ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

ROCZNICA


Pyłek z niesionych przez skrzaty kwiatów wleciał mu do nosa. Kichnął głośno, przeklinając rozmiar wrażliwego narządu. Wielka Sala była już prawie gotowa na uroczystość, a Minerwa wydała polecenie służbowe, aby nadzorował postępy pracy „zespołu" szkolnego.

Pf... ładny mi zespół! Kilka skrzatów plus niepoczytalny Argus Filch.

— Dyrektorze! — krzyknął ulubiony dozorca Severusa z męczenniczym wyrazem twarzy.

— Nie nazywaj mnie tak — powiedział spokojnie, stalowym głosem. Woźny wyglądał, jakby nie rozumiał problemu i rozszerzył oczy w zdumieniu. — Nie jestem już dyrektorem, ile razy muszę to powtarzać? — Przewrócił oczami na ogłupiony wyraz twarzy drugiego mężczyzny. — Co tym razem się wydarzyło, Filch? — wycedził przez zaciśnięte zęby, poniekąd litując się nad zdezorientowanym starcem.

— To Irytek! — no tak, cóż by innego...— Sabotuje naszą pracę! Wszystkie kwiaty zostały zabezpieczone, ale zdemolował całą salę wejściową!

— W takim razie zawołaj Krwawego Barona, niech się nim zajmie.

Patrzył na oddalające się plecy Argusa, mrużąc oczy. Minerwa wyrządziła mu personalną krzywdę, wyznaczając mu rolę opiekuna tego zgrzybiałego starca. Posłał gniewne spojrzenie podglądającym pierwszoroczniakom i z szyderczym uśmiechem oraz głęboką satysfakcją obserwował ich przestraszone twarze w towarzystwie łopoczących szat, gdy uciekali w pośpiechu.

Trochę złośliwości i dzień stał się lepszy.

Do rozpoczęcia nieszczęsnej imprezy pozostały tylko dwie godziny, więc zakończył patrol kontrolny i przespacerował się wolnym krokiem do swoich komnat. Wyszedł zza zakrętu, stając oko w oko z niebieskimi tęczówkami migoczącego starca.

— Severusie, mój drogi chłopcze. — Ojcowski głos Albusa zjeżył wszystkie włoski na ciele mistrza eliksirów.

— Dumbledore. — Uznał obecność cukierkofila i spojrzał na drobnego skrzata, który niósł portret nad głową, zmierzając w stronę Wielkiej Sali. — Widzę, że bierzesz udział w tym cyrku — prychnął. — Mogę wiedzieć dlaczego? Z tego co pamiętam byłeś bardzo martwy, gdy bitwa dobiegła końca. — Spojrzał na starca z udawanym, zamyślonym wyrazem, mając nadzieję, że utrze mu nosa. — Tak, coś mi świta... czy to przypadkiem nie ja jestem powodem twojego wąchania kwiatków od spodu?

— Zabawne, Severusie — parsknął radośnie staruszek i poprawił kościsty tyłek na fotelu. — Może i byłem martwy, jednakże przyczyniłem się do zakończenia wojny.

— Naprawdę? Czym, Albusie? — Uniósł brwi z zainteresowaniem. — Tym, że popełniłeś samookaleczenie w postaci zakładania przeklętego pierścienia, wypadłeś z Wieży Astronomicznej w aurze zielonego światła, czy może przyczyniłeś się do naszego zwycięstwa poprzez manipulowanie jedenastolatkiem?

— Nie mów mi, że wpływ jaki miałem na Harry'ego nie przyczynił się do wygranej! — Albus zmarszczył gniewnie namalowane brwi.

— Wystarczyło, żebyś skopał Tomowi tyłek. Wiedziałeś o horkruksach i miałeś moc, żeby go wykończyć trzydzieści lat temu. Nie rób z siebie dobrodusznego człowieka, mnie nie oszukasz.

— Nie wiesz o czym mówisz. — Uśmiech i radosne iskierki zniknęły z twarzy Albusa. Jego przerażająco wrogi wyraz twarzy powinien być wyryty na kartach czekoladowych żab, aby każdy członek magicznego społeczeństwa wiedział kim był Albus Dumbledore. Tyran, okrutnik, manipulant.

— W tym sęk, starcze. — Płonął wewnątrz, ale żadna emocja nie pojawiła się na jego kamiennej twarzy. Nie dam mu satysfakcji. — Doskonale wiem o czym mówię.

