedzeniem i napojami zajmują się skrzaty.

— Dobrze, ale nie wyczarują ich z powietrza. — Hermiona uśmiechnęła się triumfalnie i zastanowił się czy wszystkie znane mu prawa magii obowiązują w tym miejscu. — Czy możesz opowiedzieć mi więcej o klimacie Onca? Dlaczego czuję się jak na środku amazońskiej puszczy?

— Podoba ci się?

— Jest znośnie — wzruszył lekceważąco ramionami maskując swoją rzeczywistą ciekawość.

— Dowiesz się więcej w swoim czasie, obiecuję.

Tajemnice, tajemnice, tajemnice.

— Severusie, wiem że podpisałeś umowę. Czy przyniosłeś ją ze sobą?

— Jesteś w stanie stwierdzić, że ją podpisałem?

— Tak — zmarszczyła brwi, jakby palnął głupstwo. — To magiczny kontrakt. Związałeś się ze mną przysięgą. Nie przypomina ona wieczystej przysięgi, ale dalej ma swoje skutki w przypadku naruszenia zasad.

— Wiem, ale nie wiedziałem, że to poczujesz.

— Czuję twój magiczny podpis. Nie będziesz w stanie opowiedzieć nikomu spoza klubu o wydarzeniach, których będziesz świadkiem.

— Czy możesz opowiedzieć mi więcej o twoich zaklęciach? Lucjusz wspomniał, że jesteś ich twórcą. — Spięła się. Nie wiedział czy powodem było pytanie o zaklęcia czy imię Lucjusza.

Ciekawe.

— Nie powiem Ci wiele, wiesz dlaczego. Rzeczywiście zaklęcia są w większości moje. Pracowałam nad nimi od szkolnych lat. Jedynym, które poznali członkowie, to zaklęcie transportujące do wejścia dla gości. Niektórzy lubią spacer po mogolskich ulicach, zamiast szybkiej wycieczki za pomocą medalionu...

— Rozumiem — uciął obawiając się, że jak na pannę Granger przystało - nie zamknie się już do końca dnia.

— Przepraszam, nie wyrosłam z gadulstwa.

— O dziwo, jesteś bardziej znośna, niż kiedyś — powiedział ponurym głosem, jakby miał coś innego na myśli.

Zdziwił się na dźwięk jej perlistego śmiechu. Łzy pociekły jej z kącika oka.

— Zawsze chciałam to usłyszeć, nie ma co.

— Zawsze głodna pochwały nauczyciela, prawda?

Uśmiechnęła się zalotnie. Poczuł się zdenerwowany.

— Czy tym chciałbyś się zająć na pierwszej sesji?

Gdyby nie miał doświadczenia w maskowaniu reakcji swojego ciała, jego szczeka leżałaby na stole.

— Nie mam fetyszu uczennic! To obrzydliwe!

— Czy jestem twoją uczennicą, Severusie?

— Byłaś! — zacisnął pieści.

Nie jestem jakimś zboczeńcem! Nigdy nie tknąłbym dziecka pod swoją opieką, nawet pełnoletniego.

— Nie ma nic złego w odgrywaniu sceny uczennica-nauczyciel. Wszystko dzieje się między nami. Wierz mi, że nie jest to ani wymyślne, ani oryginalne. Powiedziałam, że dam ci wybór. Możesz mnie prowadzić przez scenę lub pozwolić mi na to samo. Sam zdecydujesz w jakiej roli czujesz się najlepiej.

Zastanowił się nad tym. Musiał od czegoś zacząć, a rola nauczyciela była czymś bezpiecznym.

— Chcę spróbować dominacji, ale nie wiem czy dam radę wcielić się w rolę profesora z niegrzeczną uczennicą. To mnie odpycha.

Spojrzała na niego z ciekawością. Poczuł potrzebę usprawiedliwienia swojej decyzji.

— Rola nauczyciela jest mi znajoma, czuje się niedoświadczony w tym miejscu, więc pozycja w którą mógłbym się wczuć może mi pomóc. Chciałbym spróbować czegoś łatwego, ponieważ cały zarys sytuacji jest trudny i nie chcę tego komplikować. Równocześnie obawiam się mojej reakcji.

