ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
ELIKSIR
Zobaczył mroczki przed oczyma i przeklnął głośno, gdy drewniana komoda w salonie spotkała się w potyczce z jego małym palcem u stopy. Podskakiwał, aż do kanapy jęcząc żałośnie.
To gorsze, niż Cruciatus!
Usłyszał cichy chichot dochodzący z drzwi sypialni, więc wyszkolił wyraz twarzy w najbardziej obojętną maskę i spojrzał na zarumienioną czarownice, która najwyraźniej dobrze bawiła się jego kosztem.
— Co ty robisz, Severusie? — wydusiła z głębokim chichotem.
— Nic — burknął ponuro i odwrócił się do wrednej wiedźmy plecami, żeby otworzyć jakieś czasopismo, które leżało na stole .
— Zupełnie nic? — Chichotała w dalszym ciągu, a on miał największą ochotę ją przeklnąć do siedmiu piekieł.
— Nie jesteś zbyt spostrzegawcza, co? — prychnął. — Jakbyś nie zauważyła, czytam!
Hermiona zbliżyła się do niego po cichu, ale oczywiście był w stanie wyczuć zmianę w jej położeniu
I zapach jej włosów...
— Cóż, widzę — szepnęła mu do ucha, a jego ciało zareagowało natychmiastowo. Wszystkie jego włoski na ciele zjeżyły się, a puls przyspieszył. —Tylko zastanawiam się... co takiego czarodzieja, jak ty... mogłoby zainteresować w artykule „Moja wagina i jak o nią dbać".
Severus spojrzał na kawałek papieru i wypuścił go z rąk na widok dość obrazowego rysunku z opisami i rzucił Hermionie ostre spojrzenie, gdy ta w końcu ryknęła śmiechem i zawisła zgięta w pół na oparciu kanapy.
— To do celów badawczych. — Nawet nie wiedział co chwycił w ręce.
— Na pewno! — krzyknęła łapiąc się za brzuch, a widząc jego morderczy wyraz twarzy, dodała — Oj, już się tak nie dąsaj. — Uspokoiła się trochę i spojrzała na niego z radosnym uśmiechem. — Widziałam cię skaczącego jak królik, więc kobiece czasopismo w twoich rękach nie jest jakimś dziwnym widokiem.
— Wcale nie skakałem jak królik! — Zmrużył oczy. — Radzę ci zmienić miejsce tej okrutnej komody, bo nim się obejrzysz będzie twoim końcem!
Parsknęła niekobieco i usiadła obok niego na kanapie, sięgając po winogrono leżące na stoliku kawowym.
— Czy nie powinnaś być w Ministerstwie? — zapytał. — Dziś poniedziałek.
— Nie — powiedziała z pełnymi ustami, po czym zakrztusiła się sokiem owocowym i musiał ją solidnie klepnąć, żeby nie usuwać później zwłok z kanapy.
— Merlinie, wiedźmo! Czy ktoś powiedział ci, że nie powinnaś mówić z pełnymi ustami?!
— Dziękuję bardzo za pomoc — burknęła. — A wracając do mojej pracy, Josu dał mi wolne i sam też odpuścił sobie obowiązki. Jesteśmy umówieni na lunch, chcesz iść z nami?
Severus poczuł jak wielka pięść zazdrości wbija mu się w brzuch.
Josu? Ten cholerny pajac w obcisłych jajogniotach?
— Nie i nie ukrywam, że miałem nadzieję, że mi dzisiaj pomożesz.
Kirke, dlaczego to powiedziałem?
— W czym mam ci pomóc? — Uniosła obie, idealnie wyprofilowane brwi do lini włosów.
Cholera, wymyśl coś! Czego Hermiona Granger nie przepuści?
Uśmiechnął się złośliwie w duchu, ale na jego twarzy nie pojawiła się nawet najmniejsza zmarszczka.
— Cóż, Hermiono — powiedział neutralnie. — Masz tu bardzo ładne laboratorium i pomyślałem, że będziesz chętna, aby mi pomóc z moim nowym eliksirem.
Reakcja była natychmiastowa. Hermiona spojrzała na niego z pełną uwagą, wyprostowała plecy i oblizała usta, wytrzeszczając wielkie oczy.
Jestem geniuszem.
— Eliksir? Pomóc ci? To znaczy... ja? — bełkotała patrząc na Severusa z niedowierzaniem.
— Tak, przyda mi się pomoc. — Machnął ręka niezobowiązująco, żeby nie pomyślała, że mu zależy.
Przez chwilę przyglądała się jego osobie, jakby miał trzy głowy, a po chwili zmrużyła podejrzliwie oczy.
— Co knujesz, Serpens? — zapytała sceptycznym sykiem. — Wiem, że nigdy nie wpuściłbyś mnie do swojej pieczary i nie poprosił o pomoc przy warzeniu!
Cóż, nie... no chyba że miałabyś iść na obiad z przystojnym Francuzem, a ja miałbym spore trudności z dzieleniem się.
— To twoje laboratorium, nie moje. — Uniósł brew. — Więc decyzja o warzeniu ze mną należy do ciebie, w końcu nie mogę wyprosić cię z twojej własności, prawda? — Zrobił niewinną minę
— Dobra. — Ściągnęła brwi. — To ma sens.
— To jak? — Całkowicie ukrył nadzieję i ciekawość pod szyderczym uśmiechem.
— W porządku, wyślę patronusa do Josu o odwołaniu spotkania.
Uśmiechnął się w duchu, jak szaleniec.
Szach mat żabojadzie!
— Idę do siebie, żeby się przygotować. Zjedz coś i przyjdź do laboratorium, jak będziesz gotowa.
— Tak jest, proszę pana — parsknęła.
Przewrócił oczami i ruszył w stronę drzwi, a gdy je zamknął i upewnił, że nikt go nie widzi, ani nie słyszy - zachichotał złowieszczo i prawie podskoczył w drodze do swoich kwater.
