ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
GABINET DYREKTORA HOGWARTU
Jej zapał powrócił z potrójną siłą na dźwięk jego ochrypłego od pożądania tonu. Wplątała palce w czarne włosy manewrując jego głową według własnego uznania, aby pogłębić głodny pocałunek. Rozbawiony chichot wyrwał się z klatki piersiowej Severusa, gdy pstryknął palcami pozbawiając biurko przeróżnych przedmiotów i popchnął ją na blat tak, że leżała rozłożona, jak główne danie dnia, po czym chwycił jej nadgarstki w solidnym uścisku, przyklejając je do drewna nad jej głową za pomocą magii bezróżdzkowej. Spojrzał na nią z uśmieszkiem satysfakcji i wzruszył okrytymi jedwabiem ramionami na jej urażoną minę.
— Skoro nie potrafisz się kontrolować i zachować rąk przy sobie, będę musiał trzymać cię na uwięzi. — Jego uśmiech zmalał i zmarszczył brwi. — Nadal tego chcesz?
— Oczywiście. — Uśmiechnęła się uspokajająco, a przynajmniej próbowała, bo w jej rozklekotanym stanie ledwo mogła kontrolować przejawy przyjemności, które pojawiały się na jej twarzy. — To ci się podoba, Severusie — parsknęła. — Widzę to w twoich oczach.
— Nawet nie wiesz jak bardzo — warknął, machając ponownie ręką, by po chwili podziwiać jej świeżo rozebrane ciało z błyskiem pożądania w oczach.
Chłód gabinetu usztywnił jej sutki, które przyciągnęły wzrok górującego nad nią mężczyzny. Opuścił głowę na wysokość szczytu jej piersi i polizał wrażliwy punkt, by po chwili dmuchnąć w to samo miejsce. Zauważalny dla czarodzieja dreszcz przebiegł po ciele kobiety, na kontrast między temperaturą ciepłego języka i chłodnego podmuchu jego oddechu. Wygięła się w stronę ust Severusa, aby nie utracić tego cudownego odczucia.
— Niecierpliwa.
— Ej! — jęknęła ochryple gdy jego usta zaatakowały jej drugą pierś. — To niesprawiedliwe! Dalej masz na sobie szatę!
— To mój czas na kontrolę, wiedźmo — uciął krótko, podgryzając niedelikatnie jej sutek. Wrzasnęła z zaskoczenia, ale jej krzyk zamienił się w jęk, gdy koił językiem czerwone ślady zębów. — Jeśli będziesz chciała przestać, powiedz bezpieczne słowo. Nie popełnię kolejny raz tego samego błędu, obiecuję. — Zmarszczył brwi i ledwo zdołała się powstrzymać od niecierpliwego chichotu na wyraz zadumy na jego zarumienionej z podniecenia twarzy. — Czy możesz powtórzyć dla mnie swoje bezpieczne słowo? Czerwony, tak?
— Ron. — Zagryzła wargę, żeby nie parsknąć głośnym śmiechem na widok jego zdezorientowanej miny i dodała szybko: — To imię kojarzy mi się tylko i wyłącznie z zakończeniem jakichkolwiek czynności związanych z przyjemnością. Poza tym, możesz być pewny, że nigdy w życiu nie wykrzyczałabym jego imienia w ekstazie. Upewni cię to w przekonaniu, że coś jest nie tak... gdy wypowiem jego imię.
— Sprytne.
Chwycił ją za talię, przyciągając bliżej siebie. Poczuła wyraźniej twardość jego męskości i zapragnęła całą duszą rozebrać go tu i teraz, polizać, ssać, dosiąść...
Zaklęcie wiążące jej ręce było silne, ale zdała sobie sprawę, że Severus nie użył pełni swojej mocy. Dawał jej możliwość bezproblemowego uwolnienia w razie potrzeby.
Cóż... małymi krokami do celu... OH! KURWA!