Uśmiechnęła się szczerze i skinęła głową

— W momencie, w którym poczujesz, że scena przekracza przyjęte przez ciebie granice, możesz użyć bezpiecznego słowa. Pamiętaj, że hasła bezpieczeństwa dotyczą zarówno strony uległej, jak i dominującej. To mądry wybór Severusie, cieszę się że samodzielnie podejmujesz decyzję. Twój komfort jest dla mnie najważniejszy — jej uśmiech stał się złośliwy. —Przynajmniej podczas pierwszej sesji. — Krew w jego żyłach zgęstniała, a oddech stał się płytszy. Nie mógł nic poradzić, że podobała mu się jej śmiałość. — Podpaliłam twoją szatę na moim pierwszym roku. Uważasz, że była uczennica zasługuje karę za swoje czyny?

Poczuł, że jego policzki się rozgrzewają, ale stłumił chęć ucieczki.

— Czy uległość nie stanowi dla ciebie problemu? — zapytał szybko, zakrywając twarz włosami, starając się ukryć swój rumieniec.

— Sporadycznie nie, jednak natury nie oszukasz.

— Jaki jest plan na dzisiejszy wieczór?

— Niedługo przybędzie Lucjusz. Zostawię cię z nim na czas przygotowań. W pierwszej części wieczoru zapoznam cię z członkami klubu. Po wprowadzeniu, udamy się do jednego z pokoi zabaw.

— Jak działa zaklęcie zwodzące? Będą mnie widzieć?

— W porównaniu do zaklęcia kameleona, moje zaklęcie zwodzące, zapewnia możliwość usłyszenia zobaczenia twojego ciała. Będą patrzeć ci w twarz, ale nie będą w stanie jej rozpoznać i przypisać do konkretnej osoby.

— Podzielisz się inkantacją?— zapytał z ironicznym uśmieszkiem.

— Może jednak rozmyślę się i otrzymasz lanie.

Dlaczego czuję niewyobrażalną ekscytację na ten pomysł?

— Jest już późno, Severusie. Odprowadzę cię do apartamentu Lucjusza. Będzie lepiej, jak poczekasz na niego w bardziej prywatnym miejscu.

— Dziękuję.

Sięgnął do kieszeni i złożył umowę na jej biurku.

— Jeśli potrzebujesz jakichkolwiek pieniędzy na prowadzenie klubu, daj znać. Mam odpowiednie środki, które mogę przeznaczyć na lepsze cele, niż zakurzenie w krypcie Gringotta.

— Dziękuję za ofertę, na pewno zapamiętam.

Zgodnie z obietnicą, zaprowadziła go do apartamentu Lucjusza. Był podobny do jego własnego z tym, że układ pomieszczeń stanowił lustrzane odbicie jego pokoi. Z ciekawością zajrzał do sypialni w nadziei na zobaczenie innego widoku zza szyby. Jego uwagę przyciągnęła damska koszula nocna leżąca na łóżku.

Lucjusz sprowadził tu kobietę?

W regulaminie było wyraźnie napisane, że mieszkania służą do odpoczynku, a wszelkie zabawy są dopuszczalne jednie w częściach wspólnych i pokojach zabaw. Pomyślał o Hermionie.

Czy Lucjusz spotykał się z nią poza klubem? Czy spędzali razem czas poza pokojami zabaw? W jego apartamencie?

Poczuł niewyobrażalną irytację na pomysł, że jego przyjaciel mógł nie być z nim do końca szczery. Ciekawość, zawsze była jego słabym punktem, a nieświadomość sytuacji powodowała poczucie niepokoju i niebezpieczeństwa.

Usłyszał kliknięcie klamki w salonie. Lucjusz. Wyszedł z sypialni i spojrzał na uśmiechniętego przyjaciela. Wyglądał jak dumny puszący się gołąb.

— Ah! Severusie. Witaj w moich skromnych progach.

— Pieprzysz Hermione Granger? — powiedział chłodno i obserwował, jak radość spłynęła z twarzy czarodzieja, łącznie z kolorem.


