ROZDZIAŁ CZTERNASTY

EKSPERYMENT


Obudziło ją głośne chrapanie. Jej zmarznięte, zdrętwiałe ciało przylgnęło do równie sztywnego czarodzieja. Powinna uczyć się na własnych błędach i nie zasypiać nocą w puszczy. Wieczory bywały dość chłodne. Nie zastanawiając się dłużej nad innymi możliwościami, zmieniła się w animagiczną postać kota i wtuliła ciepłe futro w chłodną skórę Severusa, aby go odrobinę ogrzać.

Genialnie!

Używanie różdżki w jej stanie, nie byłoby najmądrzejszym z pomysłów. Zaklęcie Paraesthesiae powodowało znaczne wyczerpanie magii, a przypływ emocji i pożądania dołożył swoją cegiełkę do jej zmęczenia.

Dzięki Merlinowi za wcześniejsze zaklęcia oczyszczające!

Przynajmniej nie musiała już czuć własnych soków, sączących się po jej rozgrzanych udach. Reakcja Severusa na jej magię była najpyszniejszym z widoków. Przysięgła sobie, że wykorzysta te wspomnienia do kilku sesji masturbacji.

Taki wrażliwy...

Magia run nie była łatwa, ale na pewno bardzo efektywna. Niewiele czarodziejów interesowało się zaklęciami wpływającymi na cielesną przyjemność. Zachichotała na myśl, że mugole - gdyby mieli dostęp do magii i umiejętości, aby z niej korzystać - najpewniej wynaleźliby więcej uroków wibrujących, niż wykształcony czarodziej. Pruderia w czarodziejskim świecie była śmieszna, ale Hermiona starała się uszanować ich kulturę. Wprowadzenie odrobiny świntuszenia do życia czarodziejów przyniosło wiele radości i była z tego dumna.

Zamruczała cicho, gdy silne ramiona oplotły jej gęste futro.

Merlinie... czuję się jak Krzywołap!

Dopiero po pierwszej zmianie w animagiczną postać zrozumiała, dlaczego koty ocierają się o nogi właścicieli i mruczą głośno, gdy są drapane za uchem.

To takie przyjemne uczucie!

Severus leżał zwinięty w futro, mocno obejmując jej tułów ramionami. Chrapał głośno, a ona wydała z siebie dźwięk przypominający głośne parsknięcie. Nie przypuszczała, że Seveus jest typem przytulacza. Najwyraźniej czuł się z nią na tyle bezpiecznie, że pozwolił swojemu genialnemu umysłowi odpocząć.

Cóż, może po prostu wykończyłaś go swoim droczeniem, Hermiono?

Planowała przejąć całkowitą kontrolę nad jego ciałem i umysłem. Zaklęcia run nadawały się świetnie do takich przypadków, ale zależało jej żeby nadal miał wolną wolę na pierwszej sesji. Plany nie obejmowały doprowadzenia go do intensywnego orgazmu. Chciała tylko pokazać mu korzyści pokładania w niej zaufania i powierzenia kontroli nad jego osobą.

No i pokazałaś, bezwstydna grzesznico!

Obserwowanie jak Severus reaguje na jej zabiegi szybko wytrąciło ją z rytmu i podążyła za pragnieniem całkowitego zdominowania czarodzieja. Następnym razem będzie musiała powstrzymać impulsywne zachcianki, bo czarodziej ucieknie z przerażonym krzykiem. Zwróciła pełną uwagę na jego twarz i polizała jego policzek, żeby wybudzić go z głębokiego snu.

— Asfodel nie rośnie na drzewach, ty tępy kretynie ... — wymamrotał przez sen Severus, wywołując w Hermionie niemożność dłuższego powstrzymywania śmiechu.

Zarechotała wesoło na myśl, że Severus obraża uczniów nawet we śnie. Właściwie zarechotałaby, gdyby była obecnie człowiekiem. Z jej pyska wyrwał się warczący ryk, a Severus z przerażeniem otworzył oczy i próbował się od niej uwolnić w panice. Nie rozpoznał jej, patrząc na nią niewidzącym wzrokiem, więc zmieniła się w człowieka i zachichotała cicho.

— Hej! To tylko ja! — krzyknęła, usiłując powstrzymać szamocącego się czarodzieja.

Spojrzał na nią ze zrozumieniem i westchnął ciężko.

— Jesteś najbardziej nieznośną osobą jaką znam! — warknął ochrypłym głosem. — Dlaczego straszysz mnie w ten sposób?! Mogłem zrobić ci krzywdę!

Zastanawiała się czy przerażenie w jego oczach dotyczyło dalszego strachu przed jej kocią formą, czy obawy, że mógł ją w jakikolwiek sposób skrzywdzić.

— Przepraszam ponury ważniaku! Gdybyś nie wybudził całej puszczy swoim chrapaniem, to dałabym ci święty spokój!

— Ja wcale nie chrapię! — Rozdrażniony do granic możliwości Severus próbował się podnieść na kolana, ale mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i zatoczył się w ostre źdźbła trawy.

Ryknęła śmiechem, rzucając się plecami na miękkie podłoże. Przywykła do wyprostowanej, dumnej pozy profesora Severusa Snape'a, więc zobaczenie go twarzą w ziemi z tyłkiem w górze, wyglądało szalenie zabawnie. Złowroga twarz czarodzieja pojawiła się nad jej leżącą postacią i warknął przyszpilając ją do chłodnej ziemi. Ledwo łapała oddech od niekontrolowanego wybuchu radości oraz ciężaru mężczyzny nad nią, a morderczy wyraz twarzy Severusa rozśmieszył ją jeszcze bardziej.

— Nie radzę ci ze mną zadzierać, wiedźmo, bo może nie znam się na kobietach, ale ludzką anatomię mam w małym paluszku! — warczał w jej twarz i opluł ją kroplami śliny. — Tortury związane z słuchaniem paplania Pottera, to nic przy tym co mogę ci zrobić — wymruczał złowrogo i uśmiechnął się marzycielsko na przebłysk wizji w głowie.

— Cóż, Severusie... — wymruczała, przygryzając wargę. — Chciałeś mnie zniechęcić? Prawdę mówiąc, twoja propozycja brzmi całkiem zachęcająco.

Severus przerwał torturowanie jej w myślach i spojrzał na nią zaskoczony bezpośrednim komentarzem. Przewrócił oczami, wracając do nadąsanego stanu i oparł głowę na własnym ramieniu.