Cienkie wargi zamknęły się wokół wrażliwej łechtaczki, gdy bujała w obłokach. Właściwie, bujaniem w obłokach mogłaby nazwać stan w którym obecnie się znalazła, bo Severus Snape był niewiarygodnie zdolnym smakoszem, jak już wielokrotnie zapewniała samą siebie i była pewna, że za chwile zacznie unosić się w powietrzu. Podniosła głowę, aby nie przegapić tej nuty przyjemności przebiegającej po jego twarzy za każdym razem, gdy czcił jej kobiecość ustami.
No i jest... Merlinie, sam jego widok może doprowadzić mnie do końca.
Zapomniana, srebrna wstążka, która służyła jako akcesorium do związania włosów mężczyzny, leżała na podłodze. Jego długie włosy były w kompletnym nieładzie, rozsypane w wielu kosmykach na jej udach. Jego język rozpoczął torturującą wędrówkę do jej wilgotnego środka, a najlepsza część jego twarzy, nos, uderzał w równym tempie w jej kłębek nerwów, wysyłając impulsy do każdego włókna jej ciała. Największą uwagę przykuwały jego oczy. Spragnione, dzikie, najwyrazistsze jakie kiedykolwiek u niego dostrzegła. Jednak zdecydowanie najbardziej pociągające w tym wszystkim było to, że jego głodne spojrzenie, nigdy nie opuszczało twarzy Hermiony, wyłapując najmniejsze poruszanie ustami w cichym jęku, grymasy przyjemności i drżenie ciała, tak, aby powtórzyć zabiegi w najbardziej wrażliwych miejscach.
Genialny!
Szanowała mężczyzn, którzy czerpali osobistą przyjemność z używania swoich ust na kobiecie. Większość jej partnerów ochoczo godziła się na seks oralny, ale zapał nie był na tyle wyraźny, aby zwalić ją z nóg.
Severus...
Merlinie... Severus, gdyby wiedział i się odważył, mógłby zdobyć każdą kobietę wyłącznie swoim języ...
— Kurwa! — jęknęła głośno, gdy palce Severusa zagłębiły się w jej mokrych fałdach. — Ja... nie, nie — Gdy zobaczyła, że odsunął się zaniepokojony, krzyknęła rozkazująco: — Nie! Nie przestawaj! —Uśmiechnął się wilgotnymi ustami i wrócił do ssania jej łechtaczki z taką siłą, że obawiała się o swoje życie, jeśli skumulowane napięcie w końcu wybuchnie.
W końcu? Nie wytrzymam ani minuty dłużej!
Uniosła biodra i mimowolnie zamknęła oczy z ochrypłym krzykiem, gdy palce Severusa przyspieszyły ruchy, a jej spragniona uwolnienia pochwa, zacisnęła się wokół nich, jakby chciała je jednocześnie powitać oraz nigdy w życiu nie uwolnić. Bełkotała niezrozumiałe dla niej słowa, a siła orgazmu który nią zawładnął, ogłuszył i oślepił jej zmysły. Po chwili usłyszała zwierzęcy jęk lub krzyk, ciężko stwierdzić co to było, ale zorientowała się, że wydobywał się z jej zaciśniętego w ekstazie gardła.
Opadła na biurko i nie miała siły, aby poruszyć choćby jednym mięśniem. Ciało drżało od skurczów zwrotnych, a serce tańczyło w rytmie jej przyspieszonych oddechów.
— Wszystko w porządku? — powiedział Severus neutralnym tonem. — Nie wyglądasz za dobrze.
— Daj mi chwilę, nie mogę myśleć — wysapała i usłyszała chichot Severusa na dźwięk nietypowych słów w odniesieniu do Hermiony Granger.
Otworzyła oczy, patrząc na zadowoloną minę Severusa, który - była pewna - próbował to jakoś zatuszować, ale przypływ podniecenia nie pozwalał mu na szczególną ochronę.
— Tak, Severusie. — Próbowała zachichotać, ale z jej ust wydobyło się coś między warknięciem, a chrząknięciem. — Świetnie się spisałeś, daj mi chwilę, a się odwdzięczę.
— Nie ma potrzeby — uciął krótko.
— Sceny nieśmiałości nie robią na mnie wrażenia, proszę pana.
