ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY
POJEDYNEK
Resztki dobrego samopoczucia Hermiony, rozwiały się wraz ze wściekłym głosem wydobywającym się zza jej pleców. Włoski na jej trzęsących się ramionach zjeżyły się. Nie musiała odwracać głowy, aby zobaczyć oczyma wyobraźni piegowatą twarz, wykrzywioną w oburzonym grymasie. Zaletą dorastania z drugim człowiekiem było poznanie jego najskrytszych cech osobowości i charakteru. Dzieci były zbyt szczere, aby przybierać maski. Znała Rona, jak własną kieszeń i potrafiła przewidzieć jego zamierzone czyny. Nie potrafił kontrolować emocji i szczerze powiedziawszy posiadał cechy typowe dla prawdziwego Gryfona. Niestety w złym tego słowa znaczeniu. Był impulsywny, lekkomyślny i zbyt uparty, aby wziąć pod uwagę inne poglądy, niż swoje własne. Kiedyś podziwiała jego chęć bezwarunkowego rzucenia się w wir walki i odwagę w wyrażaniu swojego zdania. Z perspektywy czasu, mogłaby z ręką na sercu przyznać, że nastoletnie zauroczenie oślepiło jej wewnętrzne oko.
Spojrzała na czerwoną ze złości twarz czarodzieja i ochłodziła ton o kilka stopni, w nadziei, że zrozumie niebezpieczeństwo związane z kontynuowaniem tej szopki.
— Ron — powiedziała tonem godnym Irmy Pince, która przyłapała uczniów na jedzeniu czekoladowych jajek w bibliotece.
Sposób w jaki wypiął pierś i zmrużył oczy, lustrując parę czarodziejów przy stole, która cieszyła się herbatą, wywołał głębokie parsknięcie u młodej kobiety.
— Na brodę Merlina, Ron — Przewróciła oczami. — W czym tkwi problem? Wyglądasz, jakbyś przyłapał Filcha z panią Norris.
— W czym tkwi problem?! — warknął rozzłoszczony czarodziej. — Siedzisz przy herbacie z koszmarem swoich szkolnych lat i pytasz się mnie w czym problem? — Nabrał powietrza do płuc, jakby przesiedział co najmniej minutę pod wodą.
— Nie uważam Severusa za koszmar w żadnym tego słowa znaczeniu — zacisnęła zęby. — Jeśli nie masz nic więcej do powiedzenia, to proszę, abyś oddalił się w inne miejsce. Tak się składa, że jesteśmy zajęci.
— Severusa?! — naśladował jej ton głosu górując nad jej siedzącą sylwetką i oparł zaciśnięte pieści na blacie stołu. — Od kiedy jesteś z tym dupkiem na Ty? — warknął.
Zerknęła na jej milczącego towarzysza, który uśmiechał się drwiąco, przyglądając się scenie z uniesionym łukiem brwiowym. Chłodne spojrzenie starszego czarodzieja oderwało się od jej niespokojnej twarzy i przyszpiliło awanturującego się Ronalda.
— Panie Weasley — wypluł nazwisko, jak największą obelgę. — Nie jestem zdziwiony, że twoje zachowanie nie uległo zmianie przez te wszystkie lata. — Podniósł dzbanek herbaty i dolał odrobinę do filiżanki. Upił łyk gorącego napoju i wykrzywił wargi w zniesmaczonym grymasie, gdy Ron przeklnął pod nosem. — Takie słownictwo przy damie. — Pokręcił głową z prześmiewczą dezaprobatą. — To nie przystoi dorosłemu mężczyźnie.
Hermiona zagryzła wargę, żeby nie ryknąć śmiechem na przytyk Severusa, który w jej obecności wyrażał się w zdecydowanie gorszy sposób. Obserwowała, jak kąciki ust bruneta opadają, a jego oczy stają się zimne.
— Zapewniam cię, Weasley— wysyczał z jadem w głosie. — Jeśli nie przestaniesz zaczepiać nas w ten sposób, będę zmuszony wyprowadzić cię siłą na zewnątrz. — Lodowaty głos Severusa miał nutę ostrzeżenia i na miejscu Rona uciekałaby, gdzie pieprz rośnie.
Młody mężczyzna, jak na walecznego cymbała przystało, napuszył się jeszcze mocniej i przybrał wyzywającą pozę, sugerującą gotowość do walki o swoją...
Swoją co?
Rację?
Cokolwiek ubzdurał sobie w rudej głowie, nie było wytłumaczeniem grubiańskiego zachowania.
— Nikt cię nie pytał o zdanie — wysyczał Ronald z gniewnym spojrzeniem. Zaczesał rude włosy do tyłu i spojrzał na Hermione z uśmieszkiem. — Może już w szkole mu się spodobałaś? — Parsknął i przetarł wierzchem ręki ślinę, która wytrysnęła mu z ust. — Czy dyrektorka wie, że jej podwładny ma skłonność do swoich uczennic? — Wykrzywił złośliwie wargi.
