ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

TERRIER


Gęste loki odebrały mu możliwość złapania oddechu. Przechylił głowę na bok, aby zaczerpnąć powietrza do płuc i odgarnął krzaczaste włosy wiedźmy, które próbowały go udusić we śnie. Chwycił w dwa palce sprężysty kosmyk i zmierzył go groźnym spojrzeniem, jakby był świadomą istotą, która z premedytacją obudziła go wczesnym rankiem.

Hermiona koczowała po całym łóżku, wbijając mu przeróżne części ciała w jego własne. Obawiał się, że tak dużej ilości obrażeń nie nabawił się nawet za czasów aktywnego uczestnictwa w zjazdach śmierciożerców.

Leżała wtulona w poobijany tors, dmuchając ciepłym powietrzem w jego szyję. Było mu gorąco i normalnie odepchnąłby źródło, które powodowało dyskomfort, ale patrząc na mocno śpiącą wiedźmę, nawet przez myśl mu nie przeszło, aby rozdzielić jej ciało od swojego.

Moja wiedźma.

Nie puściłby jej z objęć nawet, gdyby goniły go wściekłe, piekielne psy Hadesa.

Nie po zeszłej nocy...

Zarumienił się odrobinę na wspomnienie dzikiego zapału z jakim zaatakował Hermionę. Notabene, starał się uspokoić swoje libido od początku wspólnego wieczoru, ale czarownica wywoływała u niego przypływ zamroczenia umysłu. Sposób w jaki prowokowała wołał o pomstę do Nieba i podejrzewał, że nawet dementor poczułby iskierkę ciepła, gdyby Hermiona uśmiechnęła się do niego „tym uśmiechem".

Mamrotała przez sen i wyłapał pojedyncze zdania, które, był pewien, powtórzyła słowo w słowo z książki. Uśmiechnął się na myśl, że nawet podczas snu nie przestaje być panną przeczytałam-książkę-a-teraz-słuchaj-jak-recytuję-Granger. Tęsknił za czasami, kiedy mógł nakrzyczeć na nią za idiotyczne sugerowanie się literaturą, która do niczego jej się w życiu nie przyda.

Cóż...

Nie tęsknił. Nie cofnąłby czasu choćby o chwilę w obawie, że mogłaby bezpowrotnie zniknąć z jego życia. Obecnie nie wyobrażał sobie dnia bez niecierpliwego oczekiwania na to, że w następny weekend zobaczy jej piękny uśmiech, który za każdym razem powodował przyspieszenie pulsu i spłycenie oddechu.

Czy jestem zauroczony?

Czy to coś więcej niż zauroczenie?

Jego przemyślenia przerwał ruch miękkiego ciała, które chętnie obejmował. Kobieta wierciła się w jego ramionach, więc pogładził jej nagie plecy w delikatniej pieszczocie w nadziei, że zaśnie i da mu odrobinę więcej czasu na refleksję.

Oczywiście, wszystko czego w danej chwili pragnął Severus Snape, odwracało się od niego plecami...

Hermiona zakaszlała cicho i podniosła głowę, krzywiąc się komicznie. Miała włosy w kompletnym nieładzie, a jej oczy były zapuchnięte od snu.

— Która godzina? — zapytała ochrypłym głosem.

Zerknął na stolik nocny i chwycił spinkę do mankietu, transmutując ją w szklankę i po rzuceniu niewerbalnego „Aguamenti" wręczył Hermionie wodę, aby przepłukała podrażnione gardło.

— Około siódmej — mruknął cicho. — Prześpij się jeszcze, obudzę cię na śniadanie.

— Co? — zapytała zdezorientowana, po czym zmarszczyła brwi w zmieszaniu. — Nie, nie spokojnie. Nie planowałam zostać na śniadanie.

— Wczoraj powiedziałaś, że nie masz planów na dzisiejszy dzień z wyjątkiem leżakowania — Spojrzał na nią mrużąc oczy. — I to właśnie mam zamiar ci zapewnić.

Czarownica westchnęła ciężko, jakby jego propozycja była co najmniej męcząca. Mógłby obrazić się na jej oczywistą niechęć, ale obiecał sobie, że zrobi wszystko, aby zatrzymać ją na stałe w swoim łóżku.

A jeśli mi pozwoli... może...

Może zatrzymam ją w swoim życiu?