— Wykończyłaś mnie... — wymamrotał i sturlał się z jej ciała. — To co się wydarzyło było dość nagłe, przepraszam za moje impulsywne działania. — Nie patrzył jej w oczy i skubał obraźliwą trawę, w której wcześniej zanurzyła się jego twarz.

— Co masz na myśli?

Wyciągnie z niego informacji pomogłoby mu z zaakceptowaniem doświadczenia. Mogła się domyślić o co mu chodzi i odwalić całą robotę za niego, ale nie na tym polegała rola dominującej i uległego. Nauczenie go opisywania własnych odczuć będzie kluczem do celu.

— Doskonale wiesz co mam na myśli! Nie powinienem cię całować bez pozwolenia!

— Nie, nie powinieneś. — Spojrzał na nią z bolesnym rozdrażnieniem, więc dodała szybko — Powinieneś się zapytać, czy mam na to ochotę, a wtedy na pewno udzieliłabym zgody. — Grymas na jego twarzy prawie przypominał niepewny uśmiech. — Zaskoczyłeś mnie wcześniej, dlatego cię odepchnęłam. Nie oznacza to, że tego nie chciałam.

— Masz dobre serce i maniery, Hermiono —Naburmuszył się. — Pocałowałabyś dementora, gdyby miało to poprawić mu humor — burknął.

Usiadł wyprostowany na trawie. Zaciskał i rozluźniał pieści leżące na kolanach

— Czy naprawdę porównałeś się do tego bezdusznego stworzenia? Na Merlina, Severusie! Weź się w garść i opowiedz mi jak się czułeś.

Potrząsnął głową, aby zakryć twarz zasłoną czarnych włosów i milczał, jak grób. Przewróciła oczami. Wstała i podczołgała się siadając naprzeciwko, aby dobrze widzieć jego markotną twarz.

— Severusie... — parsknęła. — Godzinę temu miałam twoją najbardziej intymną część ciała w ręce. Czy nie uważasz, że mamy już niepewność za sobą?

Uniósł kąciki ust.

— Cokolwiek mi zrobiłaś, było intensywnym i godnym zapamiętania doświadczeniem — powiedział pod nosem. — Oprócz tego, przyjemnie było poczuć obcy dotyk na swoim ciele.

— Podobało ci się, świetnie! — Uśmiechnęła się i szturchnęła go w żebra palcem wskazującym. Podniósł wzrok z frustracją. — Nie bądź taki drażliwy, Serpens. Uczysz się rozmawiać, to już coś.

— Nie potrzebuję rozmowy — burknął.

— A czego potrzebujesz? — zapytała, chcąc zapewnić mu komfort. — Severus nawet nie drgnął, patrząc na swoje kolana. — Czy kiedykolwiek dotykałeś kobiety? — zapytała z zainteresowaniem.

Jego policzki przybrały dość uroczy różowy kolor, ale jego twarz była beznamiętna, niezobowiązująca.

— Na pewno nie tak, jak myślisz — uciął chłodno i objął się ramionami w obronnym geście. — Czego oczekiwałaś? Mówiłem ci, że nie miałem przyjemności bliższego stosunku z kobietą. Kilka skradzionych pocałunków w wieku nastoletnim oraz po pierwszej wojnie.

Siedział w milczeniu, gapiąc się przed siebie, na nic konkretnego.

Oh na miłość, Merlina!

— W takim razie, czy chcesz mnie dotknąć? — wyszeptała z małym, zachęcającym uśmiechem.

— Jak? — powiedział zbyt szybko i momentalnie odwrócił wzrok.

— Ty mi powiedz. Ufam, że sam wiesz, co chciałbyś poczuć i odkryć.

Wstała na nogi podając mu rękę. Jego mięśnie muszą być bardzo napięte od zaklęcia mrowiącego. Popatrzył na jej rękę i po chwili walki z samym sobą, wstał powoli bez jej pomocy.

— Nie jestem zgrzybiałym starcem, żebyś musiała mnie podnosić! — Potrafię samodzielnie ustać na nogach!

— Oh, na pewno! Przepraszam, że chciałam być miła, ty drażliwy dupku!

— Język się wyostrzył, co Granger? — Zmrużył niebezpiecznie oczy. Przypominał dawnego Snape'a. Lubiła, gdy czasami przybierał profesorską postać, mówiąc wolno i spokojnie tym mrocznym barytonem.

Całkiem pociągające.

Stanął przed nią. Opuścił ramiona wzdłuż szczupłego ciała i zacisnął pięści po bokach, jakby nie wiedział co zrobić z rękami. Zsunęła ramiączka spaghetti i odsłoniła pas opalonej skóry, tuż nad jej piersiami. Pożerał każdy widoczny cal ciała, a jego oczy wwiercały się w jej suknie. Najwyraźniej, chciał usunąć ją siłą woli. Podszedł bliżej i wyciągnął obie ręce przed siebie, kładąc niepewnie na jej ramionach. Przesunął kciukami od mostka, aż po acromion w gładkiej pieszczocie.

— Masz taką delikatną skórę... — Odetchnął głęboko, a zamknięty wyraz twarzy stał się bardziej czuły.

Uśmiechnęła się złośliwie i zsunęła mocniej sukienkę, prawie odsłaniając sutki. Severus nie przerwał eksploracji, ale wszystko wydawało się bardziej interesujące, niż jej piersi.

— Nie bądź nieśmiały — parsknęła. — Jak nie teraz, to kiedy? - zachichotała na jego oburzoną minę. — Wyrażam pełną zgodę na dotyk, Serpens. Jeśli nie będę mieć na coś chęci, to obiecuję, że od razu cię poinformuję.

Skinął dzielnie głową i zwiększył nacisk dotyku, odsłaniając obraźliwy jedwab, który zakrywał jej sutki. Poczuła, jak kurczą się od chłodnego powietrza i westchnęła na przyjemne doznanie. Severus, jak przypuszczała wcześniej, zachował się, jak typowy mężczyzna na widok jej piersi w całej okazałości. Ściskał delikatnie tkankę tłuszczową i chwycił napięte od pieszczoty sutki. Jego wyraz twarzy wyrażał głęboką fascynację, a ona musiała mocno ugryźć język, żeby się nie roześmiać na widok jego badawczego podejścia.

Bogowie... dać mistrzowi eliksirów cycki do wymacania i liczyć, że nie będzie przeprowadzał eksperymentów... wygląda, jakby chciał je pokroić i sprawdzić co mają w środku.