Oj, tak... gdybym była na miejscu Rona... zatrzymałabym resztę swoich komentarzy dla siebie.
Oczy Severusa nabrały morderczego wyrazu, a nozdrza rozszerzyły się do granic możliwości w gwałtownym wdechu. Wypuścił powietrze z sykiem przez zaciśnięte zęby i wstał sztywno z miejsca. Spojrzał na Hermionę i nachylił się nad jej uchem w taki sposób, żeby tylko ona mogła go usłyszeć.
— Zostaw go mnie, wiedźmo — szepnął złowrogim tonem. — Nie waż się w to wtrącać.
Typowe... siedź babo i daj samcom skoczyć sobie do gardeł.
Spojrzała z politowaniem na czarodziejów. Kłótnia z mężczyznami, którzy mieli ewidentny nadmiar testosteronu we krwi nie miała sensu.
— Myślisz, że się ciebie boję? — Ron zbliżył twarz na centymetr od nosa Severusa, wyszczerzając białe kły. — Nie wiem czym napoiłeś Mionę, ale nie pozwolę ci jej dotknąć.
Czarownica miała ochotę kopnąć go w krocze za użycie wobec niej tego okropnego imienia.
Tyle razy powtarzałam, że nienawidzę zdrobnień...
Bruzdy nosowo-wargowe na twarzy Severusa uwydatniły się w grymasie pogardy.
— Dyskusja, z tak ograniczonym umysłowo osobnikiem, nie przynosi mi żadnej satysfakcji. — wycedził szyderczym tonem. — Ostrzegam cię jednak... — Severus i Ron, byli praktycznie tego samego wzrostu, więc zdziwił ją sposób, w jaki mistrz eliksirów górował nad piegowatym mężczyzną. —... że nie spocznę, póki nie zmuszę cię, abyś przeprosił za przerwanie mojej randki.
Hermiona rozszerzyła oczy.
Randki?
Powstrzymała automatyczny odruch rozdzielenia czarodziejów, gdy Ron chwycił Severusa za kołnierz szaty.
— RANDKA?! — wypluł Ron z wściekłym wyrazem twarzy. — Hermiona nigdy w życiu nie umówiłaby się z nietoperzem! — Spojrzał na nią z satysfakcją w oczach, która momentalnie zniknęła, gdy zauważył jej uniesiony łuk brwiowy. — Nawet nie żartuj, Miona — Rozszerzył oczy z przerażeniem.
Zmrużyła oczy w wąskie szparki zaciskając pięści, aż poczuła, że ciągłość jej skóry została przerwana przez paznokcie w kolorze szkarłatu. Jej rozpuszczone, bujne loki uniosły się nad jej ramiona i zalśniły niebieskimi iskrami.
— Nazwij mnie jeszcze raz tym cholernym imieniem, a przysięgam, że Severus będzie musiał odciągać moje ręce od twojej szyi! — warknęła ochryple unosząc bezwiednie filiżankę, już dawno zapomnianej herbaty. Naczynie zawirowało w powietrzu i upadło na stół z trzaskającym dźwiękiem rozbitej porcelany. Usłyszała, jak Severus mruczy pod nosem „Nie mam takiego zamiaru". — Skończyliście już znaczyć teren? To naprawdę żałosne — prychnęła, kładąc ręce na biodrach. — A tak właściwie — Zmrużyła oczy. — Co robisz o tej godzinie w Hogsmeade, Ronaldzie?
Ron posłał jej przelotne spojrzenie, ale widziała, że starał się nie tracić Severusa z oczu.
— Jestem w drodze do Hogwartu — burknął. — Ubiegam się o stanowisko profesora latania.
Hermiona i Severus zamarli, wpatrując się w Rona z niedowierzaniem.
— Co? Przecież ty nie...- Powiedziała cichym, zdezorientowanym głosem, ale przewało jej zwierzęce warknięcie Severusa.
— Po moim trupie! — Jego wściekła twarz wykrzywiła się w brzydkim grymasie.
— To się da załatwić. — Zaśmiał się szyderczo Ron i wyciągnął różdżkę z tylnej kieszeni spodni. — Nie będzie mi szkoda tłustego śmierciożercy — parsknął i wycelował koniec drewna w pierś Severusa.
Czarne oczy ponurego czarodzieja, zabłysły w świetle pochodni, wiszącej na ścianie pubu. Zrobił dwa kroki do przodu, aż różdżka Rona wbiła się w jego twardy tors.