Manipulacja sprawiła mu wyjątkowo dużą przyjemność. Zapomniał już, jakie to zabawne uczucie robić w konia Czarnego Pana i cieszył się z małej namiastki oszustwa. Właściwie, nie było to do końca oszustwo, bo naprawdę potrzebował przetestować eliksir, a obecność Hermiony i pokrzyżowanie planów lizusowi były dodatkowym bonusem. Josu, czy jak mu tam - od samego początku nie wzbudził zaufania Severusa i nie miał ochoty nawet udawać, że jest inaczej. Hermiona mogła myśleć, że Francuz kompletnie nie jest nią zainteresowany, ale zauważył już wcześniej, że nie potrafiła czytać oczywistych znaków uznania płci męskiej. Ten śliski typ uśmiechał się do niej, jakby była jedynym istotnym elementem w pomieszczeniu, a jego oczy nie opuszczały jej przez cały wieczór w klubie.
Hermiona Granger mogła być najmądrzejszą czarownicą w jej wieku, ale była kompletną idiotką, gdy ktoś usiłował ją poderwać.
Merlinie...
Ten fakt nie wróżył dla niego dobrze, zważając na sprzeczne uczucia, które nim targały. Owszem, jego całodobowe myśli o Hermionie mogły być spowodowane bliższym kontaktem seksualnym, ale...
Oszukujesz sam siebie chłopie, byłeś nią zainteresowany pierwszego dnia, a wzbudzenie zazdrości Lucjusza... cóż, dobry pretekst, żebyś spędził z nią czas, czyż nie?
Usiadł na fotelu przy łóżku i schował głowę w dłoniach. Musiał naprawdę nisko upaść. Ona nie chciałaby mieć z nim nic wspólnego z wyjątkiem przyjaznej znajomości i okazjonalnego pieprzenia. Co gorsza, nawet to nie będzie wchodzić w grę, ponieważ zaczęła szukać mu innej partnerki.
Jak mam jej powiedzieć?
Zamknął oczy, próbując zebrać myśli. Notabene, mógłby bezceremonialnie przyznać się do chęci zatrzymania jej w łóżku na stałe.
Wyśmieje cię i poczujesz się odrzucony.
Ale przecież jej się podobało za każdym razem, gdy jej dotykałem!
Przekonasz się, że nikt nie lubił być odrzucony i nawet nie rozważaj takiej opcji!
Oh, zamknij się!
Zmarszczył brwi w uświadomieniu, że rozmawia z samym sobą i najwyraźniej potrzebuje pomocy kogoś z zewnątrz. Problem w tym, że nie miał ani jednej osoby z którą mógłby porozmawiać, a Lucjusz był niedostępny przez oczywisty wzgląd.
Minerwa?
Tak, mógłby zwierzyć się dyrektorce i liczyć na mądrą radę. Wprawdzie zbłaźniłby się bez miary, ale co mu szkodziło? Minerwa potrafiła dotrzymać tajemnicy, a z tego co wiedział, dobrze znała Hermionę. Przyznałby się, że to on jest nowym członkiem klubu i poprosił o pomoc.
Jesteś kompletnym kretynem, skoro rozważasz wyjawienie choćby słowa tej starej kocicy!
Lepsze to, niż otwarte przyznanie zainteresowania Hermionie bez wcześniejszych podchodów.
Nagle w jego umyśle błysnęła najbardziej absurdalna myśl od czasu, gdy po pijanemu w wigilię wykąpał się w Czarnym Jeziorze bez zaklęć rozgrzewających.
A gdyby tak...
...zaprosić ją na ślub Pottera?
Per se, nie jest to najgorszy plan. Został zaproszony, więc może „łaskawie" użyczyć jej ramienia, jako przyjaciel oczywiście. Uśmiechnął się złośliwie na swój „genialny" pomysł i wbiegł do łazienki, żeby wymoczyć się w wannie. Zdjął ubranie i wpakował kościsty tyłek do wody, sycząc gniewnie, gdy gorąca woda poparzyła mu skórę.
Tak...
To naprawdę niezły plan, biorąc pod uwagę brak mężczyzny w życiu Hermiony. Na pewno będzie zdeterminowana, aby iść sama i pokazać Weasley'owi, że jest silną i niezależną kobietą, ale pod ramię z Severusem - mogłaby utrzeć nosa małemu niewdzięcznikowi.
Polał ciało wodą i namydlił się porządnie, aby zmyć wszelkie dowody zmęczenia. Strzelił zdrewniałymi stawami i rozprostował nogi w wannie wzdychając głęboko.
Zaproszę ją.
Wytrzymam wzniosłą uroczystość na cześć Chłopca-który-przeżył-dwa-razy-ale-co-z-tego-skoro-dalej-jest-niedojrzałym-kretynem. Spędzę miło czas z Hermioną, pokazując się od jak najlepszej strony i może jakimś cudem zapragnie mnie tak, jak ja pragnę jej...
Czyli jak, Severusie? Nawet nie wiesz czego chcesz...
Westchnął z rezygnacją, zmierzając w stronę schodów prowadzących na drugie piętro. Laboratorium urządzone było ze smakiem, a zawartość magazynu odebrała mu dech, gdy po raz pierwszy zwiedził pomieszczenie. Hermiona z pewnością pomyślała o wszystkim i podejrzewał, że miała kogoś, kto warzył dla niej wszystkie mikstury, które znajdowały się w apteczce w jego apartamencie. Ona sama nie miała na to czasu i pomyślał, że dobrym rozwiązaniem było zaproponowanie jej swoich usług w ramach podziękowania za darmowy pobyt w Onca co weekend.
Przebrał się w fartuch ze smoczej skóry i założył rękawiczki ochronne, aby mieć pewność, że będzie w pełni bezpieczny i przygotował niezbędne składniki do uwarzenia eliksiru przywracającego pamięć. Pomysł zakiełkował mu w głowie po wypadku Lockharta i wywnioskował, że w czarodziejskim świecie brakowało lekarstwa na tego typu przypadki.
Usłyszał lekkie, kobiece kroki, a jego serce zatańczyło sambę pompując więcej krwi.