Lucjusz wiedział, że Severus był spostrzegawczy. Przez całą ich znajomość musiał uważać na swoje słowa i reakcje ciała, żeby go zmylić. On i Severus, byli dla siebie jak bracia w czasach wojny. Każdy z nich zawsze miał prawo do swoich sekretów i poczucia prywatności, więc był zaskoczony gwałtownym atakiem młodszego mężczyzny. Nie sądził, że wysunie pochopne wnioski o domniemanej intymności z Hermioną, a nawet jeśli to zrobi...

Dlaczego powinno mu to przeszkadzać?

— Dzień dobry, miło Cię widzieć — warknął. — A skoro już uprzejmie się przywitaliśmy, powiedz mi... skąd wzięło się to pytanie, przyjacielu?

— Masz damską bieliznę w sypialni — mruknął niewzruszony Severus.

— Ah, tak. Czasami lubię przebieranki.

— Masz mnie za idiotę, Lucjuszu?

Nie chciał poruszać tematu Hermiony. Ich związek, był czymś skomplikowanym. Czy mogę nazwać to w ogóle związkiem? Była dla niego ważna i nie chciał wtajemniczać innych w szczegóły, a już zwłaszcza Severusa, który miał tendencję do dramatu- jak zresztą na załączonym obrazku widać. Kwaśny grymas na jego twarzy, pieści zaciśnięte po bokach... rozszerzone nozdrza...

Merlinie, ten czarodziej naprawdę robi z igły widły.

— Czy kiedykolwiek żądałem szczegółowych wyjaśnień odnośnie twoich związków z kobietami, Severusie? — zapytał spokojnie, udając całkowitą obojętność.

Ponury czarodziej zmarkotniał. Tu tkwi problem. Nie powinien wspominać o kobietach. Severus miał słabość do rudego nieszczęścia jego dzieciństwa, jakim była Lily Evans. Nie znał dobrze tej kobiety i owszem była piękna, ale nigdy nie spojrzałby na nią drugi raz. Fascynacja Severusa była dla niego niezrozumiała, ale tak naprawdę nigdy nie próbował poruszać jej tematu. Czarny Pan wyśmiał go na forum, gdy prosił o oszczędzenie jego przyjaciółki z dzieciństwa, to wzbudziło w nim litość i zaskakującą ilość empatii dla młodszego czarodzieja. Na myśl o skrzywdzeniu Narcyzy przechodziło go lodowate uczucie strachu, więc mógł postawić się na jego miejscu.

— Severusie — powiedział chłodno. — Nie wtrącam się w twoje sprawy. Zawsze szanowaliśmy swoją prywatność. Co się z tym stało? Mówiłem, że relacja między mną, a Hermioną pozostanie między naszą dwójką. Nie będę się nikomu spowiadał.

— Jak chcesz — uciął i strzepał niewidzialny pyłek ze swojej szaty w lekceważącym geście.

Lucjusz westchnął i zaproponował wygodną kanapę, aby nie musieli stać jak gałgan w oczekiwaniu na wiadomość od Hermiony. Nalał herbatę do filiżanki i wręczył jedną Severusowi. Musi zmienić temat, zanim Severus straci resztki optymizmu. Powinien czuć się dobrze, zwłaszcza dzisiaj.

— Liczę, że twoje mieszkanie Cię zadowala?

— Tak, jest dość wygodne.

— Masz do mnie pytania? — Młodszy mężczyzna spojrzał na niego znacząco, więc dodał ostrzej. — Odnośnie dzisiejszego wieczoru, a nie Hermiony, Severusie!

Ponurak uśmiechnął się delikatnie kącikiem ust.

Dobrze! Humor mu powraca.

— Właściwie tak. Rozmawiałem z Hermioną o mojej roli. Uważa, że jestem uległy.

Lucjusz uniósł brwi na niepewność w głosie przyjaciela, sam nie będąc ani trochę zaskoczony jej teorią. W pierwszej rozmowie o Severusie, zaznaczył Hermionie, że mimo swojej wyzywającej postawy i silnej osobowości, czarodziej może czuć się lepiej, gdy ktoś go prowadzi i ma ostateczne słowo.