— Nieśmiałość nie ma z tym nic wspólnego, panno Granger — Uniósł brew, patrząc na nią pobłażliwie. — Jesteś wyraźnie wykończona, a zapewniam, że mimo wielu skłonności... nekrofilia nie jest czymś, czego chciałbym spróbować.
— Może będziesz musiał — parsknęła. — Czuję, jakbyś wyssał ze mnie życie.
— Właściwie, to nie byłoby takie złe... — Zadumał się. — Brak upierdliwej baby, żaden kolorowy ptak nie atakuje mnie bez powodu, nie musiałbym znosić częstej obecności Lucjusza... — Wyliczał na palcach.
— Już wystarczy! — Zaśmiała się. — Jeszcze kilka argumentów i pomyślę, że trzymam cię na siłę w Onca!
— Zależy, co rozumiesz przez „na siłę". — Uśmiechnął się porozumiewawczo. — Nie tak dawno temu, skończyłem jako żywa mumia bez możliwości poruszania choćby jednym palcem.
— Całe szczęście, że miałeś możliwość poruszania ustami i tym samym możliwość zapewnienia mnie, że nie masz zamiaru ponowienia próby odebrania mi życia.
Zachichotał mrocznie, poprawiając erekcję w spodniach i uwalniając jej nadgarstki, gdy usiłowała podnieść się do siadu. Przewrócił oczami i użył zaklęcia czyszczącego, aby przywrócić stan czarownicy do porządku i zawinął ją ponownie w wieczorową suknię.
— Chodź, wiedźmo — szepnął. — Mam coś na ból mięśni w swoich komnatach.
— Naprawdę? — Rozszerzyła oczy w udawanym zdumieniu. — Nigdy bym nie przypuszczała, że mistrz eliksirów będzie miał w swoich komnatach eliksir przeciwbólowy.
— Zamknij usta i nałóż zaklęcie kameleona na ciało. Może nie ma Minerwy, ale zamek ma oczy na każdej swojej ścianie.
— Tak jest, panie superszpiegu! — zasalutowała mu żwawo i rzucając zaklęcie kameleona, pognała w dół po ruchomych schodach.
Wydawało jej się, że słyszała coś o kretynce, która zawsze odpierdala teatr godny Dumbledore'a, ale mogło jej się przesłyszeć.
Bieg okazał się błędem, gdy jej zmęczone mięśnie odmówiły posłuszeństwa i była blisko skręcenia karku na kamiennych schodach. Chimera mierzyła ją ciekawskim wzrokiem, sprawiając wrażenie, jakby jej zaklęcie kameleona nie przyniosło żadnych efektów. Spojrzała w dół na swoje ciało stwierdzając, że nie ma powodu do stresu, bo jej sylwetka była bardzo dobrze zakamuflowana. Radosny śmiech dobiegł znad jej głowy, więc podniosła wzrok i uniosła brwi na rozbawionego gargulca.
— Możesz mnie zobaczyć? — szepnęła zdumiona.
— Oczywiście, dziecko drogie. — Chimera śmiechnęła się szeroko. — Mądrość nie leży w oczach, a w głowie.
— Severus miał rację. Rzeczywiście masz beznadziejne rymy, Lapis — parsknęła śmiechem. — Jakim cudem mnie widzisz?
— Nie widzę, lecz czuję. Nie martw się Hermiono, żaden człowiek magii zamku nie pojmuje.
— Skąd znasz moje imię? Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek zostały przedstawione.
— Odpowiedź jest prosta. Gdy Założyciel magiczny przedmiot wyrzeźbi...
— Zamknij dziób, bo ręka z różdżką mnie świerzbi — warknął Severus, wyłaniając się zza chimery z ponurym wyrazem twarzy. — Spróbuj tylko nazwać mnie dyrektorem, pomiocie Salazara — dodał widząc, że gargulec zbiera się do powitania.
— Profesorze Snape — Chimera skinęła głową krótko i zastygła w bezruchu.
— Ej! Wracaj! — krzyknęła Hermiona, po czym spojrzała z urazą na Severusa. — Byłam ciekawa! Muszę widzieć!