Oh, uspokój się stary głupcze! W twoim wieku nie trudno o zawał!
Drzwi skrzypnęły głośno i w małej szczelinie pojawiła się głowa z masą brązowych loków.
Tak miękkich, gęstych, pięknie pachnących...
— Co ci się na Merlina stało! — krzyknął, widząc jej podbite oko.
— Mały wypadek — zachichotała nerwowo i zbliżyła się do blatu roboczego przy którym stał.
— Mały? — parsknął ironiczne. — Twoje oko wygląda jak śliwka lepotica!
— Doprawdy? — Wyprostowała szatę i związała włosy w kok. — Mam lustro, dzięki za szczegółowe porównanie — warknęła, a chwilę później wzięła głęboki wdech i spojrzała na niego łagodniej. — Biegałam w puszczy i nie zauważyłam obalonego drzewa.
— Jak mogłaś nie zauważyć drzewa? Jesteś pieprzonym jaguarem! — Wyciągnął z szuflady maść na siniaki i podszedł do poszkodowanej wiedźmy, mamrocząc pod nosem o idiotkach, które myślą że wiedzą wszytko, a nie patrzą pod nogi.
— Miałam powód, byłam rozkojarzona — szepnęła, rumieniąc się delikatnie.
— Ah, tak? Cóż znów takiego zajmowało twoją futrzastą głowę? — Jego ton nie zdradzał ciekawości, która buzowała w jego myślach.
— Nic takiego — jęknęła z zaskoczeniem, gdy przyłożył lodowate od maści palce do spuchniętego oka.
Skoro nie chcesz mówić, wiedźmo...
— Na pewno zainteresuje cię ogólne działanie eliksiru, który staram się stworzyć. Mam ze sobą szkice badań, więc możesz do nich zajrzeć. —Wskazał jej palcem mały stolik przy blacie. — Nie krępuj się.
— Dziękuję — Uśmiechnęła się do niego promiennie i stwierdził, że nawet podbite oko nie może odjąć jej uroku.
Prawie uciął sobie palec ostrzem, wpatrując się w atrakcyjną wiedźmę, więc skupił się w pełni na swojej pracy.
Hermiona przeglądała od godziny jego notatki i czuł się odrobinę zdenerwowany. Zwykle nie przejmował się zdaniem innych, bo opinia kogoś innego, niż on sam miała dla niego małą wartość. Aprobata Hermiony Granger była tą, której po raz pierwszy zapragnął całym sobą, więc spoglądał na jej twarz, która co kilka sekund diametralnie zmieniała wyraz i nie mógł konkretnie stwierdzić czy to dobry znak.
Nagle nieludzki dźwięk doszedł do jego uszu. Chwycił mocno różdżkę, odwrócił się wokół własnej osi i wycelował w źródło dźwięku w poszukiwaniu niebezpieczeństwa, tylko po to by jego ramiona wypełniły się miękką wiedźmą, która zawisła mu na szyi i całowała go po całej twarzy.
— Hermiono, puszczaj mnie na Merlina!
— Najwspanialszy, genialny, najmądrzejszy — Szlochała w jego szyję.
— Kobieto, uspokój się i daj mi odetchnąć! Dusisz mnie!
— Bogowie, Severusie jesteś niesamowity! — Miała kompletnie szalony wyraz twarzy, więc odepchnął ją od siebie i przytrzymał na odległość ramienia.
— Czy powiesz mi wreszcie o co chodzi? Co się stało?
— Od ponad czterech lat próbuję znaleźć rozwiązanie! Kompletnie nie pomyślałam o pyle z drzewa księżycowego, a zaklęcia nie działają tak jak trzeba, gdy napoisz obiekt badawczy eliksirem jasności umysłu, a ja starałam się zrobić odwrócenie modyfik... — Zamknął jej usta dłonią, żeby powstrzymać bezsensowny bełkot.
— Nie zrozumiałem ani jednego słowa, Hermiono i przysięgam, że jeśli się nie zamkniesz, to wyprowadzę cię z laboratorium i otrzymasz kategoryczny zakaz wstępu, gdy będę warzyć. — Uniósł brew w wyzwaniu. — Czy teraz mogę liczyć na ciszę, jeśli zdejmę rękę z twojej twarzy?
Pokiwała ochoczo głową z ciut mniej szalonym wzrokiem, więc uwolnił jej usta i spojrzał na nią łagodniej.
— Teraz powiedz mi wszystko od początku. Rozumiem, że pracujesz nad czymś co ma związek z odwróceniem Obliviate, tak?
— Tak. To ten projekt, o którym nie mogłam ci powiedzieć. — Odetchnęła głęboko. — Lepiej przygotuj się na długą historię.
I rzeczywiście była długa... co wcale nie odjęło powagi i dramatu sytuacji Hermiony. Nie miał dobrego kontaktu z rodzicami, a raczej z matką, bo ojca nie mógł nazwać rodzicem. W każdym razie, gdyby wymazał matce pamięć, również starałby się znaleźć rozwiązanie na odwrócenie swoich czynów, a skoro Hermiona była mocno związana z rodzicami, mógł zrozumieć ból, który obecnie odczuwała. Opowiedziała mu o wycieczce do Australii i o niepowodzeniu zaklęcia przeciw Obliviate.
„Na szczęście Josu był ze mną"- Znowu ten zidiociały półgłówek, który wtrąca się w każdą możliwą sprawę!
Zerknął kątem oka na zapuchniętą od płaczu i uderzenia w drzewo wiedźmę i poczuł niespotykaną, w jego przypadku, chęć ochrony.
Nie pozwolę jej skrzywdzić.
A gdy mała wiedźma wtuliła nos w zgięcie jego szyi i mamrotała coś o cudownym czarodzieju, który jest najgenialniejszym człowiekiem jakiego spotkała - stwierdził, że niepotrzebnie martwił się jakimś francuskim przystojniakiem, skoro wystarczyło pokazać jej notatki, aby doprowadzić ją do łez radości.
Dwa zero francuski piesku.
