ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

KOMNATY MISTRZA ELIKSIRÓW


Powiew ciepła kominka wywołał gęsią skórkę na jej ciele przemarzniętym od chłodnych korytarzy lochów. Salon w komnatach mistrza eliksirów był przytulniejszy niż ten, który usilnie starała się zobrazować w swoich myślach. Duża kanapa i dwa fotele z identycznej skóry przy małym stoliku kawowym, zachęcały do wygodnego odpoczynku przy książce, bądź filiżance herbaty (lub jedno w połączeniu z drugim, jak to najczęściej bywało w jej przypadku). Miękki dywan łaskotał ją w bose stopy. Gdyby jej stopy miały układ oddechowy, to na pewno w tym momencie łapałyby hausty powietrza i wzdychały z ulgą. Lubiła nosić wysokie obcasy, ale nawet najlepsze zaklęcia amortyzujące, nie były w stanie zapobiec dyskomfortowi po całym wieczorze chodzenia na szpilkach.

Właściwie... zawsze mogę opracować nowe zaklęcie. W końcu cała damska część czarodziejskiego świata, nosiłaby mnie na rękach z wdzięczności... tak, to dobry pomysł na następny projekt.

Skinęła sobie głową z akceptacją pomysłu pierwszej wody i podskoczyła z zaskoczeniem, gdy czarodziej obok niej parsknął głośno.

— Czy znów zagubiłaś się w myślach, prowadząc rozmowę sama ze sobą? — uniósł brwi — Gdyby mnie to obchodziło, to mógłbym się obrazić, że wolisz gawędzić z własnym umysłem, niż z właścicielem lokum do którego się wprosiłaś.

— Ja się wprosiłam? — zmrużyła oczy — Przecież zaproponowałeś mi eliksir na ból, którego sam jesteś powodem — fuknęła.

— Po pierwsze, zaproponowałem ci eliksir z grzeczności, abyś nie musiała chodzić jak upośledzona po szkole. — Przygryzł wargę, najwyraźniej powstrzymując się od śmiechu na widok jej czerwonej z oburzenia twarzy. — Po drugie... — pokazał dwa palce, jakby była sześciolatką uczącą się podstaw matematyki. —...trzeba było pomyśleć wcześniej o konsekwencjach długiego spaceru przez kilometrowe korytarze Hogwartu. Poza tym, nie narzekałaś na ból, gdy schowałem głowę między twoimi udami.

— Skąd mogłam wiedzieć, że jesteś znachorem cipek! — Nie zauważyła, że jej włosy uniosły się nad jej ramiona w rozczapierzonych kosmykach. — To nie było normalne!

— Dziękuję, ten komplement wiele dla mnie znaczy — zadrwił sarkastycznie, ale widziała blask przyjemności w jego oczach. — Poza tym, mówiłem ci... miałem czas na zaplanowanie wieczoru i badania. — Przyjrzał się krytycznie jej włosom. — Czy wiesz, że twoje włosy żyją własnym życiem i chyba chcą mnie zaatakować, bo wydobywają się z nich niebieskie iskry i falują w powietrzu? — zmarszczył brwi. — Uważaj na swoje wybuchy magii, bo możesz mnie pokiereszować.

Zignorowała jego jawne zaczepki w stosunku do jej dzikich włosów i zmrużyła oczy na myśl kiełkującą w jej głowie.

— Co oznacza, że miałeś czas na zaplanowanie? Co oznacza, że miałeś czas na badania? Jakie badania? — Nie chciała brzmieć zazdrośnie w swoim potoku pytań, ale wizja głowy Severusa między nogami innej czarownicy, nie chciała zniknąć jej z głowy.

I będzie lepiej, jeśli ta wiedźma ukryje się w bezpiecznym i dobrze strzeżonym miejscu, bo jak dostanę ją w swoje ręce...

Severus usiadł na kanapie i wskazał jej miejsce obok siebie. Usiadła, nie zrywając kontaktu wzrokowego.