— Choć raz mówisz z sensem, Weasley — wyszeptał żarliwym tonem. — Byłem śmierciożercą i powinieneś o tym pamiętać, zanim wyzwiesz mnie na pojedynek — wycedził mrocznym głosem.
Skóra na jej plecach cierpła na widok złowrogiego błysku w oku oraz tonu głosu, który zapowiadał śmierć w męczarniach. Zerknęła na młodszego mężczyznę, który rozszerzył oczy...
Ze strachu?
W końcu zaczyna przejawiać jakikolwiek instynkt samozachowawczy, bo już się bałam, że...
Na twarzy Rona pojawił się wyraz determinacji, gdy poprawił chwyt na różdżce i wbij ją mocniej w ciało Severusa.
A nie, jednak nie... Oh, Mon-Ron... Kiedy w końcu dorośniesz?
— W takim razie wyzywam cię — powiedział twardo piegowaty mężczyzna i uśmiechnął się z samozadowoleniem. — Na pieści — dodał z iskrą zwycięstwa w oczach. — Nie potrzebuję różdżki, żeby cię zmiażdżyć.
Severus wykrzywił wargi z obrzydzeniem.
— Wyzywasz czarodzieja na pieści? — zapytał z drwiną. — Naprawdę Weasley? To prymitywna, mugolska praktyka, która mnie odrzuca.
— Więc tchórzysz? — Ron parsknął prześmiewczo. — Tak myślałem. Mocny tylko w brzydkiej gębie.
Hermiona miała ochotę się przeżegnać, gdy usłyszała słowa Rona. Severusa można było nazwać wieloma wyzwiskami, ale Ron posunął się za daleko. Wyraz twarzy starszego czarodzieja zapowiadał pewną śmierć.
— Nie nazywaj mnie tchórzem. — Każde słowo, zostało wypowiedziane z taką ilością chłodu, że miała wrażenie gwałtownego spadku temperatury pomieszczenia.
— Weź to na klatę, Snape lub uciekaj z krzykiem, bo nie mam zamiaru się poddać.
Westchnęła głośno, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Severus zmrużył oczy na ryżego kretyna i strzepnął niewidzialny kłaczek ze swojej szaty.
— Lepiej przygotuj się do wyjścia na zewnątrz, Weasley... — Wykrzywił wargi w szyderczym grymasie. — Nie chce, aby Rosmerta była zmuszona zmywać twoją krew z podłogi.
Ron zaśmiał się głośno, odwracając się plecami i zmierzając w stronę drzwi wyjściowych. Spojrzał na Severusa przez ramię i krzyknął ze sztucznym uśmiechem:
— Mam ci wysłać specjalne zaproszenie? — Chichot wydobywający się z szerokich ust Rona, spowodował u Hermiony nagły przypływ obrzydzenia. — A może nogi odmówiły ci posłuszeństwa ze strachu, staruszku?
Twarz Severusa nie wyrażała żadnej emocji. Wydawało jej się, że kącik jego ust wygiął się w górę, ale mogło jej się przewidzieć. Złapała go za ramię w mocnym uścisku, gdy zaczął kierować się w stronę drzwi.
— Co ty do cholery wyprawiasz, Severusie? — powiedziała rozgorączkowanym tonem. — Ron jest silny! Ma przewagę w masie!
Severus spojrzał na nią z politowaniem i przewrócił oczyma.
— Czy choć raz możesz mi zaufać, wiedźmo? — wycedził z nutą urazy. — Tak, jest szerszy i zapewne silniejszy. — Oderwał jej rękę ze swojego ramienia i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się w pół kroku i odwrócił głowę, by spojrzeć na Hermionę z małym, złowrogim uśmiechem. — Nie zapominaj jednak, że jestem Ślizgonem. — Obrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami pubu.
Stała zakorzeniona w miejscu, nie wiedząc jakie kroki powinna podjąć. Usłyszała cichy chichot zza blatu baru, więc spojrzała w stronę wesołej Rosmerty, która polerowała szklane kufle szmatką.
— Nie martw się o niego, Hermiono — Rozciągnęła usta w złośliwym uśmieszku. — Znam Severusa od lat. On doskonale wie, co robi.
— Mam nadzieję — burknęła pod nosem i wybiegła z dusznego pomieszczenia na świeże powietrze.
Ron stał w dość zabawnym rozkroku. Prawa noga z przodu, pięści wystawione, a całe jego ciało podskakiwało w górę i w dół na ugiętych kolanach. Severus stał prosto, jak ściana, ręce miał schowane z tyłu, a jego twarz drgała, jakby powstrzymywał się od śmiechu na widok rozjuszonej małpy, która właśnie prezentowała pokaz siły.
— No dawaj! — krzyknął Ron z szalonym wyrazem twarzy i machnął pięścią w powietrzu.