Zacisnęła pięści na fartuchu ze smoczej skóry i czknęła w jego szyję. Czarodziej wydał z siebie mały dźwięk obrzydzenia i spojrzał na jej żałosny stan z politowaniem.
Mogłaby oddać mu duszę za stworzenie formuły eliksiru przywracającego pamięć i promyk nadziei, który kiedyś koncypował w jej głowie, a teraz zmienił się w płomień pewności, że się uda.
Z tym czarodziejem wszystko jest możliwe...
Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie, patrząc jak przewraca oczami na jej dziecinne zachowanie.
— Czy nie łatwiej byłoby powiedzieć nad czym pracujesz i zasięgnąć rady? — Usłyszała jego głos nad uchem, więc ponownie uniosła głowę, by złapać jego wzrok. — Wiesz, że mogłem ci pomóc kilka tygodni temu, mogłaś mnie związać przysięgą milczenia.
— Czy związałbyś się kolejną przysięgą? —szepnęła z niedowierzaniem.
— Hmm... masz rację. Wtedy nie, ale teraz? Myślę, że przyniosłoby to korzyści dla obu stron, więc tak.
— Chcesz ze mną pracować nad odwróceniem Obliviate? — Usiadła gwałtownie na jego kolanach nie przerywając kontaktu wzrokowego. — Naprawdę masz zamiar mi pomóc?
— Nie dramatyzuj — uciął i poprawił jej pozycję, chwytając za biodra i przyciągając bliżej siebie.
Cholera.
Przypadek Severusa Snape'a był dla niej kompletnie niezrozumiały. W szkole nie miała czasu na fantazjowanie, zwłaszcza o profesorach (pomińmy wstydliwy temat Lockharta, dobrze?)... tym bardziej o przeraźliwie chudych, mrocznych i niezadbanych profesorach, więc logicznym dla niej było, że nigdy nie pociągał jej mistrz eliksirów. Pojawienie się jego osoby w Onca, nie spowodowało motyli w brzuchu, a ich pierwsza scena, owszem, była ekscytująca ze względu na własną ciekawość, ale nie mogła powiedzieć, że czarodziej sam w sobie był pociągający. Dopiero, gdy pokazał siebie z innej strony poczuła chęć zbadania najgłębszego zakamarka jego ciała i umysłu.
Odgrywanie sceny i pozwolenie sobie na bliższy kontakt fizyczny, to jedno...
Ale dlaczego do cholery z nim spałaś, Hermiono Granger?
Czy nie uczysz się na własnych błędach?
Wykorzystujesz go... jest niedoświadczony...
Sposób w jaki manewrował jej ciałem, podczas swojego pierwszego razu, wprowadzał w błąd. Gdyby nie wiedziała, że nigdy wcześniej nie był intymny z kobietą, to na pewno dałaby się nabrać na jego wieloletnie doświadczenie. Oczywiście sama pomogła sobie w osiągnięciu spełnienia, ale Severus Snape był naprawdę pojętnym uczniem. Obserwował reakcje jej ciała i wyciągał szybkie wnioski, a jego oczy...
Wzdrygnęła się na dreszcz, który przebiegł po jej ciele na przypomnienie żądzy, którą mogła zaobserwować w jego oczach. Per se, nie był najatrakcyjniejszym mężczyzną z którym miała przyjemność, bądź nieprzyjemność spać... ale nigdy nie poczuła takiej chemii z jakimkolwiek innym mężczyzną. Problem pojawił się, gdy zobaczyła czułą bezbronność w jego spojrzeniu. Bała się, że Severus przywiąże się do niej, jak Lucjusz. Kontrakt, który zawarła rok temu z blondynem był dotychczas jej pierwszym i na pewno ostatnim. Nie chciała wyłączności w obie strony, bo wprowadzanie nowych członków zazwyczaj wiązało się z jej aktywnym udziałem, więc bała się zaborczości ze strony swojego uległego.
Nie mogła związać się w jakikolwiek sposób z Severusem. Byłoby lepiej, jeśli właśnie teraz wyznaczy granice i poinformuje o zakończeniu wprowadzenia, poszukując mu nowej partnerki.
Tak, to dobry moment.
Zerknęła na ponurego czarodzieja, który użyczył jej swoich kościstych kolan jako fotela, uśmiechając się na jego udawany wyraz rozdrażnienia.
— Nie podoba ci się, gdy siedzę na twoich kolanach, co? — Zachichotała na jego kwaśną minę.
— Kawał baby z ciebie, nie zaprzeczam — burknął z uśmieszkiem.
— W takim razie hamuj reakcje swojego ciała. Coś wyjątkowo twardego wbija się w moje pośladki — parsknęła.
— To system obronny. Zawsze istnieje szansa, że się przestraszysz i uciekniesz z krzykiem.
— Jak na razie, Severusie... tylko zachęcasz mnie do pozostania tu na stałe.
— Nie moja wina, że jesteś bardziej napalona, niż przeciętna czarownica — zachichotał złośliwie i chwycił jej biodra w żelaznym uścisku, gdy próbowała wstać.
— Ej, puść mnie! Mamy sporo pracy! Poza tym muszę z tobą porozmawiać.
— Praca i rozmowa nie uciekną, a nastrój tak.
— Czy zaczniesz myśleć inną częścią ciała? Muszę pokazać ci szkice moich badań.
— Ja również muszę ci pokazać szkice badań...
— Severusie, zdejmij język z mojego sutka.
— Uspokój się wiedźmo, chciałem pokazać ci co odkryłem...
— Co ty robisz?! — jęknęła.
— Aha! Właśnie to miałem na myśli! Zauważyłem dziwną tendencję, jak dotykam twoich sutków, jednocześnie z tym miejscem za uchem, to wijesz się jak spaghetti.
— Przestań, bo się na ciebie rzucę i nie skończymy pracy!
— Przecież taki miałem plan, głupia czarownico!
— To całkiem pociągające, gdy mnie obrażasz w taki sposób, tym głosem.
— Gupia... przemądrzała... nieznośna.. — Szeptał jej do ucha, gdy starała się trzymać biodra nieruchomo, żeby nie stymulować go mocniej.