Severus zaskoczył ją odrobinę, gdy pochylił głowę, aby przeciągnąć językiem po jej sutku. Słysząc jej zduszony jęk, włożył go do ust i zassał ostrożnie. Wciągnęła haust powietrza na odczucie jego warg na swojej wrażliwej skórze.

— Czy zrobiłem ci krzywdę? — podniósł zaniepokojony wzrok i przerwał wszystkie zabiegi na jej ciele.

Krzywdą byłoby, gdybyś nie spróbował drugiego! Jest taki samotny...

— Nie, Severusie. Wszystko w porządku.

Wyraźnie dumny z siebie czarodziej uśmiechnął się zwycięsko i wrócił do odkrywania, co sprawia jej największa przyjemność. Był genialny w zapamiętaniu reakcji jej ciała. Po kilku minutach eksploracji był w stanie wywołać u niej małe jęki i westchnienia. Kiedyś zastanawiała się jakim typem jest Severus i przybiła sobie mentalną piątkę za wcześniejsze przypuszczenia.

Zdecydowanie typ smakosza...

Jego język badał ścieżkę do jej pępka. Składał małe pocałunki, czasami przerywając, aby skupić wzrok na jej twarzy, sprawdzając czy odwala dobrą robotę.

Cholernie dobrą...

Jej majtki z czarnej koronki były całkowicie zrujnowane a zapach jej podniecenia unosił się między nimi. Z tym wielkim nosem na pewno wywęszył sprawę.

Jego dotyk zniknął, więc z trudem zwróciła uwagę na jego twarz. Trochę zaparło jej dech na widok klęczącego przed nią mężczyzny. Włosy miał w kompletnym nieładzie, co zapewne było jej winą, bo przy intensywniejszych działaniach mimowolnie chwytała kosmyki czarnej zasłony włosów. Odgarnęła je z jego twarzy, żeby lepiej mu się przyjrzeć. Blade policzki były mocno zarumienione, a jego oddech uciekał w szybkim tempie, jakby przebiegł niewielką odległość w krótkim czasie. Rozluźnionemu wyrazowi jego twarzy przeczyły oczy. Pociemniałe z pożądania tęczówki, rozszerzone źrenice.

— Hermiono, czy mogę zdjąć twoją sukienkę? — zapytał oficjalnie, a Hermiona przygryzła policzek, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

Widoczne spięcie w jego szczęce rozluźniło się wraz ze skinieniem jej głowy. Zsunął materiał z jej skóry, który upadł u stóp z miękkim dźwiękiem ślizgania po ciele. Severus zwrócił pełną uwagę na jej koronkowe majtki i wziął urywany oddech. — Chcesz, żebym cię dotknął? — zapytał szeptem.

Uśmiechnęła się do niego i skinęła głową w zaproszeniu. Severus chwycił brzegi jej bielizny i delikatnie pozbył się materiału, wkładając je do kieszeni.

Bardzo subtelne, Severusie...

Wcisnął nos w miejsce połączenia mięśni przywodzicieli z miednicą i odetchnął głęboko zapachem jej podniecenia. Poprowadził obie ręce od jej łydek, aż po pośladki i stanowczo ścisnął z westchnieniem.

— Kirke... twoje ciało, jest takie jędrne i pachniesz pięknie — wyszeptał bardziej do siebie, niż do niej, składając pocałunki na gładkiej skórze wzgórka łonowego i wąskim pasku ciemnych loków, które pozostawiła. — Czy miałabyś coś przeciwko, jeśli...— Zacisnął zęby z oczywistą niepewnością. — ... jeśli postaram się sprawić ci przyjemność?

Jego napięty głos pełen nadziei zwrócił jej uwagę na klęczącego czarodzieja. Miał tak otwarty wyraz twarzy, że prawie popłakała się ze szczęścia na osiągnięty sukces. Powinna coś powiedzieć, wydawać polecenia i odrobinę skarcić, jeśli robił coś nie tak.

Tylko po co? Przyjdzie na to czas.

Zapewnił ją wcześniej, że ma anatomię ludzkiego ciała w małym paluszku i musiała się z nim w pełni zgodzić. Radził sobie świetnie, manipulując jej ciałem, jak doświadczony rybak pracujący nad rozłożeniem sieci. Nie potrzebował wskazówek, aby wywołać u niej odpowiednią reakcję na jego dotyk. Postanowiła, że da mu wolną rękę.

Sukces eksperymentu, jest słodszy i bardziej satysfakcjonujący, jeśli uczymy się na swoich błędach.

— Już sprawiasz mi ogromną przyjemność — wyszeptała. — ale mam ochotę na znacznie więcej.

Ochoczo pokiwał głową i chyba musiał prowadzić wewnętrzną debatę i motywującą przemowę, bo skinął głową sam do siebie i ostrożnie popchnął ją do tyłu, aby oparła plecy o pień pobliskiego drzewa. Zgięła kolano, opierając udo na jego ramieniu, aby ułatwić mu dostęp. Czarodziej pod nią chwycił jej uda, masując długimi palcami i ściskając plastyczną skórę. Pochylił głowę do przodu, rozdzielając jej fałdy nosem, a jego język przekreślił szlak od jej wejścia, aż po łechtaczkę. Wyrwał jej się mały jęk, gdy jego ręce zacisnęły się na jej udach. Spojrzała na twarz znajdującą się między nimi i mogła śmiało stwierdzić, że Severus Snape, mistrz eliksirów, podwójny szpieg, a prywatnie niepewny, niedoświadczony seksualnie mężczyzna... był cholernie erotycznym widokiem. Miał zamknięte oczy, delikatnie zmarszczone brwi w skupieniu. Jego nos wyraźnie odstawał od jego twarzy i raczej nieświadomie trącał nim jej wrażliwy kłębek nerwów. Jęknęła głośno i zacisnęła uda, prawie dusząc biednego czarodzieja.

Oh kurwa, ten nos! Kto by pomyślał, że może mieć tak przydatne zastosowanie?

Nie mogąc dłużej powstrzymać swojej dominującej natury, wsunęła palce w jego jedwabiste, cienkie włosy i chwyciła je w pięść na jego spoconym karku. Gwałtownie otworzył oczy i jęknął w jej rdzeń, kończąc powolną eksplorację i zwiększajac swoje wysiłki, poprzez intensywne pociągnięcia językiem. Wibracja jego zduszonego jęku przebiegła od jej rdzenia aż po palce u stóp, które podwinęły się równocześnie w lekkim skurczu.

Tak, Merlinie...