Nie odpowiedział na wołania portretu, gdy odwrócił się w stronę lochów. Choć raz w życiu mógł zaszczycić się niezależnością i brakiem przymusu w wykonywaniu poleceń Dumbledore'a i Severus miał zamiar z tego korzystać ile wlezie.

Chłód w jego komnatach zachęcił go do wzięcia gorącego prysznica. Rozgrzana woda płynęła po jego ciele, wywołując syki i jęki przyjemności. Namydlił zmęczone ciało mieszanką płynów i oparł czoło o płytki, pozwalając spłynąć ciepłemu strumieniowi wody po plecach. Musiał wziąć się w garść, bo wieczór zapowiadał się nieciekawie. Nie dość, że będzie czekał pod wrotami zamku w nadziei, że zaproszona czarownica jednak się zjawi. Równocześnie był zmuszony znosić tłumy wścibskich gapiów. Pocieszał go fakt, że na większość zaproszonych będzie miał haka w postaci informacji zdobytych w Onca. Co prawda, nie mógł ich użyć przeciwko nim, ale wewnętrzna satysfakcja w zupełności wystarczy.

Poślizgnął się na mydlanej pianie na kafelkach. Wyparował spod prysznica, trzaskając drzwiczkami i klnąc soczyście na obraźliwy obiekt jego irytacji. Owinął ręcznik wokół bioder i podszedł do wielkiego magicznego lustra, wiszącego nad zlewem.

— Potrzebuję twojej rady, cymbale i radzę zważać na słowa, bo mogę cię uciszyć na kolejne dziesięć lat. — Machnął ręką, znosząc zaklęcie wyciszające lustro i spojrzał gniewnie w swoje oblicze.

— Oh, w końcu! Dostawałem już szału od tej ciszy! — wykrzyczało lustro ochrypłym od nieużywania głosem. — Jak dobrze wyrazić na głos moje pochlebstwa wobec twej urody, Severusie Snape!

— Mówiąc, że potrzebuję rady nie miałem na myśli wchodzenia mi w tyłek!

— Ależ nie, mój dobrodzieju czarodzieju — Zachichotało radośnie, przypominając Severusowi do złudzenia pewnego narcystycznego profesora obrony przed czarną magią, który skończył z utraconą pamięcią. — Mam na myśli, że nabrałeś masy i koloru przez ostatnie cztery lata, a twoja parszywa gęba z przeszłości prawie całkowicie zniknęła! To duży postęp!

— A co to prawie ma niby oznaczać?

— Musisz poprawić zęby, koniecznie! Zęby są kluczem do pięknego uśmiechu, którego użyjesz do zdobycia wybranki twego serca. — Marzycielski głos lustra, niósł się echem po małej łazience. — Niewiasty kochają ładny uśmiech, to bezpośrednio wpływa na chęć do praktykowania pocałunków.

— Ja się nie uśmiecham — burknął ponuro, gromiąc wzrokiem taflę zwierciadła.

— Oho! Bzdura, jakich mało! Przez ostatnie tygodnie ten seksowny uśmiech nie schodzi z twojej twarzy! Musisz być naprawdę tępy, skoro tego nie zauważyłeś!

— JA SIĘ WCALE NIE UŚMIECHAM, TY GŁUPI POMYŚLE DUMBLEDORE'A!!!

— Albus Dumbledore zwiesił mnie z myślą o tobie, chciał sprawić ci przyjemność.

— Tak, chyba miałeś na myśli, że chciał spowodować u mnie nieodwracalne szaleństwo.

— A to już swoją drogą. Teraz panie Snape, do pracy! Mamy dużo do zrobienia. Jaka to okazja?

— Rocznica zakończenia wojny.

— W takim razie ogol zarost, wysusz włosy i pozwól mi się zobaczyć.

Severus zastosował się do poleceń z kwaśnym wyrazem twarzy i użył różdżki do precyzyjnej depilacji zarostu oraz wysuszenia długich włosów na głowie.

— Cóż... szału nie ma — szepnęło lustro znacząco i westchnęło z bezsilności. — Jak to mówią... z poliestru jedwabiu nie zrobisz, ale niech ci będzie, pomogę ci.

— Co to, do cholery, jest poliester? — warknął gniewnie Severus.

— Aj, nieważne, ty niecierpliwy czarodzieju — parsknęło lustro. — Uśmiechnij się, żebym wiedział z czym mam pracować.