Merlinie!
— Wystarczy! — wyskoczyła z jego kolan, jak poparzona, a Severus ruszył za nią w pościg.
— Wracaj tu, nie skończyłem!
— Jesteś niepoważny! — Schowała się za blatem, który oddzielał ją od czarodzieja. — Gdybym wiedziała, że pozwolenie ci na penetrację spowoduje że skończysz z niepoczytalnym umysłem, to założyłabym ci pas cnoty!
— Nie bądź absurdalna! Dobrze wiesz, że apetyt rośnie w miarę jedzenia!
— To nie apetyt, Severusie! — krzyknęła, gdy złapał ją w pół i posadził na stole. Mogłaby się zastanowić jakim cudem tak szczupły człowiek miał tyle siły, ale myślenie było utrudnione, gdy jego usta znalazły się na jej szyi... skubiąc, drapiąc zębami i ssąc najbardziej wrażliwe punkty na jej skórze. — To obżarstwo!
— Nazywaj, to jak chcesz, ale zamknij już usta, chyba że mam to zrobić za ciebie.
Czy nie powinnam czuć niesmaku, gdy wymagający mężczyzna przyszpili mnie do blatu?
Czy nie powinnam chętnie przejąć kontroli nad sytuacją?
Rozdarł jej majtki z warknięciem, a gdy przyłożył usta do jej wilgotnych, kobiecych fałd...
Cóż, mogę się zająć później moim nowym wnioskiem, że kompletnie nie interesuje mnie jaką rolę przejmie Severus, dopóki jego język będzie robił, to co teraz...
Oh, właśnie tak!
Wilgotne od potu ubrania przykleiły się do jej ciała. Fizyczna aktywność w parnym laboratorium nie była najlepszym pomysłem, ale mały uśmiech zadowolonego czarodzieja, odwrócił jej uwagę od narzekań w myślach.
— Musisz panować nad podnieceniem, Severusie, bo jeszcze trochę i zostanę przykuta do twojego łóżka!
— To wcale nie najgorszy pomysł, ale nie przywykłem do brania czegoś wbrew woli.
— Ah, tak? Czy ten pokaz pościgu sprzed godziny, był twoim zdaniem moim pomysłem?
— To coś innego, znam już twoje ciało i wiem, że miałaś na mnie ochotę.
— Niezłe wytłumaczenie narzucania — parsknęła i przyłożyła palec wskazujący do jego nosa. — Nigdy więcej mi się w ten sposób nie narzucaj. Mówię nie, znaczy nie.
Przewrócił oczami i zapiął pasek czarnych spodni.
— Czy masz zamiar wybrać się na ślub Pottera i tej rudej wiedźmy Weasley?
— Oh, tak! Oczywiście, w końcu jestem świadkiem! Tylko nie mów mi, że ty również rozważałeś przyjście — parsknęła.
— Czy to takie dziwne?
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, słysząc niepewny głos czarodzieja.
— Żartujesz, prawda? Za Chiny nie spodziewałabym się, że poświecisz czas, żeby o tym żartować, a co dopiero rozważać ten pomysł. — Rozszerzyła oczy na jego uśmieszek. — Nie gadaj! Musiałam błagać Josu, żeby zgodził się ze mną pójść, bo nie lubi dużych imprez, a co dopiero ty!
Wydawało jej się, że zauważyła mocne zaciśnięcie jego szczęki, ale nie mogła być pewna, bo odwrócił się bokiem.
— O czym chciałaś porozmawiać wcześniej? — Zmienił temat dość gwałtownie i pewnie powinna zastanowić się co go ukuło, ale była zbyt zdenerwowana poruszeniem następnego tematu.
Biorąc głęboki wdech, uspokoiła puls i odwróciła się twarzą do ubranego już mężczyzny i uśmiechnęła się zbyt smutno, jak na jej gust.
— Chciałabym wiedzieć czego oczekujesz od nowej partnerki. Wiem, że nie może być twoją byłą uczennicą, więc będę musiała znaleźć kogoś mniej więcej w twoim wieku. Postaram się, żeby czuła się komfortowo w dwóch rolach, bo po tym jak mnie zaatakowałeś wnioskuję, że czasami masz ochotę przejąć kontrolę. — Zobaczyła, że spiął się i całkowicie zamknął wyraz twarzy, patrząc na nią chłodno. — Musze wiedzieć, jakie masz inne oczekiwania... wygląd fizyczny, osobowość?
— Nie mam żadnych innych oczekiwań — uciął krótko, odwrócił się do niej plecami, zaczynajac zbierać notatki z blatu i sprzątać po wcześniejszym warzeniu.
Co się stało? Powiedziałam coś nie tak?
— O co chodzi, Severusie? — szepnęła marszcząc brwi. — Jeśli mi nie powiesz co cię denerwuje, to będziemy mieli spory kłopot z komunikacją.
— Nic mnie nie denerwuje — syknął gniewnie, całkowicie zaprzeczając swojemu stwierdzeniu.
— Widzę to inaczej. — Chwyciła go za ramię, gdy zaczął się oddalać w stronę drzwi. — Severusie! Gdzie idziesz? Mieliśmy przetestować eliksir! Możesz mi powiedzieć w czym tkwi problem?
— Jestem już spóźniony na spotkanie — zadrwił strząsając jej rękę ze swojego ramienia. — Nie wiem czy będę miał czas w tym tygodniu, aby wrócić do Onca, bo mam spore zaległości w Hogwarcie.
— Przecież Minerwa dała ci urlop! — Rozszerzyła oczy ze zdumienia na jego dziwne zachowanie. — Miałeś tu zostać do końca tygodnia i odpocząć!
— Plany się zmieniły. — Otworzył drzwi. — Do zobaczenia, Granger. Wyślę sowę.
Zniknął za drzwiami, zostawiając zdezorientowaną czarownicę samą ze swoimi myślami.
Co tu się właśnie wydarzyło?
Co zrobiłam źle?