— A to, moja mała, ciekawska wiedźmo...— szydził z uśmieszkiem —... że poszedłem za przykładem Hermiony-patrz macham ręką- Granger i postanowiłem sugerować się jedynie literaturą ogólnodostępną.

Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem i była pewna, że źle zrozumiała sens jego wypowiedzi.

— Nauczyłeś się robić minetę z książki? —krzyknęła, rozszerzając oczy.

— Wolę określenie seks oralny — wykrzywił usta z niesmakiem. — Mineta brzmi, jak nowa nazwa na magiczne słodycze, co prowadzi do niemiłych skojarzeń z pewnym, iskrzącym radością starcem o którym naprawdę nie chciałbym myśleć podczas czynności związanych z seksem oralnym.

Zaśmiała się lekko histerycznie na absurd sytuacji i przyjrzała się czarodziejowi kątem oka. Severus wyglądał wyjątkowo szykownie w swoich granatowych szatach. Nie mogła zrozumieć osób, które nie doceniały jego nietuzinkowej urody, a nazywanie go brzydkim lub paskudnym było jej zdaniem porządnym niedopowiedzeniem, a nawet bluźnierstwem. W przeszłości odpychało ją przede wszystkim jego szydercze nastawienie do całej reszty świata. Wygląd zewnętrzny nie miał dla niej większego znaczenia, ale sposób w jaki wykrzywiał drwiąco wargi, gdy stał nad jej perfekcyjnie przyrządzonym eliksirem, powodował dreszcz obrzydzenia. Teraz jednak, podziwiała jego ostro zarysowany profil twarzy i doszła do wniosku, że jest w jakiś sposób piękny...

— Jesteś naprawdę wyjątkowy, Severusie. — uśmiechnęła się, patrząc na niego czule i chwyciła go za rękę, która leżała w pobliżu jej uda.

Znieruchomiał na moment, ale po krótkiej chwili ścisnął jej dłoń, splatając jej palce ze swoimi.

— Mam pewną propozycję, Hermiono.

Jego cichy, zamyślony głos dobiegł do jej uszu. Miał delikatny odcień różu na szczytach kości jarzmowych i nie chciał spojrzeć jej w oczy. Bierny obserwator nie zauważyłby w nim wielkiej zmiany i można by założyć, że jest tylko zagubiony we własnych myślach. Ona jednak, znała go wystarczająco dobrze, aby stwierdzić u niego oczywiste zakłopotanie i niepewność. Skinęła głową na znak, że słucha i ponownie ścisnęła jego dłoń, dla kolejnego potwierdzenia jej uwagi. Obawiała się, że jeśli teraz coś palnie, to Severus znów zamknie się w sobie.

— Wiem, że nasz układ dotyczy jedynie scen w klubie lub.. — i tu uśmiechnął się delikatnie kącikiem ust, zyskując tym samym przyspieszenie jej serca, które biło w tym momencie tylko i wyłącznie dla tego uśmiechu. —... scen w moim miejscu pracy. — parsknął i podejrzewała, że wspominał teatrzyk przed jego dwoma uczniami. — Chciałbym zaproponować ci wyjścia towarzyskie raz na jakiś czas. — Twarz Severusa wykrzywiła się w kwaśnym wyrazie. — Jako przyjaciele, oczywiście. — Jego „oczywiście", brzmiało bardziej jak pytanie i zastanowiła się czy upewniał się w jej przyjacielskim nastawieniu do jego osoby czy sugerował, że mogłaby czuć coś więcej.

Ogarnął ją dreszcz strachu. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że mogła popełnić ogromny błąd wplątując się w kolejną scenę z Severusem. Idiotyczne z jej strony było to, że dała się zaprosić na publiczne wydarzenie, a po formalnościach - rozłożyć na biurku Minerwy w okrzykach spełnienia. Nie mogła się do nikogo przywiązać, a zwodzenie w ten sposób Severusa było nieprofesjonalne...