— Trudno się z nią nie zgodzić. Nie doświadczyłeś jeszcze wiele. Wierz mi, że poddanie zaufanej osobie, różni się od spełniania kaprysów dwóch mistrzów. — Mężczyzna spojrzał na niego z oburzeniem, więc postanowił sprecyzować. — Poddanie się nie polega tylko na spełnianiu żądań i otrzymywaniu kar — zmarszczył jasne brwi na podejrzenia, które zaczęły kiełkować w jego umyśle. — Severusie, przeczytałeś materiały, które przygotowała Hermiona?

— Pobieżnie — powiedział chłodno i odwrócił wzrok.

— Nie spodziewałem się po robie ignorancji! Jak wyobrażasz sobie pierwszą scenę, nie mając pojęcia o zasadach? — Lucjusz spojrzał na młodszego mężczyznę z niedowierzaniem.

— Znam zasady, ale nie byłem w stanie czytać o niektórych aktywnościach. Większość, to obrzydliwe fetysze, którymi nie jestem zainteresowany.

— Bo nigdy nie próbowałeś.

— Wątpię, żebym zmienił zdanie o zaciskach na sutki.

— Byłbym zdziwiony, gdyby ci się nie spodobały. Zwłaszcza, gdy zaciska je Hermiona — uśmiechnął się złośliwie.

Widział różowy kolor na policzkach Severusa. Bogowie, to zabawne. Nie miał okazji rozmawiać z Severusem o sprawach stricte łóżkowych, więc zaskoczył go brak umiejętności w kontrolowaniu emocji zwykle niewzruszonego czarodzieja.

— Nie martw się, Hermiona jest profesjonalna — uświadomił sobie, że zabolało, gdy to powiedział. Chciał udawać, że nic nie czuje do młodej czarownicy, ale oszukiwanie samego siebie, gdy jego zachowanie było oczywiste dla innych i dla niej, nie miało sensu. — Nie pozwoli Ci poczuć się niechcianym lub dziwakiem.

Severus spojrzał na niego, jakby kompletnie nie ufał mu w tej kwestii i dopił resztkę herbaty z filiżanki.

Siedzieli na kanapie w ciszy. Wieczór zapowiadał się beznadziejnie dla Lucjusza. Cieszył się z decyzji młodszego czarodzieja, ale bał się odrzucenia. Hermiona szukała dla niego nowej partnerki, a on błagał Bogów, aby poniosła sromotną porażkę i przyjęła go z powrotem z otwartymi ramionami. Nie chciał żadnej innej czarownicy.

Musiał przyznać, że Hermiona miała dużą wiedzę i odpowiednie doświadczenie w prowadzeniu sceny. Była empatyczna i uczuciowa, więc wątpił aby w jakikolwiek sposób upokorzyła Severusa. Pierwsza sesja z czarownicą może się okazać korzystna dla mistrza eliksirów, jednak skrycie liczył, że będzie ostatnią, bo nie był pewny czy zniesie widok innego czarodzieja przy Hermionie.


— Myślisz, że długo to potrwa? Zaczynam świrować!

Severus chodził po salonie, jak drapieżnik w klatce, tworząc prześwity na świeżej trawie, która po chwili wracała do poprzedniej formy. Lucjusz przyglądał mu się z rozbawieniem.

Za chwilę przeklnę go do siedmiu piekieł!

— Widzę, że cieszysz się z mojego nieszczęścia, przyjacielu.

— Nie wiem w czym tkwi twój problem. Będziesz pod zaklęciem, nikt cię nie rozpozna.

Severus nie chciał się przyznać, że jego niepokój nie był związany z inicjacją. Bał się sam na sam z Hermioną. Nie miał doświadczenia z kobietami, a sam fakt, że będzie musiał połączyć kobietę i przyjemność cielesną sprawiała, że jego oddech zatrzymywał się za każdym razem, gdy uświadomił sobie swoje aktualne położenie.

— Czy możemy stąd wyjść? Jest mi duszno — poluzował kołnierz koszuli.

— Dobrze — Lucjusz uśmiechnął się radośnie. — Znam miejsce, które chciałbym ci pokazać. Masz medalion?

Severus wyciągnął cienki łańcuszek spod koszuli i zaprezentował kawał żelastwa, aby blondyn dał mu święty spokój.