— Dobrze, Severusie — uśmiechnęła się porozumiewawczo. — Zauważyłam, że mój sprzeciw nie robi na tobie żadnego wrażenia.

Rozszerzył oczy w udawanym zdziwieniu.

— Panno Granger — szepnął przeciągłym profesorskim tonem, sprawiając, że zakrztusiła się wodą. — Mam zaszczyt przyznać, że myliłem się co do twojej wiedzy czerpanej jedynie z książek oraz deficytu spostrzegawczości, który kiedyś, moim zdaniem przejawiałaś — Skinął głową w uznaniu. — Świetna dedukcja. Gdybym mógł wystawić ci ocenę, otrzymałabyś wybitny — zachichotał złośliwie, gdy uderzyła go poduszką w głowę.

— Palant — burknęła w obrażonej pozie krzyżując ręce na piersi, ale widział uniesienie kącika jej ust. — Jesteś bardziej uparty niż Luna, która ubzdurała sobie istnienie gnębiwtrysków. A tak na poważnie, to chciałabym iść pod prysznic, jeśli pozwolisz.

— Byłem śmiertelnie poważny — Uniósł brew, gdy zmrużyła oczy. — Oczywiście korzystaj z mojej łazienki jak i kiedy tylko chcesz.

— Świetnie — klasnęła w dłonie i podniosła się na łokciach krzywiąc się z grymasem bólu. — Zaniesiesz mnie? — zapytała z miną skopanego szczeniaka. — Chyba nie mogę poruszać nogami.

— Zapomnij — parsknął. — Trzeba było nie wariować w nocy, to raz, a dwa, muszę odespać ciężką noc.

— Ciężką noc? — uniosła brwi.

— Ano... — westchnął. — Pewna złośliwa wiedźma pokiereszowała moje ciało we śnie, a później wyręczyły ją krzaczaste włosy, które próbowały udusić mnie na śmierć.

Wyglądała na skruszoną.

— Przepraszam — powiedziała cicho. — Od dziecka miałam problem z panowaniem nad swoim ciałem podczas snu — Zmarszczyła brwi. — Mogłeś mnie obudzić.

— To nic — wzruszył obojętnie ramionami. Przyznanie, że nie chciał odzyskać możliwości oddychania w zamian za utratę ciepła jej ciała było nierozsądne. Odwrócił się do niej plecami, żeby nie zauważyła sprzecznych emocji pojawiających się na jego twarzy.

Poczuł, że materac unosi się lekko, gdy wstała z łóżka i podreptała w stronę łazienki. Odetchnął dopiero, gdy usłyszał płynący pod prysznicem strumień wody.

Miał dwie opcje, które wchodziły w grę. Mógł udawać, że obecny układ mu odpowiada i spotykać się z Hermioną w klubie, poza nim i okazjonalnie poprosić o odegranie sceny lub liczyć na jej nagły przypływ namiętności. Mógł też zawalczyć o coś więcej i przyznać się przed samym sobą, że obecny układ niedługo przestanie mu wystarczać i zażąda czarownicy na wyłączność. Przeturlał się na plecy, patrząc na sufit. Biel łuszczącej się farby nie rozjaśniła jego umysłu, więc podniósł się na nogi z krzywym grymasem na ustach.

Hermiona transmutowała wyczyszczoną koszulę nocną w zwiewne bordowe szaty i związała włosy w kok. Wyglądała ślicznie i miał ochotę po raz kolejny przyjrzeć się każdemu szczegółowi jej twarzy z bliska.

— Złożysz zamówienie u skrzatów? — zapytała, zakładając srebrne kolczyki i nakładając jakieś błyszczące mazidło na usta.

— Nie — powiedział zdawkowo, zmierzając w stronę łazienki.

— Ale... — zmarszczyła brwi — ... mówiłeś, że zjemy wspólne śniadanie.

— Zjemy — westchnął. — W Wielkiej Sali.

Hermiona rozszerzyła oczy i chciała coś powiedzieć, gdy przerwał jej w pół słowa.

— Wczoraj odwaliłaś niezły teatr przy moich uczniach — powiedział krótko. — Cała szkoła o tym rozmawia, zapewniam — Spojrzał na nią z krzywym uśmiechem na ustach. — Nie mam zamiaru się chować, skoro tak czy inaczej będą plotkować.

— Emm... — zamrugała — zdam się na twój niezawodny, szpiegowski zmysł.