Patrząc na jej wykrzywioną z przyjemności twarz swoimi ciemnymi, jak noc oczami, chwycił wargami jej pulsującą łechtaczkę i wessał do ust. Krzyknęła z tłumionej wcześniej przyjemności i chwyciła mocniej jego włosy. Warknął, chwytając w miażdżącym uścisku jej udo, leżące na jego ramieniu, a dwa długie palce drugiej ręki znurzyły się w jej oczekujących fałdach, aby zgłębić się w jej środku.

Pieprz mnie!

Podniecony Severus był naprawdę niepoczytalny. Wyglądał, jak dzikie zwierze, które po latach niewoli wydostało się na wolność. Zaangażowanie, które wkładał w sprawienie jej przyjemności mogłoby ją rozczulić, gdyby nie była aktualnie skupiona na palcach, które sprawnie dotykały gąbczastego miejsca w jej środku i kompletnie zamknęły jej umysł na coś innego, niż odczuwanie euforii.

Widząc jej rozklekotany stan, zdeterminowany Severus zassał mocniej jej nabrzmiałą krwią łechtaczkę i przyspieszył pracę palców, wyciskając z jej przepony gardłowy jęk.

— Oh! Tak! — krzyknęła ochrypłe i ledwo mogła rozpoznać własny głos. Mięśnie jej pochwy zacisnęły się, a impuls elektryczny wzdłuż jej kręgosłupa rozbiegł się po całym układzie nerwowym w intensywnych drgawkach. — Severusie, tak! — Jęknęła na odczucie ciepła. Soki płynęły po jej udach, a podekscytowany czarodziej pił z chęcią, wprost ze źródła jej przyjemności.

Gładziła go ręką po włosach. Poczuła zwolnienie uścisku na jej trzęsących udach, a mężczyzna odpowiedzialny za jej spełnienie odetchnął głęboko potrzebnym do życia powietrzem.

Prawie udusiłam biednego Severusa...

Spojrzała na jego zarumienioną z pożądania twarz i zauważyła ten dumny wzrok męskiej satysfakcji, który wydusił z jej trzewi gardłowe parsknięcie.

— Nie bądź taki zadowolony z siebie — zachichotała ochryple, ale efekt pewności w jej głosie został kompletnie zniszczony przez jej rozpustny wygląd.

Machnęła ręką oczyszczając bezróżdżkowo jego twarz z własnych soków. Severus spojrzał na nią z urazą, jakby chciał zachować dowody swoich wysiłków do końca życia lub co najmniej pobrać próbkę i zbadać ją później w prywatnym laboratorium.

Kirke, daj mi siłę...

— Czy podobało ci się? — Beztroski ton wcale jej nie zmylił i uniosła wargi w złośliwym uśmieszku.

— Severusie... — Pokręciła głową z politowaniem. — Myślałam, że to do mnie należy rola uczennicy, starającej się zyskać aprobatę swojego profesora — zachichotała.

Severus przewrócił oczami i zanurzył twarz w jej miękkim brzuchu, gładząc palcami jej talię. Mamrotał pod nosem coś, co brzmiało, jak „nieznośna baba", więc ryknęła śmiechem i przytuliła jego głowę z westchnieniem.

Czy ktoś kiedykolwiek powiedział mu, jak gładkie i delikatne są jego włosy? Pewnie nie.

Wygładziła rozczochrane kosmyki na jego głowie i spojrzała na dowód jego podniecenia. Uniosła brwi, zerkając na niego znacząco.

— Cóż, musimy coś z tobą zrobić, czyż nie? — zapytała żartobliwym tonem.

Severus zmieszał się, a później pokręcił głową przecząco.

— Dziękuję za propozycję, ale już wystarczająco dużo przyjemności od ciebie uzyskałem. Mogę się tym zająć sam — burknął odwracając wzrok.

— Czy właśnie do tego calu zabrałeś moje majtki, kiedy myślałeś, że nie patrzę? — Uniosła brwi do lini włosów.

Severus spojrzał na nią zaskoczony i zreflektował się szkoląc wyraz twarzy w uprzejme zainteresowanie

— Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz, Hermiono.

Oskarżyła mnie o kradzież majtek! Też mi coś.

Fakt, że schował koronkowy skrawek materiału do kieszeni zarzucał swojej chwilowej niepoczytalności. Nie przywykł do myślenia niczym innym, niż głową więc to chyba oczywiste, że w takich okolicznościach mógł wykonywać pewne czynności poniekąd instynktownie.

A przecież schowanie dowodu sprawienia przyjemności kobiecie jest instynktowne!

Uśmiechnął się z dumą.

Brawo, Severusie! W wieku czterdziestu dwóch lat zaliczyłeś pierwszą bazę. Jeszcze kolejne czterdzieści dwa i może masz szanse na stracenie dziewictwa...

Naburmuszył się i kopnął mały kamień, leżący na młodej trawie.

— A co ci zrobił ten biedny kamień? — Głos kobiety był odrobinę stłumiony przez sukienkę, którą właśnie wciągała przez głowę.

Kurwa, powinienem przyglądać się jej ciału, zamiast rozważać ewentualny stosunek płciowy za pół wieku...

— Musisz być taka ciekawska? — warknął. — Czy nie dość już informacji ze mnie wyciągnęłaś? Niedługo nie będę mógł przez chwilę zatracić się w myślach, bo będziesz w mojej głowie! Wiesz coś o subtelności i szanowaniu cudzej prywatności?

— Masz rację. Bez sensu skupiam się na twoich gburowatych zachowaniach. Mam niewiele czasu wolnego, a to praca na cały etat. Nie przestajesz być gburem!

Czarownica spojrzała na niego z politowaniem i machnęła ręką, przywracając włosom bardziej okiełznany wygląd.

Szkoda. Lubię, gdy jest rozczochrana.

— Doprawdy? — wyszeptał oschle. — Nic dziwnego, że zachowuję się w ten sposób, skoro od lat otaczają mnie sami idioci! — Wstał i również przystąpił do poszukiwania brakującej odzieży.

— W takim razie powinieneś zastanowić się, dlaczego masz wszystkich za idiotów i może warto obniżyć standardy, bo w końcu zostaniesz całkowicie sam! — Teraz już krzyczała, więc wywnioskował, że mogła odebrać osobiście jego komentarz.

Trudno!

— Jesteś zbyt młoda, żeby zrozumieć pewne rzeczy. Poza tym, patrząc na grono twoich znajomych i ślepe oddanie, wcale się nie dziwię, że masz przeinaczony pogląd na rzeczywistość.