— Urok działa tylko w klubie, nie musisz wypowiadać dodatkowej inkantacji — stwierdził Lucjusz.

Wstał z kanapy i otworzył drzwi do pomieszczenia transportowego. Rozejrzał się po nim oceniąjąc metraż.

— Będzie niewygodnie we dwójkę, ale damy radę. Gotowy?

Zmierzył mały pokoik sceptycznie i wszedł do pomieszczenia za Lucjuszem. Popchnął go na ścianę, żeby zamknąć drzwi.

— Oj Severusie! Nie wiedziałem, że jesteś typem przytulasa.

— Zamknij się idioto, nie czas na żarty — wycedził przez zaciśnięte zęby, gdy zamek kliknął.

Drzwi zatrzęsły się i poczuł drobne opadanie szybu.

To coś działa jak mugolska winda?

— Musimy się aportować teraz! Chwyć mnie za rękę — krzyknął Lucjusz z niepokojem.

Chwycił go mocno i poczuł, że jego ciało wciska się w wąską rurkę.

Okropieństwo!

Apotracja spowodowała utratę równowagi, więc wylądowali w plątaninie kończyn na podłodze równie wąskiego pomieszczenia.

— Zabieraj tyłek z mojej twarzy! — krzyknął zniesmaczony Severus

— Myślałem, że gra wstępna ci się spodoba — wysapał roześmiany Lucjusz.

Zepchnął go z siebie i podniósł się na nogi w pośpiechu otwierając drzwi, aby nabrać do płuc niezbędnego powietrza. Przywitał go widok rozeźlonej skrzatki, wypatrującej się w nich ostrym wzrokiem. Wzdrygnął się. Nie przywykł do tak przerażającego widoku - skrzaty zazwyczaj były pokorne.

— Panowie poszaleli! Bajka powie panience Granger, jakich ma nieodpowiedzialnych gości! Pomieszczenia transportowe nie służą do aportacji dwóch paniczów! Bajka będzie miała kłopoty!

Severus spojrzał na zmieszanego Lucjusza.

— Chciałeś mnie rozszczepić? — warknął oburzony brunet.

— Nie wiedziałem! Rzadko korzystam z tych puszek! — usprawiedliwił się Lucjusz z niewinnym wyrazem twarzy.

— Rozszczepić? — prychnęła mała skrzatka. — Panowie mogli zginąć okropną śmiercią! — Tupnęła nogą i zniknęła z trzaskiem.

— Cóż za melodramatyczna skrzata — burknął Lucjusz.

— Zgodzę się z nią, jesteś nieodpowiedzialny!

Dopiero teraz rozejrzał się po pomieszczeniu. Zaparło mu dech. Wiedział, że Hermiona miała słabość do egzotycznych roślin, ale nie spodziewał się... TEGO! Stał po środku leśnej puszczy. Nie był w pomieszczeniu per se, był na dworze - przynamniej takie miał wrażenie.

— Pięknie, co? — zapytał retorycznie Lucjusz i uśmiechnął się z zachwytem, gdy w puszczy rozniósł się śpiew tropikalnych ptaków z koron wysokich drzew.

— Jak ona to zrobiła? — spojrzał na Lucjusza z niedowierzaniem.

— Powinieneś się już domyślić, że Hermiona strzeże swoich tajemnic, co za tym idzie nikt inny nie zna historii powstania tego miejsca. Ponoć podczas tworzenia, była tu sama ze skrzatami. Z moich informacji wynika, że Luna Lovegood pomogła sprowadzić jej zwierzęta.

— Zwierzęta? Magiczne? — Spiął się.

— Nie, z tego co wiem nie posiadają fantastycznych stworzeń ze względów bezpieczeństwa.

Słyszał ptaki już wcześniej, ale myślał, że to jakieś efekty dźwiękowe dla podkręcenia klimatu lub ta upierdliwa papuga.

— Czy poznałeś już Sofię?

— Co? — był zdezorientowany, ale coś mu świtało.

— Takie wielkie, kolorowe ptaszysko Hermiony.

— Ah, tak. Przyniosła mi list z akceptacją członkostwa.

— Wysłała ją do ciebie? — zapytał Lucjusz z niedowierzaniem w głosie. — Nie boisz się, że to będzie podejrzane dla uczniów i grona pedagogicznego?