— Czekam na instrukcje — powiedział neutralnie brunet mężczyzna. — Czy twoje wyczyny są jakimś specjalnym rytuałem? — Severus uniósł brwi w udawanym zdziwieniu. — Czy powinienem zrobić notatki?
Twarz Rona wykrzywiła się z wściekłości i rzucił się na drugiego mężczyznę z rykiem. Wycelował w jego nos, a Hermiona pisnęła z paniką w głosie, gdy usłyszała trzask kości. Severus wcale się nie bronił. Przyjął cios z rękami założonymi za plecami. Siła uderzenia odwróciła jego głowę w bok i zachwiał się odrobinę w miejscu. Ron zaśmiał się z satysfakcją i wbił kolano w brzuch Severusa w taki sposób, że starszy czarodziej mimowolnie zgiął się w pół z cichym sykiem, wydobywającym się z jego ust. Hermiona krzyknęła głośno. Ogarnął ją gwałtowny przypływ strachu o jej bezbronnego czarodzieja. Ruszyła mu na pomoc, ale spojrzenie jakie jej posłał, zatrzymało ją w miejscu. Głośny śmiech Rona zjeżył kręcone loki, które poruszały się na jej głowie we wściekłych pląsach.
— Teraz nie jesteś taki mądry, co? — Zaśmiał się zwycięsko i wypiął dumnie pierś. — Patrz Miona! Teraz otworzyłem ci oczy? — Złośliwe spojrzenie Rona skupiło się na jej rozgniewanej twarzy i wskazał palcem skuloną na ziemi postać. — To pizda, a nie facet!!!
Zmrużyła niebezpiecznie oczy.
Parszywa łasica! Nie pozwolę go obrażać i krzywdzić!
Nie zastanawiając się dłużej, pognała w stronę skulonego czarodzieja, którego ciało trzęsło się w drgawkach i wyciągnęła różdżkę z ukrytej w szacie kieszeni. Severus najwyraźniej zobaczył ją kątem oka, bo wyprostował się na pełną wysokość, jakby nic się nie wydarzyło. Ze złamanego nosa ciekła mu krew. Rozszerzyła oczy, gdy zorientowała się, że jego ciało nie trzęsie się w drgawkach bólu, a ze śmiechu. Ron miał zdezorientowany wyraz twarzy, ale po chwili wykrzywił wargi ze złości.
— Jesteś kompetnie szalony, Snape — powiedział wściekłym głosem. Ron nigdy nie lubił, gdy się z niego naśmiewano. — To nie ważne. Tak czy inaczej cię wykończę.
Podniósł zaciśniętą pięść i wycelował w twarz Severusa z cichym świstem powietrza. Nie zdążyła nawet pisnąć, gdy Severus chwycił rudzielca za nadgarstek i z lekceważącym przewróceniem oczami uderzył go prawym łokciem w okolice jabłka Adama. Ron zaczął się gwałtownie dusić, po czym upadł na ziemię nieprzytomny.
Hermiona patrzyła na scenę z otwartymi ustami. Moment realizacji, że zagrożenie minęło sprawił, że zaczerpnęła haust powietrza do płuc. Spojrzała na Severusa i podbiegła do niego szybkim tempem, chwytając go za poły szaty i potrząsając nim energicznie.
— IDIOTO! — krzyknęła z szalonym od wcześniejszego napięcia wzrokiem. — Musiałeś? — warknęła wściekłe. — Nie mogłeś mi powiedzieć, że to tylko gra? — Uderzyła czołem w jego tors z uczuciem porażki, gdy zachichotał mrocznie w odpowiedzi na jej głośną tyradę.
Objął ramionami ciało kobiety i pocałował zakrwawionymi ustami jej gorące czoło.
— Mówiłem ci, wiedźmo. — Pomasował jej plecy okrężnymi ruchami. — Mam anatomię człowieka w małym palcu — parsknął w jej włosy na czubku głowy. — Poza tym, jest pewna rzecz na której zależy mi bardziej, niż na własnym nosie — powiedział cicho Severus.
Uniosła twarz i spojrzała na zadowolonego czarodzieja o pokiereszowanej twarzy.
— Tak? Na czym? — westchnęła z rezygnacją.
Radosny uśmiech rozciągnął zakrwawione wargi czarodzieja.
— Na tym, aby uśpić czujność Gryfona i dać mu złudną nadzieję, że jego wysiłki nie pójdą na marne.
Roześmiała się trochę histerycznie i wtuliła twarz w jego tors. Severus wzdrygnął się odrobinę z bólu, ale nie odsunął jej ciała od swojego. Wdychała jego męski zapach, ciesząc się satysfakcją czarodzieja. Uśpiony od nerwów umysł, nie zakodował, że powinna zastanowić się nad tym co powiedział i przypomnieć sobie, że ona również jest Gryfonką.