Weź to na klatę! On proponuje tylko przyjaźń, a nawet jeśli będzie chciał czegoś więcej lub ty wpadniesz, jak śliwka w kompot - zawsze możesz użyć swojego „niby" legendarnego umysłu i wymyślić odpowiednie rozwiązanie dla obojga.

— Zgoda — powiedziała neutralnie, zgarniając zaskoczone spojrzenie Severusa. Zreflektował się po chwili i zrobił lekceważący wyraz twarzy.

— Świetnie — powiedział chłodno. — Wszystko ustalone, a tymczasem zachęcam do zapoznania się z moją biblioteczką na czas, gdy będę szykować dla nas odpowiednie trunki.

Złapała się za serce mimowolnie, a jej oczy rozżarzyły się gorącym blaskiem.

— P-pozwolisz m-mi n-na przeglądanie twoich książek? — wyjąkała rozszerzając oczy w głębokim szoku.

— Merlinie, wiedźmo — parsknął — wyglądasz jakbym podarował ci Święty Graal.

— Przeglądanie twojej biblioteki, jest dla mnie bardziej wartościowym prezentem, niż głupi kielich! — pisnęła z podniecenia i rzuciła się Severusowi na szyję w wyrazie wdzięczności.

— Przepraszam — wydusił nieprzygotowany na atak Severus, którego łokieć wylądował na jej czole w odruchu bezwarunkowym. — Nie spodziewałem się, że wystarczy wpuścić cię do moich komnat i pokazać kilka książek, żebyś sprzedała swoją dusze i kilka sekretów Lucjusza.

— Nawet o tym nie myśl, Severusie — parsknęła — swoimi książkami nie wyłudzisz ode mnie tajemnic moich przyjaciół. — Spojrzała mu w oczy, masując obolałe czoło. — Przyjaciele i rodzina są na pierwszym miejscu.

— Szkoda, mógłbym się zemścić na tym upierdliwym pawiu.

Hermiona uśmiechnęła się złośliwie na myśl, która zadudniła jej w głowie.

— Znam pewną skrzatkę, która lubi wylewnie opowiadać o najbardziej upokarzających momentach z młodości swojego byłego pana.

Cienkie wargi Severusa ułożyły się w wyjątkowo złowrogim uśmiechu.

— Ta informacja jest warta dostępu do mojej biblioteki. — Podal jej rękę w formie zapieczętowania „istotnego" układu i podszedł do małego barku, aby uszykować obiecane drinki.

Westchnęła z tłumionej przyjemności, gdy jej poszukujące palce zaczepiły się o starą, poniszczoną okładkę. Dzieje Hogwartu, towarzyszyły jej przez całą przygodę w magicznym świecie. Po otrzymaniu listu z Hogwartu przed rozpoczęciem edukacji oraz wizycie Minerwy w jej rodzinnym domu, miała cały rok na zapoznanie się z literaturą czarodziejów.

Taki urok wiedźmy urodzonej we wrześniu...

Historia Hogwartu była pierwszą kupioną przez nią książką, związaną z jej przyszłą edukacją i pochłonęła treść w dwie i pół doby. Matka martwiła się o jej zdrowie fizyczne, bo zapominała o przyjmowaniu pokarmu i nawodnieniu organizmu. Do dziś wracała z sentymentem do słów wyrytych na pachnącym pergaminie i ilustracji, które zapierały dech w piersiach. Chwyciła potężna księgę w ręce i zaniosła do skórzanej kanapy. Była cholernie ciężka, więc objęła ją ramionami, jak starą przyjaciółkę po wieloletniej rozłące i położyła na swoich kolanach. Okładka była inna, niż jakiekolwiek które widziała wcześniej. Wiedziała, że istnieje wiele wersji, ale nigdy nie zauważyła żadnej z tak licznymi zdobieniami i połyskującymi runami wyrytymi na skórzanej okładce. Odetchnęła głęboko, otwierając dzieło na pierwszej stronie.

Pierwsze wydanie.

Chciała przekartkować dalej, gdy w jej mózgu nastąpiło nagłe zwarcie.