— A co to ma właściwie oznaczać? — Jej twarz wykrzywiona ze wściekłości trochę zaparła mu dech. Była bardzo ładna, gdy jej włosy iskrzyły od wybuchu niekontrolowanej magii.

— A chociażby to, że od dziecka ludzie wykorzystują cię dla swoich korzyści, a ty z wielką chęcią udzielasz im pomocy! Za darmo! — drwił. — Oj przepraszam! Za cenę nielojalnej przyjaźni!

— O czym ty do cholery mówisz, Severusie? —uspokoiła się o kilka stopni w skali wkurwienia Hermiony Granger i zmarszczyła brwi w zmieszaniu.

— O twojej szkolnej przyjaźni z chłopcem, który przez przypadek przeżył i tym rudym nieporadnym idiotą! — Zwrócił ku niej szyderczą twarz i skrzyżował ramiona na piersi. — Wykorzystywali twoją dobroć, samotność mola książkowego i chęć zyskania przyjaźni. Gdybyś nie była powodem, dla którego pomyślnie zdawali egzaminy, zapewne odstawiliby znajomość na bok. Nie widzisz tego?

— Nie! — Zmieszany grymas, który był widoczny na jej twarzy sekundę temu, zamienił się w plujący iskrami ogień, więc nieumyślnie zrobił kilka kroków w tył. — Harry i Ron byli dobrymi przyjaciółmi!

— Nie mówię, że Potter aktualnie źle cię traktuje. Widzę, że jest z tobą związany. Nie zmienia to faktu, że byłaś przez niego wykorzystywana. — Strofował celnie, prosto w serce. — A gdzie jest teraz twój ukochany Ronald Weasley? Nie przypominam sobie, żebym widział go w twoim towarzystwie przez ostatnie kilka lat — prychnął.

Pożałował słów na widok jej reakcji. Hermiona Granger zachwiała się na dopiero co ubranych szpilkach, jakby została uderzona soczystym plaskaczem w twarz. Kopnąłby się solidnie w tyłek, gdyby mógł cofnąć czas o kilka sekund. Przypomniał sobie, że czytał w Proroku o ich związku oraz późniejszym zerwaniu zaręczyn. Wtedy miał niezły ubaw z samego faktu, że są ze sobą związani. Najbardziej niekompatybilna para, jaką był w stanie sobie wyobrazić. Teraz jednak, widząc jej wykrzywioną bólem twarz, pogratulował sobie typowego szyderczego zachowania wobec kobiety, która poświęciła czas na zapewnienie mu bezpieczeństwa i komfortu.

Szybki instruktaż, jak zranić miłych dla mnie ludzi: Część pierwsza.

Po zobaczeniu jej wcześniejszej reakcji, spodziewał się krzyku lub co najmniej wyrzucenia go z Onca z pergaminem „kopnij mnie w bezwzględny tyłek" przyczepioną na własnych plecach. Czuły uśmiech nie był czymś, czego się spodziewał po brutalnym ataku na jej osobę.

Hermiona Granger i jej masochistyczne zawieranie przyjaźni... tak, to musi być powód. Miałem rację.

— W czym tkwi problem, Severusie? — Położyła ręce na biodrach i tak bardzo przypominała Molly Weasley, że stracił wątek. — Czy coś się stało, że atakujesz moją osobę w taki sposób? — Nie zrobiłam ci nic złego, więc podejrzewam, że problem tkwi gdzieś indziej. To zrozumiałe, że jesteś zdenerwowany. Wiele się dzisiaj wydarzyło. — Spojrzała na niego ostrzej i zbliżyła się kilka kroków, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Jego oczy płonęły i zeszkliły się z wysiłku, ale nie odwrócił wzroku. — Jeśli już musisz koniecznie wiedzieć... — Usiadła na pobliskim głazie, skrzyżowała ramiona i założyła nogę na nogę. — Harry zawsze mnie wspierał. Owszem, zdawałam sobie sprawę, że był bardziej związany z Ronem, nie jestem idiotką! — Czekała w milczeniu na jego reakcję, jakby oczekiwała, że ją wyśmieje lub wydusi szydercze komentarze. Stał w ciszy, jak kamienny posąg, patrząc na czarownicę bez mrugnięcia. — Skoro skończyłeś ze mnie drwić, na pewno zainteresuje cię to, że nie mam kontaktu z Ronem od zerwania naszych zaręczyn. — W końcu odwróciła wzrok i rozejrzała się po leśnej puszczy, szukając punktu zaczepienia. — Na przyszłość, polecam powstrzymać się od komentowania tematów, których nie rozumiesz. Ron był dobrym przyjacielem przez większość znajomości, ale nasz związek nie przetrwał próby czasu. Mieliśmy inne spojrzenie na otaczający nas świat i odmienne plany na budowanie relacji. — Uśmiechnęła się smutno, a on przysiągł sobie, że ostatni raz będzie powodem jej smutku. Bolesny grymas przebiegł przez całą jej twarz i potrząsnęła głową, odganiając toczące się w jej głowie wspomnienia. — Ja na przykład, nie patrzyłam na zdrady w sposób przychylny. — Powiedziała cicho, a jej głos odrobinę załamał się na końcu wypowiedzi.

Poczuł się, jak cham nie po raz pierwszy w życiu. Powinien zastanowić się dlaczego odbiera jej ból na tyle osobiście, że miał ochotę znaleźć rudego idiotę i przetestować najbardziej żrące mikstury na jego piegowatej twarzy. Odchrząknął głośno, aby oczyścić gardło z nietypowych dla niego wyrzutów sumienia i odwrócił wzrok od zranionej wiedźmy.

No dalej... korona nie spadnie ci z głowy od małych przeprosin. Ona zasługuje na znacznie więcej...

— Wybacz mi mój wybuch i niewybaczalne komentarze — wychrypiał przez zaciśnięte gardło. — Nie powinienem zakładać, że nie byłaś świadoma manipulacji, których byłaś ofiarą.

— W porządku. — Zmarszczyła brwi, patrząc na niego trochę nieprzytomnie. — Nie wiem co spowodowało twój wybuch i byłabym wdzięczna, gdybyś nie wyżywał się na mnie za demony, które atakują twój umysł w danym momencie. — Odchrząknęła z małym, wszystkowiedzącym uśmiechem. — Następnym razem powiedz mi, co siedzi w twojej głowie, a ja postaram się pomóc.

Właśnie to miałem na myśli, mówiąc o wtrącaniu się w cudze sprawy!