Severus podążył wzrokiem za dźwiękiem jej głosu i uśmiechnął się drwiąco.
— Zawsze jesteś ciekawa. Nie wspominając już o twoim gadulstwie. Zapewne przekrzykiwałabyś Lapis, a ja kwitłbym tutaj do jutra.
— W porządku. — Skrzyżowała ręce na piersi. — Poprowadzisz mnie do komnat, czy mam tu sterczeć bez celu?
Uniósł oczy ku sufitowi i ruszył w korytarzem w kierunku lochów.
Namalowane na płótnach twarze śledziły wzrokiem Severusa, gdy kroczył szybkim tempem po kamiennej podłodze. Jego buty nie wydawały praktycznie żadnego dźwięku, więc musiała balansować umiejętnie na szpilkach, aby stukot obcasów nie zaniepokoił ciekawskich portretów. Długie nogi Severusa sprawiły, że znalazł się kilkanaście metrów przed nią, ale nie martwiła się zbytnio. Od lat nie przechadzała się po Hogwarcie, a niepowtarzalny klimat zamku, wprowadził Hermionę w melancholijny stan. Sentymentalizm był jednocześnie jej wadą, jak i zaletą. Specyficzny zapach w murach Hogwartu, zagnieździł w jej umyśle jedno odczucie przez te wszystkie lata...
Powrót do domu.
Zeszli w dół po kamiennych schodach, a Severus zatrzymał się u ich stóp i szeptał coś cicho kącikiem ust tak, że ledwo mogła go usłyszeć.
— Co mówiłeś? — wyszeptała trochę zbyt głośno, a czarodziej ścisnął nasadę nosa palcami w wyrazie zażenowania jej brakiem umiejętności skradania.
— Mówiłem, że co najmniej dwóch uczniów znajduje się na korytarzu — wymamrotał pod nosem. — Wysil się trochę i staraj się nie potknąć o własne nogi.
— Wcale się nie potykam o własne nogi — warknęła cicho, po czym jak na zawołanie jej szpilka utknęła między kamiennymi łączeniami w podłodze. Nie chciała, żeby Severus usłyszał jej potknięcie, więc dodała szybko: — Poza tym nikogo nie widzę, ani nie słyszę na korytarzu. Chyba coś ci się wydaje.
— Zapewniam cię, wszystkowiedząca babo, że mamy towarzystwo. Zostaw to mnie i skup się na opanowaniu chodu do czegoś bardziej subtelnego, niż stylu słonia w składzie porcelany.
— Pff — fuknęła obrażona, ale zdwoiła wysiłki w skradaniu.
Obserwowała jego plecy ze zmrużonymi oczyma, starając się wypalić dziurę w jego granatowej szacie. Nagle spostrzegła, że Severus znieruchomiał, jak skała i zaczął bezdźwięcznie płynąć po podłożu, jak liść unoszący się na spokojnej fali. Podziwiała z otwartymi ustami jego niesamowitą koordynację ruchową. Nie powinna być zaskoczona jego kontrolą nad każdym, nawet najmniejszym mięśniem. W końcu mogła na własnej skórze przekonać się, jak sprawny był w łóżkowych sprawach. Mimo wszystko, widok jego gibkiej sylwetki, która sunie po podłodze nie wydając żadnego dźwięku, spowodował przyspieszenie bicia serca w towarzystwie spłycenia oddechu.
Kirke! Seks na dwóch nogach, ot co!
Była tak zafascynowana jego osobą, że nawet nie zauważyła dwóch postaci obściskujących się w jednej z wnęk za wielkim, zakurzonym gobelinem. Biorąc pod uwagę złośliwy uśmieszek Severusa... podejrzewała, że byli Gryfonami.
— Panno Wolerly, panie Fox. — Jego ostry, profesorski ton wywołał ciarki na plecach Hermiony. Trudno było pozbyć się nawyków utrwalonych w czasach szkolnych i na miejscu tych dzieci, uciekałaby sprintem przed grzmiącą postacią Severusa Snape'a.