Usiadła na małym krześle w rogu pomieszczenia i zamknęła oczy, żeby zebrać myśli. Pewnie denerwuje się spotkaniem z nową partnerką. Cała wizja obcej osoby z którą nawiąże intymną relacje musi go przerażać, biorąc pod uwagę jego niewielkie doświadczenie. Gdyby powiedział jej o swoich obawach, upewniłaby go, że nie ma się czym martwić. Przynajmniej w jej przypadku był w stanie sprawnym dotykiem sprawić, że wszystkie włoski na jej ciele stały na baczność.
— Severus Snape i jego humory — szepnęła cicho do pustego laboratorium.
Tak, to na pewno to...
Zatrzasnął drzwi do laboratorium z hukiem.
Nie teraz, nie myśl o tym...
Nałożył najsilniejsze tarcze oklumencyjne, ruszając szybkim krokiem w głąb korytarza. Wbiegł do swoich komnat zabierając pozostawione w nich rzeczy osobiste i użył pokoju transportowego do wyjścia z Onca.
Przyjemne topienie jego ciała w towarzystwie rozgrzewającego uczucia w miejscu, gdzie medalion stykał się z jego skórą, nie poprawiło mu nastroju. W dodatku widok wielkiego zamku w tle drzew, gdy odzyskał formę po podróży, spowodował gwałtowne zaciągnięcie się powietrzem z poczuciem ogromnej porażki.
Niezły urlop, nie ma co.
Nie wytrzymałem nawet doby.
Jego buty wydawały chrzęszczące dźwięki na szosie, przebiegającej wzdłuż zielonych błoni. Wzdrygnął się, gdy chłodny wiatr uderzył w jego ciało, wcześniej rozgrzane od tropikalnego klimatu.
Przykry powrót do rzeczywistości, draniu.
Uświadomił sobie, że przez wszystkie jego lata życia od kiedy wszedł do zamku na ucztę powitalną swojego pierwszego roku, traktował Hogwart jako jedyny dom.
Zamknięty w Spinner's End, podczas przerwy wakacyjnej, marzył o widoku wysokich wież na tle niebieskiego nieba, o zapachu świeżej trawy na hogwardzkich błoniach i o dźwiękach pohukiwania najróżniejszych gatunków sów. Siedząc w małej kuchni swojego „rodzinnego" domu, zamykał oczy i mógł wyobrazić sobie, że jest w trakcie konsumowania przepysznych potraw, przygotowanych przez skrzaty. W swoim twardym, rozpadającym się łóżku na piętrze obskurnego domku, śnił o miękkim materacu osłoniętym szmaragdowymi kotarami. Idąc wąskim korytarzem w stronę małej łazienki z brudnym prysznicem, mrużył oczy i nastawiał uszu w nadziei usłyszenia szeptów ciekawskich portretów.
Teraz jednak, patrząc na jego dawny, jedyny dom - Hogwart, miał ochotę znaleźć się w swoim apartamencie w Onca i patrzeć na widok dna amazońskiej rzeki lub zakopać się w gęstej trawie dzikiej puszczy...
Z jedną, wyjątkową czarownicą...
Wyjątkowo niedostępną.
Ciężki kamień opadł mu na dno żołądka. Ucieczka z tej fatalnej sytuacji była jedynym możliwym rozwiązaniem. Dawno pogodził się, że życie nie zaoferuje mu choć raz tego, czego by sobie życzył. Hermiona zdecydowała się znaleźć mu nową partnerkę. W pewnym sensie był przygotowany na oczywiste odrzucenie, bo od samego początku zaznaczyła, że nie ma zamiaru podpisać kolejnego kontraktu z członkiem klubu. Miał jednak nadzieję, że po ich gorących chwilach, Hermiona zdecyduje się na...
Sam nie wiem na co.
W każdym razie, zabolało.
Poczuł się, jak koń wystawiony na aukcję (warto dodać, że ten koń jest wyjątkowo nieatrakcyjny i zbyt szczupły, jak na przyjęte standardy. Mało tego, nikt nie chce podjąć się licytacji, bo zysk jest marny, a wkład zbyt wielki na sensowną inwestycję).
— Wio, Severusie — szepnął zachęcająco, ruszając w stronę zamku.
Najbardziej zabolał fakt, że po raz pierwszy w życiu, zdecydował się zaprosić kogoś na większe wydarzenie. Ponadto, zaprosił kobietę...
No dobrze, nie zaprosiłem, ale chciałem! Gdyby tylko nie otworzyła tych swoich trajkotających ust i nie wypowiedziała imienia tego ślimakożercy, to może by się udało!
Całe jego życie było jakimś dziwnym paradoksem i miał już dość walki o cokolwiek dobrego, skoro na każdym kroku miał więcej trudności, niż Ronald Weasley jedzący z zamkniętymi ustami.
Wszedł do chłodnego zamku i skierował się w stronę gabinetu Minerwy. Obecnie była jedyną osobą z którą mógł porozmawiać.
— Dzień dobry, dyrektorze Snape — Chimera skinęła mu głową w królewskim stylu.
— Czego nie rozumiesz, głupi potworze! — Opluł się śliną. — Nie jestem przeklętym dyrektorem i radzę ci to zapamiętać, bo znam wyjątkowo paskudne zaklęcie na spalanie kamienia!
— Po co te nerwy, dyrektorze? — Wydawało mu się, że skubany kawał głazu uniósł brew, ale mógł to sobie równie dobrze wyobrazić. — Magiczny rdzeń nie kłamie, a jego podpisu podrobić się nie da, ja zaś powiem, że w zamku prawowitego dyrektora do ochrony potrzeba.
— Co to za koszałki-opałki? — Zmarszczył brwi na idiotyzm sytuacji. Dlaczego dalej gadam z tym psychicznym posągiem? — Wpuść mnie, nie mam czasu!
— Wpuścić cię mogę, jedynie za słowo. Nie hasło, nie me imię, będzie bez przeszkód drogą.
— Czy zamieniłaś się z pierdolonym sfinksem na mózg? — parsknął. — Otwórz te schody!