Skinął głową, odpychając własne wnioski i zapiął pogniecioną koszulę. Powinien być bardziej ostrożny. Nie chciał jej zranić, a ona najwyraźniej była najbardziej wyrozumiałą osobą w czarodziejskiej Wielkiej Brytanii. Tłumaczenie się emocjonalnym doświadczeniem nie było dobrym pomysłem. Kontrola stała się domeną jego image'u, więc podawanie takich argumentów mogło spowodować ubytek w pozycji odpychającego dupka, na który ciężko pracował przez lata. Najlepiej, jeśli będzie milczał do końca wieczoru.

— Chcesz zjeść ze mną kolację, Severusie? —wymruczała z marzycielskim uśmiechem.

Jak mam milczeć do końca wieczoru w trakcie kolacji? Nie, kolacja odpada...

— Tak. — Zacisnął zęby, żeby nie krzyczeć z frustracji. Jego język musi mieć własny umysł. Na pewno nie podjąłby samodzielnie takiej decyzji.

— Bardzo mi miło. — Uśmiechnęła się promiennie i podskoczyła klaszcząc w dłonie. —Chodź, zawołam Melwina, żeby nas stąd zabrał! Mogłabym zjeść konia z kopytami! — Skierowała się do drzwi tanecznym krokiem.

Ruszył za nią, nie odrywając wzroku od poruszających się płaszczyzn i uwypukleń jej ciała. Również był głodny, nie jadł od dużego czasu. Problem był taki, że jedyne o czym obecnie mógł myśleć, to rozłożenie Hermiony na kuchennym stole i przystąpienie do konsumowania kolacji.

Napalony, obrzydliwy staruszek!

Mała myśl krążyła po jego umyśle od opuszczenia baru.

— Kim jest dla Ciebie ten wypindrzony chłopiec z idealnym zarostem? — burknął cicho.

Hermiona nabrała powietrza do płuc, aby zawołać Melwina. Zawahała się, obracając w jego stronę ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.

— Kto? — ściągnęła brwi.

— Jonas, czy jakoś tak.

Panuj nad swoim dociekliwym tonem, Severusie. Jeszcze tylko brakuje, żeby pomyślała, że jesteś ciekawski.

— Josu? — parsknęła. — Jest moim szefem, już o tym wiesz. — Uśmiechnęła się pięknie i miał ochotę wejść do jej umysłu i upewnić się, że uśmiech był skierowany do niego, zamiast na myśl o przystojnym szefie. — A prywatnie jest moim dobrym przyjacielem. Nie mogę wyrazić słowami, jak bardzo jestem mu wdzięczna za wsparcie.

— Przyjaciel — wypluł słowo z kwaśnym grymasem.

— Tak, przyjaciel. — Spojrzała na Severusa z ciekawością. — Znasz naturę mojego stanowiska. Josu jest jedyną osobą z którą mogę porozmawiać bez obawy. To dość pocieszające, gdy dopadnie cię rutyna lub nie możesz zrobić postępu w badaniach.

— Dlaczego nie kojarzę go z Hogwartu? — Zacisnął szczękę. Obcy ludzie byli niebezpieczni.

— Jest Francuzem, przybył do Anglii bezpośrednio po wojnie. — Spochmurniała. — Departament Tajemnic stracił dyrektora. Hermes Jones został zamordowany przez śmierciożerców, więc Ministerstwo ściągnęło Josu z Francji na okres próbny i piastuje stanowisko do teraz.

Francuz... romantyczny żabojad! Świetnie.

— Cóż, jak wygodnie — warknął pod nosem. — Przeczekać najgorszy czas dla brytyjskich czarodziejów i zgrywać ważniaka, gdy brakuje niebezpieczeństwa.

— Hej! — Groźne rozszerzenie nozdrzy Hermiony nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. — Nie znasz go, więc przestań oceniać. To dobry człowiek i ma świetne poczucie humoru! — warknęła.

Widziałem wystarczająco. Łaszący się dupek.

Melwin pojawił się na zawołanie z szerokim uśmiechem na twarzy. Widząc Severusa nadąsał się i położył małe ręce na biodrach. Hermiona uśmiechnęła się do Severusa porozumiewawczo.

— Zanim Melwin przetransportuje nas do moich kwater, byłabym wdzięczna, gdybyś przeprosił go za swoje wcześniejsze zachowanie — Jej oczy stały się stalowe, ale uśmiech pozostał.

— Naskarżyłeś na mnie? — Spojrzał na skrzata z niedowierzaniem. — Jaki z ciebie skrzat, skoro nie potrafisz zachować nic dla siebie?

— Melwin, to dobry skrzat! — pisnął wysoko i zaczął ugniatać małymi rączkami koszulę, którą miał na sobie. — Panienka Hermiona powinna wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w jej domu! — Hermiona skinęła dumnie głową i spojrzała na Severusa wyczekująco

Uszasty drań!

— W porządku — wycedził przez zaciśnięte z rozdrażnienia zęby. — Przepraszam. — Prawie zakrztusił się słowem.

Podwójne przeprosiny w jeden wieczór. Miękniesz, ponury ciulu. Jeszcze trochę i zmienisz się w Lockharta, dekorując Wielką Salę walentynkowymi serduszkami.

Czułe spojrzenie Hermiony Granger przerwało jego samokrytyczną litanię. Chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę skrzata. Gdy świat zaczął wściekłe wirować, doszedł do jednego, niezaprzeczalnie oczywistego wniosku.

Jeśli będzie się do mnie tak czule uśmiechać za każdym razem, gdy wyrażę cień skruchy. Mogę nawet przeprosić portret Albusa za dosypanie mu środków przeczyszczających do paczki cytrynowych dropsów.

Ścisnęła mocniej rękę Severusa, gdy ich stopy uderzyły w drewnianą podłogę salonu. Poprosiła Melwina o przygotowanie kolacji w pokoju jadalnym i skinęła głową Severusowi w zaproszeniu do usadowienia się obok niej na kanapie. Hermiona rozważała rozpoczęcie nieuniknionego tematu, dochodząc do wniosku, że powinna przestać zachowywać się jak tchórzofretka.

— Severusie. — Spięła się odrobinę, gdy zwrócił ku niej ostrożne oczy. — Cieszę się, że nie uciekłeś z krzykiem podczas naszych sesji i będę wdzięczna, jeśli wyrazisz głośno swoje wątpliwości lub zażalenia. — Przesunęła się z niepokojem na miękkiej poduszce, przyglądając się jego oceniającemu spojrzeniu.