Seveus zmarszczył brwi na absurdalne polecenie i uniósł kąciki ust w fałszywym uśmiechu.

— Merlinie, Snape... — prychnęło lustro. — Byłeś podwójnym szpiegiem! Wczuj się w rolę uwodziciela! Wyglądasz, jakbyś wyłudzał cukierki od starej, pazernej ciotki.

— Bo wydajesz idiotyczne wytyczne! Nie jestem jakimś pieprzonym bałamutem, żeby uśmiechać się jak opętany! Kobieta, którą zaprosiłem zna mnie zbyt dobrze, żeby nabrać się na takie androny!

— Dobrze. Zostań przy swoim ledwo widocznym, szczerym uśmieszku, ale pozwól mi się zająć twoim ogólnym wyglądem. Ubierz szaty.

Severus zmrużył oczy na głupie zwierciadło, przywołując zawiniątko zwykłych, czarnych szat i wsunął je na ciało.

— Jesteś poważny?! — warknęło groźnie, falując energicznie gładką taflą. — Żadna dama nie poleci na upiora w operze z wyjątkiem słodkich, głupich idiotek! Pomyślą, że czyhasz na ich gładkie gardła i jedyne co cię interesuje, to krew płynąca w ich tętnicach! Zdejmij to natychmiast i nie waż się mi tego pokazywać! — Severus mógłby się założyć, że usłyszał tupnięcie nogi zza powierzchni lustra.

— To co twoim zdaniem mam ubrać, mądralo? — wysyczał przez zaciśnięte z wściekłości zęby. — Nie mam nic innego, wszystkie moje szaty mają podobny krój, różnią się jedynie materiałem!

— Jesteś czarodziejem, czy nie jesteś? — prychnęło wyniośle lustro.

— I co mi to da? Nie jestem projektantem mody męskiej. Mogę jedynie przetransmutować twoją ramę w coś bardziej odpowiedniego.

— Nie!

— To zacznij mi pomagać, bo moja cierpliwość się kończy.

— Zawołaj skrzata, któremu ufasz. Te małe istotki lubią bawić się w czary-mary z ubraniami.

— Nie mam żadnego zaufanego skrza... — urwał, marszcząc brwi. — Melwin!

— Panicz wzywał? — skrzat w rozpiętej koszuli, pojawił się obok zlewu.

— Czemu nie jesteś ubrany?

— Panicz Severus wezwał Melwina w trakcie zakładania odzieży, sir. — Meliwn rozszerzył oczy i uśmiechnął się złośliwie. — Melwin ma doświadczenie z budzeniem panicza Severusa z koszmaru i nie chciał ryzykować powtórki.

— NIE PRZYPOMINAJ MI O TYM ŚNIE!!! — ryknął histerycznie z zarumienionymi ze złości i wstydu policzkami.

— Panicz sam zapytał!

— Jeśli kiedykolwiek zapytam, nie przypominaj! A teraz, bądź tak miły i pomóż mi z szatami na wieczór. Nie mam nic odpowiedniego w szafie.

Melwin uśmiechnął się znacząco, pstryknął palcami, a obok niego pojawiła się skrzatka Bajka z podejrzliwym wyrazem twarzy.

— Bajka nie będzie uczestniczyć w niczym podejrzanym i nielegalnym!

— Bajka niech się uspokoi, Bajka ma tylko pomóc w ubraniach dla panicza Severusa. — szepnął cicho Melwin, szturchając ją łokciem w żebra.

— Aha! To Bajka może zrobić — krzyknęła entuzjastycznie i wyczarowała z powietrza stos materiałów. — Jaki kolor panicz sobie życzy? — zapytała, oceniając jego karnację, po czym przewróciła oczami i uniosła rękę z parsknięciem. — Niech panicz nic nie mówi, Bajka sobie poradzi sama.

Severus poczuł się, jak piąte koło u wozu. Dwa skrzaty rozmawiały o kroju i materiałach szaty, przepychając się co chwilę i obrażając siebie nawzajem. Lustro chichotało z kwaśnego grymasu na twarzy Severusa i klaskało entuzjastycznie, gdy skrzaty podkładały mu różnokolorowe szaty pod twarz.

— Ten! — krzyknął Melwin.

— Nie! Ton jest za ciepły, panicz Severus nie może mieć tak ciepłych kolorów na sobie!

— Bajka się nie zna, Melwin wie lepiej!