— Jeśli chcesz wejść do gabinetu dyrektora prawowitego, weź oddech i pomyśl, przyznając się do tego.
— Przyznaję, że powinnaś wziąć kilka lekcji od Tiary Przydziału, bo jak na razie jesteś w tym beznadziejna. A teraz z łaski swojej rusz tyłek!
— Bez klucza nie ma przejścia, a za nim prawda się chowa, rozjaśnij swój umysł, a łatwa będzie twoja droga.
— Za chwile wsadzę ci ten klucz, tam gdzie słońce nie dochodzi!
Czerwona ze złość twarz Severusa, rozjarzyła się mrocznym wyrazem, gdy wyciągnął różdżkę z ukrytej kieszeni i wycelował w obraźliwą chimerę, która uśmiechnęła się z wyższością, patrząc na jakiś punkt za nim.
Ty mały, kamienny robaku!
— Co ty u licha wyprawiasz, chłopcze?
Odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, by stanąć nos w nos z jego obiektem poszukiwań.
— Nic. — Robiąc wyjątkowo niewinny wyraz twarzy, dyskretnie zmrużył oczy na chimerę, żeby nie odważyła się niczego wypaplać.
— Czy chciałeś właśnie zaatakować mojego strażnika? — Mały uśmiech w kącikach ust Minerwy rozzłościł go jeszcze bardziej.
— Kto to tu postawił?! — warknął groźnie, tracąc resztki pozorów. —Ten kamień jest kompletnie niekompetentny!
— Cóż, na pewno zaskoczy cię fakt, że Lapis została stworzona przez Założyciela twojego domu — parsknęła, najwyraźniej nie mogąc się powstrzymać widząc jego kwaśny grymas. — Slazar miał dość specyficzne poczucie humoru, przyznaję.
— Nieważne. Muszę z tobą porozmawiać.
— No dobrze. — Jej kąciki ust opadły. — Spodziewałam się ciebie prędzej, czy później, a zważając na to, że dopiero co poprosiłeś o urlop wnioskuję, że stało się coś poważnego.
— To sprawa prywatna.
Minerwa spojrzała na niego ciepło.
— Przypuszczam, mój chłopcze.
Weszli do gabinetu po kamiennych schodach i nie zważając na głośno spekulujące portrety, skierowali się do prywatnych kwater Minerwy. Rozsiadł się na kanapie, ochoczo przyjmując filiżankę gorącej herbaty Darjeeling. Starsza czarownica usiadła na dużym, ładnie zdobionym fotelu i spojrzała na niego wyczekująco.
— Serpens... — szepnął, spodziewając się, że tyle informacji jej wystarczy.
Westchnęła głęboko i zamknęła ciężkie powieki. Dał jej chwilę na pozbieranie myśli, a gdy cisza stawała się nie do zniesienia, zaczął stukać palcem wskazującym w filiżankę, aby wyrazić swój brak cierpliwości.
Minerwa wzięła kilka głębokich wdechów i otworzyła oczy, patrząc na niego z czułością.
Puszczę pawia...
— Wiem, Severusie. — Rozciągnęła wargi w małym grymasie. — Właściwie, zastanawiałam się kiedy mi powiesz i czy w ogóle będziesz chciał się przyznać. Domyśliłam się, że Lucjusz w końcu spróbuje cię zwerbować. Zawsze lubił wyprzedzać mnie w swoich czynach, podobnie jak Albusa. — Zachichotała po chwili. — Prawdę mówiąc, lepiej wyszło... nie wyobrażam sobie twojej miny, gdyby stara profesor transmutacji zaprowadziła cię do klubu dominujących i uległych.
— Mógłbym wyciągnąć pochopne wnioski. — Starał się nie myśleć o swoim popieprzonym śnie z Minerwą w roli głównej.
— Tak, czy inaczej, na pewno masz jakąś pilną sprawę — stwierdziła oczywistość, unosząc brew w pytaniu.
— Tak. — Zacisnął zęby na chęć natychmiastowej ucieczki. — Odbyłem kilka scen z Hermioną Granger.
— Jak każdy nowy uczestnik.
— Ty też? — Wykrzywił twarz w grymasie, w którym przerażenie mieszało się z obrzydzeniem.
— Co? — Zakrztusiła się herbatą. — Nie! — Ryknęła śmiechem. — Bogowie, Severusie! Chyba nie pomyślałeś, że biorę udział w scenach z jakimś niegrzecznym uczniem?
Zarumienił się na jaskrawą czerwień i mruknął coś pod nosem, że zamorduje głupią, krzaczastowłosą wiedźmę ze słabym poczuciem humoru.
— Hermiona zawsze lubiła droczyć się ze swoimi uległymi, zwłaszcza niedoświadczonymi. — Uśmiechnęła się znacząco.
— CO WIESZ? CO CI POWIEDZIAŁA? — Wstał z miejsca piorunując Minerwę wzrokiem.
— Nic, Severusie — zachichotała, jak mała dziewczynka i oblała się napojem, który opierała na teraz trzęsącym się brzuchu. — Jestem zbyt stara i widziałam zbyt wiele w moim życiu, żeby nie zauważyć wyraźnych znaków. Nie ma nic złego w tym, że jesteś niedoświadczony z kobietami. Mało tego, niektórym z pań może się to bardzo spodobać.
— Oszczędź mi swoich własnych preferencji, Minerwo.
— Co się stało, Severusie? — szepnęła poważniej. — Nie podoba ci się w klubie?
— Problem w tym, że czuję się tam lepiej, niż gdziekolwiek indziej. Nie mam żadnych zastrzeżeń do tego miejsca, mimo wcześniejszych wątpliwości.
— Rozumiem. — Zmarszczyła brwi. — Pokłóciłeś się z Hermioną, więc?
— Nie pokłóciłem, per se... — Odwrócił wzrok na duże okno wykuszowe i przełknął łyk gorącego napoju, parząc język. — Hermiona i ja nie zgadzamy się w pewnych kwestiach, to znaczy ona nie wie, że się z nią nie zgadzam.