— Nie mam zażaleń, ani wątpliwości. — Mierzył ją chłodnym wzrokiem, po czym odwrócił go na gładką taflę szkła z widokiem na dno Amazonki. —Nie trudno wywnioskować, że bardziej odpowiada mi, gdy przejmujesz kontrolę, ale wiem że nie jestem w pełni uległym. — Ściągnął gęste brwi.

— Naprawdę? — Postukała palcem w brodę i podrapała się po rozluźnionych od wcześniejszych czynności lokach. — Podczas zawarcia kontraktu wspominałam ci, że możesz czuć się komfortowo w zamianie roli. Pojawiają się kwestie sporne, co do wiarygodności związku dominującej z uległym, kiedy jeden z partnerów jest w stanie wcielić się w obie role, ale jestem przekonana, że bezpośredni wpływ na relację ma złożony charakter i osobowość jednostek. — Westchnęła, opierając głowę o kanapę i splotła palce na burczącym z głodu brzuchu. —Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie czy sprawdzisz się w roli uległego. Możemy znaleźć ci partnerkę, która będzie chętna do zamiany ról.

Severus zesztywniał i skierował zimny wzrok na jej neutralną twarz.

— Kiedy zaczniesz szukać dla mnie partnerki? — cedził słowa.

— Wtedy, gdy będziesz gotów — ucięła. — Jestem pewna, że w przyszłym tygodniu zakończymy sesje. Zachęcam, żebyś spotykał się z innymi kobietami w tym czasie. Nawiązywanie relacji stricte seksualnych nie będzie konieczne, mam na myśli swobodne prowadzenie rozmowy. — Uśmiechnęła się. — Przypuszczam, że zwiększy to twoją pewność siebie i ułatwi kontakt z przyszłą partnerką.

— A co jeśli nie chcę nawiązać z nikim relacji o takim charakterze? — Zaciśnięcie jego szczęki uwydatniło mięśnie żuchwy.

— W takim wypadku, nikt cię do tego nie zmusi. Możesz spędzać z nami czas kiedy ci się podoba, bez angażowania się w grę. Josu jest członkiem klubu od kilku lat, a nigdy nie widziałam go z żadnym partnerem, czy partnerką. Nie przeszedł również kursów, ponieważ od początku nie był zainteresowany tą naturą klubu.

— Nic dziwnego, że nie przyprowadził partnerki. — Spochmurniał. — Ten facet za tobą szaleje. Jej zdezorientowane spojrzenie musiało rozwiązać mu język, bo zaczął precyzować. — Znam ten typ. Przypomina mi Jamesa Pottera. Zgrywa przyjaciela, żeby dostać się do twoich majtek. Oh, nie patrz tak na mnie. Znam się na ludziach — warknął rozeźlony, gdy jej szok opadł i ryknęła radosnym śmiechem

— Severusie, nie wiesz o czym mówisz... — wybełkotała między napadami gardłowego śmiechu. — Josu, najpewniej będzie bardziej zainteresowany, aby dostać się do twoich majtek!

Przerażenie w oczach czarodzieja i zaczerwienienie jego policzków, wydusiło z niej więcej perlistego śmiechu. Chwyciła mocniej swój bolący brzuch, żeby nie zwymiotować z głodu i skurczów, spowodowanych napadem radości.

— Bardzo w to wątpię — zamlaskał z niesmakiem Severus. — Widziałem jak na ciebie patrzy.

Usłyszała, że szepcze pod nosem, coś co mocno przypominało: żabojad, wypucowany miłośnik ślimaków. Czerwony kolor nie zniknął ze szczytów jego kości jarzmowych, a Hermiona mimowolnie uśmiechnęła się złośliwie na możliwość kiełkującą w jej głowie.

A może troszkę się podroczymy?

— Severusie... — Jej poważny głos przywrócił czarodzieja do porządku i łypnął w jej kierunku z pełną uwagą. Usta powoli rozciągnęły się w najbardziej seksownym uśmiechu, jaki zdołała nanieść na swoją twarz. Musiało jej pójść świetnie, bo Severus rozszerzył oczy i przełknął głośno ślinę. — Czy wiesz skąd pochodzi nazwa miłości francuskiej?

Efekt był natychmiastowy. Mężczyzna przybrał odcień szkarłatu i zamrugał nerwowo.

— Herrrmiono! — warknął, ale jego urywany głos odjął grozy od obietnicy tortur i śmierci w męczarniach. — Przestań się ze mną droczyć! Nie interesują mnie mężczyźni!

— Kiedyś wspominałeś o trójkącie — wyszeptała z intrygą w głosie, zbliżając się do nadąsanego czarodzieja, jakby chciała mu zdradzić największą tajemnicę świata. — Myślę, że Josu mógłby się zgodzić na małą sesje z nami.

— Nie! Nie będzie Cię dotykał! — Urwał, rejestrując znaczenie swoich slow. — Mnie też nie będzie dotykał! — dodał zmieszany, odwracając wzrok.

Poważnie? On kompletnie nie zna się na żartach.

— Czy musisz być taki sztywny? Po tym wszystkim co się między mami działo? — Westchnęła z rozdrażnieniem. — Tylko się z tobą droczę.

— Widzę, że bardzo przeszkadza ci moja prawdziwa natura — zadrwił. — Może powinnaś się zastanowić, czy udzielanie mi dalszych lekcji ma sens. — Szyderczy grymas wpełzł na jego pobladłą twarz. — Wątpię, żebyś dobrze oceniła postępy tej szalonej terapii, skoro moja osobowość cię odpycha. — warczał w trakcie wstawania z kanapy i udał się szybkim krokiem w stronę mahoniowych drzwi.

Nacisnął klamkę, która nawet nie drgnęła. Odwrócił się, żeby na nią spojrzeć z oczami płonącymi ze wściekłości.

Wygląda na szalonego. Kingsley powinien przy świadkach wręczyć mi Order Merlina, jeśli uda mi się przeżyć dzisiejszy wieczór.

— Otwórz drzwi! — Dobrze, że za nim nie pobiegła, bo była pewna, że oplułby ją jadem z bliskiej odległości.

— Nie. Znasz zasady Onca. Wyjdziesz dopiero, gdy skrzat otworzy drzwi. Melwin dostał polecenie, aby nie pojawiać się, jeśli go nie wezwę. — Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i uniosła brew drwiąco. — Utknąłeś ze mną. A jeśli chodzi o moją odpowiedź, którą mi niegrzecznie uniemożliwiłeś, to wierz mi... będę w stanie ocenić cię rzetelniej, niż mój były profesor eliksirów, wystawiający mi stopnie na zakończenie roku.