Merlinie... zaczynam się bać o własne życie. Mina skrzatki zapowiada co najmniej klęskę żywiołową.

Meliwn chwycił materiał, żeby zacząć tworzyć szatę, ale Bajka ogłuszyła go pstryknięciem palców.

— Mężczyźni... wydaje im się, że wszystko wiedzą najlepiej — parsknęła i chwyciła ciemnogranatowy materiał z lekkim połyskiem. —Bajka doskonale wie w czym panicz będzie wyglądał najlepiej. — Uśmiechnęła się złośliwie przegryzając cienką wargę. — Poza tym, Bajka dobrze wie w jakim stroju wystąpi panienka Hermiona.

— Co?! — Ocknął się z letargu, patrząc na skrzatkę z pełną uwagą. — Hermiona przyjdzie?

— Panicz myślał, że panienka wystawi panicza? — zachichotała. — Niech się panicz nie martwi, panienka Hermiona na pewno się pojawi.

Mały płomyk zaiskrzył mu w sercu.

Nie wystawi mnie! Czym ja się przejmuję?!

Bajka profesjonalnie zszywała szaty, tworząc dość wąski krój, więc zmarszczył brwi sceptycznie i zaczął się wiercić pod jej badawczym wzrokiem. Zawinęła go w szatę, klasnęła czteropalczastymi rękami, a on poczuł jak jego włosy zaczesują się do tyłu.

— Gotowe! Panicz sam zobaczy! — Uśmiechnęła się dumna ze swoich dokonań.

Severus odwrócił się w stronę rozchichotanego lustra, które wygłaszało motywacyjną mowę o wierze w siebie i robieniu się na bóstwo częściej, bo przecież taki przystojny z niego jegomość.

Prawie nie poznał się w nowym stroju. Włosy rzeczywiście miał związane srebrną wstążką na karku, a jego granatowa, podkreślająca szczupłą sylwetkę szata, jarzyła się subtelnymi drobinkami w migoczącym oświetleniu pochodni w łazience. Spojrzał na małą cudotwórczynię, która podskakiwała na dużych stopach z nerwowym uśmiechem na twarzy.

— No i jak paniczu? — wychrypiała napiętym głosem. — Podoba się?

— Może być. — Ugryzł się w język, żeby nie być zbyt wylewny. Takie słowa z jego ust tak czy inaczej były, jak wyznanie dozgonnej wdzięczności. — Dziękuję za twoje wysiłki, opłaciły się — uciął zdawkowo.

Skrzatka uśmiechnęła się wdzięcznie i zniknęła z cichym trzaskiem.

— Genialnie! Pierwszorzędnie! Aaaaaaa jaaaak przyyyystoooooojnieee! — zaśpiewało lustro. — Niewiasty, swoich serc pilnujcie, Severus Snape wkroczy i gładko mu podryw pójdzie!

— Mhm... który z Założycieli, jest twoim twórcą?

— Skąd wiesz? — zapytało lustro sceptycznie.

— Masz tak samo słabe rymy, co chimera i Tiara Przydziału.

— Jam bratem Tiary jest, od wspólnego ojca pochodzę, zbliż się a opowiem ci, co...

— Chcesz mi powiedzieć... — przerwał z gniewnym sykiem. —... że Albus powiesił w mojej łazience pomiot Gryffindora?!

— Ano tak! Miał dość specyficzne poczucie humoru.

Przeklęty, stary dureń!

— To wiele wyjaśnia — prychnął i przewrócił oczami na stękanie lustra. — Byłeś przydatny —warknął, przyznając się do tego faktu. — Na razie masz wolną wolę, ale jeśli usłyszę jakieś niechciane komentarze... — uśmiechnął się złowrogo.

— Dobra, dobra waćpan. Będę cicho! — lustro zapiszczało, całkowicie nieruchomiejąc.

Severus wszedł do salonu i uważając, aby nie pognieść szaty, rozsiadł się na skórzanym fotelu.

Jeszcze godzina...

Przymknął oczy z nadzieją, że spięcie jego ciała ustąpi. Nim się zorientował, zapadł w lekki sen.


— Ała! Harry! — krzyknęła Hermiona, poprawiając przyskrzynione przez pachę przyjaciela włosy.

— Przepraszam! Byłem rozkojarzony przy aportacji! — bronił się czarodziej, przeczesując zwichrzone włosy w charakterystyczny dla niego sposób.