PIERWSZE WYDANIE?!!!

— SEVERUSIE!!! — wrzasnęła w niebogłosy, mając święte przekonanie, że dwóch gryfońskich uczniów usłyszało ją ze swojej wieży i za chwile zaczną planować misję ratunkową.

Severus zjawił się po sekundzie w pozycji walecznego samuraja, który przybył uratować japońską księżniczkę z opałów. Mogłaby się roześmiać głośno, gdyby jej gardło nie było zaciśnięte w szoku. Widok książki, spoczywającej na jej kolanach odebrał jej zdolność mówienia, co w jej przypadku było prawie niemożliwe.

— Oszalałaś? — warknął — Masz szczęście, że mam dziś dobry humor. — Przywołał drinki z blatu barku i rozsiadł się na kanapie. — Czego tak wrzeszczysz?

— T-to jest pierwsze wydanie! — wydusiła.

— Zdaje sobie sprawę z tego, co mam w bibliotece, wiedźmo — parsknął ironicznym śmiechem, unosząc ciemną brew. — Tyle krzyku o książkę? — przewrócił oczami — Naprawdę, Granger?

— Skąd to masz? — rzuciła mu grubą księgę na kolana, jakby ją sparzyła. Severus syknął gniewnie, rozmasowując obolałe udo i przyszpilił ją gniewnym spojrzeniem. — No skąd? — pisnęła niecierpliwie.

— Tom Riddle miał słabość do Hogwartu. Jak doskonale zdajesz sobie sprawę, Voldemort zbierał wszelkie pamiątki po Założycielach szkoły oraz przeróżne artefakty związane z historią Hogwartu. Zauważyłem w jego bibliotece pierwsze wydanie, a gdy wyznaczył mi trudne zadanie do wykonania, zażądałem książki jako nagrody.

Wykrzywiła wargi z niesmakiem.

— Należała do tego psychopaty?

— Dawno temu tak, ale...— Tik pojawił się na jego policzku. — ... udało mi się wywnioskować, że pozbył się w dość brutalny sposób poprzedniego właściciela. — Rozmasował skronie i odetchnął ciężko. — Właściwie nie rozumiem skąd ta obsesja na punkcie księgi. Sam też jej nie pragnąłem. Chciałem tylko zobaczyć reakcję Toma na moją prośbę. Próbowałem się zorientować w jakim przedmiocie ukrył cząstkę duszy. — Położył kostkę prawej nogi na swoim lewym udzie i rozłożył ramiona na oparciu kanapy. Chwycił jeden kosmyk jej włosów, bawiąc się nim i sprawdzając sprężystość loków. — Tak... stara, rzadka książka o jego ulubionym miejscu na świecie pasowała do wzorca. Jednak oddał ją, więc domyśliłem się, że nie jest horkruksem.

— Żartujesz? — parsknęła — To arcydzieło! A nie jakaś tam książka! Do tego pierwsze wydanie! — Wyprostowała plecy, podskakując z podekscytowania i sięgnęła znów po książkę, aby jeszcze raz przyjrzeć się okładce. — Merlinie... ona jest pisana ręcznie! — krzyknęła.

— Mogłem dwa razy przemyśleć zaproszenie cię do eksplorowania moich zbiorów — burknął pod nosem z niezadowolonym grymasem. — Teraz będę musiał znosić twoją obecność dłużej.

— I nawet nie próbuj się mnie pozbyć! — zachichotała dziewczęco, przeglądając obszerne wydanie z marzycielskim błyskiem w oku. — A jeśli się odważysz... — szepnęła tajemniczym tonem — ... mogę namówić Melwina, żeby za pomocą magii skrzatów scalił portret Dumbledore'a ze ścianą w twojej sypialni.

Przerażony wyraz twarzy Severusa wydusił z jej przepony złowieszczy śmiech, godny wariatki Bellatriks.

— Nie zrobisz tego!

— Przekonaj się!

— Nie mogłabyś być aż tak bezduszna!