Droga do Wielkiej Sali była męcząca, biorąc pod uwagę szepty, które towarzyszyły im w korytarzach zamku. Ze względu na wczorajszą uroczystość, Minerwa zarządziła dzień wolny od zajęć, co w skutku przełożyło się na pałętających się bez celu uczniów. Poszeptywanie ciekawskich gówniarzy ustało, gdy zbliżyli się do drzwi, ale nie zmyliła go cisza przed burzą. Wyprostował się na pełną wysokość, ułożył rysy twarzy w obojętny wyraz i zaoferował ramię zdezorientowanej czarownicy.

— Pokażmy im, Granger.

Hermiona wybuchnęła perlistym śmiechem w momencie, gdy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się szeroko. Głowy uczniów i nauczycieli zwróciły się w kierunku źródła dźwięku. Nawet w swoich najzabawniejszych snach, Severus nie mógłby wyobrazić sobie czegoś równie śmiesznego. Wysilił mimikę twarzy, bo ogarnęła go desperacka potrzeba towarzyszenia Hermionie w wybuchnięciu śmiechem na widok tłumu gapiów. Oczy obserwujących ich osób miały kształt spodków, a z ich rozchylonych ust, wylatywało nieprzeżute pożywienie.

Patrzcie państwo, wasz ulubiony obślizgły profesor przyprowadził ładną czarownicę prosto z jego wampirzej twierdzy.

Wspomniana czarownica speszyła się i zamilkła na widok zszokowanego tłumu obserwatorów. Jej policzki pokryły się dziewczęcym rumieńcem, gdy pomaszerowała wzdłuż drewnianych stołów z wyżej wymienionym profesorem pod ramię. Uśmiechała się uprzejmie do uczniów, którzy byli zbyt zaskoczeni, aby odwzajemnić się tym samym. Słyszał głośne komentarze z prawej strony, więc zwrócił wzrok na stół Gryffindoru, zauważając, że pan Fox przygląda się Hermionie badawczym spojrzeniem.

Na pewno zastanawia się jakim cudem przeżyła noc w towarzystwie krwiożerczego łowcy niewinnych dziewic.

Poprowadził Hermionę do stołu nauczycielskiego, odsuwając jej krzesło, aby usiadła w pobliżu jego zwyczajowego miejsca. Uniosła brwi z porozumiewawczym uśmiechem na przejaw jego dżentelmeńskiego zachowania.

— Panno Granger! — krzyknął rozradowany głos z drugiego końca stołu. — Tak miło cię znów widzieć w Hogwarcie! — Mały czarodziej uśmiechnął się wesoło do Hermiony. — Jak życie, kochana dziewczyno? Słyszałem, że zajmujesz stanowisko w Departamencie Tajemnic! Powinnaś częściej mnie odwiedzać! Nie mogę się doczekać tych wszystkich nowinek z twojego działu zaklę...

— Oh, zamknij się — burknął Severus. — Nikt nie chcę słuchać twojego trajkotania od samego rana.

— Oho! — krzyknął Flitwick. — A temu co?

Skrzywił się, gdy otrzymał pod stołem solidny cios butem w kostkę. Hermiona zmierzyła go chłodnym spojrzeniem i zwróciła się w stronę profesora zaklęć.

— Dziękuję profesorze — Uśmiechnęła się ciepło. — Również żałuję, że tak rzadko mam okazję odwiedzić zamek. Niestety niewiele jestem w stanie powiedzieć o moich obecnych badaniach, zważając na tajemnicę zawodową.

— Wystarczy Filus, moja droga. — Niskorosły mężczyzna zachichotał krótko i spojrzał na Hermionę poważniej. — Jeśli będziesz potrzebowała mojej pomocy, to wiesz gdzie mnie znaleźć. A tymczasem, będę się zbierał. Mam sporo prac do ocenienia.

Śledzili oddalające się plecy Filiusa wzrokiem, gdy zza drzwi do Wielkiej Sali weszła wysoka postać. Hermiona spojrzała na niego z paniką w oczach.

Mój wewnętrzny masochista oczekiwał takiego zwrotu akcji...

— Witaj Minerwo — powiedział obojętnym tonem.

— Severusie, Hermiono. — Kobieta uniosła na nich brew i usiadła przy wysokim stole.

— Nie wyglądasz na zbyt szczęśliwą. Czy coś pokrzyżowało twoje plany? Miałaś wyjechać do rodziny na weekend — wycedził Severus przez zaciśniętą szczękę.