— Masz szczęście, że moje ciało jest całe! Nie chciałabym rozczepić sobie twarzy!

Harry zrobił przerażoną minę przyglądając się jej z niepokojem.

— Co? — szepnęła ze strachem, dotykając swoich policzków.

Harry uśmiechnął się i parsknął w jej twarz. Otarła policzek z jego śliny z niesmakiem.

— Przestań sobie żartować!

— A gdzie by była w tym zabawa?

Hermiona odepchnęła go, aby utorować sobie drogę do bramy.

— Oj, już się tak nie dąsaj, Hermiono! — wykrzyknął biegnąc za nią. — Taki ponury nastrój nie zapowiada udanego wieczoru!

— Zrobię to, jeśli przestaniesz zachowywać się jak pięciolatek.

Podbiegł do niej, dysząc ze śmiechu i objął ją ramionami w formie przeprosin. Przewróciła oczami i oddała gest.

— Już piąta. Gdzie twój mroczny rycerz?

— Nie bądź złośliwy, Harry. Severus na pewno za chwilę się zjawi i proszę, żebyś powstrzymał się od szyderczych komentarzy.

— Ja?! To on nie chce mieć ze mną nic wspólnego! Ten pamiętliwy dupek nawet nie odpisał na moje sowy jednym słowem! Tyle razy go przepraszałem za błędne wyciąganie wniosków! Jest bardziej uparty, niż ty!

— Zaskoczony? — parsknęła, okrywając się szczelniej peleryną.

— Nie, ale zawiedzony już tak.

— Na Hekate, Harry... czego się spodziewałeś? Myślałeś, że zaprosi cię na herbatę z ciasteczkami i zacznie przyjacielsko zwierzać się ze związku z twoją matką? Pytałeś o nią w każdym liście... może po prostu nie chce do tego wracać i rozgrzebywać starych ran.

— Dobrze. Nie wspomnę o mamie, ale nie będę udawać, że nie jestem na niego zły.

— Rób co chcesz, ale mnie w to nie mieszajcie.

Stali piętnaście minut pod bramą. Severus się nie pojawił. Goście schodzili samotnie lub w grupach i rzucali im podejrzliwe spojrzenia. Co po niektórzy zatrzymywali się, aby podać rękę Harry'emu lub Hermionie w entuzjastycznym pozdrowieniu. Zobaczyła Josu, na skraju polany, więc przywołała go gestem, aby do nich dołączył.

— Cześć Hermiono, witaj Harry — uśmiechnął się przyjaźnie. — Pięknie wyglądasz, czarownico! — spojrzał na obrażonego Harry'ego. — Ty też — dodał z parsknięciem.

— No ja myślę! — zachichotał Harry i zwrócił się ku Hermionie. — Pójdę odnaleźć Kingsley'a, proszę zostań z Josu, a ja porozglądam się za twoją randką.

Skinęła głową z akceptacją jego planu i chwyciła ramię Josu w drodze do sali wejściowej.

— Cóż, twój uroczy towarzysz najwyraźniej stchórzył.

— Przestań być dupkiem. Severus nie stchórzył. Na pewno zatrzymało go coś pilnego.

— Tak myślisz? — Uniósł brew z ciekawością. — Moim zdaniem twój ponury profesor zrobił ci nieśmieszny dowcip lub wystawił do wiatru. Snape nie wygląda na kogoś, kto chętnie zaprasza ładną dziewczynę na publiczne wydarzenie.

— Wystarczy, Josu. — Zmrużyła oczy, patrząc na niego podejrzliwie. — Co ci w nim przeszkadza? Nawet go nie znasz.

— W tym problem. Nie wzbudza we mnie zaufania.

Ryknęła głośnym śmiechem na absurd sytuacji.

— To ciekawe! On myśli o tobie dokładnie to samo!

— Tak — uśmiechnął się drwiąco. — Ciekawe.

Weszli do zamku, wtapiając się w tłum czarodziejów, którzy oczekiwali na otwarcie drzwi do Wielkiej Sali. Rozglądała się za Severusem, ale nie było po nim śladu. Poczuła uścisk w żołądku na myśl, że Josu mógł mieć po części rację...

Co jeśli stchórzył?

Co jeśli, to tylko głupi żart i tak naprawdę się nie pojawi?