Dwójka uczniów w dalszym ciągu nie reagowała na obecność mistrza eliksirów, więc Hermiona podeszła do jednego z filarów, aby mieć dobry widok na wszystkich uczestników teatrzyku, który miał się za chwilę rozpocząć.
— Wystarczy! — warknął groźnie, a jej mimowolnie zmokły majtki.
Gryfoni odskoczyli od siebie w pośpiechu, poprawiając wygniecione szaty. Zachichotała cichutko na widok ich przerażonych twarzy i czerwonych rumieńców na policzkach.
Merlinie... to bardzo zabawne być po drugiej stronie barykady i oglądać scenę z boku, gdy nie jest się odbiorcą gniewnego szyderstwa Severusa.
— Ostatnim razem, gdy złapałem was na korytarzu... — wycedził przeciągłym tonem. — Ostrzegałem przed szlabanem, który otrzymacie w przypadku następnego występku.
— Ale profes... — chłopak usiłował coś powiedzieć.
— Cisza!
Hermiona była zaskoczona uczuciem gorąca w swoim ciele na kontrastowo lodowaty ton Severusa.
Może jednak podoba mi się, gdy jest stanowczy z tą całą otoczką upiornej aury?
— Pięćdziesiąt punktów od Gryffindoru oraz szlaban dla każdego z was do końca tygodnia! — Miała ochotę parsknąć śmiechem na typowo gryfoński wyraz oburzenia na twarzach przyłapanych uczniów oraz ewidentną chęć do rozpoczęcia kłótni i walki o swoje „prawa". Severus górował nad nimi dumnie i skrzyżował ramiona na piersi. — Wyjazd do pokoju wspólnego! Teraz!
Uczniowie obrzucili go nienawistnym spojrzeniem i odwrócili się zgodnie w stronę wyjścia z lochów.
Mój Boże, czy oni naprawdę są aż tak tępi, aby pałętać się po terytorium byłego szpiega i liczyć, że jakoś im się upiecze? — parsknęła w myślach na głupotę członków jej byłego domu i ruszyła w stronę Severusa po cichu.
Uczniowie mieli właśnie ją minąć, gdy do jej uszu doszedł cichy szept chłopca.
— Mówiłem ci, że on potrzebuje dobrego pieprzenia, ale kto chciałby w ogóle go tknąć? Jest paskudny w środku i na zewnątrz.
Czerwony żar wściekłości targnął całym ciałem i duszą Hermiony Granger, a jej zaborczość w stosunku do Severusa, spowodowała natychmiastowe wyciągnięcie różdżki z ukrytej kieszeni w sukni.
Parszywe, wyliniałe lwiątko! Ja ci za chwile pokażę, kto nie ma żadnych szans na ruchanie, ty bezmyślny zidiociały padlinożerco!
Nie omieszkując przeklnąć krocze chłopca zaklęciem swędzącym i złożoną klątwą natychmiastowej, trwałej wysypki, Hermiona skręciła w wąski korytarz, aby wprowadzić plan który właśnie obmyśliła.
Co mi szkodzi?
Zdjęła zaklęcie kameleona i wyszła z sąsiedniego zakrętu, krzycząc głośno słodkim głosem.
— Severusie! — Jej obiekt pozornych poszukiwań, rozszerzył oczy ze zdumienia, zapewne myśląc, że postradała wszelkie zmysły. Dwójka uczniów odwróciła się w ich stronę w kompletnym szoku. — Ah! Tu jesteś, mój drogi! Szukałam cię wszędzie! — Chichotała, jak idiotka i normalnie mogłaby się kopnąć, ale teraz potrzebowała wszelkiej amunicji, aby obronić honoru jej czarodzieja przed durnymi gówniarzami. — Uciekasz przede mną? — Dobiegła do niego, kręcąc biodrami i chwytając się jego ramienia. — Miałeś pokazać mi swoje komnaty — wymruczała znacząco, gładząc jego pierś drugą ręką i kreśląc owalne wzory paznokciem na jego szacie. Zamrugała do niego długimi rzęsami i powiedziała ochrypłym głosem. — Chciałabym odkryć, co chowasz pod tą warstwą ubrań.