Minerwa zrobiła zawiedzony wyraz twarzy i spojrzała na Severusa ze zmrużonymi oczyma.

— Członkowie mojej rodziny zarazili się groszopryszczką. Nie zdążyli wysłać mi sowy przed moim wyjazdem, więc skorzystałam z miejscowego motelu, aby choć przez jedną noc zmienić otoczenie — Westchnęła ciężko. — Jestem już za stara na takie podróże.

— Przykra wiadomość — zadrwił Severus. — Liczyłem, że odetchnę pod twoją nieobecność.

Minerwa przewróciła oczami i przywołała Krwawego Barona gestem kościstej ręki. Duch poszybował w ich stronę nad stołem Ślizgonów z ponurym wyrazem twarzy.

— Pani wzywała? — Spokojny głos ducha niósł się po Wielkiej Sali.

— Proszę, abyś przywołał Irytka do porządku — powiedziała surowa czarownica, zaciskając usta w wąską linię. — Nie było mnie zaledwie kilkanaście godzin, a on już zdemolował mój gabinet.

Hermiona zakrztusiła się sokiem pomarańczowym, który wyleciał jej nosem. Minerwa poklepała ją po plecach, kręcąc głową z dezaprobatą.

— Wszystko w porządku, Hermiono?

— T-tak — wydusiła i wbiła ostre paznokcie w udo Severusa.

— A więc, tak jak mówiłam wcześniej... — Minerwa kontynuowała, jakby jej nie przerwano. — Postrasz go na swój własny, krwawy sposób i poinformuj, że ma trzymać się z dała od mojego gabinetu. Portrety milczą i nie chcą zdradzić co zaszło, podobnie jak Lapis — Zmarszczyła brwi. — Wartościowe pergaminy zostały zniszczone i oczywiście mogę to naprawić za pomocą magii, ale wolałabym uniknąć takich incydentów w przyszłości.

Krwawy Baron zmierzył Hermionę i Severusa oceniającym spojrzeniem, jakby spodziewał się, że mają zamiar się wytłumaczyć. Zgodne milczenie dwójki „dorosłych" czarodziejów, spowodowało teatralne westchnienie ducha i skinięcie głową w stronę dyrektorki. Półprzezroczysta postać odpłynęła w stronę wyjścia z sali, szepcząc pod nosem coś o dożywotnim długu wdzięczności.

Jedli w ciszy, co jakiś czas wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Tłum kończących śniadanie uczniów zaczął się przerzedzać, a większość nauczycieli pognała do swoich pokoi, aby cieszyć się wolnym dniem od pracy. Severus nie miał zamiaru pozwolić Hermionie przespać całego dnia, a tym bardziej nie chciał odprawić czarownicy w drogę powrotną do Onca. Okazja do wysunięcia drobnego pretekstu, pojawiła się wcześniej niż przypuszczał.

— A teraz, moi drodzy... — Profesor tramsmutacji uśmiechnęła się wesoło do Severusa i jego milczącej towarzyszki — opowiedzcie mi, co działo się pod moją nieobecność. Ciesze się, że dobrze się bawiliście...— mrugnęła porozumiewawczo, odnosząc się do obecności Hermiony na śniadaniu. — ...ale jestem zbyt wścibska, aby pominąć wszelkie szczegóły i ploteczki.

Szkarłatne krawaty Gryfonów, bledły w porównaniu z rumieńcem na policzkach Granger. Severus wykrzywił wargi w krzywym uśmieszku i spojrzał na dyrektorkę z politowaniem.

— Bardzo byśmy chcieli, Minerwo — powiedział z nutą rozbawienia w głosie. — Niestety mamy już wcześniej zaplanowany spacer do Hogsmeade. Być może innym razem pozwolimy sobie na miłą pogawędkę przy herbacie — Uniósł sarkastycznie brew, parząc na młodą czarownice, która najchętniej schowałaby się pod stołem. — Chodź Granger, czas nas goni.

Wiedźma skinęła dyrektorce na pożegnanie i bez zażaleń podreptała za Severusem w stronę wyjścia z Wielkiej Sali.

— Przecież nie macie nic ważnego do roboty! — wykrzyczała zbulwersowana dyrektorka do ich sztywnych pleców.

Severus zatrzymał się w pół kroku i z gracją skrzyżował kostki, aby obrócić się i stanąć twarzą do surowej wiedźmy.