Przeklnęła pod nosem swoją naiwność. Pomyślała, że Severus będzie chciał spędzić z nią więcej czasu. Obiecała sobie, że do niczego więcej między nimi nie dojdzie, ale miała nadzieję na silną przyjaźń i być może przyjemne, wspólne wyjścia. Poprosiła Bajkę o stworzenie pięknej, granatowej szaty, która idealnie podkreślała jej kolor włosów. Jej srebrne szpilki zostały zaczarowane z myślą o choć jednym tańcu z ponurym czarodziejem... bo jeśli na parkiecie ruszał się choć w połowie tak dobrze, jak w łóżku...

Idiotka.


Coś uwierało go w leżącą na oparciu fotela głowę. Sięgnął za kark, nie otwierając oczu. Poczuł, że sztywny obiekt ześlizguje się z jego miękkich w dotyku włosów. Otworzył oczy i spojrzał z ciekawością na srebrny kawałek wstążki.

Wstążka? Co na moich włosach robi wstążka?

Spojrzał w dół na swoje odziane w jedwabny granat uda i wyskoczył z fotela na nagłe olśnienie umysłu.

Uroczystość!

Hermiona!

Rzucił szybkie Tempus, zdając sobie sprawę, że jest grubo spóźniony. Nie poprawiając swojego pogniecionego ubrania wybiegł w szybkim tempie na korytarz, poszukując samotnej wiedźmy. Przypuszczał, że nie sterczy już przed bramą zamku, więc zwrócił się w kierunku Wielkiej Sali w nadziei, że znajdzie ją gdzieś w tłumie - oczywiście oczekującą na jego osobę ze smutną miną, gdzieś w kącie.

Będę musiał się jakoś zrehabilitować. Może zrobię tę sztuczkę swoim językiem na jej gładkiej szyi i ...

Zatrzymał się w pół kroku, wchodząc do Wielkiej Sali. Hermiona Granger stała przy stole z napitkami i śmiała się słodko z żartu opowiadanego przez bardzo przystojnego czarodzieja.

Ten parszywy connard!

Trzymała rękę na jego ramieniu, mrugając tymi ślicznymi oczami. Piekielny ogień zazdrości zawładnął całym ciałem wściekłego Severusa.

Dobra! Przyznaję! Jestem zazdrosny!

Pełzł po kamiennej podłodze, jak wąż szykujący się do śmiertelnego ataku. Obszedł Hermionę, aby zaskoczyć ją od tyłu. Żabojad podniósł wzrok, spoglądając na niego z uprzejmym zainteresowaniem.

Nie nabiorę się na te gierki! Łapy precz od mojej kobiety!

— Spójrz Hermiono, twój przyjaciel raczył zaszczycić nas swoją obecnością. — powiedział spokojnie atrakcyjny mężczyzna, ale Severus nie przeoczył jego drwiąco uniesionej brwi.

Hermiona odwróciła się, jak na komendę i spojrzała na niego z urazą. Fakt, że przed chwilą zerkała z uczuciem na drugiego mężczyznę, a on otrzymał jedynie wyrzut, jeszcze bardziej rozzłościł mistrza eliksirów.

— Cześć, Severusie — wymamrotała, nie patrząc mu w oczy. — Czekałam w wyznaczonym przez ciebie miejscu, ale najwyraźniej miałeś pilniejsze sprawy — wycedziła chłodno. — Josu zaproponował mi swoje towarzystwo.

— Jak miło z jego strony — powiedział ponuro, rzucając gnojkowi spojrzenie spod byka. — Wybacz mi moje spóźnienie, miałem sprawę do rozwiązania.

— Jasne — wzruszyła lekceważąco ramionami, ale jej pełne żalu oczy opowiadały inną historię.

— Następnym razem polecam wysłać patronusa — szepnął francuski czarodziej, przegryzając wargę, żeby powstrzymać się od wybuchu śmiechu.

— Zachowaj swoje dobre rady dla kogoś, kto ich potrzebuje — warknął chłodno Severus, gromiąc mężczyznę morderczym spojrzeniem. — Hermiono, możemy się przespacerować w samotności?

— W porządku — powiedziała po chwili namysłu i zmrużyła oczy, ale ku jego radości oderwała rękę od ramienia ślimaka i chwyciła ramię Severusa.

Spojrzał na nią kątem oka. Wyglądała ślicznie w granatowej szacie. Właściwie, była tylko odrobinę jaśniejsza od jego, a srebrna biżuteria rozświetlała jej skórę, jak jasne gwiazdy.