— Pamiętaj kto zaprowadził Umbridge do centaurów.

Zmrużył oczy i zbliżył się na cal od jej twarzy.

— Spalę tę książkę i upewnię się, że będziesz obserwować moje postępy z boku, jeśli kiedykolwiek wpadniesz na pomysł umieszczenia cukierkofila nad moim łóżkiem — wyszeptał przeciągając słowa, jak krytyk kulinarny, opisujący danie po degustacji.

— Dasz mi przeczytać ją w całości, a nie wspomnę o portrecie. — Zrobiła stanowczą minę wyciągając rękę, aby przypieczętować ugodę.

Chwycił jej rękę w twardym uścisku i obrócił jej nadgarstek w taki sposób, że jej grzbiet ręki wylądował na wysokości jego ust.

— W porządku — powiedział, składając drobny pocałunek na wierzchu jej ręki.

Jej ramię drgnęło z zaskoczeniem, gdy obserwowała wyczyn ponurego czarodzieja. Ostatnim czego się po nim spodziewała, był tak dżentelmeński gest.

Jak chce, to potrafi. Skryty flirciarz, ot co!

— Jesteś głodna, Hermiono? — wyszeptał przy jej ustach. Dlaczego to pytanie powoduje ciarki na każdym płacie mojej skóry? — Mogę poprosić skrzaty o coś smacznego — Uśmiechnął się. — albo możemy wnioskować o genialną pieczeń jagnięcą Melwina.

— Powinnam już iść — szepnęła ochryple, oddalając się od Severusa. — Dziękuję za miły wieczór, ale wydaje mi się, że nadużywam twojej gościnności.

Severus znieruchomiał, a jego ręka zacisnęła się na jej nadgarstku.

— Bzdura — powiedział lekceważącym tonem. — Jestem pewny, że mogę ci pokazać jeszcze wiele ciekawych drobiazgów. — Jego gęste, ciemne brwi ściągnęły się w skupieniu tworząc jej ulubioną zmarszczkę. — Poza tym, nie przyniosłem ci eliksiru na ból mięśni.

— Nic mi nie jest, dziękuję — Uśmiechnęła się z wdzięcznością. — Skurcze łydek już mnie nie męczą.

— Cóż... — Kolor jego oczu ochłodził się o kilka stopni. — ... masz dalsze plany na wieczór?

— Tak — Uśmiechnęła się uspokajająco. — Mam zamiar przespać całą noc i jutrzejszy dzień.

— Możesz spać tutaj.

Żelazny uścisk jego ręki zelżał, a zwinne palce pogładziły jej zbielały od wcześniejszego nacisku nadgarstek.

Zmarszczyła brwi w skupieniu. Spędzenie nocy z Severusem byłoby nierozsądne, zważając na ich niepewną relację. Wcześniejszy wybuch pożądania ustąpił dawno temu, ale nie wierzyła w ich samokontrolę w sprawach łóżkowych.

Nie wierzysz w SWOJĄ samokontrolę, nierządnico!

Nie trudno się nie zgodzić z jej wewnętrznym okiem, które widziało znacznie więcej, niż ona sama. Problem w tym, że obecnie widziało jedynie ją samą i nagiego Severusa w plątaninie kończyn i prześcieradeł.

Może zamiast tworzyć zaklęcie na bezbolesne noszenie szpilek, powinnam opracować coś na zmniejszenie własnego libido...

— Jeśli tego właśnie chcesz, Severusie — uniosła kącik ust.

— Właśnie tego chcę — powiedział ze stanowczym skinieniem głowy.

Położyła ciężką głowę na śliskiej skórze oparcia kanapy i zamyśliła się patrząc na czarodzieja, który z odnowionym entuzjazmem zamawiał ich posiłek u skrzatów. Doszła do wniosku, że wcale nie żałuje decyzji o pozostaniu w komnatach mistrza eliksirów.

Kto wie... może pozwoli mi przeczytać jeszcze jeden rozdział Dziejów Hogwartu?