Obserwujący scenę chłopiec zachłysnął się śliną, a jego blada, jak ściana koleżanka poklepała go kilka razy po plecach, aby nie wyzionął ducha na zimnej podłodze korytarza. Severus wyglądał, jakby dostał tłuczkiem w potylicę, ale dzielnie wyszkolił wyraz twarzy w grzeczne zainteresowanie. Udała zdumienie na dźwięk obecności uczniów i odwróciła się z zawstydzoną miną w ich stronę.
— Ojej! Nie wiedziałam, że mamy towarzystwo — wyszeptała. — Przepraszam bardzo, może lepiej już pójdziemy? — Spojrzała z głodem na Severusa, a on tylko skinął głową i kładąc rękę na jej lędźwiach i poprowadził ich w stronę swojej kwatery. Usłyszała wyraźnie mamrotanie chłopca „Herr-mi-ona Gr-anger", więc uśmiechnęła się złośliwie na swój nowo odkryty talent aktorski.
Gdy byli na tyle daleko, aby nikt ich nie usłyszał, Severus chwycił ją za ramię, szarpnął w stronę wielkich, drewnianych drzwi i wepchnął do środka z głośnym warknięciem.
— Co na Merlina cię napadło, kobieto?! Czy już do reszty utraciłaś zdrowy rozsądek?! — Rozpoczął wędrówkę po niewielkim przedpokoju, tworząc okręgi na miękkim dywanie i gromiąc ją wściekłym wzrokiem. — Jutro cała szkoła będzie rozmawiać tylko i wyłącznie o tym, że tłusty nietoperz napoił Hermionę Granger eliksirem miłosnym lub co gorsza pożądania! — Zacisnął pięści i odwrócił się do niej plecami.
— Nie złość się, mówili o tobie okropne rzeczy na które nie mogłam pozwolić! — broniła się.
Severus spojrzał na nią chłodnym wzrokiem i zbliżył się do niej wolnym krokiem.
— Nie potrzebuję od ciebie litości — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
— I nie masz mojej litości. Myślałam, że znasz mnie na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie litość mną kieruje. Masz moje współczucie, troskę i przyjaźń. — Uśmiechnęła się. — a przyjaciele wspierają się i bronią, gdy ktoś obraża jednego z nich.
— Przyjaciele. — Jego usta wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu. — Dziwnie wyrażasz swoją przyjacielskość. Nie spodziewałem się, że przyjaciel zaproponuje mi eksplorację mojego nagiego ciała przy moich uczniach.
— Cóż, każdy sposób jest dobry, by utrzeć nosa wrednym bachorom — zachichotała. — No dobrze... jest szansa, że rzuciłam klątwę na jaja tego chłopca. Możesz spodziewać się Poppy w najbliższym czasie.
Rozszerzył oczy i ryknął głośnym śmiechem.
— Bogowie, Hermiono... — wydusił. — Jesteś całkiem przerażająca, gdy ktoś zajdzie ci za skórę.
— Lepiej, żebyś o tym pamiętał — zachichotała dziewczęco, przyglądając się jego rozpromienionej, otwartej twarzy. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, a serce Hermiony załomotało głośno na widok jego wyrazistych oczu. Obawiała się, że dzielą ją tylko sekundy od rzucenia się na czarodzieja, zerwania jego formalnych ubrań i zabrania swojej nagrody za dzielną obronę jego honoru, ale stłumiła podniecenie odchrząkując głośno. — Oprowadzisz mnie po swojej komnacie?
— Tak. — Zamrugał, a jego spragniony wyraz w oczach całkowicie zniknął. — Chodź za mną.
Przyglądała się jego jędrnym pośladkom, śliniąc się trochę i karcąc w myślach za brak kontroli nad hormonalną burzą, która buzowała w każdym, najmniejszym punkcie jej ciała.
Jesteś naiwna, Hermiono.
Nie minie nawet godzina, a będziesz jęczeć jego imię w ekstazie...