Oh, sama jej skóra ma na sobie srebrny połysk.

Chciał jej spróbować.

— Słuchasz mnie, Severusie?

— Co? — zapytał rozproszony wspomnieniem smaku jej skóry. — Tak, tak.

— Co mówiłam? — uniosła brwi.

— Że zachowałem się niedżentelmeńsko i powinienem zaprosić cię do tańca, aby odpłacić za stracony czas. — Przygryzł wnętrze policzka, aby nie parsknąć na jej przewracanie oczami.

— Nie. Mówiłam, że wyglądasz dziś bardzo dobrze.

Zarumienił się trochę pod jej oceniającym spojrzeniem i odchrząknął, żeby skupiła wzrok na jego twarzy.

— Przepraszam, Hermiono. — Ściągnął usta w wąską linie. Prawda zwycięży! — Zasnąłem na fotelu. — Jego nijaki wyraz twarzy w połączeniu z nieoczekiwanym wyznaniem, wydusił perlisty śmiech z ust Hermiony, a on pogratulował sobie geniuszu.

— W środku dnia?! Powinieneś zgłosić się do uzdrowiciela, skoro nie panujesz nad zasypianiem!

— Wykończyło mnie gaworzenie Filcha i zabiegi stylistyczne twoich przerażających skrzatów w połączeniu z pamiątką po Godryku. — Widząc jej zdumiony wyraz twarzy dodał: — To opowieść na inny czas.

Ustawili się na środku Wielkiej Sali przy scenie, stworzonej na potrzeby dzisiejszego wieczoru. Setki czarodziejów i czarownic otoczyli centralną część sali, dyskutując, plotkując i śmiejąc się wesoło. Minister Magii zarządził rozpoczęcie uroczystości minutą ciszy dla poległych magicznych oraz mugoli. Wyczarował również złotą tablicę z imionami ofiar, która zawisła nad sklepieniem, aby ich obecność towarzyszyła świętującym czarodziejom podczas świętowania rocznicy zakończenia wojny.

Świętowanie ruszyło pełną parą po krótkiej przemowie Ministra oraz Pottera, który wyszedł na scenę z dość zakłopotaną miną i poprosił jedynie o pamięć i hołd dla zmarłych przyjaciół.

Spokojna muzyka rozbrzmiała zza kamiennych ścian, gdy Flitwick machnął różdżką w skomplikowanej inkantacji. Minerwa ustaliła z Severusem i resztą organizatorów, że zapraszanie Fatalnych Jędz na upamiętnienie poległych bohaterów nie będzie najrozsądniejszym z pomysłów. Uznali, że lepiej wykorzystać magię do stworzenia pozorów wzniosłej imprezy, zachowując tym samym odrobinę subtelności. Filius uparł się, że znajdzie idealne rozwiązanie.

Oczy mistrza eliksirów odnalazły zielone tęczówki wybrańca, po kilku minutach, godzinach, bądź dobach trwającej uroczystości - Severus nie był w stanie stwierdzić, bo cały wieczór dłużył mu się niemiłosiernie. Potter raz po raz rzucał Snape'owi ciekawskie spojrzenia. Zaniepokojony jego ewentualną chęcią do podjęcia konwersacji, Severus szturchnął Hermionę w ramię, wskazując ręka na pobliskie drzwi. Skinęła głową, więc poprowadził ich do wyjścia, dopijając mocnego drinka po drodze.

Ciche korytarze były miłym kontrastem dla tłocznej Wielkiej Sali. Odetchnął głęboko chłodnym powietrzem, które dostało się do zamku przez otwarte okiennice. Jego ramię przyjemnie mrowiło od dotyku dłoni Hermiony, a ciężar zazdrości o jej szefa, rozwiał się wraz z jej promiennym uśmiechem.

Bogowie, chcę skosztować tych pełnych ust po raz kolejny...

Zbliżali się do pokoju nauczycielskiego, gdy Hermiona roześmiała się wesoło.

— Josu mówił, że jesteś...

Nie! Nigdy więcej imienia tego gnojka wychodzącego z jej słodkich ust!

Hermiona nie dała rady skończyć zdania. Zdeterminowany, by uniemożliwić jej wypowiedzenie czegokolwiek o jej nadętym szefie, Severus szarpnął ją za ramię, wciągnął do najbliższej wnęki przy pokoju nauczycielskim i przygwoździł swoim twardym ciałem do kamiennej ściany, żądając jej ust.