— Zapewniam cię Minerwo, że są sprawy ważniejsze od zaspokojenia twojej ciekawości. — Odwrócił się z zamachem, powiewając czarną peleryną i ruszył żwawym krokiem, aby dogonić Hermionę.

Byli w połowie korytarza, prowadzącego do głównego wyjścia z zamku, gdy zagadnął małą czarownice z sarkastycznym uśmiechem.

— Obawiam się, że wyglądasz na zbyt winną — Zagryzł wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem, gdy sapnęła z oburzenia. — Myślałem, że masz większe umiejętności w grze aktorskiej.

— Nie wiń mnie — wyszeptała zaciskając pięści. — Byłam przekonana, że wszystko się wyda... widziałeś minę Barona? Wyglądał, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z naszych wyczynów! — wykrzyknęła odrobinę za głośno, więc objął jej kark ramieniem, zakrywając jej usta.

— Patrz! On ją obejmuje! — Usłyszał dziewczęcy pisk za sobą i rzucił przez ramię groźne spojrzenie na dwie rozchichotane Puchonki.

Hermiona parsknęła, pokrywając jego dłoń kropelkami śliny.

— Byłbym wdzięczny, gdybyś nie moczyła mojej ręki płynami ustrojowymi — szepnął jej do ucha z obrzydzeniem, wycierając dłoń o skraj szaty.

— Wybacz. Sam się o to prosiłeś — zachichotała. — Wizyta w Hogsmeade nie była przez ciebie zaplanowana, prawda?

— Nie — skłamał i spojrzał na jej rozbawioną twarz. — Przynajmniej nie musimy wysłuchiwać wzniosłych opowieści staruszki.

Wiedźma potknęła się o nierówność w kamiennej podłodze. Chwycił ją za łokieć, przewracając oczami na jej niezdarność i pociągnął ją w stronę wyjścia z zamku.

Trawa na błoniach Hogwartu lśniła w promieniach przedpołudniowego słońca. Puszyste obłoki przesuwały się ślimaczym tempem po niebie na skutek wiosennego wiatru, a figlarne dźwięki porozumiewających się ptaków, niosły się po malowniczym terenie starego zamku. W oddali można było usłyszeć szczęśliwe śmiechy nastolatków, którzy korzystali ze słonecznego poranka na brzegu pobliskiego jeziora. Pluskające dźwięki macki kałamarnicy zwróciły uwagę dwójki spacerowiczów. Wymienili porozumiewawcze uśmiechy, gdy jeden z pierwszoroczniaków uciekł z krzykiem na widok wyłaniającego się odnóża wielkiego mięczaka.

Przeszli przez osłony bezpieczeństwa. Severus poczuł mrowienie magii w swoim ciele. Nie zastanawiał się wiele nad swoją interakcją z zamkiem. Gdy wrócił do Hogwartu po rehabilitacji, kilka miesięcy po wojnie, mógł wyraźnie doświadczyć dziwnego odczucia ciepłego uścisku w trzewiach. Zasiadanie na fotelu dyrektora miało swoje plusy, a jednym z nich była świadomość nawet najmniejszego zakłócenia w murach zamku. Osoby, które znały go prywatnie mogły zarzucić mu wiele skłonności, ale nigdy, nawet za dziecka, nie przejawiał ignorancji. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Hogwart nie uznał Minerwy za prawowitego obrońcę. Prawdę mówiąc wątpił, aby ona sama zdawała sobie z tego sprawę i trudno ukryć, że Severusowi nie pasował obecny układ.

Zarządzanie szkołą, powodowało u niego silny przypływ mdłości na wspomnienie krótkiego okresu piastowania stanowiska dyrektora. Traumatyczny czas dla niego i uczniów, odebrał mu jakiekolwiek chęci do cieszenia się z uroków więzi z tym fascynującym, historycznym budynkiem.

Severus odetchnął głęboko przez pokaźnych rozmiarów nos. Na horyzoncie ukazał się zarys niewielkich budynków wioski do których zbliżali się w spokojnym tempie. Miał wrażenie, że humor Hermiony uległ gwałtownej zmianie. Uśmiechała się marzycielsko, rozglądając się po bujnych łąkach i co jakiś czas zamykała oczy, aby wdychać zapach polnych kwiatów. Jej długie rzęsy rzucały cień na jej brzoskwiniowe policzki, a wiatr poruszał świeżo uwolnionymi z koka włosami. Przeklinała pod nosem, gdy któryś z kręconych, niesfornych kosmyków odważył się wpaść do jej ust, raz na jakiś czas.