— Eeeem, no tak. — Minerwa wyglądała, jakby dostała tłuczkiem w twarz, więc przewrócił oczami i zaczął precyzować.
— Nie chcę innej partnerki. Ciężko pracowałem, aby powierzyć zaufanie Hermionie i nie wyobrażam sobie przechodzić przez to po raz drugi. — Westchnął. — Dogaduję się z nią. Owszem, jest nieznośna i przemądrzała, ale jednak mnie akceptuje i czuję się dobrze w jej towarzystwie.
— Obawiam się, mój chłopcze... że niestety nie będę w stanie nakłonić Hermiony do zmiany zdania. Wielokrotnie próbowałam z nią rozmawiać o jej wyborach i na chwilę obecną nie udało mi się wiele zdziałać. Podejrzewam, że będziesz musiał z nią szczerze porozmawiać.
— Próbowałem ją zaprosić na na ślub Pottera.
— Oh! Naprawdę? Severusie! Nie spodziewałam się, że zdecydujesz się tam zjawić!
— Nie ty jedna — parsknął. — Hermiona również była poważnie zaskoczona moją chęcią udziału i poinformowała mnie, że zaprosiła swojego francuskiego przydupasa.
— Josu? Mój Merlinie, Severusie! Co złego zrobił ci ten biedny chłopak? Masz minę, jakby co najmniej nabrudził w twoim laboratorium! — Zaśmiała się perliście na widok jego nadąsanego wyrazu twarzy.
— W tym problem, po prostu denerwuje mnie swoim istnieniem.
Minerwa zamilkła, przyglądając mu się uważnie po czym uniosła kąciki ust w znaczącym uśmieszku.
— Jesteś zazdrosny! — wydusiła.
Severus poczuł, że rumieniec wściekłości pokrywa jego blade, szczupłe policzki.
Na pewno, kurwa, nie!
— Ja?! Zazdrosny?! — warknął. — Jesteś niepoważna!
— Na prosty nos Hekate! — parsknęła, teatralnie przewracając oczami. — Oczywiście, że jesteś zazdrosny! Widać to gołym okiem!
Postawił częściowe ściany oklumencji na swoje miejsce i spojrzał na nią chłodno.
— Nie jestem w żaden sposób zainteresowany Granger. To moja uczennica.
— Hermiona Granger ukończyła Hogwart lata temu i nie jest już twoją uczennicą.
— Nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z byłym uczniem.
— W takim razie życzę powodzenia. Uczyłeś prawie wszystkie młodsze kobiety w czarodziejskiej Wielkiej Brytanii, a pozostałe w przybliżonym wieku do ciebie lub starsze, są w większości zamężne.
— Nikogo nie szukam.
Pokręciła głową na odrzucenie każdego możliwego argumentu i wstała, aby przechadzać się po miękkim, tureckim dywanie.
— Skoro nie miałeś okazji zaprosić ją na ślub Pottera, to może rozważysz zabranie jej na rocznicę Wielkiej Bitwy? Uroczystość odbędzie się już w czwartek.
Hm...
Właściwie... co złego może się stać?
— Tak jak radzisz, rozważę to — uciął krótko, tłumiąc nutkę podekscytowania w głosie.
— Jeśli będziesz mnie potrzebować, będę na xiebie czekać. — Uśmiechnęła się dość chłodno. — Liczę, że kiedyś odwdzięczysz się za dobre rady. — zachichotała cicho, poruszając znacząco brwiami.
— Ależ, tak. — Udał zdumienie. — Mam kilka pomysłów, a nawet mam coś przy sobie. — Zmarszczył brwi, jakby rozważał podarowanie najbardziej odpowiedniego upominku.
— Doprawdy? — Uniosła cienkie, siwe brwi.
— Właściwie, chciałem ci to dać od dłuższego czasu — szepnął, budując klimat rodem z amerykańskiej, mugolskiej komedii. I oczywiście nie kłamał o trzymaniu paczkę na specjalną okazję.
Pogrzebał w połach peleryny podróżnej, aby wyłonić małe zawiniątko, które powiększył do pierwotnego rozmiaru jednym machnięciem nadgarstka.
— Korzystaj mądrze. — Wręczył jej podarunek z poważnym spojrzeniem.
Minerwa rozwinęła szary papier i zmarszczyła brwi.
— Czy to kocimiętka?
— Znaj moją dobroć. — Przygryzł wargę, żeby powstrzymać się od śmiechu na widok jej obrażonej miny. — I nie zapomnij podzielić się ze swoimi futrzastymi kumplami, wystarczy dla każdego — dodał, gdy szybkim tempem zbliżał się do drzwi wyjściowych.
— Napuszony dupek — mruknęła cicho.
— Co mówiłaś? — Uniósł brwi w teatralnym zdumieniu.
— Mówiłam, że to bardzo miły prezent.
Jego złowieszczy śmiech, odbijał się od ścian wokół krętych schodów. Chimera uśmiechnęła się złośliwe, gdy ją mijał po czym krzyknęła skrzeczącym głosem za jego plecami.
— Dyrektorze!
— Czego? — warknął poirytowany znienawidzonym tytułem.
— Nie uciekniesz od obowiązku swego...
— Zajmij się swoim własnym nosem, bo nic ci do tego. — Pobiegł w stronę lochów, nie chcąc słuchać trele-morele zidiociałej spuścizny Salazara.
Wchodząc do swoich komnat odetchnął głęboko, znajomym zapachem pergaminu, skóry i składników eliksirów. Rozsiadł się na skórzanej kanapie, przywołując kryształową szklankę w towarzystwie butelki Ognistej Whisky.
Napiszę do Hermiony, tak jak obiecałem. Przeproszę za pośpiech i zaproponuję udział w uroczystości, na którą tak czy inaczej była zaproszona.
Zamknął oczy, przełykając mały łyk trunku, czując przyjemne pieczenie w gardle. Nim zapadł w lekki sen, pod jego powiekami pojawił się obraz promyków wschodzącego słońca, które odbijały się od miękkich, brązowych loków.