— Mogą mnie pocałować w tyłek, to nie ich sprawa.

— Nie wyglądasz na kogoś, kto wręcz błagał o zaklęcie kamuflujące.

— To coś innego! — upierał się.

Spacerowali po dzikim lesie w poszukiwaniu zwierząt.

— Jestem pewien, że nie ma tu żywej duszy. To ściema — burknął Severus.

— Widziałem część zwierząt, są bardzo osobliwe i zapewniam, że prawdziwe — parsknął blondyn i uśmiechnął się drwiąco.

— Skończ mnie wkręcać Lucjuszu! To nawet nie jest prawdziwy las!

Nagle z drzewa nad nimi zeskoczyło coś wielkiego i ciężkiego. Odwrócił się gwałtownie i stanął oko w oko z wielkim jaguarem.

Oh, kurwa!

Kot spojrzał na niego, jak na obiad i wyszczerzył zęby z warknięciem.

Nie stój tak! Uciekaj, ty tępy kretynie!

— Lucjuszu! Masz różdżkę?

— Mam — powiedział krótko.

Kot zbliżał się do niego powoli, nisko na łapach.

— To użyj jej natychmiast! Moja została w apartamencie!

— Wojna się skończyła, ale powinieneś mieć przy sobie różdżkę. Masz nauczkę! — krzyknął z rozbawieniem i oddalił się pod drzewo, żeby oglądać spektakl.

Tak szybko jak się zaczęło, tak się skończyło. Jaguar skoczył na niego i wbił mu pazury w ramiona. Wylądował na ziemi i próbował się uwolnić. Zorientował się, że zwierze nie wykonało żadnego ruchu. Spojrzał w górę. Kot przyglądał mu się... z rozbawieniem? Miał duże, znajome, bursztynowe oczy. Zniżył pysk do jego twarzy, powąchał i polizał długi haczykowaty nos. Po chwili, zamiast wielkiego, krwiożerczego zwierza... miał na sobie czarownicę. Siedziała na nim okrakiem i ewidentnie powstrzymywała się od śmiechu.

— Do cholery Granger! Jesteś poważna? Czy zawsze straszysz w ten sposób swoich gości? Przeżyłem świra Voldemorta i wielkiego węża! Przez chwilę myślałem, że zostanę przez ciebie zjedzony! Cóż za niegodna i bolesna śmierć!

— Uspokój się Severusie, byłam wyjątkowo łagodna — uśmiechnęła się z rozbawieniem.

Właśnie zdał sobie sprawę z pozycji w której się znajdują. Zepchnął z siebie Granger z takim zapałem, że upadła na pośladki.

— Nabrałem się, zadowolona?

— Nawet nie wiesz jak bardzo — uśmiechnęła się miło.

— Jesteś animagiem? — bardziej stwierdził, niż zapytał.

— Świetna dedukcja, panie Snape!

— To stąd ten klimat w Onca?

— Poniekąd, jak już zapewne zauważyłeś.

Jedna tajemnica rozwiązana. Brawo, podwójny szpiegu.

— Co tu właściwie robisz? Nie miałaś przygotowań?

— Wszystko gotowe, czekamy na członków klubu. Bajka mówiła coś o nieodpowiedzialnych czarodziejach, którzy próbowali się ochoczo zabić w pokoju transportowym, więc chciałam dać wam nauczkę.

— Wiedziałem, że jesteś animagiem! Jaka to dla mnie nauczka? — ożywił się Lucjusz. Granger spojrzała na niego ostro

— Z tobą porozmawiam sobie w czerwonym pokoju o północy.

Mógłby się założyć, że to nie strach, a pożądanie błysnęło w oczach Lucjusza. Czuł się trochę jak piąte koło u wozu. Granger wyłapała jego zmieszanie i uśmiechnęła się do niego ciepło.

— Chodź Severusie, przebierzemy cię w coś innego i zapoznamy z twoją nową rodziną.

Dziwnym trafem nie czuł się z tym źle. Wstał i poszedł posłusznie za Hermioną. Wzrok Lucjusza palił skórę na jego plecach, ale nie zamierzał się tym przejmować.