Severus rozszerzył oczy na przypomnienie, że kiedyś była jego uczennicą. Niesprawiedliwie ocenianą uczennicą. Następnie oczy w szparki i powoli zbliżył się do kobiety siedzącej na kanapie. Wyciągnął sylwetkę na maksymalną wysokość, skrzyżował powoli ramiona na piersi i przyszpilił ją morderczym wzrokiem.

— Tak chcesz się bawić, wiedźmo? — wyszeptał lodowatym tonem. — Masz ochotę na ckliwe wspominki z przeszłości i przepychanki słowne?

Uśmiechnęła się drwiąco.

— Ja? — parsknęła. — Niekoniecznie. — Machnęła nonszalancko nadgarstkiem. — Za to ty, najwyraźniej masz ochotę na droczenie. Namiot w twoich spodniach jest dla mnie raczej oczywistą wskazówką.

Severus, stojący z kroczem na wysokości jej wzroku zrobił najbardziej zabawną rzecz, jaką widziała od czasu, gdy Harry próbował po pijanemu użyć proszku fiuu z wnęki w ścianie, zamiast kominka. Czarodziej machnął rękami, próbując zgarnąć poły peleryny, której oczywiście nie miał na sobie, więc zakrył przód spodni rękami i spojrzał na nią z ponurym wyrazem porażki.

— Nietoperz bez swoich skrzydeł nie może się ukryć. — Uśmiechnęła się zwycięsko. — Skończ się obrażać na cały świat i siadaj. Za chwile Melwin przyniesie kolację.

Głód... najlepszy kucharz i łagodzący spory sprzymierzeniec.

Usiadł w milczeniu z kwaśnym grymasem, ale widziała jak jego oczy rozbłysły na myśl o jedzeniu. Melwin był naprawdę zdolnym skrzatem i robił najlepsze dania, jakich kiedykolwiek spróbowała.

— Dobrze — wycedził. — Powiesz mi co się wydarzyło między tobą, a Lucjuszem?

Widziała kątem oka, jak Melwin pojawił się w jadalnym pokoju, ekspresowo nakrywając do stołu. Szturchnęła łokciem żebra Severusa i wskazała mu palcem pełen pyszności mebel. Spojrzał na nią z frustracją, a po zobaczeniu ilości jedzenia przygotowanego przez Melwina, oblizał usta i ruszył sprintem za podmuchem przepysznego zapachu, który unosił się z jadalni.

Podłożyła mu nogę.

— Ups! — Roześmiała się na widok rozłożonego na dywanie Severusa. — Wyglądasz, jak Jezus w Rio!

— Lepiej schowaj się w najlepiej strzeżonym miejscu, wredna babo! — krzyknął do oddalającej się biegiem kobiety. — Jak cię złapię... pożałujesz, że Krum wyłowił cię z jeziora na czwartym roku!

Usiadła przy stole, nakładając sobie słuszną ilość pieczeni jagnięcej oraz Yorkshire pudding. Czuła palący wzrok Severusa na swoim czole, zanim niebezpiecznie się do niej zbliżył. Nałożyła kawałek pieczeni na widelec i w momencie, gdy jego ręce miały zacisnąć się na jej szyi, wsadziła mu kawał mięsa do wykrzywionych w pogardzie i agresji ust. Uścisk na jej szyi rozluźnił się, więc zerknęła na czarodzieja, który z zamkniętymi oczyma rozkoszował się smakiem.

Smakosz...

— Już skończyłeś ze śmiercionośnym pościgiem? — parsknęła.

— Najpierw się najem. Umierałem z głodu! — Usiadł naprzeciwko niej i wypełnił talerz z błyskiem przyjemności w oczach.

Powinna razem z Harrym i Ronem nakarmić Voldemorta. Może wtedy dobrowolnie oddałby swoje horkruksy.

Objadali się w milczeniu, a gdy większość zniknęła ze stołu, odetchnęła głęboko i pomasowała spuchnięty brzuch, przełykając kilka łyków zimnej wody.

— Zwracam honor Melwinowi, jest genialnym kucharzem — powiedział krótko Severus. Wszystkie jego zmarszczki wygładziły się, a usta rozciągnęły w jej ulubionym uśmiechu.

— Zgadzam się. — Odwzajemniła uśmiech i wyprostowała obolałe kończyny. — Pytałeś o Lucjusza? — Skinął żwawo głową. — Cóż, na pewno już wiesz, że zakończyłam nasz układ. Oficjalnie łączy nas jedynie umowa, którą ty również zawarłeś. — Przewróciła oczami, widząc kwaśny grymas. — Nie patrz tak na mnie, to nie kara. Lucjusz źle znosi dzielenie się swoimi zabawkami, a ja nie mam zamiaru być jedną z nich.

— Jesteś cholernie ślepa na oczywiste znaki zainteresowania twoją osobą, Granger. — Uniósł brew z rozbawieniem i wsadził kawałek truskawki do ust. — Lucjuszowi na tobie zależy, znam go od dziecka.

— Pf! — fuknęła. — Okazuje zainteresowanie w dziwny sposób. Tak czy inaczej, jutro mam zamiar go odwiedzić i przemówić mu do rozsądku. Poza tym, znalazłam dla niego nową dominantę.

— Kto to?

— Nic Ci nie powiem. Odpuść.

— Świetnie! — warknął, ponownie skupiając uwagę na swoim talerzu.

— Bardzo dziękuję za towarzystwo. — Jej usta podwinęły się, a kąciki oczu zmarszczyły od szczerego uśmiechu. — Myślę, że najlepiej będzie, jeśli wrócisz do swoich kwater i odpoczniesz.

— Zgadzam się, dziękuję za posiłek.

Skinął głową na pożegnanie, gdy wezwała Melwina. Skrzat chwycił go za nadgarstek i zniknęli z cichym pyknięciem.

Wieczorna toaleta trwała wyjątkowo długo. Hermiona szorowała skórę, aż zarumieniła się na czerwono i wmasowała w napięte ciało sporą ilość olejku rozluźniającego mięśnie. Przykrywając się szczelnie satynową pościelą, gdy jej ociężałe od zmęczenia powieki zaczęły opadać...

Uśmiechnęła się sennie na wspomnienie delikatnego uśmiechu jej zwykle ponurego czarodzieja, nie zastanawiając się dlaczego na jawie, Severus Snape był jej czarodziejem.