— Cholera — mruknęła. — Mogłam zostawić je związane — powiedziała do siebie z gniewnym zmarszczeniem brwi.

— Zostaw — powiedział neutralnie, nie patrząc w jej ciekawskie oczy i zwalczył impuls kopnięcia się w kościsty tyłek za swój niewyparzony język. — Wolę, gdy są rozpuszczone.

Zerknął kątem oka na profil wiedźmy, która jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki - Tak mówią mugole, co nie? - rozpromieniła twarz w uroczym uśmiechu i mógłby przysiąc, że jej drobna postać, zaczęła błyszczeć jasnym blaskiem.

Uliczki wioski były praktycznie puste. Nic dziwnego, że tylko garstka czarodziejów zdecydowała się odwiedzić miasteczko o tak wczesnej porze. Zaproponował Hermionie filiżankę jego ulubionej herbaty, którą Rosmerta parzyła przed południem.

Rozsiedli się wygodnie na miękkich fotelach w jednej z wnęk. Severus skinął głową barmance w nadziei, że nie będą musieli zbyt długo czekać na zamówienie.

— Ile to już lat? — Westchnęła czarownica siedząca naprzeciwko niego. — Myślę, że minęły co najmniej trzy lata od kiedy mogłam cieszyć się wizytą w Trzech Miotłach. — Uśmiechnęła się wesoło, gdy Rosmerta postawiła dzbanek herbaty na stole.

— Nic nie straciłaś — burknął ponuro.

Hermiona spoważniała i zmarszczyła wyprofilowane brwi w skupieniu.

— Wspomniałeś, że masz zamiar wybrać się na uroczystość z okazji zaślubin Harry'ego i Ginny — przygryzła dolną wargę, jakby nie mogła powstrzymać się od nurtującego pytania. — Zabierasz ze sobą osobę towarzyszącą? — zapytała z dość oczywistym zainteresowaniem, które usiłowała (nieudolnie) zamaskować.

Pies ogrodnika...

— Być może.

Czerpanie satysfakcji z zazdrości w jej oczach było złe. Zdawał sobie sprawę, że będzie smażył się w piekle za swoje przeszłe czyny, więc mała gra na nerwach Hermiony nie zaszkodzi, a pomóc może.

— Doprawdy? — zacisnęła usta w wąską linie. — Mhm, kim jest twoja przyjaciółka? — wycedziła, a jej uśmiech załamał się w niezadowolonym grymasie.

— Jeszcze nie zdecydowałem. — Uniósł brew porozumiewawczo, aby poinformować wiedźmę, że ma świadomość jej marnej gry aktorskiej.

Miał coś dopowiedzieć, aby rozładować napiętą atmosferę, gdy drzwi pubu otworzyły się na oścież, a jasne światło dochodzące z zewnątrz oświetliło wysoką postać.

Świetnie.

Hermiona nagle zachichotała z nieznanego mu powodu. Był przekonany, że jest kompletnie nieświadoma ich cichego obserwatora.

— Właściwie, mógłbyś zaprosić Minerwę, Severusie — parsknęła. — Jestem przekonana, że byłaby chętna do porwania cię na parkiet w rytmie ognistego tango.

Skrzywiłby się na mentalny obraz siebie i Minerwy wijących się w pozycji corte, ale jego pełna uwaga była skupiona na czerwieniejącym z gniewu przybyszu.

Dramat rozpocznie się za trzy... dwa... jeden...

— Co robisz z tym tłustym dupkiem, Miona?! — krzyknął wściekły głos, a wcześniej uśmiechnięta czarownica, zamarła w bezruchu z rozszerzonymi do granic możliwości oczyma.

Odwróciła się powoli, patrząc ze zdumieniem na rudowłosego półgłówka, który stał w bojowym rozkroku i wypinał klatkę piersiową, jak jack russell terrier rywalizujący o sukę.

— Ron. — Głos Hermiony przybrał lodowaty ton na widok jej nastoletniego koszmaru.

Weasley zmrużył niebieskie oczy, patrząc na niewielką odległość w jakiej znajdowała się dwójka czarodziejów przy stole. Severus doszedł do wniosku, że wolałby przez kolejną noc dusić się niesfornymi lokami Hermiony, niż być świadkiem przedstawienia, które miało nadejść.